Majorka w 3 dni – plan podróży i informacje praktyczne

Majorka – wyspa wchodząca w skład Balearów, kształtem przypominająca kraj, do którego należy. Na konturach granic podobieństwa się jednak nie kończą. To, jak wiele ma do zaoferowania Hiszpania jest kolejną wspólną cechą tego kraju i wyspy. Sto osiemdziesiąt przepięknych plaż i turkusowy kolor wody, w której odbijają się zacumowane luksusowe jachty to główne skojarzenie z Majorką. Niemniej popularne jest łączenie tego miejsca z konkretnymi imprezami Anglików. Co ciekawe, jest to również idealna destynacja turystyczna dla niemieckich emerytów. Nasi zachodni sąsiedzi odwiedzają ją tak licznie, że wyspa od dłuższego czasu nazywana jest siedemnastym landem. 

TROCHĘ HISTORII:

Zanim wyspę podbili turyści, Majorka znajdowała się pod władaniem Fenicjan (około 1000 roku p.n.e.). W późniejszym czasie przejęli ją Grecy, którzy nadali jej pierwszą nazwę – Ballein. Geneza wywodzi się od słynnych balerinek, które się tam produkuje tamtejszych strzelaczy z procy, którzy brali udział w wojnach punickich. Z biegiem czasu przyszła pora na sprawowanie rządów przez Rzymian. Najpiękniejszą pamiątką po nich jest dzisiejsza stolica wyspy oraz Alcudia ze starożytnymi ruinami i murami obronnymi.

IMG_20180804_125646
Niepohamowane szczęście na twarzach towarzyszy, którzy w 40 stopniach zwiedzali ze mną rzymskie ruiny

Swoje pięć minut na Majorce mieli też Wandalowie i Wizygoci, dzięki którym powstało sporo kościołów katolickich. Po nich przyszła kolej na Arabów. Akurat w tym przypadku nie można powiedzieć, że mieli oni swoje pięć minut, bo zasiedzieli się na wyspie troszkę dłużej. Trzy wieki ich panowania poskutkowały wspaniałą architekturą w wielu majorkańskich miastach, m.in. pałac Almudaina w Palmie. Przez kilkanaście lat Majorka była samodzielnym królestwem (1276-1349), po czym stała się własnością Aragonii i Hiszpanii. Wyspa od zawsze interesowała przybyszy z całego świata. Nie obyło się też bez piratów. Aby uniknąć pustoszenia przez nich tamtejszych miejscowości, coraz częściej zakładano miasta w głębi lądu.

PALMA DE MALLORCA
„Pięć minut” Arabów zostawiło po sobie wiele przepięknych śladów w architekturze

Warto dodać, że po sekularyzacji klasztoru Kartuzów w Valldemossie dawne cele braci przekształcono w mieszkania do wynajęcia. Z takiej oferty skorzystał Fryderyk Chopin. Kompozytor mieszkał tam wraz ze swoją dziewczyną George Sand (zima 1838/1839). Właściwie to nie do końca mieszkali oni razem – posiadali osobne cele. Francuska pisarka była bardzo wyemancypowana jak na tamte czasy. Paliła cygara, nosiła spodnie, często przeklinała i była o sześć lat starsza od Fryderyka. To wszystko nie podobało się katolickiej rodzinie Chopina. Odległa Majorka okazała się idealnym miejscem, aby uciec od ich sprzeciwu. Niestety, miejsce raczej nie przyniosło im szczęścia. Rozwinięcie tego wątku pojawi się we wpisie o Valldemossie.

chopin i george sand
Nieco przerażające upamiętnienie Fryderyka i George. Na szczęście to nie jedyna pamiątka po nich w klasztorze – poza ogromnymi posągami funkcjonuje tam również Muzeum Chopina.

Nie rozumiem jak ktoś mógłby nazwać Majorkę Wyspą Spokoju (chyba, że byłaby to osoba w konkretnym stanie nieważkości – choć i to wydaje się być nieprawdopodobne). Właśnie takie miano posiadała jeszcze przed II wojną światową. Po 1945 roku nazwa była coraz bardziej nietrafiona. Po podbojach Fenicjan, Greków, Rzymian, Arabów i Hiszpanów Majorkę zagarnęła turystyka masowa. Aby lepiej zobrazować obecne zainteresowanie tym miejscem dodam, że na 600 tysięcy mieszkańców przypada 8 milionów turystów. Niemniej jednak, poznawanie Majorki nie było przedzieraniem się przez tłumy, które jest bardzo powszechne o tej porze roku w Rzymie czy też Paryżu. Wiadomo, nie czułam się jak rozbitek na bezludnej wyspie i nazwanie jej spokojną wydaje mi się mocno przesadzone. Nie oberwałam jednak kijem od selfie, o co nietrudno latem w popularnych europejskich stolicach. Omijając najpopularniejsze kurorty i znane plaże raczej nie odczujecie obecności 8 milionów turystów. Widząc statystyki przyjazdów w celach turystycznych chyba bardziej prawdopodobne wydawało mi się pisanie pracy magisterskiej na Majorce przez moją siostrę od tamtejszych pustych uliczek, a tu proszę…

JAK DOSTAĆ SIĘ NA WYSPĘ I NIE WYDAĆ FORTUNY NA BILETY?

Wbrew pozorom, jest to możliwe i wykonalne. Trzeba tylko pokombinować i przesunąć wygodę podróży na drugi plan. O ile promocje z polskich miast nie powalają na kolana i nie trafiają się zbyt często (Ryannair: Warszawa Modlin, Wrocław Strachowice, Kraków Balice) to ceny za loty u naszych zachodnich sąsiadów same się proszą o wypad na Baleary. Bilety z berlińskiego portu lotniczego Tegel czy też Schonefeld można nabyć już od 86 złotych w dwie strony. Dodam, że Flix Busem dojedziecie wprost pod same drzwi tego drugiego lotniska – już bliżej się nie da. No chyba, że w przyszłości utworzą przystanek na terminalu. Postarajcie się o miejscówki kilka miesięcy wcześniej – gwarantuje, że zapłacicie za nie grosze! Jeżeli obudzicie się zbyt późno to tragedii i tak nie będzie (zakup biletów u nas odbył się na ostatnią minutę – zapłaciliśmy 69zł w jedną stronę). W szukaniu najodpowiedniejszych i najtańszych biletów lotniczych polecam tradycyjnie internetową wyszukiwarkę Esky. Być może podróż nie należała do najwygodniejszych (8 godzin drzemki w autobusie i 3 godziny oczekiwania na lotnisku przy kawie), ale naprawdę warto było trochę się pomęczyć i zapłacić niewiele. Oczywiście drugą opcją jest dojazd do Berlina własnym samochodem i pozostawienie go na jednym z pobliskich (i niedrogich) parkingów przy wybranym porcie lotniczym (w linku zamieszczam jeden z nich).

DCIM101GOPROGOPR1308.
Guten Morgen i te sprawy – po przylocie z Palmy postanowiliśmy wrócić do Gdańska późniejszym autobusem i spędzić 10h w Berlinie – oczywiście niedługo wjedzie relacja

WYPOŻYCZANIE SAMOCHODU I PORUSZANIE SIĘ PO MAJORCE:

Przestrzeń wyspy pokrywają surowe góry Tramuntana, uwielbiające komplikować życie kierowcom. Poza mieszkańcami przyzwyczajonymi do zawiłych serpentyn, nie lada wyzwanie stoi przed bliskimi zawału turystami w wypożyczonych samochodach. Jeśli ktoś kojarzy tamtejsze ulice rozciągające się nad przepaścią i zasady tam panujące (wąskie drogi niepozwalające na mijanie się aut – cofa ten, kto ulegnie spojrzeniu i cierpliwości kierowcy z naprzeciwka) to z pewnością podejmie decyzję o inwestycji w solidne ubezpieczenie. Mimo wszystko, poruszanie się samochodem po Majorce to najlepsze (i najciekawsze) rozwiązanie. Pozwoli Wam zaoszczędzić sporo czasu i zobaczyć znacznie więcej niż w przypadku korzystania z transportu publicznego. Jeśli znajdziecie jakiegoś szaleńca, który zgodzi się być kierowcą to macie problem z głowy.

Wyspa nie należy do tanich destynacji turystycznych ale koszt wynajęcia pojazdu nie będzie przerażający. Skorzystaliśmy z usług Enterprise, mającego swoją siedzibę na lotnisku w Palmie. Samochód zarezerwowaliśmy przez Internet jeszcze przed wyjazdem (na stronie rentalcars). Ceny w wypożyczalniach rozpoczynają się już od 45 zł/dzień. Dostaliśmy bardziej wypasiony i większy wóz w tej samej cenie. Nie okazał się jednak trafnym prezentem, wspominając wąskie dróżki nad przepaścią…

GOPR1204_Moment

GPS to usługa, która jest dodatkowo płatna. Poruszając się z Google Maps czy też Here We Go (darmowa aplikacja) wcale nie musicie wypożyczać nawigacji z wypożyczalni. Dokupiliśmy kompletne i drogie ubezpieczenie (20 euro/dzień). Generalnie wszystkie pojazdy posiadają podstawową ochronę, ale pracownik wypożyczalni streszczający nam zalety dodatkowej asekuracji był bardzo przekonujący. Stwierdziliśmy więc, że chcemy się ubezpieczyć na wypadek zagłady świata i wszystkich innych nieszczęść, które nie spotkały nas przez całe życie ale z pewnością nadejdą podczas trzech dni na Majorce. Niemniej jednak przyznaję, że kupiliśmy sobie tak naprawdę święty spokój. O ile takie coś być może nie jest Wam potrzebne to z pewnością warto zadbać o ubezpieczenie wkładu własnego – niemałej kwoty, którą wypożyczalnia zamraża na koncie podczas udostępniania samochodu i pobiera w razie jego uszkodzenia. W momencie jej zabezpieczenia środki pozostaną na Waszym koncie. Po szczegóły odsyłam na strony internetowe wybranych przez Was wypożyczalni.

Pamiętajcie, że cena za wynajem samochodu przez kierowcę, który ukończył 30 rok życia jest niższa niż w przypadku młodszego szofera. Można też dokupić zgodę na drugiego kierowcę. Jest to bardzo kosztowne i zupełnie niepotrzebne – tak twierdzi pracownik wypożyczalni, który delikatnie nam to zasugerował. Decyzja należy jednak do Was.

Parkingi: Koszt pozostawienia samochodu w odwiedzonych przez nas miejscach wahał się od 0,60 euro do 2,50 euro za godzinę. W przypadku skorzystania z parkingu w Valldemossie otrzymaliśmy niewielką zniżkę na wstęp do klasztoru Kartuzów (1,50 euro – to już pół piwa jakieś lody, jakby nie było). Kolejna dobra wiadomość – zazwyczaj nie płaci się za godziny w czasie siesty (14:00 – 16:00). Białe linie na ulicach oznaczają darmowe miejsca parkingowe, niebieskie – płatne, żółte – spory mandat jeśli pozostawimy tam auto.

GDZIE NOCOWAĆ?

Dysponowanie samochodem pomoże Wam w znalezieniu tańszego hotelu w mniej turystycznych i tańszych miejscowościach. Za nocleg zapłaciliśmy niemało ale była to najtańsza opcja na jaką mogliśmy się zdecydować. Ceny poza sezonem spodobałyby się nam bardziej (Majorkę odwiedziliśmy w sierpniu). Mimo, że nasz hotel nie należał do najtańszych to szczerze go polecam – Ca’ n Beia Suites w miejscowości Alaró (w cenę wliczono pyszne śniadania). Rezerwując pobyt poprzez ten link otrzymacie 50 złotych w prezencie na Wasze konto (po zakończeniu pobytu). Za skorzystanie z mojego linku pieniądze wpłyną również do mnie, za co z góry dziękuję! Nocując w miejscowości Alaró możecie zostawić samochód na bezpłatnym parkingu przy Parque de San Tugores. Znalezienie wolnego kawałka nie należało do łatwych zadań w sezonie, ale zawsze jakoś się udawało. 

CO ZJEŚĆ I WYPIĆ, BĘDĄC NA MAJORCE? Z góry uprzedzam, że to nie wszystkie typowe dania i alkohole na wyspie (nie chciałam dobić tym wpisem do kilometra). Jeśli uważacie, że brakuje tu czegoś istotnego to koniecznie dajcie znać w komentarzach!

  • Ensaimada – coś pomiędzy ciastem drożdżowym a francuskim, ułożone w charakterystycznego ślimaka. To chyba najbardziej znany element majorkańskiej kuchni, który zazwyczaj jada się tam na śniadanie. Skład? Jajka, mąka, cukier, woda oraz… saim – smalec wieprzowy.
  • Pa amboli – bagietka oblana oliwą zdaje się być średnim daniem sztandarowym wyspy, ale nie ma nic wspólnego z biedronkową buła z paczki! Polecam zamawiać je z oliwkami, sobrassadą (suszoną kiełbasą) lub z owocami morza.
  • Coca – imprezownia impezownią, ale coca to tylko słodkie i puszyste ciastko z dodatkami (sardynki, rodzynki, wędliny – oczywiście składniki te nie są łączone).
  • Frit mallorquin – jeden wielki misz masz, który – o dziwo… był dobry. W skrócie: ziemniaki smażone na oliwie z dodatkiem podrobów wieprzowych lub jagnięcych. Dorzuca się do tego czerwoną paprykę, cebulę i doprawia czosnkiem, goździkiem lub cynamonem.
  • Sangria – tego specyfiku chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Może i nie jest typowa dla Majorki ale wybierając się do Hiszpanii korzystajcie z okazji i zamawiajcie w czasie upałów wino z owocami.
  • Aros Brut w dosłownym tłumaczeniu oznacza brudny ryż i przypomina hiszpańską paellę. Jest to ryż z dodatkiem szafranu, mięsem królika i warzywami.
  • Tombet –  bakłażany, pomidory, ziemniaki i czerwona papryka, które podsmaża się na oliwie z oliwek. Częstym dodatkiem jest czosnek lub pietruszka.
  • Tunel – wspomaga imprezę, trawienie i przemianę materii. Jest to najpopularniejszy likier na wyspie. Jego podstawowymi składnikami są: tymianek, mięta i anyż.

JAKIE MIEJSCA ODWIEDZIĆ PODCZAS KRÓTKIEGO WYPADU?

Nasz pobyt na Majorce trwał zaledwie 3 dni (czwarty dzień przeznaczyliśmy na poznanie Berlina, zaraz po przylocie z Palmy). Mając tak niewiele czasu aż chciałoby się zacytować staropolskie „Szału nie ma, d*py nie urywa”, ale przy dobrym planie tyle dni wystarczy na poznanie kilku interesujących miejsc. Proponuję zaplanować trasę jeszcze przed wyjazdem lub skorzystać z naszego planu:

Dzień I: Palma De Mallorca

Dzień II: Valldemossa + Sa Calobra + Soller

Dzień III: Alcudia + Cap de Formentor + plaża

Więcej informacji na temat poszczególnych miejscowości pojawi się w kolejnych wpisach. W międzyczasie proponuję rozpocząć polowanie na tanie bilety i odliczanie do znalezienia się w raju… Być może nie do końca będzie to paradise dla kierowców, ale widoki z trasy i adrenalinka tworząca się przy pokonywaniu majorkańskich serpentyn z pewnością na długo pozostanie w pamięci każdego…