1 dzień w Glasgow – przemysł i zieleń w jednym!

Na zwiedzanie Glasgow przeznaczyliśmy jeden dzień. W Internecie można znaleźć opinie, że jest to nieciekawe miasto. Dobrze, że przeczytałam je i… olałam. Zapewniam, delikatnie i dyplomatycznie rzecz ujmując, że jest to nieprawda. Glasgow to największa metropolia Szkocji, a zarazem trzecie największe miasto w Wielkiej Brytanii. Jego nazwa wywodzi się z gaelickiego słowa „Glas-cu”, oznaczającego ukochane, zielone miejsce. Wpływ rewolucji przemysłowej na architekturę widać gołym okiem. Mimo to Glasgow udowadnia, że w pełni zasługuje na miano zielonego miasta. 

W XVIII wieku miasto wzbogaciło się dzięki prowadzeniu handlu transatlantyckiego. Wtedy też powstały piękne budowle, wznoszone przez zamożnych kupców. Większość budynków zaprojektował Charles Macintosh. Z powodu wybuchu rewolucji przemysłowej liczba mieszkańców w XIX wieku zwiększyła się dziesięciokrotnie. Zwiedzanie tego miejsca po II wojnie światowej nie było najlepszym pomysłem – bezrobocie, bieda oraz liczne gangi zawładnęły nim w czasach powojennych. Dziś, wypad do Glasgow to świetny pomysł na weekend. Potwierdza to obecność miasta w rankingu 10 najciekawszych metropolii świata (według Lonely Planet) i tytuł „Europejskiej Stolicy Kultury”, przyznany miastu w 1990 roku.

Glasgow_map_1878
Mapa Glasgow z 1978 roku, domena publiczna

Jak dojechać do Szkocji? Gdzie nocować? Czym poruszać się po mieście? Gdzie zjeść smacznie i tanio?Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w osobnym poście na blogu, klikając tutaj

MIESZKAŃCY GLASGOW:

„People make Glasgow” (ludzie tworzą Glasgow) to nowy slogan, który stał się dla miasta kampanią reklamową. Nie są to puste słowa – mieszkańcy są otwarci, pomocni i szczerzy. Nasze 3 dni wystarczyły, aby sprawdzić czy miejscowi faktycznie posiadają tę trzecią cechę, ale tak właśnie twierdzi lokalny przewodnik, który mieszka w Glasgow od zawsze. Zakładam, że nie była to tylko autoreklama.

O tym, że mieszkańcy są pomocni, przekonaliśmy się nawet podczas tak krótkiego pobytu. Jedna z miejscowych studentek pomogła nam w pierwszych krokach po Glasgow. Zamiast wskazania szukanego przez nas miejsca, odprowadziła nas do celu (był to niestanowiący dla niej żadnego problemu, dziesięciominutowy spacer). Pozostając przy temacie studentki – większość mieszkańców Glasgow to studenci.

Otrzymaliśmy zaproszenie na darmowe jedzenie i nocleg od bezdomnych, będących w szampańskim (dosłownie) humorze. Uznaliśmy, że poza serdecznością mieszkańców propozycję posilenia się i ogrzania zawdzięczamy wyglądowi mojego dobitego plecaka, który przeżył już wiele wyjazdów. Po wyrażeniu przez spotkanych Panów radości ze spotkania z Polakami, dumnym zademonstrowaniu przez nich znajomości naszego ojczystego języka (ku*wa, ja pie*dole, cześć), pożegnaliśmy się i ruszyliśmy do hostelu.

4115890_a60e3bd1 (1)
People make Glasgow – wizytówka miasta, źródło: geograph.org.uk, licencja

Miasto ma wiele do zaoferowania. Przeznaczając na niego jeden dzień, nie „odhaczyliśmy” wszystkich atrakcji. Mimo to uważam, że w miarę dobrze poznaliśmy Glasgow – głównie dzięki przemieszczaniu się na piechotę. Spacer utrudniał „troszkę” huragan. Warto sprawdzić anomalia pogodowe przed wyjazdem w dane miejsce (czego nie zrobiłam), żeby potem nie urywało głowy podczas spaceru po mieście (czego doświadczyłam).

Jeśli kogoś nie interesują długie spacery, polecam korzystanie z metra (trzeciego najstarszego w Europie!) lub z autobusów miejskich. Moja aktywność fizyczna poprzedzająca wyjazd do Glasgow ograniczała się do spaceru pomiędzy kuchnią a biurkiem, przy którym pisałam pracę magisterską. Przebyte kilometry w Glasgow dały o sobie znać następnego dnia, jednak nie żałuję tej decyzji.

Warto wiedzieć, że od 2014 roku władze miasta ułatwiły życie mieszkańcom i turystom, wprowadzając darmowy Internet w mieście. Być może jego tempo nie jest zawrotne, ale zdecydowanie ułatwia korzystanie z GPS i sprawdzanie na bieżąco różnych informacji.

CO ZOBACZYLIŚMY?

NECROPOLIS – najbardziej klimatyczna (moim zdaniem) atrakcja w Glasgow, która powstała w 1833 roku. Wiktoriański cmentarz ogrodowy posiada wiele pięknych nagrobków, grobowców i rzeźb. Na jego terenie odnotowano 50 tysięcy pochówków. Przetrwało na nim 3500 grobów. Większość pochowanych była członkami zamożnych kupieckich rodzin. Nad cmentarzem wznosi się pomnik Johna Knoxa – przywódcy reformacji protestanckiej w Szkocji w XVI wieku.

Jeśli ktoś odwiedzi miasto w weekend, można zarezerwować bezpłatną wycieczkę z Towarzystwem Przyjaciół Nekropolii w Glasgow (rezerwacja na stronie internetowej towarzystwa – tutaj). Mimo, że oprowadzanie przez wolontariuszy jest darmowe, należy wesprzeć ich datkiem na renowację Necropolis.

KATEDRA ŚWIĘTEGO MUNGA (legendarnego założyciela i patrona Glasgow) powstała w 1136 roku. 50 lat później strawił ją pożar – odbudowa trwała do końca XV wieku. Co ciekawe, jest to jedyna ze szkockich świątyń, która ocalała podczas reformacji w XVI wieku. Obecnie należy do władz Kościoła Szkockiego. Warto zwrócić uwagę na XIII-wieczną wieżę, będącą najstarszą częścią świątyni. W dolnej części katedry znajduje się grobowiec Św. Munga. Pięćset lat temu katedra była siedzibą Uniwersytetu Glasgow.

DCIM101GOPROGOPR0815.
widok na katedrę ze wzgórza Necropolis

Odwiedziliśmy też przykatedralne MUZEUM ŻYCIA I SZTUKI SAKRALNEJ ŚW. MUNGA, posiadające wystawy poświęcone religiom świata. Powodem do powstania muzeum było wzbudzenie u odwiedzających szacunku i otwarcia się na inne kultury.

Zajrzeliśmy do PROVAND’S LORDSHIP – najstarszej kamienicy w mieście, którą wybudowano w 1471 roku. Budynek pełnił różne funkcje – mieściła się tam plebania i gospoda. Mieszkali w nim ludzie pochodzący z różnych środowisk: duchowni, żebracy i prostytutki. Wnętrze domu nawiązuje do XV-wiecznego stylu. Za budynkiem mieści się niewielki ogród.

Kolejnym punktem zwiedzania był GEORGE SQUARE (plac Świętego Jerzego), przy którym znajduje się ratusz. Jego wspaniała zabudowa przypomina o czasach świetności miasta podczas epoki wiktoriańskiej. Do wzniesienia budowli wykorzystano 10 mln cegieł i 900m³ kamienia.Od poniedziałku do piątku o godz. 10:30 i 14:30 istnieje możliwość zwiedzania wnętrza z przewodnikiem (bezpłatnie).

W centrum placu stoi pomnik Waltera Scotta (szkockiego pisarza), otoczony wizerunkami znanych osób, m.in. królowej Wiktorii, Jamesa Watt i Roberta Burns. Przy placu mieści się MERCHANT HOUSE (Dom Kupców) – najstarsza siedziba Izby Handlowej w Wielkiej Brytanii.

Skręcając w stronę BUCHANAN STREET (ulicę przepełnioną sklepami) można zobaczyć pomnik siedzącego na koniu księcia Wellington, którego głowę zdobi… biało-pomarańczowy stożek ruchu. Według oficjalnej wersji, zwieńczenie głowy księcia tym przedmiotem jest symbolem szkockiego humoru.

Mieszkańcy twierdzą, że w latach 80-tych jeden ze studentów miał tak dobrą imprezę, że postanowił ją podkreślić, stylizując postać księcia stożkiem. Prawdopodobnie był pod wpływem znakomitej szkockiej whisky – bez niej mogłoby mu zabraknąć odwagi do wspinaczki na wysoki pomnik. Wielokrotnie zdejmowano specyficzne nakrycie głowy księcia, ale spotkało się to z protestami mieszkańców. Po wielu protestach (ponad 70 tysięcy osób, które wzięły udział w facebookowej akcji „ocalenia” stożka) władze miasta postanowiły, że zostawią go w spokoju.

Statue_of_Wellington,_mounted,_Glasgow_-_DSC06285
źródło: commons wikimedia, licencja

Ruszyliśmy w kierunku rzeki Clyde. Po drodze minęliśmy wiele murali, a raczej DZIEŁ SZTUKI ULICZNEJ, których nie brakuje w Glasgow. Większość z nich w mieście wykonał Smug – artysta o australijskim pochodzeniu.

DCIM101GOPROGOPR0849.
Jeden z murali w Glasgow, znajdujący się w pobliżu katedry

Pospacerowaliśmy po jednej z uroczych dzielnic Glasgow, jaką jest MERCHANT CITY. Jak sama nazwa wskazuje, mieszkali w niej kiedyś zamożni kupcy, trudniący się przede wszystkim handlem tytoniu, cukru i herbaty. Obecnie jest to strefa sklepów, barów i restauracji.

Będąc przy rzece skręciliśmy w lewo i udaliśmy się do jednego z wielu parków w Glasgow, zwanego GLASGOW GREEN. Jest to najstarszy park w mieście, założony w XV wieku. Poza licznymi ścieżkami spacerowymi, rowerowymi, ławeczkami i zieloną trawą, w parku znajduje się PAŁAC LUDZI (People’s Palace) – muzeum połączone ze szklarnią, które prezentuje historię mieszkańców miasta.

Podczas zwiedzania można sobie zrobić przerwę na spacer po OGRODZIE ZIMOWYM. Na górnym piętrze rozpościera się widok na miasto i tereny parku, które porażają intensywnością zieleni. Kiedyś sądziłam, że zdjęcia szkockiej trawy w Internecie to konkretny Photoshop. Nic bardziej mylnego! 

Szkoci to naród, który w oryginalny sposób pielęgnuje pamięć o zmarłych. Poza nagrobkami, często oznaczają miejsca, w których ich bliscy lubili spędzać czas za życia. Wiele ławek posiada tabliczki z imieniem i nazwiskiem danej osoby. Często dopisuje się też zachętę, aby dosiąść się do zmarłego i cieszyć się jego ulubionym widokiem.

20171003_134157
Ławka w People’s Palace z tabliczką upamiętniającą ulubione miejsce zmarłego.

Od setek lat w Glasgow krąży powiedzenie, doskonale odzwierciedlające rolę rzeki Clyde w życiu miasta. Mówi się, że Clyde zbudowało Glasgow. Polecam spacer jej brzegiem, jeśli nie przechodzi wtedy przez Szkocję huragan… Dawniej nad rzeką w Glasgow mieściła się stocznia, która sprawiła, że było to centrum przemysłowe miasta. Pozostał po niej wielki dźwig – FINNIESTON, stojący naprzeciwko siedziby BBC Scotland.

Mijamy most zwany ŁUKIEM CLYDE (The Clyde Arc) i GLASGOW SCIENCE CENTER – nowoczesne Centrum Naukowe (odwiedzający mogą zobaczyć planetarium, symulator zmian klimatu, możliwość przeprowadzania doświadczeń).

Przy Centrum Naukowym znajduje się najwyższa budowla w Szkocji – WIEŻA MILLENIUM, licząca 127 metrów. Ze względu na to, że potrafi obracać się o 360 stopni od podstawy do szczytu, zapisała się w księdze Rekordów Guinessa. Obiekt można zwiedzać w sezonie letnim (1.04-29.10) codziennie od 10:00 do 17:00. W okresie zimowym dostępny jest od środy do piątku w godzinach 10:00 – 15:00, w weekendy od 10:00 do 17:00. Szczegóły dotyczące cen – tutaj.

Ciekawym budynkiem, znajdującym się w pobliżu rzeki Clyde, jest hala widowiskowo-sportowa GLASGOW SSE HYDRO. Dzięki sprzedaży ponad 750 tysięcy biletów, ogłoszono ją ósmą najbardziej popularną halą widowiskowo-sportową na świecie. Niektórzy twierdzą, że wyglądem przypomina katowicki Spodek.

Podczas spaceru brzegiem rzeki znów spotkaliśmy się z charakterystycznym dla Szkotów sposobem upamiętniania bliskich zmarłych.

20171003_142947

Spośród wielu muzeów i galerii sztuki, które Glasgow posiada w swojej ofercie, zastanawialiśmy się nad polecaną w przewodnikach i na wielu blogach GALERIĄ SZTUKI KELVINGROVERIVERSIDE MUSEUM (MUZEUM TRANSPORTU), opisywanym jako jedno z najciekawszych muzeów w Glasgow. Ciekawość zwyciężyła i udaliśmy się do Muzeum Transportu (wstęp bezpłatny).

Być może zbyt długi spacer brzegiem rzeki pomógł w szybkim podjęciu decyzji i wybraniu obiektu, który w nazwie posiada słowo „transport”. W muzeum zobaczymy m.in. najstarszy rower na świecie, przeróżne modele samochodów, a także ciekawe wystawy, posiadające wiele informacji na temat wszelkich pojazdów.

Warto zobaczyć również THE TALL SHIP RIVERSIDE (wstęp wolny, ale wskazany jakikolwiek datek na dalsze renowacje obiektu). Statek The Glennlee przy muzeum, o którym mowa, jest jednym z pięciu na świecie statków typu Clydebuilt, które przetrwały do dziś. Przy wejściu pracownicy wręczają odwiedzającym kartkę z informacjami o obiekcie w różnych językach – m.in. w języku polskim. Renowacji statku podjęli się wolontariusze, zrzeszeni w grupie The Clyde Maritime Trust.

Jeśli dysponujecie większą ilością czasu niż my podczas jednodniowego zwiedzania, warto wsiąść na statek przy muzeum, który przewiezie Was na drugi brzeg do DZIELNICY GOVAN. W czasach średniowiecza było to osobne miasteczko.

Zaciekawiła mnie informacja na jednym z elementów wyposażenia. Mam nadzieję, że odwiedzający nie wpadają na genialny pomysł, jakim jest skorzystanie z toalety, będącej ekspozycją statku. Chciałabym wierzyć w to, że konieczność umieszczenia na niej zakazu korzystania to dobry żart pracowników.

4444

Ostatnim punktem zwiedzania podczas naszego dłuuugiego spaceru po Glasgow jest tamtejszy Uniwersytet. Jego odwiedziny to sposób na przeniesienie się w świat magii, i to bez konsumpcji zakazanych substancji. Jest to czwarty najstarszy uniwersytet w Wielkiej Brytanii. Wysoki poziom na uczelni odzwierciedlają jego absolwenci – Adam Smith i James Watt.

Odwiedziliśmy główny budynek Uniwersytetu Glasgow mieści się na wzgórzu – Gilmorehill. Rozpościera się stamtąd piękny widok na sąsiedni park Kelvingrove. Zwiedzając uniwersytet szczególne wrażenie wywarły na nas kolumny i łuki zdobiące halę kampusu.

Wygląd budynku, zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz, przypominał Hogwart. W Internecie można znaleźć kilka informacji mówiących o tym, że nakręcono tam wiele części Harrego Pottera. Niestety, jest to nieprawda. Niemniej jednak, budynek mógł być inspiracją dla autorki przygód czarodzieja – idealnie wpasował się w klimat powieści.

20171003_163059hogwaert

Mimo, że zobaczyłam większość planowanych miejsc, żałuję, że nie wystarczyło nam czasu na  kilka innych obiektów:

  • Tenement House (wstęp: 6,50 funtów) – Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak wyglądała kamienica mieszczańska na przełomie XIX i XX wieku, powinien odwiedzić to miejsce. W kamienicy zobaczymy znakomicie odrestaurowane cztery pokoje, które – według twórców muzeum – sprawiają wrażenie zamrożonych w czasie.
  • The Lighthouse (wstęp bezpłatny) to Centrum Projektowania i Architektury, mieszące się przy ulicy Buchanan Street. Na górnym piętrze budynku znajduje się taras, będący świetnym punktem widokowym na miasto.
  • Kelvingrove Art Gallery and Museum (wstęp bezpłatny) – to najstarsze muzeum Szkocji, posiadające jedne z największych zbiorów sztuki w całej Europie. Zwiedzanie możliwe w piątki i niedziele w godzinach 10:00 – 17:00, w pozostałe dni w godzinach 11:00-17:00.

Gdybym miała opisać Glasgow dwoma słowami, byłyby to: „przemysł” i „zieleń”. Miasto zachwyca połączeniem budynków pamiętających wiktoriańskie czasy świetności z nowoczesną architekturą miasta. Mam nadzieję, że liczne zabytki i atrakcje, które czekają tam na turystów oraz tanie loty z polskich miast przekonają Was do odwiedzin największego miasta w Szkocji. Jedno jest pewne – nie pożałujecie wyboru tego kierunku!

Kijów – informacje praktyczne

Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie w Kijowie było to, co zobaczyłam na kijowskich parkingach… Luksusowe samochody od zawsze kojarzyły mi się z Monte Carlo i Miami. Nigdy nie sądziłam, że do ich grona dołączy stolica Ukrainy. Kolumny najdroższych modeli czarnych BMW, Mercedesów i Land Roverów (z przyciemnianymi szybami, przednimi również) wyłaniały się na ulice z każdej strony. Były też Łady, jednak te pierwsze zdecydowanie przeważały.

20170402_110506

JAK DOSTAĆ SIĘ DO KIJOWA?

Najlepszy, najtańszy i najwygodniejszy sposób to podróż samolotem. Wybrałam linie WizzAir – lot z Gdańska do Kijowa na lotnisko Żuliany, znajdujące się 8km od centrum miasta. Warto śledzić promocje linii lotniczych (m.in. w listopadzie, grudniu, styczniu), które pozwalają na zakup biletów już od 140zł w dwie strony. W cenę wliczono jedynie bagaż podręczny, który w zupełności mi wystarczył. WizzAir oferuje też loty z Warszawy (lotnisko Chopina), Katowic, Lublina, Poznania i Wrocławia.

Można też skorzystać z usług LOT czy też z Ukrainian Airlines, oferujących połączenia z Warszawy na lotnisko Boryspol, oddalone od centrum Kijowa o 29km. WizzAir oferuje znacznie tańsze połączenia, chociaż czasami można załapać się na promocję pozostałych linii lotniczych.

Aby odwiedzić Ukrainę, niezbędny jest paszport.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

Żuliany: Wychodząc z Terminalu A, zaraz przy głównej ulicy znajduje się przystanek autobusowy dla linii nr 9 (koszt: 4UAH, bilet kupujemy w autobusie, u kontrolera), który dowiózł naszą szóstkę na ulicę Volodymirską, do biura DayFlat – po odebraniu kluczy do naszego apartamentu od razu się tam udaliśmy.

Boryspol: Można skorzystać ze SkyBusa, który oferuje przejazd na dworzec kolejowy w cenie 80UAH, lub do najbliższej stacji metra (koszt: 50UAH). Trasa zajmuje 45minut. Przystanek znajduje się po prawej stronie za wyjściem z Terminalu F.

GDZIE NOCOWAĆ?

Wynajęte przez nas mieszkanie było ładne, czyste, ogromne i dobrze zlokalizowane (blisko metra, barów, supermarketów). Wszystko w bardzo dobrej cenie – 4216UAH za cały pobyt dla 6 osób (35zł/doba/osoba). Przedpłata nie była wymagana. Nie ukrywam, że było to dla mnie kluczowe, zważywszy na stan konta przed wypłatą. Jedynym minusem była niewygodna sofa w salonie. Szczegóły rezerwacji tutaj.

Wejście do mieszkania nie zachwycało:

…czego nie można powiedzieć o wnętrzu (poniższe zdjęcia obiektu pochodzą z booking.com)

Kolejną dobrą i tanią opcją jest Dream House Hostel, szczegóły tutaj.

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE:

Przed wyjazdem warto zainstalować bezpłatną i prostą w obsłudze aplikację MAPS ME. Jest to nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, lokale, bary, muzea, supermarkety czy też zlokalizować najbliższy bankomat.

Podczas całego pobytu poruszaliśmy się metrem, które dowiozło nas do wszystkich ważniejszych miejsc w Kijowie. Jeden przejazd, a właściwie jeden żeton, który umożliwia przejazd, kosztuje 4UAH (około 60 groszy). Żetony można kupić w automacie na każdej stacji lub w kasie. Zawsze, gdy kupowaliśmy 6 żetonów, Panie w kasie (widząc jedynie dwie osoby przy okienku) za każdym razem tłumaczyły nam, że wystarczy kupić tylko jeden żeton na osobę i można zmieniać linię metra do woli. Miło. Aczkolwiek, nie znając ukraińskiego, trochę nam zajmowało tłumaczenie, że o tym wiemy.

Do korzystania z metra zachęca nie tylko cena, ale i wygląd stacji. Są po prostu piękne. Co więcej, to najgłębsze stacje metra na świecie (miały być schronem w razie wybuchu III wojny światowej). Rekordowa, o nazwie Arsenalna, liczy 105,5m głębokości. Dla porównania, najgłębsza stacja metra w Warszawie liczy 23 metry głębokości. Wjazd ruchomymi schodami do wyjścia na miasto trwa mniej więcej 4 minuty (nie wierzyłam, dopóki nie dojechałam do końca ruchomych schodów, za którymi zobaczyłam następne). Warto się skupić, żeby na nie wejść, bo nie należą do najwolniejszych. Ułatwieniem dla osób nieznających ukraińskiego są oznaczenia stacji metra. Oprócz ich nazw wprowadzono też numery, aby nie mieć na sumieniu załamanych cyrylicą turystów. Warto dodać, że w podziemiach metra kijowskiego nie ma koszy na śmieci. Nie jest to niedopatrzenie ze strony władz, ale obawa, że mogłyby zostać wykorzystane do podłożenia bomby przez terrorystów.

Схема_Київського_метро
Mapa kijowskiego metra, Agenty zmin, licencja, Wikimedia Commons

GDZIE ZJEŚĆ SMACZNIE, TANIO I TRADYCYJNIE? 

Puzata Chata – sieć restauracji, w których można zjeść dania kuchni regionalnej. Potrawy są już przygotowane, należy tylko wskazać, o które prosimy. Podwójna porcja wareników (pierogów ukraińskich) w zestawie z piwem 0,5l kosztowało niecałe 15zł. Sieciówka cieszy się powodzeniem wśród turystów. Przekonaliśmy się o tym, kiedy z trudem znaleźliśmy stolik dla sześciu osób (mimo, że lokale są spore).

Varenichnaya Katyusha – Porcje są niewielkie ale ceny pozwalają na zamówienie kilku dań (dania kosztowały 7-12zł). Poza tradycyjnymi daniami ukraińskimi zachwyca też wystrój lokalu (dekoracje czasów radzieckich).

20170403_163242

CO ZJEŚĆ NA UKRAINIE?

Pierwszą rzeczą, której warto spróbować podczas podczas pobytu w Kijowie jest Barszcz Ukraiński, różniący się od naszego w Polsce. Wersja u sąsiadów zawiera kapustę, buraki, marchew, mięso i kwaśną śmietanę. Kolejnym tradycyjnym daniem, a właściwie zupą, jest Soljanka – zupa rybna przygotowana na bulionie warzywnym, z dodatkiem cytryny, oliwek, kwaśnej śmietany i przypraw. Warto spróbować jednej z potraw tatarskich – Czeburak. Jest to ostro przyprawiony ogromny smażony pieróg, wypełniony baraniną. Typowym ukraińskim daniem są odpowiedniki naszych pierogów. Wareniki to opcja na słodko: z twarogiem lub owocami, natomiast Pielmieni to pierogi z mięsnym farszem. Do obu wersji dodaje się porcje śmietany. Popularne na Ukrainie jest także spożywanie kwasu chlebowego.

WALUTA W KIJOWIE: 

Oficjalną walutą na Ukrainie jest hrywna, która dzieli się na 100 kopiejek. 1UAH = 0,14zł (dane z października 2017).

CENY W KIJOWIE:

Niektórzy twierdzą, że w Kijowie można kupić wszystko za grosze. Inni uważają, że Ukraina to tanie państwo, ale jej stolica już nie bardzo. Tego, jak czułam się podczas zakupów w Kijowie raczej nie można porównać do zakupów Skandynawów w polskich sklepach. Mimo to, ceny są niskie:

ceny w KIjowie

CO ZOBACZYĆ W KIJOWIE? O tym w kolejnym wpisie, poświęconym kijowskim atrakcjom.

Temat z pewnością nie został przeze mnie wykorzystany (mimo wielu starań), dlatego wszelkie uwagi czy też inne przydatne informacje w komentarzach będą mile widziane!