Edynburg w 1 dzień! Magia bez dopalaczy

Mimo, że Glasgow jest największym szkockim miastem, to Edynburg jest stolicą Szkocji. Będąc tam ma się wrażenie, że miejsce zostało zamrożone w czasie. Pomaga w tym jego architektura i skupisko życzliwych ludzi, którzy nigdzie się nie spieszą, uśmiechając się do zalewających Edynburg turystów. 

Jak dojechać do Szkocji? Gdzie nocować? Czym poruszać się po mieście? Jakie są tradycyjne dania kuchni szkockiej? Gdzie zjeść smacznie i tanio? Jakie są ceny wybranych produktów w supermarketach? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć tutaj.

Na zwiedzanie stolicy Szkocji przeznaczyliśmy jeden dzień. Mało? Zdecydowanie. Miasto ma wiele do zaoferowania. Niestety, nasz pobyt w Szkocji ograniczał się jedynie do weekendu, dlatego też w Edynburgu byliśmy tak krótko. Wszystkie najważniejsze atrakcje w mieście znajdują się blisko siebie, a więc nie korzystaliśmy z transportu miejskiego. Uprzedzam, że odwiedziliśmy jedynie darmowe atrakcje, których i tak jest baaaardzo dużo!

John_Rocque_Plan_von_Edinburgh_1764
Mapa Edynburga z 1764 roku, autor: John Rocque, Wikimedia Commons.

PAŁAC HOLYROOD

Po wyjściu z pociągu (główna stacja: Waverley) udaliśmy się do rezydencji brytyjskiej rodziny królewskiej w Szkocji, położonej na samym końcu sławnej ulicy, zwanej Królewską Milą. Zanim Pałac stał się siedzibą monarchów brytyjskich, w roku 1128 było to Opactwo Holyrood. Budynek był wielokrotnie rozbudowywany. Charakterystyczna wieża strażnicza zamku powstała w 1532 roku. W XVII wieku zakończono rozbudowę rezydencji. Pałac Holyrood widzieliśmy jedynie z zewnątrz (jak już wspominałam – odwiedzaliśmy jedynie darmowe atrakcje). Jeśli ktoś byłby zainteresowany zwiedzaniem zamku i dysponowałby większą ilością czasu niż my, godziny otwarcia wraz z cennikiem dostępne są tutaj.

DCIM101GOPROGOPR0359.

SZKOCKI PARLAMENT 

Siedziba Parlamentu Szkocji znajduje się naprzeciwko Pałacu Holyrood. Ciekawy budynek, zaprojektowany przez Enrique Mirallesa, przyciąga wielu turystów. Opinie na jego temat są podzielone – jedni nie szczędzą słów krytyki, inni zaś twierdzą, że jest to perełka architektury miasta. Parlament szkocki trafił na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO i zdobył prestiżową nagrodę architektoniczną Stirling Prize.

Tamtejszy parlament funkcjonował zanim powstał sławny budynek. Pierwszą siedzibę zbudowano w XVII wieku przy katedrze Św. Idziego. Po zawarciu unii między Anglią a Szkocją i stworzeniu Wielkiej Brytanii na początku XVIII wieku nastąpił kres roli parlamentu szkockiego (dalej funkcjonował, ale nie odgrywał znaczącej roli w rządach Wielkiej Brytanii). W 1999 roku przywrócono jego rolę w wyniku referendum. Wtedy też powstał obecny budynek. W sali obrad stworzono miejsca dla 129 szkockich parlamentarzystów, do których należy część decyzji o charakterze lokalnym, związanych m.in. z wymiarem sprawiedliwości, służbą zdrowia, rolnictwem, gospodarką i budżetem. Pozostałe decyzje należą do Parlamentu Wielkiej Brytanii, któremu Szkocki Parlament dostarcza raporty ze swojej działalności.

Obiekt można zwiedzać od poniedziałku do piątku w sezonie (kwiecień – wrzesień) od 10:00 do 17:00 i poza sezonem (październik – marzec) w godzinach 10:00 – 16:00. Wstęp wolny.

The_Scottish_Parliament_(20930969514).jpg
autor: Dun Deagh (flickr.com), licencja

GÓRA ARTURA

Góra Artura to wygasły wulkan, który znajduje się na terenie Parku Holyrood. Wysokość szczytu wynosi 251m n.p.m. Potocznie nazywa się ją również „Krzesłem Artura” – zgodnie z legendą władca miał stamtąd obserwować jedną z bitew. Górę Artura obrali sobie wielokrotnie autorzy kryminałów, w których bohaterzy ich powieści chowali zwłoki ofiar na terenie wulkanu (co jak co, ale lenistwa i braku krzepy raczej nie można zarzucić zabójcom udającym się tam z ciałami).

To, że Edynburg posiada wulkan w samym sercu miasta jest niebywałe. Jednak bardziej niewiarygodne dla mnie było to, że na szczyt wbiegali ludzie biorący udział w maratonie… Przed wyjazdem przeczytałam na wielu blogach, że jest to doskonały punkt widokowy (zgadza się!), a wejście na górę jest łagodne i zajmuje 30 minut (nie zgadza się! Ani trochę!). Kiedy sprawdziłam wysokość góry, rozczarowałam się. Podczas trekkingu czułam się, jakbym zdobywała jakiś ośmiotysięcznik. Wejście jest niełatwe: w Szkocji bardzo często pada, a droga na szczyt jest kamienna, przez co bywa bardzo ślisko. Ponadto, trafiliśmy akurat na huragan, co z pewnością nie pomogło w sprawnym wejściu na górę. Ze względu na warunki pogodowe jakie zastaliśmy zdobywając ten punkt widokowy, wejście i zejście na Górę Artura zajęło nam jakieś dwie godzinyNie oznacza to jednak, że nie polecam tego miejsca. Polecam i to bardzo, ALE gdyby okazało się, że zwiedzacie Edynburg podczas huraganu, proponuję wybrać inny, równie interesujący punkt widokowy, np. Calton Hill (103m n.p.m.). Jeśli jednak Wasz wybór padnie na Górę Artura, polecam wziąć czapki. Na szczycie strasznie wieje, nie tylko podczas wichury.

Zdaję sobie sprawę z tego, że moja wzmianka o Górze Artura niezbyt zachęciła Was do zdobycia tego szczytu. Chciałabym jednak podkreślić, że po prostu trafiliśmy na złą pogodę, ale widok na miasto był niesamowity. Zamieszczam zdjęcia, aby przekonać Was do tego, że było naprawdę pięknie:

Po zdobyciu szczytu udaliśmy się na obiad. Jako, że nie była to wycieczka milionerów, postanowiliśmy zatrzymać się w jednym z barów meksykańskich, serwujących pyszne panini w cenie już od 4 funtów (Flip, adres: 54 Clerk St).

STARE MIASTO

Spacerując po Starym Mieście nie sposób przejść obojętnie obok tak pięknej zabudowy miasta – wąskie uliczki otoczone są budynkami, sprawiającymi wrażenie „wciśniętych” gdzie tylko się da. Niektóre z nich są niskie, inne liczą kilka pięter. Większość z nich wykonano z kamienia. Uroku dodają tzw. „closes” – wiele wąskich schodów, które pełnią rolę pasażu, umożliwiając przejście między budynkami.

KATEDRA ŚW. IDZIEGO

Jest to XII-wieczny budynek odwiedzany przez tysiące turystów. Co ciekawe, wcale nie jest katedrą. Świątynia była nią w XVII wieku, jednak bardzo krótko pełniła funkcję siedziby biskupów. Mimo, że obiekt należał początkowo do Katolików, obecnie jest to siedziba wyznawców protestantyzmu i najważniejsza świątynia Kościoła Szkockiego. Za czasów reformacji można było wysłuchać tam kazań Knoxa – przywódcy kalwinizmu w Szkocji. W 1385 roku budynek uległ zniszczeniu w wyniku pożaru. Odbudowano go pod koniec XIV wieku. Jego wyposażenie i elementy dekoracyjne pochodzą właśnie z tamtego okresu. Największe wrażenie w świątyni zrobiły na mnie kolorowe witraże i kaplica poświęcona orderowi Ostu (narodowy kwiat Szkocji), przyznawanemu najdzielniejszym rycerzom. Wyróżnienie przyznaje się do dziś, z małą różnicą, że nie otrzymują jej rycerze, ale zasłużeni Szkoci.

Wstęp do świątyni jest bezpłatny (należy jednak zapłacić za możliwość robienia zdjęć). Przy odrobinie szczęścia można załapać się na jeden z koncertów, które często się tam odbywają.

St_Giles'Cathedral_Edinburgh.jpg
autor: Eleonore Gaudry (flickr.com), licencja

GREYFRIARS BOBBY

To miejsce związane jest ze wzruszającą historią Bobby’ego – psa rasy Sky Terier, który przez 14 lat (aż do swojej śmierci) czuwał nad grobem swojego właściciela. Po wielu próbach pozbycia się zwierzęcia, dozorca cmentarza w końcu zaakceptował jego obecność (w późniejszym czasie nawet go karmił). W 1867 roku pies uniknął śmierci dzięki bogatemu mieszkańcowi Edynburga, który zapłacił za niego podatek. Zgodnie z ówczesnym prawem, nieopłacenie podatku za psa skutkowało jego uspaniem. Bobby został pochowany na cmentarzu obok swojego właściciela. Zwierzę stało się bohaterem wielu książek i filmów. Na jego cześć wzniesiono wiele pomników.

Nie chcąc być gorszym od innych miast europejskich, w Edynburgu również istnieje zwyczaj dotykania wybranej części danego pomnika w celu powrotu do tego miasta. W tym przypadku jest to nos Bobby’ego. Wiele osób twierdzi (patrząc na wytarty nos psa jest ich sporo), że dotknięcie pomnika zapewni powrót do Edynburga.

DCIM101GOPROGOPR0449.

THE ELEPHANT HOUSE

Wstąpiliśmy też na chwilę do miejsca, w którym powstała seria przygód najsłynniejszego czarodzieja na świecie – Harrego Pottera. To tutaj Joanne Rowling napisała większość swoich powieści. W restauracji widnieje sporo zdjęć autorki, a także detali, które przypominają o zaszczycie, jakiego dostąpiło to miejsce. Dzięki zajmowaniu przez pisarkę stolika w tym miejscu, kawiarnia cieszy się wielką popularnością.

DCIM101GOPROGOPR0457.

SZKOCKIE MUZEUM NARODOWE

To było najszybsze zwiedzanie muzeum w całym moim życiu – weszliśmy do środka o 16.45, a właściwie to niemal wbiegliśmy. Na zwiedzanie mieliśmy zaledwie 15 minut. Można się domyśleć, że jak na kilkupiętrowy budynek Szkockiego Muzeum Narodowego to niewiele czasu. Niemniej jednak dobrze, że przeznaczyliśmy na nie chociaż kwadrans, ponieważ wnętrze zachwyca. Nie będę się wypowiadać na temat wystaw, ponieważ zdążyłam zobaczyć jedynie ekspozycję poświęconą środkom transportu oraz wypchaną na wystawie (…) sklonowaną owieczkę Dolly. Wstęp do muzeum jest bezpłatny. Można go zwiedzać codziennie, w godzinach 10:00 – 17:00 (zamknięte 25.12 i 26.12, zaś 1.01 muzeum dostępne jest od 12:00 do 17:00).

DCIM101GOPROGOPR0444.

DCIM101GOPROGOPR0441.

DCIM101GOPROGOPR0445.

ZAMEK KRÓLEWSKI

Zamek Królewski, będący ‚must see’ Edynburga, które króluje na pierwszych stronach wszystkich przewodników zobaczyliśmy jedynie z zewnątrz. Ze względu na to, że nie mieliśmy w planie sprzedaży nerek (wstęp do zamku kosztuje 16,50 funtów) stwierdziliśmy, że przyjdzie na to jeszcze czas.

Codziennie o godzinie 13:00 na dziedzińcu zamkowym od setek lat oddaje się salwę armatnią. Jest to jedna z atrakcji zamku, która kiedyś był ważnym wyznacznikiem czasu w mieście. Krążą też żarty nawiązujące do stereotypu o skąpych Szkotach mówiące o tym, że nieprzypadkowo wybrano pierwszą po południu jako godzinę oddania salwy, ponieważ o godz. 12:00 należałoby oddać aż 12 strzałów.

Edinburgh Castle Fontana

Przy Zamku Królewskim znajduje się The Edinburgh Old Town Weaving Co (adres: 555 Castle Hill, Royal Mile), ogromny sklep jednej ze szkockich rodzin, w którym można obejrzeć przeróżne modele kiltów (tradycyjnych szkockich strojów), a nawet przymierzyć kilka z nich. Więcej informacji o kiltach można znaleźć w osobnym wpisie poświęconym strojom, klikając tutaj.

Po całym dniu zwiedzania udaliśmy się do szkockiego baru. Każdy z nich ma niesamowity klimat, a wybór jest niemały. Jeśli miałabym wskazać obowiązkowe miejsca, które należałoby zobaczyć w Szkocji, bez zawahania byłyby to tamtejsze puby!

Gdybym odwiedziła Edynburg po raz drugi, z pewnością udałabym się ponownie do Szkockiego Muzeum Narodowego, tym razem na dłużej. Ciekawa wydaje się również oferta Muzeum Chirurgów oraz „Whisky Experience”, dzięki któremu można dowiedzieć się sporo o historii i produkcji tego trunku (w programie przewidziano degustację whisky).

PODSUMOWUJĄC:

Ciężko jest opisać to miasto i jego klimat w jakikolwiek sposób. To trzeba przeżyć! Mimo, że jest to stolica, miasto wydaje się być przytulne. Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie. Myślę, że ciężko jest znaleźć osoby, którym Edynburg nie przypadłby do gustu… 

Kijów – informacje praktyczne

Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie w Kijowie było to, co zobaczyłam na kijowskich parkingach… Luksusowe samochody od zawsze kojarzyły mi się z Monte Carlo i Miami. Nigdy nie sądziłam, że do ich grona dołączy stolica Ukrainy. Kolumny najdroższych modeli czarnych BMW, Mercedesów i Land Roverów (z przyciemnianymi szybami, przednimi również) wyłaniały się na ulice z każdej strony. Były też Łady, jednak te pierwsze zdecydowanie przeważały.

20170402_110506

JAK DOSTAĆ SIĘ DO KIJOWA?

Najlepszy, najtańszy i najwygodniejszy sposób to podróż samolotem. Wybrałam linie WizzAir – lot z Gdańska do Kijowa na lotnisko Żuliany, znajdujące się 8km od centrum miasta. Warto śledzić promocje linii lotniczych (m.in. w listopadzie, grudniu, styczniu), które pozwalają na zakup biletów już od 140zł w dwie strony. W cenę wliczono jedynie bagaż podręczny, który w zupełności mi wystarczył. WizzAir oferuje też loty z Warszawy (lotnisko Chopina), Katowic, Lublina, Poznania i Wrocławia.

Można też skorzystać z usług LOT czy też z Ukrainian Airlines, oferujących połączenia z Warszawy na lotnisko Boryspol, oddalone od centrum Kijowa o 29km. WizzAir oferuje znacznie tańsze połączenia, chociaż czasami można załapać się na promocję pozostałych linii lotniczych.

Aby odwiedzić Ukrainę, niezbędny jest paszport.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

Żuliany: Wychodząc z Terminalu A, zaraz przy głównej ulicy znajduje się przystanek autobusowy dla linii nr 9 (koszt: 4UAH, bilet kupujemy w autobusie, u kontrolera), który dowiózł naszą szóstkę na ulicę Volodymirską, do biura DayFlat – po odebraniu kluczy do naszego apartamentu od razu się tam udaliśmy.

Boryspol: Można skorzystać ze SkyBusa, który oferuje przejazd na dworzec kolejowy w cenie 80UAH, lub do najbliższej stacji metra (koszt: 50UAH). Trasa zajmuje 45minut. Przystanek znajduje się po prawej stronie za wyjściem z Terminalu F.

GDZIE NOCOWAĆ?

Wynajęte przez nas mieszkanie było ładne, czyste, ogromne i dobrze zlokalizowane (blisko metra, barów, supermarketów). Wszystko w bardzo dobrej cenie – 4216UAH za cały pobyt dla 6 osób (35zł/doba/osoba). Przedpłata nie była wymagana. Nie ukrywam, że było to dla mnie kluczowe, zważywszy na stan konta przed wypłatą. Jedynym minusem była niewygodna sofa w salonie. Szczegóły rezerwacji tutaj.

Wejście do mieszkania nie zachwycało:

…czego nie można powiedzieć o wnętrzu (poniższe zdjęcia obiektu pochodzą z booking.com)

Kolejną dobrą i tanią opcją jest Dream House Hostel, szczegóły tutaj.

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE:

Przed wyjazdem warto zainstalować bezpłatną i prostą w obsłudze aplikację MAPS ME. Jest to nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, lokale, bary, muzea, supermarkety czy też zlokalizować najbliższy bankomat.

Podczas całego pobytu poruszaliśmy się metrem, które dowiozło nas do wszystkich ważniejszych miejsc w Kijowie. Jeden przejazd, a właściwie jeden żeton, który umożliwia przejazd, kosztuje 4UAH (około 60 groszy). Żetony można kupić w automacie na każdej stacji lub w kasie. Zawsze, gdy kupowaliśmy 6 żetonów, Panie w kasie (widząc jedynie dwie osoby przy okienku) za każdym razem tłumaczyły nam, że wystarczy kupić tylko jeden żeton na osobę i można zmieniać linię metra do woli. Miło. Aczkolwiek, nie znając ukraińskiego, trochę nam zajmowało tłumaczenie, że o tym wiemy.

Do korzystania z metra zachęca nie tylko cena, ale i wygląd stacji. Są po prostu piękne. Co więcej, to najgłębsze stacje metra na świecie (miały być schronem w razie wybuchu III wojny światowej). Rekordowa, o nazwie Arsenalna, liczy 105,5m głębokości. Dla porównania, najgłębsza stacja metra w Warszawie liczy 23 metry głębokości. Wjazd ruchomymi schodami do wyjścia na miasto trwa mniej więcej 4 minuty (nie wierzyłam, dopóki nie dojechałam do końca ruchomych schodów, za którymi zobaczyłam następne). Warto się skupić, żeby na nie wejść, bo nie należą do najwolniejszych. Ułatwieniem dla osób nieznających ukraińskiego są oznaczenia stacji metra. Oprócz ich nazw wprowadzono też numery, aby nie mieć na sumieniu załamanych cyrylicą turystów. Warto dodać, że w podziemiach metra kijowskiego nie ma koszy na śmieci. Nie jest to niedopatrzenie ze strony władz, ale obawa, że mogłyby zostać wykorzystane do podłożenia bomby przez terrorystów.

Схема_Київського_метро
Mapa kijowskiego metra, Agenty zmin, licencja, Wikimedia Commons

GDZIE ZJEŚĆ SMACZNIE, TANIO I TRADYCYJNIE? 

Puzata Chata – sieć restauracji, w których można zjeść dania kuchni regionalnej. Potrawy są już przygotowane, należy tylko wskazać, o które prosimy. Podwójna porcja wareników (pierogów ukraińskich) w zestawie z piwem 0,5l kosztowało niecałe 15zł. Sieciówka cieszy się powodzeniem wśród turystów. Przekonaliśmy się o tym, kiedy z trudem znaleźliśmy stolik dla sześciu osób (mimo, że lokale są spore).

Varenichnaya Katyusha – Porcje są niewielkie ale ceny pozwalają na zamówienie kilku dań (dania kosztowały 7-12zł). Poza tradycyjnymi daniami ukraińskimi zachwyca też wystrój lokalu (dekoracje czasów radzieckich).

20170403_163242

CO ZJEŚĆ NA UKRAINIE?

Pierwszą rzeczą, której warto spróbować podczas podczas pobytu w Kijowie jest Barszcz Ukraiński, różniący się od naszego w Polsce. Wersja u sąsiadów zawiera kapustę, buraki, marchew, mięso i kwaśną śmietanę. Kolejnym tradycyjnym daniem, a właściwie zupą, jest Soljanka – zupa rybna przygotowana na bulionie warzywnym, z dodatkiem cytryny, oliwek, kwaśnej śmietany i przypraw. Warto spróbować jednej z potraw tatarskich – Czeburak. Jest to ostro przyprawiony ogromny smażony pieróg, wypełniony baraniną. Typowym ukraińskim daniem są odpowiedniki naszych pierogów. Wareniki to opcja na słodko: z twarogiem lub owocami, natomiast Pielmieni to pierogi z mięsnym farszem. Do obu wersji dodaje się porcje śmietany. Popularne na Ukrainie jest także spożywanie kwasu chlebowego.

WALUTA W KIJOWIE: 

Oficjalną walutą na Ukrainie jest hrywna, która dzieli się na 100 kopiejek. 1UAH = 0,14zł (dane z października 2017).

CENY W KIJOWIE:

Niektórzy twierdzą, że w Kijowie można kupić wszystko za grosze. Inni uważają, że Ukraina to tanie państwo, ale jej stolica już nie bardzo. Tego, jak czułam się podczas zakupów w Kijowie raczej nie można porównać do zakupów Skandynawów w polskich sklepach. Mimo to, ceny są niskie:

ceny w KIjowie

CO ZOBACZYĆ W KIJOWIE? O tym w kolejnym wpisie, poświęconym kijowskim atrakcjom.

Temat z pewnością nie został przeze mnie wykorzystany (mimo wielu starań), dlatego wszelkie uwagi czy też inne przydatne informacje w komentarzach będą mile widziane!

Muzeum Korupcji, czyli willa Janukowycza

Przy okazji wyjazdu do Kijowa postanowiliśmy też odwiedzić Meżyhirję. Znajduje się tam dawna posiadłość byłego prezydenta Ukrainy, o której jeszcze do niedawna było bardzo głośno. Pewnie większość z Was pamięta wydarzenia po ucieczce Janukowycza,  kiedy parlament ukraiński przejął willę wraz z grupą protestujących na Majdanie w lutym 2014 roku. Od tamtej chwili do rezydencji napływają tłumy osób – nie tylko z tego kraju ale i z całego świata. 

Obiekt wzbudza mieszane uczucia. W moim przypadku było to raczej przerażenie niż zachwyt. Myślę, że Ukraińcy zgodzą się ze mną i zdają sobie sprawę z tego, że są sponsorami jego złotych sedesów, sztucznych jezior, marmurowych mostów, dwóch helikopterów z lądowiskiem, złotych kijów do golfa, domowego ZOO, ponad 2000 pracowników na terenie obiektu czy też garażu z luksusowymi samochodami wraz ze stacją benzynową.

Posesja liczy 137ha (oficjalnie Janukowycz miał posiadać rzekomo jedynie 1,7ha). Ogrodzono ją murem z każdej strony, liczącym 3m wzwyż i 2m wgłąb ziemi. Nie zabrakło też kolczatki z napięciem 3000V i snajperów (za czasów Janukowycza), pilnujących aby ktoś nieupoważniony nie przekraczał zalecanej odległości od linii brzegowej. Większość budynków znajdujących się na tym terenie połączono podziemnymi korytarzami. Zamontowano też podziemny system wentylacji.

20170402_122525
ogrody Meżyhirji
20170402_122202
Część sportowa rezydencji wyposażona w basen, sauny, ring bokserski…

Jak dostać się do Meżyhirji?

Najtaniej jest podjechać na ostatnią stację niebieskiej linii metra – Heroiv Dnipra (nr 210). Po wyjściu ze stacji należy skręcić lewo i minąć część targu. Tam właśnie mieści się przystanek dla marszrutek, który dowiezie nas do celu. Koszt przejazdu wynosi 50UAH za osobę. Podróż zajmuje 25 minut.

Bilety wstępu:

Wejście na teren Meżyhirji kosztuje 100UAH (dzieci – 40UAH). Przy wejściu można wypożyczyć rowery. Wstęp do wnętrza willi kosztuje 500UAH. Przewodnik oprowadza grupy jedynie w języku ukraińskim (co 2 godziny, począwszy od 10:00, ostatnie wejście o 18:00). Podczas pierwszej wizyty zdecydowaliśmy się na wycieczkę z przewodnikiem po całej posiadłości, pomijając zwiedzanie wnętrza domu. Istnieje możliwość wynajęcia przewodnika wraz z melexem tuż przy wejściu do Meżyhirji, języki do wyboru: ukraiński lub rosyjski. Koszt: 120UAH (za nasze trzy osoby, płaci się za pojazd). Ceny przez te kilka lat poszybowały w górę. Nie przesadzam… Wstęp do domu Janukowycza w 2017 roku kosztował 100UAH, dziś jest to 500UAH (stan na rok 2019). Udało mi się powrócić do tego miejsca w 2019 roku i właśnie podczas tej wizyty zobaczyłam wnęrze willi (więcej informacji o zwiedzaniu domu wkrótce w osobnym wpisie).

20170402_122826

Zanim ją rozpoczęliśmy, spacerowaliśmy po terenie kompleksu i podziwialiśmy ogród za domem, aleje, altanki, park, fragment antycznych ruin oraz ZOO. Od strony głównego wejścia posiadłość wydaje się okazała, aczkolwiek niepozorna. Dopiero po przejściu na drugą stronę widać, że wycena na miliardy dolarów nie jest przesadą.

Ukraiński przewodnik oprowadził nas po całym kompleksie, opowiadając o Meżyhirji w jego ojczystym języku. Nikt z nas nie ogarniał ukraińskiego, ale przydało się trochę rosyjskiego na studiach. Zdecydowanie warto skorzystać z tej wycieczki – bez Aleksandra i meleksa nie zobaczylibyśmy nawet połowy. Nie poznalibyśmy również historii związanych z tym miejscem. Dzięki niemu znamy chociaż ich kontekst. Dopuszczam też opcję, że tylko wydaje nam się, że zrozumieliśmy, co do nas mówił…

Warto też odwiedzić garaż Janukowycza (wstęp: 30UAH), w którym znajdziemy kolekcję 42 luksusowych pojazdów. Były prezydent poruszał się nimi jedynie po terenie posiadłości. Poza jej murami pokazywał się tylko w 3 z 42 pojazdów. Przy garażu znajduje się stacja benzynowa. Janukowycz miał też dwa helikoptery z lądowiskiem. Jeden z nich pozostał na terenie rezydencji, drugim uciekł podczas protestów.

20170402_14352720170402_14373820170402_144147davJanukowycz miał rozmach, jeśli chodzi o gościnność. Wybudował dom dla swoich gości (z polem golfowym i sztucznym jeziorem), który nazwano Putinówką. Jak sama nazwa wskazuje, gościł w nim Putin, jednak było to ponoć tylko dwa razy.

Wykupił sobie dostęp do Morza Kijowskiego (tak właśnie nazywany jest Dniepr przez mieszkańców Kijowa), na którym znajduje się Galeon – statek wysadzany kryształami Swarovskiego, z cennymi jajkami Faberge. Był to skromny prezent od przyjaciół. Galeon był jedną z wielu restauracji w Meżyhirji. Kuchnia nie musiała martwić się o dostawę świeżego mięsa – miała własną rzeźnię.

Były właściciel uwielbiał wymyślne potrawy i mięsa przeróżnego rodzaju, a więc mieszkańcy ZOO niewątpliwie mu się przydali. Obok sztucznych jezior stoją spore altanki z miejscem na grilla i budynki, pełniące rolę kuchni polowych. To wszystko otaczał las, w którym pracownicy podkładali grzyby, które Janukowycz uwielbiał zbierać…

Nikt nie jest w stanie wycenić tego całego obiektu. Były prezydent wywiózł sporo rzeczy jeszcze przed ucieczką. Postaram się jednak zarysować ogrom pieniędzy, jakie zainwestowano w ten obiekt. Koszt marmurowego mostu wynosił 12 milionów dolarów. Na rachunku za wykonanie ogromnego pokoju do parzenia herbaty widnieje kwota 1.695.744 dolarów.

Zwiedzanie kompleksu możliwe jest do godz. 20:00. Po czterech godzinach spędzonych w Meżyhirji wróciliśmy do Kijowa. Przekroczyliśmy bramę główną, po raz ostatni mijając pamiątki z hasłami antyrosyjskimi, magnesy z Putinem i hitlerowskim wąsem na jego twarzy, a także rzutki i tarcze z głowami Janukowycza.

Czy warto odwiedzić to miejsce? Zdecydowanie tak. Ciężko jest opisać jego przepych, odzwierciedlający skalę korupcji na Ukrainie za czasów Janukowycza. Ciekawe ilu jest takich polityków, których kompleksy, chore ambicje i dostęp do pieniędzy podatników doprowadziły do posiadania wielkich willi, o których istnieniu nie mamy pojęcia…