Raj na Kubie? Zależy dla kogo.

Kuba jest wyjątkowa. Zaryzykuję stwierdzeniem, że foldery turystyczne oferujące wycieczki w te rejony skupiają się przede wszystkim na pięknych karaibskich plażach, cygarach i kolorowych drinkach. Urocze kamieniczki odrestaurowanej Starówki na fotografiach w mediach społecznościowych świetnie komponują się z samochodami starszych marek. Taki obraz Kuby nie jest przekłamany, ale niepełny i zupełnie wyrwany z kontekstu.

Jak powszechnie wiadomo, panuje tam socjalizm. Jednakże, nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jaki ma to wpływ na mieszkańców. Miejscowi widzą w turystach bogatych przybyszy. Bez wyjątków. Wystarczającym argumentem dla nich jest fakt, że stać nas na bilet lotniczy. Goście korzystający z hotelowych udogodnień stanowią silny kontrast dla mieszkańców, którzy z frustracją obserwują, jak wiedzie się osobom z innych krajów. Dwa światy na Kubie podkreślają dwie waluty. W jednej zarabiają miejscowi – CUP, a w drugiej płacą turyści – CUC.

JAK WYGLĄDA DRUGA STRONA RAJU?

Elegancka ulica Obispo z budynkami odrestaurowanymi przez UNESCO to tylko mały skrawek Hawany. Mark Kurlansky w książce „Hawana – podzwrotnikowe delirium” porównuje to miasto do urodzinowego tortu, który stoi już za długo. Nie spotkałam się z trafniejszym określeniem. Spędzając na Kubie zaledwie 2,5 tygodnia nie sądziłam, że Kubańczycy poruszą ze mną tematy związane z sytuacją w ich kraju. Dlaczego mieliby otworzyć się przed obcymi z daleka (których zresztą jest w Hawanie na pęczki), wpuszczać ich do swoich domów i z ochotą demonstrować, jak sobie biednie żyją? Co innego proszenie o długopisy czy ubrania, które można było nawet wymienić za pamiątki – taką ofertę otrzymałyśmy w Trynidadzie. Mimo to, poznałam sporo fajnych osób, z którymi udało mi się porozmawiać o kubańskiej rzeczywistości. Często pytano mnie jak wiedzie się Polakom po upadku komunizmu. Nie mam porównania z lat 80-tych, ale powtarzałam opowieści rodziców i starałam się przybliżać obecną sytuację w kraju. Kilka razy w głosie rozmówców wyczuwałam smutek i bezradność.

TO, CO NA KUBIE NAZYWA SIĘ BUDYNKIEM, W EUROPIE ZWIE SIĘ RUINĄ.

Na wyspie nie ma bezdomnych. Przynajmniej nie zauważyłam ich podczas mojego pobytu. Obywatele kraju otrzymują od państwa mieszkanie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany kupnem jakiejś posiadłości, cena za lokum w centrum Hawany wynosi 10-20 tysięcy CUC (1CUC – 3,70 złotych). Fajnie? Przed udzieleniem odpowiedzi na to pytanie proponuję zerknąć, w jakim są stanie. Spacerując po stolicy, natknęłam się na sporo przestrzeni pomiędzy budynkami – to nie było patio, a pamiątka po zawalonej kamienicy. Ciepła woda? Być może będzie w casas particulares (domy Kubańczyków, w których wynajmują pokoje turystom – oczywiście wysoko opodatkowane i kontrolowane przez państwo), ale w przeciętnym kubańskim gospodarstwie domowym to oznaka luksusu. Spłuczki w toaletach? Nie w każdej. W hotelach i casach pewnie się trafią. Możliwe, że niedziałające.

Hotele i casas particulares to jedyne opcje noclegu dla turystów. Kubańczyk nie może przenocować w swoich czterech ścianach przybysza z zagranicy. Grożą za to surowe kary. Przyjeżdżają znajomi z innych krajów? Co za problem? Zawsze można szybciutko założyć hotel – pod warunkiem, że władze okażą się wielkoduszne i wyrażą na to zgodę. A co, jeśli Kubańczycy chcieliby odwiedzić znajomych? Większości z nich nigdy nie będzie stać na jakikolwiek bilet lotniczy. Przeciętna wypłata wynosi 20-30 dolarów na miesiąc (trochę więcej wyciągają osoby z branży turystycznej, posługujące się językiem angielskim). To równowartość dwóch obiadów w restauracji dla turystów. Poznałyśmy Kubańczyka, któremu udało się odwiedzić kilka innych państw dzięki projektom na uniwersytecie. Niemniej jednak, takie wyjazdy możliwe były jedynie do krajów, w których władza propaguje idee socjalistyczne (Wenezuela, Ekwador, Boliwia, Nicaragua).

JEDZENIE NA KUBIE: TURYŚCI VS. MIESZKAŃCY.  

Poranny posiłek turysty składa się z tostów, sera, owoców, soku lub kawy, omleta albo jajecznicy. Miejscowych nie stać na takie śniadanie. Kubańska kuchnia to odzwierciedlenie zasady coś z niczego. Lodówki mieszkańców świecą pustkami, o ile w ogóle je mają. Podstawą diety jest ryż z fasolą. Często na stole pojawia się kurczak. Wołowiny nie jadają praktycznie wcale. To mięso zarezerwowane dla najlepszych restauracji. Za zabicie państwowej krowy Kubańczykom grozi 15 lat więzienia. Tyle, ile za pozbawienie życia człowieka.

Często jada się tam pizzę. Odpowiedniejszym określeniem kubańskiej wersji tego dania byłby placek drożdżowy posypany serem. Udało nam się znaleźć kilka barów dla lokalsów (z obiadami w cenie 4zł i lodami po 4 grosze). W jednym z nich jedzenie podawano na pociętych fakturach. Pod moim kawałkiem pizzy krył się rachunek za telewizję. Właśnie w takich miejscach znajdziecie autentyczną Kubę.

KARTKI NA ŻYWNOŚĆ I KOLEJKI DO PUSTYCH SKLEPÓW.

Mieszkańców obowiązuje książeczka wyznaczająca racje żywnościowe (libreta de abastecimiento). Szkoda tylko, że przydzielone jedzenie starcza zaledwie na jedną kolację. Możliwe, że jest to zamierzone, bo niby gdzie Kubańczycy mają się zaopatrzyć skoro sklepy świecą pustkami? Wracając na rowerach do Trynidadu postanowiłyśmy zrobić sobie przystanek w pizzerii. Wielki rysunek placka drożdżowego z dodatkami wyglądał zachęcająco. Na wejściu powitała nas uśmiechnięta Pani właścicielka, która nieco zmieszanym tonem głosu oznajmiła, że w sklepie nie było mąki. Zamiast pizzy podała nam pyszny kubański standard: kurczak i ryż z fasolą. To nie tak, że w żadnym sklepie nie ma towaru. Widziałyśmy dobrze zaopatrzone peweksy, a nawet sklep Adidasa. Nie są to jednak miejsca na zakupy dla osób utrzymujących się z kubańskich pensji.

PODZIAŁ NIE OMINĄŁ SŁUŻBY ZDROWIA.

Kuba wydała na świat mnóstwo znakomitych lekarzy będących świetną kartą przetargową w interesach międzynarodowych. Wielokrotnie „wymieniano ich” na ropę, m.in. z Wenezuelą. Zagraniczne pensje swoich obywateli przejmowały kubańskie władze. Oddawały im z tego niewielką część, przygarniając resztę na cele państwowe. Mnóstwo kubańskich lekarzy spotkacie nie tylko w szpitalu, ale i w taksówkach. Takie zajęcie jest sto razy bardziej opłacalne od służby zdrowia. Warto też wspomnieć o tamtejszych aptekach. Jak wyglądają? W Piñar del Rio królowały waty, soczewki, nici dentystyczne, pasty do zębów i zioła (rozłożone na półkach jak najszerzej). Poprosiłam o tabletki na gardło. Miła Pani sprzedała mi ostatnie dwie kapsułki, jakie były w aptece. Według opisu na opakowaniu powinny pomóc na wszystkie możliwe dolegliwości. W przypadku leczenia obcokrajowców na Kubie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Znakomici lekarze kubańscy od lat przyciągają pacjentów z zagranicy. Nigdy nie brakuje dla nich odpowiednich leków. Amerykanom i Kanadyjczykom leczącym się odpłatnie w tamtejszych klinikach sprawnie wyznacza się odpowiedni termin na operację. Dla porównania, miejscowi nieraz czekają na zabieg kilka miesięcy, będąc w bardzo poważnym stanie, nie wspominając o kompletnym braku wyposażenia szpitali (jeszcze do niedawna rękawiczki jednorazowe na Kubie były rzeczą wielokrotnego użytku).

ibuprofen Kuba
Tabletki na przeziębienie, grypę, bóle głowy i ciała, gorączkę, zatkany nos, ból gardła i kaszel

SOCJALIZM – JEDYNA SŁUSZNA DROGA DO WOLNOŚCI.

Ogromna ilość plakatów i transparentów na Kubie nie pozwoli Wam zapomnieć ani na chwilę o jedynej słusznej ideologii politycznej. Bracia na zawsze – wzruszające słowa ze zdjęciem prezydentów Wenezueli i braćmi Castro pojawiały się w wielu miejscach na Kubie. Sporo było też takich haseł, jak: Socjalizm – jedyna droga do wolności, Kuba jest nasza czy też Hasta la victoria, siempre! Paradoksalnie, wzniosłe cytaty o niesłabnącym sukcesie Kuby często pojawiały się na budynkach w opłakanym stanie. Wyłaniające się zza rogu wizerunki Che Guevary, braci Castro, a nawet Lenina mają nieustanie przypominać Kubańczykom, że tak właśnie powinno się żyć. Czy wszyscy to kupują?

Wielu Kubańczyków nie kryje frustracji z powodu sytuacji w kraju. Doskonale wiedzą, że można żyć inaczej i z niecierpliwością wyczekują zmiany. Niemniej jednak, nie wszyscy wydają się być niezadowoleni. Poza Kubańczykami czekającymi na lepsze czasy, mam w głowie biuro przewodnika z Playa Larga – w każdym kącie wisiało zdjęcie Fidela, Lenina i chwalebne teksty o rewolucji, a na biurku leżał słownik rosyjskiego. Nie wydaje mi się też, że popularna piosenka o kontrowersyjnym komendancie Che Guevara również śpiewana jest tylko na pokaz. Kolejnymi sympatykami władzy na Kubie byli muzycy, którzy zaprosili nas na koncert do domu przyjaciela. Okazało się, że właścicielem posiadłości był były minister. Poza kubańskimi hitami, w repertuarze zespołu przewinęło się sporo piosenek wychwalających rewolucję. Zwieńczeniem koncertu był film o Fidelu Castro, wyświetlony na starym rzutniku i prześcieradle przewieszonym przez trzepak.

Pomijając zastraszanie mieszkańców, wychwalanie stanu rzeczy na Kubie może być skutkiem wszechobecnej manipulacji w kraju. Mieszkańcy mają bardzo ograniczony dostęp do Internetu, który stale kontrolowany jest przez władze. Co więcej, Kubańczykom udostępniono jedynie kanały telewizyjne o charakterze socjalistycznym (pozostałe dostępne są tylko w drogich hotelach). Mieszkańcy mają bezwzględny zakaz krytykowania władzy. Nie mogą organizować strajków, ani brać w nich udziału. Nie wolno im też zakładać innej partii politycznej. Władze najwyraźniej stwierdziły, że jedyna Komunistyczna Partia Kuby w zupełności wystarczy.

kubaa

FLORYDA – ZIEMIA OBIECANA? 

Niektórym wiedzie się tam trochę lepiej. Chłopak oprowadzający nas po Hawanie zadał pytanie o drugie największe skupisko Kubańczyków. Padły chyba wszystkie nazwy większych miejscowości, aż w końcu usłyszałyśmy odpowiedź – Miami. Podkreśla to fakt, iż senatorem Florydy jest syn kubańskich emigrantów – Marco Rubios. Najczęstszym powodem posiadania smartfona, głośników Pioneera i wygodniejszego życia na Kubie jest rodzina w USA, regularnie wspierająca finansowo swoich krewnych. Poza pieniędzmi, emigranci wysyłają im pendrivy z muzyką, filmami oraz informacjami ze świata. El paquete – bo tak nazywa się przesyłana z USA zawartość pamięci USB – zostało zalegalizowane dopiero dwa lata temu. Sporo osób korzysta z tej amerykańskiej wysyłki. Otwarto nawet sklepy, które sprzedają je w Hawanie Kubańczykom.

Odnioszę wrażenie, że USA dla Kubańczyków jest tym, co NRD dla Polaków za komuny. Miliony wyspiarzy podejmowało próbę ucieczki do północnego sąsiada drogą morską. Wielu z nich przypłaciło to swoim życiem. Niejednokrotnie ratowały ich fundacje amerykańskie, czuwające nad Zatoką Meksykańską. Wyławiano z wody tysiące osób, płynących na Florydę przeładowaną i prymitywną łodzią. Główną motywacją do emigracji było obowiązujące do czasów Obamy prawo suchej stopy. Jeśli uchodźca kubański przedostał się na brzeg USA drogą morską, na powitanie otrzymywał prawo pobytu oraz wsparcie w szukaniu pracy i miejsca zamieszkania. Ci, których złapano na morzu odsyłano do domu. Wśród emigrantów żyjących sobie w dostatku na Florydzie znalazło się sporo osób, których przerosła tęsknota za krajem. Wielu z nich wróciło na Kubę po wielu latach.


Mimo przeciwności losu większość Kubańczyków wykazuje beztroskie podejście do życia, zwłaszcza w relacjach damsko-męskich. Gwizdy, rzucanie komplementów, zagadywanie i dobitne wyrażanie swojej opinii na temat przechodzącej obok dziewczyny/chłopaka jest tam zupełnie normalne. W codziennych problemach z pewnością pomaga im muzyka, którą słychać wszędzie. Butelka rumu również pozwala zapomnieć o tamtejszej rzeczywistości, chociaż na chwilę. O Kubie mogłabym pisać w nieskończoność, choć słowa i zdjęcia nie oddadzą w pełni atmosfery panującej w tym kraju. Ruszajcie na Kubę, aby osobiście przekonać się, jak wyjątkowym miejscem jest ta wyspa!

sdr