Nowy Jork dla spłukanych – praktyczny przewodnik

Nowy Jork od zawsze był moim marzeniem. Do dziś pamiętam oślepiające reklamy na Times Square, które zalewały tłumy z każdej strony. W rzeczywistości wyglądały o wiele lepiej niż na obrazach w Ikea. Times Square raczej nie należy do zabytków, ale doskonale oddaje atmosferę Nowego Jorku – pięknego i interesującego miasta, które nigdy nie zasypia!

W jaki sposób zobaczyć jak najwięcej, a jednocześnie wydać jak najmniej? Jak w pełni wykorzystać czas na zwiedzanie i chłonięcie atmosfery miasta, nie tracąc czasu na komunikację miejską oraz szukanie tanich i przyzwoitych miejsc na nocleg czy obiad? O tym w dzisiejszym wpisie. 

WIZA: 

Osobiście nie miałam problemów z otrzymaniem pozwolenia na wjazd do USA. Uczestnicy programu Work&Travel rzadko spotykają się z negatywnym rozpatrzeniem wniosku. Wiele osób uważa, że łatwo jest otrzymać wizę, zwłaszcza turystyczną. Jednakże, słyszałam też o odmowach, które usprawiedliwiano zbyt małym przywiązaniem do swojego miejsca zamieszkania. Najczęściej były to osoby kończące studia, mające rodzinę w USA. Więcej informacji o całym procesie można przeczytać tutaj. Dodam tylko, że podczas wypełniania wniosku zaskoczyły mnie zawarte w nim pytania, np. czy kiedykolwiek brałam udział w ludobójstwie? 

W czasie procesu wizowego należy udać się na rozmowę z konsulem w języku angielskim, która opiera się na prostych pytaniach. Konsul zapytał mnie o miejsca w USA, które chciałabym zobaczyć (radzę nie wymieniać Las Vegas, ponoć nie spodoba się to rozmówcy) i czy jestem excited z powodu wyjazdu. Złożył mi również spóźnione życzenia urodzinowe. Nie było to więc nic stresującego.

24337372_1567395693314035_289798784_n

JAK DOSTAĆ SIĘ DO NOWEGO JORKU: 

Za lot z Warszawy do Nowego Jorku trzeba sporo zapłacić (w przeciwieństwie do wielu atrakcji w tym mieście). Niemniej jednak, obserwując malejące ceny biletów z polskich miast do Nowego Jorku można stwierdzić, że za kilka lat może i przelot będzie darmowy. Dwa lata temu bezpośredni lot w dwie strony wyniósł 2500zł. Obecnie wiele promocji pozwala na zakup biletów już w cenie 900zł – 1000zł. Aby odszukać najtańsze i najdogodniejsze połączenie warto skorzystać z wyszukiwarki lotów eSky, dostępnej tutaj.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

  • Lotnisko JFK położone jest w dzielnicy Queens, 25km od centrum Manhattanu. Korzystając z AirTrain można dostać się z lotniska na stację metra Jamaica za jedyne 5$. Aby kontynuować podróż metrem należy zakupić kolejny bilet (jednorazowy przejazd to koszt 2,75$). Dojazd z lotniska do centrum zajmuje około 1,5h. Można też skorzystać z oferty busa NYC Airporter, który kursuje z lotniska do Grand Station (42 ulica), na dworzec autobusowy lub na Penn Station (34 ulica) co pół godziny (16$ za przejazd, bilety można zakupić tutaj).

Odradzam dojazd z lotniska do centrum taksówką – oprócz zapłaty za ilość przejechanych kilometrów należy też doliczyć napiwek oraz opłatę za przejazd przez tunel. Za kurs z lotniska JFK do centrum Nowego Jorku można zapłacić nawet 80$. 

  • Lotnisko Newark – warto skorzystać z NJ Transit, który kursuje pomiędzy lotniskiem a Penn Station na Manhattanie (13$). Podróż zajmie około 30 minut (kursuje od 4:20 nad ranem do 1:40 w nocy). Kolejnym sposobem na dojazd z tego lotniska do centrum NYC jest autobus, który zawiezie nas do Port Authority, Bryant Park lub do Grand Central Terminal. Koszt biletu wyniesie 16$, a podróż zajmie 45 minut. Autobus odjeżdża średnio co 15 minut od 4:45 rano do 1:15 w nocy (przez pierwsze i ostatnie dwie godziny kursy odbywają się co pół godziny).
  • Lotnisko La Guardia – to port lotniczy w dzielnicy Queens, położony 15km od Manhattanu. Obsługuje przede wszystkim loty krajowe, choć zdarzają się tam również międzynarodowe (np. do Kanady czy Karaiby). To lotnisko, z którego można dojechać na Manhattan metrem (w cenie 2,75$) lub wspomnianym wcześniej autobusem NYC City Airporter, który dowiezie nas do Grand Central Station, Port Authority Bus Terminal lub Pensylvania Station (13-16$).

ZAKWATEROWANIE: 

Noclegi w Nowym Jorku z pewnością nie należą do najtańszych. Ciężko znaleźć tam hotel, w którym zapłaciłoby się mniej niż 100$ za dobę. Dzięki ogromnej uprzejmości i gościnności rodziny koleżanek udało mi się nie wydać ani dolara za nocleg. Mogę jednak polecić kilka tanich i dobrych miejsc, sprawdzonych przez znajomych:

  • Bowery Grand Hotel, położony w Chinatown (strona internetowa obiektu dostępna tutaj).
  • International Student Center (szczegóły na temat hostelu tutaj). Jak sama nazwa wskazuje, gośćmi są młodzi ludzie – rezerwacje przyjmowane są jedynie od osób w wieku 18-35 lat.
  • AAE Super Eight Hostel New York (rezerwacji można dokonać przez stronę worldbesthotels.com, klikając tutaj), znajdujący się w pobliżu stacji metra Jamaica. Hotel nie mieści się w samym centrum miasta, ale w cenę wliczono bezpłatny transfer z lotniska do hotelu.

Dobrą i tanią opcją może być wynajęcie mieszkania, zwłaszcza w przypadku większej grupy osób. W znalezieniu odpowiedniego lokum pomocne będą takie strony, jak:

Zapewne nie zaskoczę Was mówiąc, że najdroższą dzielnicą w Nowym Jorku jest Manhattan. Warto rozważyć tańsze, równie ciekawe części miasta. Wystarczy, że w pobliżu naszego lokum będzie stacja metra. Odradzam Bronx, który nie posiada zbyt dobrej opinii. Niedawno przeczytałam, że jest to znakomita dzielnica dla biegaczy, dbających o kondycję fizyczną podczas uciekania przed strzałami. Mimo, że ta część Nowego Jorku cieszy się coraz lepszą opinią (widać to po rosnących cenach mieszkań), pozostałe okolice wydają się być bardziej bezpieczne.

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE:

Polecam spacer po niektórych dzielnicach – zwłaszcza na Manhattanie. Nazwy ulic (streets) biegnących ze wschodu na zachód oraz alejek (avenues) przecinających dzielnicę z północy na południe ułatwiają śledzenie naszego położenia na mapie. Jedynie Broadway i Lower Manhattan wyłamują się ze schematu ulic, przypominających z lotu ptaka kartkę w kratkę.

Charakterystyczne żółte taksówki nie są praktyczne. Jeśli komuś nie zależy na tym, aby szybko dotrzeć do celu (tamtejsze ulice są wiecznie zakorkowane) i posiada duże pokłady pieniężne to zdecydowanie powinien z nich korzystać. W przeciwnym razie warto skorzystać z aplikacji Uber, metra lub autobusów. Jeśli ktoś mimo wszystko chciałby odbyć kurs taksówką to najlepiej jest ją złapać na ulicy. Żółty kolor zarezerwowany jest jedynie dla pojazdów w obrębie Manhattanu. Taksówki w pozostałych dzielnicach posiadają kolor zielony.

IMG_20150909_185032

Nowojorskie metro jest trzecią najdłuższą siecią kolei podziemnej na świecie – składa się z 476 stacji i 27 linii, o łącznej długości 1050 km. Jego charakterystycznym elementem jest flaga amerykańska, widniejąca przy numerze każdej kolejki metra.

Aby z niego skorzystać należy zakupić kartę Metro Card (1$). Można to zrobić w automatach lub na stacjach metra i pobliskich sklepach. Kiedy maszyna poprosi o wpisanie kodu pocztowego właściciela karty kredytowej spoza USA, należy wpisać „99999”. Wyróżnia się dwa rodzaje Metro Card:

  • UNLIMITED METRO CARD daje nam możliwość nieograniczonej jazdy metrem przez 7 dni (31$ – bez autobusów ekspresowych, 57$ –  łącznie z Express Buss Plus) lub 30 dni (116$). Osoby niepełnosprawne i seniorzy mogą liczyć na 50% zniżki. Z takiej karty może korzystać tylko jedna osoba. Aby zapobiec korzystaniu z niej przez kilka osób, wprowadzono blokadę – po użyciu karty na danej stacji metra, można użyć jej ponownie w tym samym miejscu dopiero po upływie 20 minut.
  • PAY-PER-RIDE METRO CARD pozwala na określoną liczbę przejazdów metrem. Z jednej karty mogą skorzystać maksymalnie 4 osoby. Jeden przejazd kosztuje 2,75$. Kartę można doładować w automatach. Minimalna kwota doładowania wynosi 5$, maksymalna – 80$.

Należy pamiętać, że nie wystarczy zwracać uwagę jedynie na kolor linii. Trzeba też sprawdzać numery. Niektóre linie posiadają ten sam kolor, ale nie jadą w tym samym kierunku. Przy wejściu do metra widnieje oznaczenie, w którą stronę jadą linie na stacji.

W poruszaniu się metrem po Nowym Jorku pomoże darmowa aplikacja TRANSIT, która wskaże odpowiednie linie metra, autobusy, a nawet taksówki Ubera, które znajdują się w pobliżu. Aplikacja posiada planer podróży, który wskazuje różne trasy i wyznacza najlepsze połączenia. Zbliżając się do celu ostrzeże nas, że niedługo dotrzemy na miejsce. Może to uratować niejednego turystę, który zdrzemnął się na chwilę w metrze.

base_map_34St_Hudson_Yards
Mapa nowojorskiego metra, źródło: Wikimedia Commons, licencja

Nowojorskie metro jest nie tylko środkiem transportu. Według mnie jest to ciekawa atrakcja turystyczna. Można o nim napisać nie tylko osobny wpis, ale i książkę. Występy tancerzy i akrobatów są tam na porządku dziennym. Czy są tu jacyś fani drugiej części Step Up? Popisy tancerzy w tamtejszym metrze wyglądają tak, jak w filmie. Można się tam również natknąć na zespoły muzyczne, a także przemówienia osób zbierających drobne na „szczytne” cele. Amerykanie korzystający z metra nie wydają się być zaskoczeni występami. Patrząc na ich twarze można odnieść wrażenie, że przywykli do takich sytuacji. Widok akrobaty bujającego się na rurze metra i ziewającego obok niego Amerykanina był dla mnie dość zabawny. Mimo to, artyści w metrze budzą zaspane towarzystwo dużo lepiej niż kawa – nieodłączny element mieszkańców. Jeśli ktoś chciałby obejrzeć kilka występów, odsyłam do filmików dostępnych tutaj i tu

Poza ciekawymi występami można tam zaobserwować wiele nietypowych zachowań. Przykładem jest obcinanie paznokci przez pasażera. Ponadto, na stacjach metra nietrudno o spotkanie ze szczurami, spacerującymi sobie po torach. Nadjeżdżająca kolej potrafi brutalnie przerwać ich przechadzki.

W metrze panuje wiele zakazów, które pomysłowi Nowojorczycy starają się przechytrzyć. Nie wolno przemieszczać się ze zwierzętami, które mogłyby przeszkadzać pasażerom. Regulamin dopuszcza jednak wniesienie ich na teren metra oraz trzymanie zwierząt podczas jazdy w stosownych „pojemnikach”. W przepisach nie określono rozmiaru pupilów…

pitbull

W autobusach Nowego Jorku również obowiązuje MetroCard. Istnieje też opcja zakupienia biletu u kierowcy lub bezpłatny przejazd autobusem najpóźniej dwie godziny po użyciu karty Pay-Per-Ride w metrze. W autobusie typu SBS należy zakupić specjalne bilety na przystanku (można zapłacić kartą kredytową lub wspomnianą wcześniej MetroCard).

Kolejnym (i darmowym) środkiem transportu jest prom, który kursuje z Manhattanu na Staten Island. Więcej informacji o nim pojawi się w części o atrakcjach turystycznych miasta.

W PORUSZANIU SIĘ PO MIEŚCIE POMOŻE NAM WSZECHOBECNE WI-FI:

W Nowym Jorku wi-fi jest już praktycznie wszędzie. Zdecydowanie ułatwia to zwiedzanie miasta. Można z niego skorzystać w kawiarniach, barach, restauracjach, sklepach, a nawet w parkach! Jeśli nie ma go w danym miejscu to istnieje duża szansa na to, że jest to zamierzone. W takich lokalach można natknąć się na napisy typu: „We do not have Wi-Fi – please talk to each other” (Nie posiadamy Wi-Fi – proszę ze sobą porozmawiać).

24331130_1567395696647368_1440377824_n

CO I GDZIE ZJEŚĆ W NOWYM JORKU (SMACZNIE I TANIO) ?

W Nowym Jorku można znaleźć dania z całego świata, których smaki są autentyczne. Wszystko za sprawą jego mieszkańców pochodzących z najodleglejszych państw, którzy serwują dania ojczystej kuchni.

Na tych, którzy mogą przeznaczyć nieco więcej funduszy na jedzenie, czekają świetne restauracje nowojorskie na każdym kroku. Polecam tamtejsze BURGERY, nie mające zbyt wiele wspólnego z tymi, które oferuje McDonald. Warto odwiedzić Burger Joint (119 West 56th Street) oraz The Counter Times Square (7th Times Square).

Bardzo popularna jest tam CHIŃSZCZYZNA. Nowojorczycy wcale nie polecają sławnego China Town na Manhattanie (choć uważają, że jest ono ciekawe). Które miejsce w Nowym Jorku ma nad nim przewagę? Okolica Flushing, która wchodzi w skład Queens. Ta część Nowego Jorku to miniatura azjatyckiego miasta. Oferuje znacznie większy wybór dań niż w przypadku Manhattanu. Dojazd: metrem nr 7 z Times Square, przystanek: Flushing – Main Street. 

Chińskie specjały serwowane są również w kilku barach zlokalizowanych na Manhattanie – Xi’an Famous Food. Można spróbować autentycznej kuchni chińskiej za niewielkie pieniądze (ceny większości dań nie przekraczają 10$).

30841097841_158d280734_k
źródło: Lou Stejskal (flickr.com), licencja

Dobrym rozwiązaniem są DELI – sklepy spożywcze połączone z niewielkimi restauracjami, oferujące pyszne dania w niskich cenach. Zanim jednak rozsiądziemy się w takiej restauracji, warto zwrócić uwagę na ceny – nie wszystkie są tanie, pomimo „deli” w nazwie. Polecam Stage Door Deli Pizza (26 Vesey Street, w pobliżu World Financial Center) oraz Hello Deli (213 53rd Street, w pobliżu Brodway).

Popularność wśród Amerykanów zdobyła sieć barów Dunkin Donuts, oferująca przepyszne pączki, ciastka oraz kawy.

Niedrogie będą też popularne w Nowym Jorku BAJGLE, a także przeróżne KANAPKI. Ich wybór jest ogromny. Można je zakupić w bardzo dobrych cenach w lokalach: Lunch box (886 9th Ave, w pobliżu stacji metra Columbus Circle), a także Pick a bagel (891 8th Ave). Niedrogo było też w Ray’s Pizza & Bagel Cafe (2 Saint Marks Place, w pobliżu stacji metra Astor Place Stadium) – jedzenie było tam przyzwoite, ale nie powalało (czego nie można powiedzieć o cenach).

IMG_20150607_024247

Jedząc na zewnątrz z pewnością uda Wam się sporo zaoszczędzić. Taką możliwość oferują nowojorskie food-truck, serwujące pyszne jedzenie z całego świata. Ci, którzy nie mają zbyt wielu funduszy, powinni zdecydować się na pizzę. Wprawdzie Ojczyzną tego dania są Włochy, ale ma ona wielu amerykańskich zwolenników i zdobyła ogromną sławę w USA. Najczęściej sprzedawana jest na kawałki (ceny wahają się pomiędzy 1$ a 5$). Do serwowanej porcji bardziej pasuje słowo „kawał”. Wiele lokali serwuje najróżniejsze smaki pizzy.

Można odnieść wrażenie, że kawa to nieodłączny element Nowojorczyka. Poza licznymi kawiarniami Starbucks, kawę w Nowym Jorku można kupić na każdym kroku – najczęściej jest to wersja Americano – czarna, bez dodatków. Co więcej, jest tania (oczywiście nie dotyczy to kawy w Starbucks). Jeśli ktoś chciałby wzbogacić jej smak i nie liczy gorączkowo kalorii, może dodać do niej przeróżne śmietanki smakowe. Niezwykle popularne w amerykańskich domach są ekspresy przelewowe.

24474721_1567448623308742_1851565487_o (1)

ALKOHOL: Ze względu na to, że Nowy Jork to miasto zamieszkiwane przez osoby z całego świata, podobnie jest też z zaopatrzeniem w sklepach, również tych monopolowych. Nietrudno znaleźć tam również nasze sławne Żubrówki. Warto też wspomnieć o four loco – mieszance alkoholu (12%) z napojem energetycznym. Jest to popularny drink w puszce, z którym należy uważać. Kolorowa puszka może zmylić konsumenta – zawartość alkoholu w jednym four loko to równowartość 5 puszek piwa, zaś ilość kofeiny odpowiada kilku filiżankom espresso. Jego smak jest bardzo słodki, przez co ciężko poczuć w nim alkohol.

5162509741_8b001530e8_o.jpg
autor zdjęcia: Kyle James (flickr.com), licencja
  • ILE CZASU PRZEZNACZYĆ NA ZWIEDZANIE MIASTA? 
  • DO KTÓRYCH NOWOJORSKICH DZIELNIC WARTO ZAJRZEĆ?
  • JAK CIEKAWIE SPĘDZIĆ CZAS W TYM MIEŚCIE? 
  • JAKIE SĄ DARMOWE ATRAKCJE NOWEGO JORKU?

O TYM W KOLEJNYM WPISIE, DOSTĘPNYM TUTAJ

Los Angeles – Miasto Aniołów czy Bezdomnych?

Los Angeles często pojawia się w przeróżnych produkcjach filmowych, teledyskach i na stronach gazet. Oglądając telewizję można stwierdzić, że jest to idealnie miejsce do zamieszkania. Przy porannej kawie możemy pozdrawiać ze swojego tarasu leżącego przy basenie za płotem Willa Smitha, zaś Scarlett Johansson po sąsiedzku wpadnie do nas po cukier. Idąc do pracy spotkamy wiele hollywoodzkich sław, których nie zauważymy, ponieważ wlepimy nasz wzrok w witryny najdroższych sklepów. Krocząc codziennie Aleją Gwiazd wzniosła, oskarowa atmosfera nie opuści nas ani na chwilę. Czy faktycznie tak wyglądałoby życie w Los Angeles?

PIERWSZE (NIECIEKAWE) CHWILE W MIEŚCIE ANIOŁÓW:

Do Los Angeles wybrałam się z koleżanką poznaną podczas programu Work and Travel. W Mieście Aniołów spędziłyśmy 8 dni. Jakie są moje wspomnienia? Ci, którzy mają nadzieję, że we wpisie pojawi się coś pozytywnego na temat tej metropolii, niech będą cierpliwi. Pozytywne aspekty miasta wymieniłam na samym końcu, jednak minusów będzie znacznie więcej.

Dojechałyśmy tam autobusem z Las Vegas (Greyhound – możliwość rezerwacji tutaj). Podróż zajęła około 6 godzin. W czasie podróży zabroniono spożywania narkotyków. Rozbawiła mnie ta reguła – wątpiłam, że ktoś byłby tym zainteresowany. Myliłam się. Po pierwszym przystanku chłopak siedzący przede mną bawił się przez 4 godziny niewidzialną nicią, będąc nią bardzo zafascynowany. Nie dojechał do celu. Jego podróż zakończono z powodu złamania przez niego zasad. Mimo, że jest on moim głównym wspomnieniem z tej trasy, udało mi się również zapamiętać niesamowite widoki przez szyby autobusu…

Po kilku godzinach spędzonych w autobusie w końcu dojechałyśmy! Wysiadłyśmy na dworcu autobusowym Greyhound. Jak się później okazało, ta okolica należy do najniebezpieczniejszych w mieście. W tym momencie na usta ciśnie mi się klasyk „więcej szczęścia niż rozumu”. Przypomina mi się, jak spacerowałyśmy z wielkim bagażem, a koleżanka słuchała uważnie wskazówek GPS-a na swoim nowym telefonie. W trakcie naszego beztroskiego spaceru zaczepiła nas starsza pani czekająca na autobus, radząc nam jak najszybciej wsiąść do autobusu jeśli zależy nam na naszych rzeczach. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że mamy sporą widownię i przyciągamy uwagę (a raczej nasze rzeczy i GPS zdradzający, że nie jesteśmy stamtąd). Przed wyjazdem zapytałam o niebezpieczne dzielnice LA jednego ze znajomych, ale zapamiętałam jedynie jego uwagę, że im więcej graffiti tym więcej gangów. Podczas podziwiania tej… osobliwej sztuki ulicznej zalewającej wszystkie budynki na obranej przez nas trasie dotarło do mnie, że same prosimy się o kłopoty. Generalnie przeżyłyśmy więc może nie jest tam aż tak tragicznie, ale chyba warto posłuchać rad miejscowych i skorzystać z transportu publicznego, będąc w tamtej okolicy.

Podczas spaceru mieliśmy kilka przystanków, m.in. przez stojącą na przejściu dla pieszych krowę. Nikt nie był tym specjalnie zaskoczony. Oglądając telewizję ma się wrażenie, że cały świat nagrywa w LA większość filmów. Podczas naszych pierwszych chwil w mieście właśnie odbywały się zdjęcia do jednej z reklam. Wszyscy grzecznie poczekali, aż skończy się nagrywanie, po czym przeszli na drugą stronę, nie spiesząc się (zauważyłam, że mieszkańcy zachodniej części USA są o wiele bardziej wyluzowani niż Ci ze wschodu).

cfgv

Zbliżając się do centrum (Downtown) nie obyło się bez kolejnego nieplanowanego przystanku. Miałam nadzieję, że właśnie kręcą świetny film akcji, a ja wystąpię w nim w roli przechodnia i zagram to tak profesjonalnie, że zdobędę sławę i wykupię pół Beverly Hills. Moje marzenia legły w gruzach – nie była to produkcja filmowa. Coś tam jednak z filmu miało, ponieważ nie wierzyłam własnym oczom, że dzieje się to naprawdę. Sześć radiowozów wjechało na piskach, zablokowało ulicę, uniemożliwiając przedostanie się przez nią jednemu z samochodów. Policjanci wyjęli z bagażnika związanego mężczyznę bez ubrań. Wszyscy sprawiali wrażenie lekko zdziwionych, jednak nie byli oni w takim szoku jak ja. Chcąc dowiedzieć się o tym czegoś więcej włączyłam lokalne wiadomości, ale nie było ani jednej wzmianki o wydarzeniu. Zasypały mnie jedynie programy poświęcone życiu gwiazd. Odniosłam wrażenie, że tym właśnie żyje tamtejsza telewizja. Można stwierdzić, że takie akcje jak związany facet w bagażniku w samo południe to żadna nowość dla mieszkańców… Powoli przechodziło mi już marzenie o Hollywood, a to był dopiero początek.

ALEJA GWIAZD? 

Można śmiało zaryzykować stwierdzeniem, że ładniejszą, a przede wszystkim czystszą Aleją Gwiazd jest ta w Łodzi. Dziurawe Hollywood Walk of Fame w niczym nie przypomina sławnej ulicy, którą szczyci się miasto. Nie było to jednak wielkie rozczarowanie z mojej strony, ponieważ spotkani wcześniej Polacy przestrzegali mnie, że miejsce jest dosyć słabe. Plusem były otaczające aleję wysokie palmy, które starały się zdobić ulicę jak tylko mogły. Z każdej strony podchodzili do nas bezdomni, którzy prosili o wsparcie finansowe. Ciężko było poczuć tam choć odrobinę oskarowej atmosfery.

Hollywood Walk of Fame upamiętnia ponad 2500 znanych osób – aktorów, piosenkarzy, polityków, a nawet postacie fikcyjne. Swoją gwiazdkę otrzymała m.in. Godzilla i Shrek. Można też wstąpić do Teatru Dolby, gdzie co roku odbywa się gala wręczenia Oskarów.

HOLLYWOODZKIE GETTO?

Odwiedziliśmy sławne Beverly Hills – najbardziej ekskluzywny obszar w  pobliżu Los Angeles, a także wchodzącą w jego skład Rodeo Drive – ulicę przepełnioną najdroższymi sklepami, butikami i hotelami. Pamiętacie scenę z filmu „Pretty Woman”, kiedy główna bohaterka chciała zrobić tam zakupy, ale nie wpuszczono jej do sklepu? Nie jest to dalekie od prawdy. Nieodpowiedni ubiór potencjalnych klientów to nie jedyny powód, który nie pozwoli na zrobienie tam zakupów. Często za wejście do jednego ze sklepów należy wpłacić depozyt i to niemały (nawet do 1500 dolarów).

IMG_20150923_164047
Wygląda znajomo? To tam nakręcono sceny z filmu „Pretty Woman”.

Zrobiliśmy sobie dłuuugi spacer po Beverly Hills. W odróżnieniu od naszych pierwszych chwil w mieście czułyśmy się tam bezpiecznie. Luksusowe posiadłości i stojące przy nich najdroższe auta zachwycały. Domy są tam naprawdę piękne. Im bardziej zmierzałyśmy wgłąb tego terenu, tym większe żywopłoty zasłaniały poszczególne posesje. Mijałyśmy meleksy z wycieczkami, w których przewodnicy pokazywali swoim klientom domy hollywoodzkich osobistości. Sądząc po minach uczestników wyjazdu kończących wycieczkę można wnioskować, że były to raczej widoki na żywopłoty. Mimo to, była to dobra trasa na spacer.

Najbogatsi mieszkańcy posiadają w Beverly Hills dosłownie wszystko – od domów z basenami, pięknych ogrodów, najdroższych samochodów, czystych ulic po własne szpitale, kościoły, kliniki urody, sklepy i butiki. Żyjąc w zamkniętej przestrzeni i dobrobycie być może mieszkańcom nie dokucza tak bardzo fakt, że….

ULICE MIAST SĄ  O B L E G A N E  PRZEZ BEZDOMNYCH. 

Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tylu bezdomnych w jednym miejscu. Był to bardzo smutny widok – daleki od tego, co zobaczyłam w Beverly Hills. Na terenie hrabstwa Los Angeles odnotowano wysoką liczbę bezdomnych – jest ich aż 57 794 (wzrost liczby bezdomnych w 2017 w porównaniu do poprzedniego roku wyniósł 23%). Widać to na każdym kroku, będąc w mieście (zwłaszcza w dzielnicy Skid Row, w pobliżu centrum). Ponadto, z Miastem Aniołów kojarzy mi się zapach moczu. Pierwszy dzień w Los Angeles był dla mnie brutalnym zderzeniem rzeczywistości z obrazem miasta wykreowanym przez media. Oklaski dla amerykańskiej sztuki marketingu…

Ted_Hayes_
autor zdjęcia: Theodore Hayes, licencja

Tak wielką skalę bezdomności tłumaczy się zbyt drogimi mieszkaniami w Los Angeles, a także sporym bezrobociem. Pogoda w mieście sprzyja osobom bez dachu nad głową – klimat jest tam łagodny i przyjemny (20-30 stopni Celsjusza przez cały rok). Takie warunki nie motywują do podjęcia walki o lepsze jutro – wielu bezdomnych wyglądało na usatysfakcjonowanych swoim stylem życia. Co więcej, prawo w mieście nie zakazuje im rozkładania namiotów i trzymania swojego dobytku na ulicach.

Nie wszyscy bezdomni z Los Angeles byli niebezpieczni, pod wpływem alkoholu lub narkotyków. W porozstawianych na ulicach namiotach koczowały starsze i młodsze osoby, kobiety oraz mężczyźni, pojedyncze osoby jak i niewielkie grupki. Nie wszyscy prosili o pieniądze. Poruszyła mnie jedna z kartek obok bezdomnego, na której napisał, że nie prosi o wsparcie finansowe, ale o uśmiech. Kontrast luksusowych willi i drapaczy chmur z porozstawianymi przy nich namiotach bezdomnych, przechowujących swój cały dobytek w sklepowych wózkach sprawił, że już nigdy nie spojrzę na to miasto tak samo. Jeśli komuś nie wystarczą zdjęcia, polecam filmik, który znalazłam na YouTube, ukazujący okolice centrum podczas jazdy samochodem, dostępny tutaj.

3570847_8885bf1fa0_o
autor zdjęcia: Chris Sansenbach (flickr.com), licencja
7157970409_83396eb0f6_k (1)
autor zdjęcia: David Fulmer (flickr), licencja
800px-Homeless_of_Paris_August_21,_2006
autor zdjęcia: Dierk Schaefer (flickr.com), licencja

Kilka osób wchodzących w skład Rady Miasta walczyło o status klęski żywiołowej w celu uzyskania środków finansowych na poprawę sytuacji i podjęcia bezwzględnej walki z tym problemem. Utworzono kilka programów, które miałyby wspierać bezdomnych. Wiele osób koczujących na ulicach zarzuca władzom skupianie się na działaniach antynarkotykowych, które miałyby pomóc im w uwolnieniu się od nałogu lub na jednorazowych akcjach dożywiającym osoby bez dachu nad głową. Bezdomni uważają, że władze powinny bardziej skupić się na innych aspektach, np. zapewnieniu im pracy i pomocy w rozpoczęciu normalnego życia.

CZY MIMO TO WARTO WYBRAĆ SIĘ DO LOS ANGELES? 

Nie żałuję, że odwiedziłam to miejsce. Przekonałam się, że Los Angeles to nie tylko luksus i gwiazdy filmowe. Jeśli pozbędziecie się nastawienia, że jest to miasto idealnie wpisujące się w ramy „American Drem”, być może zmniejszycie swoje rozczarowanie i będziecie w stanie docenić kilka ładnych miejsc, jakie można tam znaleźć. Miasto Aniołów stanowi przede wszystkim obowiązkowy punkt wycieczki dla kinomanów.

JEDEN WIELKI PLAN FILMOWY – Panorama miasta z wieżowcami w dzielnicy Downtown pojawia się praktycznie w każdym hollywoodzkim filmie. Przechodząc tamtejszymi ulicami można odnieść wrażenie, jakbyśmy już wcześniej tam byli. Z pewnością wiele zakątków widzieliśmy w produkcjach filmowych światowego formatu. Po powrocie ze Stanów odpaliłam telewizor i zobaczyłam w nim miejsca, po których jeszcze niedawno spacerowałam. To było bezcenne.

WYTWÓRNIE FILMOWE – Poza licznymi ulicami, które nieraz były planem filmowym, warto wstąpić do jednej z wytwórni (czego nie zrobiłyśmy, ponieważ byłyśmy zbyt spłukane). Możliwość zobaczenia scenerii filmowej oferuje Universal Studio (będąc jednocześnie parkiem rozrywki), Warner Bross (to tam nakręcono większość scen do serialu „Przyjaciele”), Paramount Pictures czy też Sony Pictures. Ciekawą atrakcją związaną z wytwórniami filmowymi jest również Disneyland. Znajomi, którzy odwiedzili te miejsca najbardziej zachwalali Universal Studio.

Będąc w pobliżu Paramount Pictures spotkałyśmy Polki. Nie byłoby w tym nic szczególnego, ponieważ we wrześniu na każdym kroku mijałyśmy polskich studentów zwiedzających zakątki USA (uczestnicy programu Work&Travel). Okazało się jednak, że dziewczyny są z Gdańska, studiują na tym samym uniwersytecie, w dodatku na moim wydziale. 

GRIFFITH PARK – oprócz wspomnianego wcześniej Hollywood Walk of Fame (można tam wpaść jedynie w celu odhaczenia tego miejsca) i Beverly Hills warto udać się do obserwatorium astronomicznego w Griffith Park. Poza świetnym punktem widokowym na rozległe Los Angeles z tarasu obserwatorium, bardzo dobrze widać stamtąd sławny znak „Hollywood”, górujący nad miastem. Griffith Park pojawiał się w  wielu filmach – La La Land, Aniołki Charliego czy też Buntownik z wyboru.

STAPLES CENTER to hala sportowo-widowiskowa, która wchodzi w skład kompleksu L.A. Live, znajdującego się w centrum Los Angeles (Figueroa Street). Arena funkcjonuje od października 1999 roku. Obecnie korzystają z niej drużyny koszykarskie Los Angeles Lakers, Los Angeles Clippers, a także gracze w hokeja z drużyny Los Angeles Kings. Poza wydarzeniami sportowymi odbywają się tu koncerty wielu sław (m.in. Michael Jackson, Jennifer Lopez, Justin Timberlake) i gale wręczenia prestiżowych nagród. Obiekt może zapewnić 21 tysięcy miejsc. Staples Center gości ponad 4 miliony osób rocznie.

Fani NBA powinni udać się do sklepu z pamiątkami, w którym znajdą wiele interesujących rzeczy, m.in. buty należące do wybitnego koszykarza Kobe Bryant (możliwość zakupu za jedyne 3450 dolarów) wraz z jego autografem.

DISNEY CONCERT HALL to nietypowy budynek futurystyczny, który wyróżnia się wśród swoich pozostałych budowli w centrum miasta. Warto wejść na taras, będący dobrym punktem widokowym na dzielnicę biznesową. Patrząc na budynek, za każdym razem wydawał mi się nieco inny. Nie bez powodu. Kąt padania światła, położenie słońca w ciągu dnia, a także miejsce, z którego podziwiamy halę Disneya sprawia, że można odnieść takie wrażenie. Budynek pokryto wypolerowaną blachą, którą później zlikwidowano – w wyniku odbijania się od niej słońca chodniki nagrzewały się do wysokich temperatur (do 60 stopni). Mimo matowego pokrycia budynku, jego wygląd w dalszym ciągu jest spektakularny.

RATUSZ – siedziba władz miasta, która charakteryzuje się nietypowym kształtem budynku. Niewiele osób wie, że na 27 piętrze mieści się darmowy punkt widokowy na miasto. Budynek powstał w 1928 roku i liczy 138m wysokości. Ze względu na to, że miasto w przeszłości wielokrotnie zostało dotknięte trzęsieniem ziemi, do 1950 roku obowiązywał przepis zakazujący wznoszenia wyższych budynków niż ratusz.

DZIELNICA MEKSYKAŃSKA – mimo, że Los Angeles leży w USA sporo osób posiada latynoskie korzenie. Większość mieszkańców posługuje się językiem hiszpańskim. W mieście widać sporo akcentów latynoskich, spośród których najbardziej dostrzega się te meksykańskie.

Warto udać się do najstarszej części miasta – El Pueblo, która obecnie jest jedną z największych atrakcji turystycznych Los Angeles, znajdującą się przy Olvera Street. Mieści się tam kolorowy targ z meksykańskimi pamiątkami oraz znakomitymi barami i restauracjami serwującymi meksykańskie specjały. Najstarszą z restauracji jest La Golondrina, która powstała w 1924 roku. Budynek, w którym mieści się La Golondrina powstał jeszcze wcześniej – w 1850 roku (najstarsza budowla z cegły w Los Angeles).

W dzielnicy meksykańskiej zobaczymy również najstarszy dom w mieście – Avila Adobe, którego powstanie datuje się na rok 1818 (wstęp do Avila Adobe jest bezpłatny). Warto też zwrócić uwagę na wiktoriański dom – Sepulveda House oraz Pico House – dawny luksusowy hotel, który zbudowano w 1870 roku. Był to najbardziej ekstrawagancki hotel w całej Kalifornii. Podobnie jak 1234567 innych miejsc w Los Angeles, Pico House pojawiał się w wielu serialach, np. Mentalista. W El Pueblo nie brakuje miejsca na organizowanie festiwali i przeróżnych wydarzeń – jest nim Plaza Park.

UNION STATION – jeden z największych i najładniejszych dworców w USA, który funkcjonuje w mieście od 1939 roku.

BIBLIOTEKA PUBLICZNA HRABSTWA LOS ANGELES to budynek, który również przykuwa uwagę. Biblioteka posiada około 6 milionów zbiorów i jest jedną z niewielu na świecie, które finansowane są ze środków publicznych.

DZIELNICA CHIŃSKA to jedna z atrakcji miasta, którą warto zobaczyć. Podczas spaceru po tej części miasta można tam zjeść dobry chiński posiłek za niewielkie pieniądze. Podobnie jak całe miasto, ten dystrykt również stał się planem filmowym, m.in. filmu Romana Polańskiego, noszącego taki sam tytuł jak dzielnica. Chinatown pojawił się także w filmie „Godziny szczytu”.

staking out in Chinatown
Kadr z filmu „Godziny szczytu” (reż. B. Rattner, 1998, producenci: R. Birnbaum, J. Glickman, A. Sarkissian), Chinatown, Los Angeles.

PLAŻE KALIFORNII – Będąc w Los Angeles, warto wybrać się do Venice Beach lub Santa Monica. Ze względu na to, że lubimy spacerować z koleżanką, z Santa Monica po godzinie spaceru brzegiem morza znalazłyśmy się na Venice Beach. Zachód słońca na kalifornijskiej plaży był niezapomniany. Będąc tam, można się przenieść w świat ‚Słonecznego Patrola’ – pomogą w tym surferzy i budki dla ratowników. Co więcej, odniosłam wrażenie, że plaże są tam baaardzo szerokie. Nad Pacyfikiem w Kalifornii można spędzać czas aktywnie na wiele sposobów. Są tam alejki, ścieżki rowerowe, Skate Park, boiska do siatkówki i koszykówki. Na deptaku mnóstwo artystów ulicznych sprzedaje swoje dzieła, demonstruje talent wokalny. Można też kupić wiele przedmiotów związanych z Bobem Marleyem i POCZUĆ charakterystyczny zapach kojarzony z tym muzykiem, spacerując wzdłuż bulwaru. W Santa Monica na molo kończy się sławna Droga 66, mająca swój początek w Chicago.

20150922_151157
Selfie z budką na plaży musi być
20150922_121246
Są tu jacyś fani „Forrest Gump”? Oto jego sławny biznes
20150922_161710
W razie tsunami – this way

STADION OLIMPIJSKI, a właściwie Koloseum w Los Angeles to jeden z największych stadionów w Ameryce, który powstał w 1888 roku. Jest to jedyny obiekt sportowy na świecie, na którym dwukrotnie odbyły się Igrzyska Olimpijskie (1932, 1984). Poza wydarzeniami związanymi ze sportem odbywało się tam również mnóstwo koncertów,a nawet przemówień polityków. Los Angeles Memorial Coliseum rozciąga się na 6,7 hektarach i możne zapewnić 93607 miejsc. Znajduje się na terenie Exposition Park, sąsiadując z wieloma muzeami, otoczonymi ogrodem.

20150921_152035

PARK MAC ARTHUR W OKOLICACH WEST LANE – nie jest to ‚must see’ Los Angeles, ale okolica wydaje się ciekawa, zwłaszcza tereny Parku. Jest to dobre miejsce na spacer. Widać, że mieszkańcy również lubią spędzać tam czas. Większość z nich – aktywnie, uprawiając jogging. Uroku dodaje fontanna i spora ilość piłek unoszących się na wodzie, stanowiących oryginalną dekorację.

20150920_185439

GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ?

Zatrzymałyśmy się w City Center Hotel Los Angeles w centrum miasta (10 min od stacji metra). Obiekt nie ma zbyt dobrej opinii na bookingu. Niemniej jednak, byłyśmy z niego  zadowolone. Pokój był niedrogi, czysty, wyposażony w lodówkę i prywatną łazienkę. W cenę wliczono również śniadanie. Szczegóły rezerwacji dostępne są tutaj.

CO ZJEŚĆ, BĘDĄC W LOS ANGELES? 

Podczas naszego pobytu w Los Angeles byłyśmy spłukane. Nie będę więc opisywać miejsc, w których warto zjeść coś dobrego. Nasze menu ograniczało się do śniadania w hostelu (głównie tosty z masłem orzechowym i kawa), bananów, bułek i zupek chińskich za dolara.

Podczas czterech miesięcy w USA zdarzało mi się jadać w restauracjach fast-food: Five Guys, Friday lub Wendy’s. Oprócz dania głównego serwują tam przystawki, które przerosły mnie ilością jedzenia. Polecam zamówić w jednej z nich „prawdziwego” amerykańskiego burgera. Amerykanie odradzają odwiedziny w McDonald, który posiada najgorszą opinię wśród lokali serwujących fast-food w USA.

Będąc w Los Angeles, podobnie jak w całym kraju, można spróbować specjałów kuchni z całego świata. W Mieście Aniołów warto zwrócić uwagę na kuchnię meksykańską – wybór jest tam niemały. Mieszkańcy mawiają, że w Los Angeles serwuje się lepsze specjały niż w samym Meksyku. Ciekawą ofertę gastronomiczną posiadają bary i restauracje serwujące kuchnię chińską w Chinatown oraz lokale gastronomiczne w Little Tokyo, oferujące potrawy z Japonii.

TRANSPORT PUBLICZNY W LOS ANGELES:

Podczas pobytu w LA dużo spacerowałyśmy. Nasze trasy były bardzo długie, dlatego też osoby nieprzepadające za spacerami zachęcam do korzystania z transportu publicznego. Zanim jednak zdecydujecie się na przejazd tamtejszym autobusem, warto uzbroić się w cierpliwość. Miasto Aniołów jest także miastem korków.

Los Angeles posiada metro, jednak większość linii nie ma z nim nic wspólnego poza nazwą. Jest to po prostu tramwaj naziemny. Jedynie dwie linie metra są podziemne. Często można w nim spotkać artystów prezentujących swój talent, którzy liczą na jakiś drobny zarobek. Są to nie tylko osoby uważające, że potrafią śpiewać i tańczyć. Wielu z nich zrobiło na mnie ogromne wrażenie. W ostatnim czasie w Europie (zwłaszcza na zachodzie) również można zaobserwować coraz więcej występów w środkach komunikacji miejskiej.

Aplikacje, które ułatwią nam poruszanie się po Los Angeles to „Go Metro Los Angeles Verson 3” oraz „LA Metro Bus”. Przydatna jest także strona internetowa metro.net. Na przystankach nie ma rozkładów – zastępują je numery. Godzinę odjazdu sprawdza się poprzez wspomnianą wcześniej aplikację „LA Metro Bus” lub na stronie internetowej przewoźnika. Warto rozważyć skorzystanie z Ubera, jeśli podróżujemy z wieloma osobami.

IMG_20150920_190235

PODCZAS POBYTU MOŻNA ZAUWAŻYĆ, ŻE MIESZKAŃCY LOS ANGELES UWIELBIAJĄ ROZMAWIAĆ Z NIEZNAJOMYMI.

Do takiego wniosku doszłam, spędzając tam 8 dni. Amerykanie to otwarty naród. Ekspedientki w sklepach odruchowo pytają co u Ciebie słychać. Mimo, że nieraz nie interesuje ich odpowiedź uważam, że jest to bardzo miłe. Na zachodzie USA ta cecha wydaje się być jeszcze bardziej uwydatniona. Na ulicach miasta nieznane osoby pytały koleżankę o tatuaż (co oznacza tekst i dlaczego zdecydowała się na taką treść). Wiele razy pytano nas skąd jesteśmy, co tutaj robimy, czym się zajmujemy, co studiujemy. Każda reakcja na naszą odpowiedź brzmiała „Oh, cool!”.

Stereotypy mieszkańców Kalifornii nie wydają się być dalekie od prawdy. Gwiazdy Hollywood? Nawet jeśli spotkamy celebrytów to prawdopodobnie nie dowiemy się, że właśnie minęliśmy ich na ulicy. Jest to jednak bardzo możliwe. Los Angeles to największe skupisko najsławniejszych aktorów i artystów. Surferzy? Na pobliskich plażach można zobaczyć dużo osób zmagających się z wielkimi falami na deskach. Gangi? Ponoć jest ich tam sporo. Ciężko jest opisać stopień bezpieczeństwa w tym mieście. Pamiętny incydent podczas pierwszych chwil w LA z sześcioma radiowozami w roli głównej nie daje o sobie zapomnieć. Niemniej jednak, pomimo wielu mówiących do siebie szaleńców, na których nikt nie zwraca uwagi, czułyśmy się tam bezpiecznie (może z wyjątkiem naszego pierwszego spaceru). Warto być uważnym, a jednoczesnie nie popadać w panikę.

CZY KIEDYŚ TAM WRÓCĘ?

Nieprędko. Bynajmniej nie chodzi tu o brak funduszy (choć jest to również jeden z powodów). Nie żałuję, że odwiedziłam Los Angeles, ponieważ osobiście przekonałam się, że jest wiele innych miejsc na świecie, które mogą zaoferować odwiedzającym znacznie więcej. Zdecydowanym plusem jest wszechobecny na ulicach „luz” i otwartość mieszkańców (być może ciężko go dostrzec w biznesowej dzielnicy). Latynoskie klimaty również wydają mi się pozytywem. Ponadto, Los Angeles to skupisko gwiazd Hollywood, które można tam spotkać przy odrobinie szczęścia. Ulice miasta wyglądają znajomo za sprawą wielu produkcji filmowych. To wszystko tworzy swoisty klimat. Mimo to, miastu daleko do ideału. Zdecydowanie lepiej wypada na zdjęciach niż w rzeczywistości. Jego pozytywne strony giną wśród problemu bezdomności i unoszącego się wszędzie zapachu moczu. Nie jest to mój faworyt wśród miast. Być może zakochacie się w nim, tak jak moja towarzyszka podróży. Uważam, że USA posiada znacznie ciekawsze miejsca. Warto jednak wpaść do Los Angeles aby osobiście sprawdzić czy miasto spełnia Wasze oczekiwania.

Szkocja – informacje praktyczne

Szkocja nie należy do tanich destynacji turystycznych. Ceny noclegów i dań w restauracjach potrafią skutecznie odstraszyć turystów, niezarabiających w funtach lub euro. Tygodniowe wycieczki z biurem podróży oscylują w granicach 4000 złotych. Nie musi być jednak aż tak tragicznie! W tym wpisie postaram się przedstawić w jaki sposób zwiedzić Szkocję, nie wydając przy tym milionów.

CZY SZKOCJA JEST PAŃSTWEM?

Szkocja to część państwa – Wielkiej Brytanii, która z kolei wchodzi w skład Zjednoczonego Królestwa i Irlandii Północnej (tę zawiłość prosto i zwięźle wyjaśnia tekst, który znalazłam podczas przygotowań do wyjazdu, dostępny tutaj). Szanse na stworzenie ze Szkocji niepodległego państwa wzrosły z powodu Brexitu. Chęć pozostania Szkotów w Unii Europejskiej byłaby mocnym argumentem, popierającym odcięcie się od Wielkiej Brytanii.

Szkocję zamieszkuje 5,3 mln osób. Władzę wykonawczą sprawuje rząd w Londynie, mimo, że utworzono też Szkocki Parlament z siedzibą w Edynburgu (zajmujący się m.in. sprawami związanymi ze zdrowiem i edukacją). Stolicą jest Edynburg, zaś największym miastem Glasgow (niespełna 600 tys. mieszkańców). Jedynym sąsiadem Szkocji jest Anglia.

Szkocja posiada dwie flagi. Pierwsza z nich nawiązuje do jej patrona – Świętego Andrzeja, którego ukrzyżowano. Na jego prośbę belki krzyża ustawiono ukośnie. Kolor niebieski w tle symbolizuje niebo (jego odcień nie jest ściśle określony). Druga flaga Szkocji przedstawiająca lwa na żółtym tle zarezerwowana jest dla rodziny królewskiej – tylko ona może się nią posługiwać.

800px-Flag_of_Scotland.svg
źródło: Flag of Scotland, Wikimedia Commons, domena publiczna
Royal_Banner_of_Scotland_(1-2).svg
źródło: Royal Banner of Scotland, Wikimedia Commons, domena publiczna

PRZED WYJAZDEM:

  • W gniazdkach na terenie Wielkiej Brytanii płynie prąd o napięciu 240V. Aby używać przedmiotów elektrycznych z Polski, niezbędny będzie adapter prądu, dostępny w wielu supermarketach w Polsce, a także w sklepach ze sprzętem elektrycznym (5zł/sztuka). Można je też kupić na lotniskach.
  • Kolejną rzeczą jest ustawienie odpowiedniego czasu – przesunięcie zegarków o godzinę do tyłu. 
  • Warto wziąć ze sobą parasol  i okulary słoneczne. Wszystko jest tam w kratkę, pogoda również. Zgodnie ze znanym powiedzeniem mieszkańców, jeśli nie podoba Ci się pogoda w Szkocji, poczekaj 5 minut.
  • Osoby rozważające wypożyczenie samochodu w Szkocji powinny wziąć pod uwagę fakt, że na ulicach Wielkiej Brytanii obowiązuje ruch lewostronny.

DCIM101GOPROGOPR0348.

JĘZYK: 

Oficjalnym językiem jest angielski. Jego szkocka odmiana sprawia, że kilka razy podczas pobytu w Glasgow zastanawiałam się, w jakim języku mieszkańcy bezskutecznie próbują mi coś przekazać. Szkocki akcent bardzo mi się podoba, ale nie ułatwia sprawy. Nie piszę tego po to, aby kogoś załamać – wręcz przeciwnie. Nie należy przejmować się tym, że ta odmiana angielskiego może stworzyć problemy. Szkoci najwyraźniej przyzwyczaili się do tego, że nikt ich nie rozumie (nawet Anglicy!) i cierpliwie powtarzają słowa, które w pierwszej chwili zdają się być językiem z kosmosu. Jeśli ktoś chciałby usłyszeć Szkota podczas rozmowy, odsyłam do filmiku dostępnego tutaj.

Co ciekawe, mieszkańcy północnej części Szkocji, m.in. Hebrydów czy wyspy Skye posługują się dodatkowo językiem Gaelic. W tym przypadku z czystym sumieniem można stwierdzić, że jest to język z kosmosu, w którym powstało kilka piosenek (m.in. zespołu Capercaillie). W telewizji TV Alba nie usłyszymy języka angielskiego, będzie to Gaelic. W tym języku prowadzone są również niektóre audycje radiowe.

784706_513863ad
autor zdjęcia: James Denham, źródło: geograph.org.uk/photo/784706, licencja: creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

WALUTA:

Jednostką monetarną Szkocji jest funt szterling, nieoficjalnie zwany funtem brytyjskim (1GBP = 4,77zł, kurs z października 2017). 1 funt dzieli się na 100 pensów.

Szkocja posiada w obiegu własną wersję funtów, których banknoty różnią się wyglądem od funtów brytyjskich. Wydawane są przez Bank of Scotland (szósty najbogatszy bank na świecie!), Royal Bank of Scotland oraz Clydesdale Bank. Każdy z nich produkuje swoje wersje. Należy pamiętać, że takie funty są akceptowane jedynie na terenie Szkocji. Pamiętajmy, aby nie przywozić ich do Polski. Można je wymienić m.in. w takich miejscach w Szkocji, jak: kantory, banki, hotele oraz punkty informacji turystycznej.

3411120241_e6a1f06300_b
autor zdjęcia: Howard Lake (flickr.com), licencja: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

JAK DOSTAĆ SIĘ DO SZKOCJI? 

Najprostszy i najtańszy sposób to podróż samolotem. Ceny biletów stwarzają kolejny dobry argument przemawiający za tym, aby odwiedzić Szkocję. Loty do Glasgow czy Edynburga można zakupić już w cenie 118zł. Niekiedy można było załapać się na atrakcyjniejsze promocje ( w styczniu 2016 bilety kosztowały 39zł w dwie strony). Ceny dotyczą lotów z małym bagażem podręcznym. Warto śledzić promocje linii lotniczych – pomoże w tym wyszukiwarka lotów eSky.

GLASGOW: Ryannair oferuje przelot z Modlina, Wrocławia i Bydgoszczy do międzynarodowego portu lotniczego Glasgow, położonego 15km od centrum miasta. Możliwy jest również wylot z Rzeszowa (Ryannair) do Prestwick, oddalonego od Glasgow o 50km. WizzAir umożliwia wylot na międzynarodowy port lotniczy Glasgow z Gdańska, Katowic i Warszawy (lotnisko Chopina).

EDYNBURG: Linia lotnicza Ryannair oferuje przelot do portu lotniczego w Edynburgu z Gdańska, Modlina, Katowic, Krakowa, Poznania i Szczecina.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

  • Międzynarodowy port lotniczy Glasgow: Przy wyjściu z budynku terminala trzeba skręcić w lewo, należy iść wzdłuż ulicy, aż do przystanku Glasgow Shuttle 500. Koszt biletu wynosi 7,50GBP. Warto kupić bilet w dwie strony w cenie 10GBP, ważny przez 28 dni od daty skorzystania z kursu w jedną stronę (można je kupić u kierowcy). Autobus kursuje co 15min (po godz. 23:00 co pół godziny). Po 20 minutach byliśmy już w centrum miasta. Możliwe przystanki to: dworzec centralny Glasgow, George SquareBuchanan Bus Station. 
  • Port lotniczy Prestwick: Wychodząc ze strefy przylotów należy kierować się w prawo i przejść przez cały terminal wzdłuż stanowisk check-in, aż do schodów na górę. Następnie, trzeba przejść przez kładkę nad ulicą i torami, po czym zejść na peron. Odjeżdżają tam trzy pociągi na godzinę. Po okazaniu karty pokładowej można otrzymać zniżkę – cena za bilet wynosi wtedy 3,7GBP. Pociąg pokonuje odległość z lotniska do stacji Glasgow Central w 50min.
  • Port Lotniczy w Edynburgu: Lotnisko w Edynburgu jest bardzo dobrze skomunikowane z centrum miasta. Najtańszym sposobem jest dojazd lokalnym autobusem Lothian Bus nr 35, który dowiezie nas do Edinburgh Ocean Terminal. Można też wysiąść szybciej, m.in. na Royal Mile czy też w okolicy Muzeum Narodowego Szkocji. Koszt jednorazowego biletu wynosi 1,60GBP. Jeśli ktoś chciałby wykupić bilet dzienny, cena wynosi 4GBP. Podróż zajmuje ponad godzinę. Autobus kursuje co 15-30min, począwszy od 5.56 ( w weekendy od 7:30) aż do 23.05. Można też skorzystać z autobus Airlink 100, kursującego przez całą dobę co 10-15min (w nocy co 30min). Dowiezie nas do przystanku Waverley Bridge w 30min. Koszt biletu w jedną stronę wynosi 4,50GBP. Warto kupić bilet w dwie strony w cenie 7,50GBP. Bilety można zakupić u kierowcy autobusu.
27161562004_b972a78b43_k
źródło: Eddie, www.flickr.com/photos/34085730@N06/27161562004, licencja: creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

KOMUNIKACJA POMIĘDZY GLASGOW A EDYNBURGIEM:

W przypadku pociągów warto kupić bilety przez Internet i od razu wybrać godziny wyjazdu oraz przyjazdu. Najtaniej będzie, gdy data wyjazdu i powrotu będzie taka sama. Wraz ze znajomymi wybrałam się z Glasgow do Edynburga, aby tam spędzić jeden dzień i wrócić w godzinach wieczornych. Za bilet w dwie strony zapłaciliśmy 12,60GBP. Można go zakupić na tej stronie. Nie otrzymamy zakupionego przez nas biletu na pocztę elektroniczną. W zamian za to dostaniemy numer zamówienia, który należy podać w automacie na dworcu i w ten sposób odebrać go (dlatego warto pojawić się na dworcu wcześniej). W Glasgow istnieją dwa poziomy dworca kolejowego i z obu miejsc odjeżdża pociąg do Edynburga – warto dopytać się tamtejszych pracowników o miejsce odjazdu naszego pociągu. Poza opcją z pociągami, z Glasgow do Edynburga można wybrać się również autobusem National Express, jednak przewoźnik oferuje znacznie mniej połączeń.

PORUSZANIE SIĘ PO EDYNBURGU I GLASGOW:

Przed wyjazdem warto zainstalować bezpłatną i prostą w obsłudze aplikację MAPS ME. Jest to nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, lokale, bary, muzea, supermarkety czy też zlokalizować najbliższy bankomat.

W Edynburgu wszystkie główne atrakcje miasta położone są blisko siebie, dlatego też nie korzystaliśmy z transportu publicznego.

W Glasgow również poruszaliśmy się pieszo, korzystając z metra tylko raz. Jeśli ktoś nie lubi długich spacerów, może skorzystać z metra czy też z autobusów miejskich. Cena jednorazowego biletu autobusowego na krótki przejazd wynosi 1,40GBP, dłuższy przejazd kosztuje 2,15GBP, natomiast bilet dobowy można zakupić w cenie 4,50GBP. Bilety można nabyć w autobusie u kierowcy. Cena za przejazd metrem wynosi 1,65GBP (bilet dzienny – 4GBP). Bilety można kupić w automatach, przy wejściu na stację. Linia metra układa się w kształt litery O, dwukrotnie przecinając rzekę Clyde. Posiada 15 stacji, o łącznej długości 10,4km. Warto dodać, że metro w Glasgow jest jednym z najstarszych w Europie, zaraz po Londynie i Budapeszcie. Każdego dnia korzysta z niego 35 tysięcy osób (dla porównania: metro w Londynie obsługuje 5 milionów pasażerów dziennie, metro warszawskie – 700 tysięcy osób).

Glasgow_SPT_Subway_Map.svg
Metro w Glasgow, autor: David Arthur, commons.wikimedia.org/wiki/File:Glasgow_SPT_Subway_Map.svg, licencja: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

GDZIE NOCOWAĆ? 

Porównując ceny noclegów w Glasgow z kosztem zakwaterowania w Edynburgu, zdecydowaliśmy się na to pierwsze miasto (oferujące niższe ceny). Wybraliśmy hotel Tartan Lodge (235 Alexandra Parade, Glasgow, w pobliżu autostrady M8). Obiekt jest dobrze zlokalizowany – położony w sąsiedztwie katedry Świętego Munga i Necropolis (20min pieszo od George Square). Hotel przypomina z zewnątrz mały zamek. Tartan Lodge oferuje noclegi w cenie od 98zł/osoba/doba do 155zł/osoba/doba. Nasz pokój był ładny, czysty i posiadał łazienkę. Szczegóły rezerwacji dostępne są tutaj. Poniższe zdjęcia pochodzą ze strony booking.com:

GDZIE ZJEŚĆ SMACZNIE I TANIO?

Jak już wspominałam wcześniej, ceny w restauracjach mogą skutecznie odstraszyć odwiedzających Glasgow czy Edynburg. Jest jednak na to rozwiązanie! Warto wstąpić na obiad do pubów, które oferują smaczne dania w niższej cenie (hamburgery, Haggis czy też sławne Fish&Chips można zakupić już od 5GBP).

Niektóre lokale oferują też breakfast served all day – śniadania serwowane przez cały dzień. Szkoci zaczynają swój dzień od sytego posiłku, a więc ciepłe i spore śniadanie może zastąpić danie obiadowe, a tym samym poratować kieszeń.

Można też pójść w nasze ślady i po części zrezygnować z tradycyjnych dań szkockich – stołowaliśmy się m.in. w pizzerii w Glasgow. Przekonały nas ceny w lokalu wraz ofertą dnia (duża pizza w cenie 5GBP). W Edynburgu wstąpiliśmy do niewielkiego lokalu Flip (54 Clerk Street), w którym można było zjeść spore wrapy, panini czy też burrito już od 4GBP.

Najtańszą opcją jest zakup dania na wynos. Jeśli pogoda pozwoli na zjedzenie obiadu w pobliskim parku, to z pewnością można dzięki temu sporo zaoszczędzić.

DCIM101GOPROGOPR0854.

Śniadania i kolacje przygotowywaliśmy w naszym hotelu, który oferował dostęp do kuchni. Produkty zakupiliśmy m.in. w Lidlu i Tesco. Ceny w supermarketach były niskie – spodziewaliśmy się większej przebitki w porównaniu do cen w polskich supermarketach (ceny przykładowych produktów zamieściłam na końcu wpisu).

CO ZJEŚĆ W SZKOCJI?

  • Haggis to jedna z potraw, której składniki raczej odstraszają niż zachęcają do spróbowania. Jest to owczy żołądek, nadziewany mieszanką serca, płuc i wątroby owcy, obtoczonej w mące owsianej.
369389063_8ed4ddbb5b_o
Haggis, autos zdjęcia: Tess Watson (flickr.com), licencja: creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode
  • Jajka po szkocku ugotowane na twardo to jeden ze szkockich przysmaków. Obtacza się je mięsem mielonym z dodatkiem przypraw i smaruje ubitym białkiem jajka. Dodaje się do nich okruchy ciemnego chleba i smaży na głębokim oleju.
  • Równie popularne są Stovies – dania składające się ze smażonego mięsa mielonego, z dodatkiem cebuli i ziemniaków.
  • Szkoci uwielbiają Shortbread – chrupiące pieczywo maślane, a także Banncocks – ciasteczka owsiane, smażone na oleju. Zazwyczaj podaje się je z serem.
  • Odważnym wyborem będzie zamówienie Czarnego Puddingu z łoju i krwi barana, zmieszanego z mlekiem, owsianką, cebulą i przeróżnymi ziołami. Taką mieszankę zazwyczaj zapieka się w jelitach owczych.
  • Bardziej zachęcająco brzmi Carnachan – pudding owsiany z dodatkiem malin, bitej śmietany i whisky.
  • Black Bun to ciasto z bakaliami, którego nie może zabraknąć podczas obchodów Nowego Roku, Andrzejek czy też Nocy Roberta Burnsa (25 stycznia).
  • Fish and Chips cieszą się w Szkocji sporą popularnością. Znajdziemy je praktycznie w każdej restauracji i barze. Jest to filet ryby podany w cieście naleśnikowym, smażony na głębokim oleju. Podaje się go z grubymi i równie dobrze wysmażonymi frytkami.

Skoro znaleźliśmy się w Ojczyźnie Whisky, niewybaczalne byłoby wyjechać bez spróbowania jej kilku rodzajów. Cena za 50ml dziesięcioletniego whisky w jednym z barów w Glasgow wynosiła 3GBP. W tym samym lokalu można było kupić piwo Tyskie w cenie 5GBP za butelkę.

Irn Bru to oranżada, o której po prostu trzeba wspomnieć w tym podrozdziale. Ten pomarańczowy napój bezalkoholowy zawierający kofeinę, o większej sprzedaży wśród Szkotów niż Coca-cola. Napój powstał w 1901 roku, a jego receptura jest pilnie strzeżona. Polecam obejrzenie kilku reklam tego napoju (dostępnej tutaj), w których przedstawia się go jako napój bogów. Można przy okazji posłuchać szkockiej wersji angielskiego. W 2005 roku Irn Bru reklamowała m.in. Doda (nie ma jej wśród reklam w podanym linku).

Irn Bru

CENY WYBRANYCH PRODUKTÓW SPOŻYWCZYCH W SZKOCJI.

Z takimi cenami wybranych produktów spotkałam się w Lidlu w Edynburgu, a także w Tesco w Glasgow. Stolica Szkocji wydawała się być droższym miastem.

ceny szkocja

CO ZOBACZYĆ W SZKOCJI?

Wpis poświęcony zwiedzaniu Glasgow,

Wpis poświęcony zwiedzaniu Edynburga,

Wpis poświęcony wycieczce Discovery Scotland.

Kijów – informacje praktyczne

Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie w Kijowie było to, co zobaczyłam na kijowskich parkingach… Luksusowe samochody od zawsze kojarzyły mi się z Monte Carlo i Miami. Nigdy nie sądziłam, że do ich grona dołączy stolica Ukrainy. Kolumny najdroższych modeli czarnych BMW, Mercedesów i Land Roverów (z przyciemnianymi szybami, przednimi również) wyłaniały się na ulice z każdej strony. Były też Łady, jednak te pierwsze zdecydowanie przeważały.

20170402_110506

JAK DOSTAĆ SIĘ DO KIJOWA?

Najlepszy, najtańszy i najwygodniejszy sposób to podróż samolotem. Wybrałam linie WizzAir – lot z Gdańska do Kijowa na lotnisko Żuliany, znajdujące się 8km od centrum miasta. Warto śledzić promocje linii lotniczych (m.in. w listopadzie, grudniu, styczniu), które pozwalają na zakup biletów już od 140zł w dwie strony. W cenę wliczono jedynie bagaż podręczny, który w zupełności mi wystarczył. WizzAir oferuje też loty z Warszawy (lotnisko Chopina), Katowic, Lublina, Poznania i Wrocławia.

Można też skorzystać z usług LOT czy też z Ukrainian Airlines, oferujących połączenia z Warszawy na lotnisko Boryspol, oddalone od centrum Kijowa o 29km. WizzAir oferuje znacznie tańsze połączenia, chociaż czasami można załapać się na promocję pozostałych linii lotniczych.

Aby odwiedzić Ukrainę, niezbędny jest paszport.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

Żuliany: Wychodząc z Terminalu A, zaraz przy głównej ulicy znajduje się przystanek autobusowy dla linii nr 9 (koszt: 4UAH, bilet kupujemy w autobusie, u kontrolera), który dowiózł naszą szóstkę na ulicę Volodymirską, do biura DayFlat – po odebraniu kluczy do naszego apartamentu od razu się tam udaliśmy.

Boryspol: Można skorzystać ze SkyBusa, który oferuje przejazd na dworzec kolejowy w cenie 80UAH, lub do najbliższej stacji metra (koszt: 50UAH). Trasa zajmuje 45minut. Przystanek znajduje się po prawej stronie za wyjściem z Terminalu F.

GDZIE NOCOWAĆ?

Wynajęte przez nas mieszkanie było ładne, czyste, ogromne i dobrze zlokalizowane (blisko metra, barów, supermarketów). Wszystko w bardzo dobrej cenie – 4216UAH za cały pobyt dla 6 osób (35zł/doba/osoba). Przedpłata nie była wymagana. Nie ukrywam, że było to dla mnie kluczowe, zważywszy na stan konta przed wypłatą. Jedynym minusem była niewygodna sofa w salonie. Szczegóły rezerwacji tutaj.

Wejście do mieszkania nie zachwycało:

…czego nie można powiedzieć o wnętrzu (poniższe zdjęcia obiektu pochodzą z booking.com)

Kolejną dobrą i tanią opcją jest Dream House Hostel, szczegóły tutaj.

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE:

Przed wyjazdem warto zainstalować bezpłatną i prostą w obsłudze aplikację MAPS ME. Jest to nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, lokale, bary, muzea, supermarkety czy też zlokalizować najbliższy bankomat.

Podczas całego pobytu poruszaliśmy się metrem, które dowiozło nas do wszystkich ważniejszych miejsc w Kijowie. Jeden przejazd, a właściwie jeden żeton, który umożliwia przejazd, kosztuje 4UAH (około 60 groszy). Żetony można kupić w automacie na każdej stacji lub w kasie. Zawsze, gdy kupowaliśmy 6 żetonów, Panie w kasie (widząc jedynie dwie osoby przy okienku) za każdym razem tłumaczyły nam, że wystarczy kupić tylko jeden żeton na osobę i można zmieniać linię metra do woli. Miło. Aczkolwiek, nie znając ukraińskiego, trochę nam zajmowało tłumaczenie, że o tym wiemy.

Do korzystania z metra zachęca nie tylko cena, ale i wygląd stacji. Są po prostu piękne. Co więcej, to najgłębsze stacje metra na świecie (miały być schronem w razie wybuchu III wojny światowej). Rekordowa, o nazwie Arsenalna, liczy 105,5m głębokości. Dla porównania, najgłębsza stacja metra w Warszawie liczy 23 metry głębokości. Wjazd ruchomymi schodami do wyjścia na miasto trwa mniej więcej 4 minuty (nie wierzyłam, dopóki nie dojechałam do końca ruchomych schodów, za którymi zobaczyłam następne). Warto się skupić, żeby na nie wejść, bo nie należą do najwolniejszych. Ułatwieniem dla osób nieznających ukraińskiego są oznaczenia stacji metra. Oprócz ich nazw wprowadzono też numery, aby nie mieć na sumieniu załamanych cyrylicą turystów. Warto dodać, że w podziemiach metra kijowskiego nie ma koszy na śmieci. Nie jest to niedopatrzenie ze strony władz, ale obawa, że mogłyby zostać wykorzystane do podłożenia bomby przez terrorystów.

Схема_Київського_метро
Mapa kijowskiego metra, Agenty zmin, licencja, Wikimedia Commons

GDZIE ZJEŚĆ SMACZNIE, TANIO I TRADYCYJNIE? 

Puzata Chata – sieć restauracji, w których można zjeść dania kuchni regionalnej. Potrawy są już przygotowane, należy tylko wskazać, o które prosimy. Podwójna porcja wareników (pierogów ukraińskich) w zestawie z piwem 0,5l kosztowało niecałe 15zł. Sieciówka cieszy się powodzeniem wśród turystów. Przekonaliśmy się o tym, kiedy z trudem znaleźliśmy stolik dla sześciu osób (mimo, że lokale są spore).

Varenichnaya Katyusha – Porcje są niewielkie ale ceny pozwalają na zamówienie kilku dań (dania kosztowały 7-12zł). Poza tradycyjnymi daniami ukraińskimi zachwyca też wystrój lokalu (dekoracje czasów radzieckich).

20170403_163242

CO ZJEŚĆ NA UKRAINIE?

Pierwszą rzeczą, której warto spróbować podczas podczas pobytu w Kijowie jest Barszcz Ukraiński, różniący się od naszego w Polsce. Wersja u sąsiadów zawiera kapustę, buraki, marchew, mięso i kwaśną śmietanę. Kolejnym tradycyjnym daniem, a właściwie zupą, jest Soljanka – zupa rybna przygotowana na bulionie warzywnym, z dodatkiem cytryny, oliwek, kwaśnej śmietany i przypraw. Warto spróbować jednej z potraw tatarskich – Czeburak. Jest to ostro przyprawiony ogromny smażony pieróg, wypełniony baraniną. Typowym ukraińskim daniem są odpowiedniki naszych pierogów. Wareniki to opcja na słodko: z twarogiem lub owocami, natomiast Pielmieni to pierogi z mięsnym farszem. Do obu wersji dodaje się porcje śmietany. Popularne na Ukrainie jest także spożywanie kwasu chlebowego.

WALUTA W KIJOWIE: 

Oficjalną walutą na Ukrainie jest hrywna, która dzieli się na 100 kopiejek. 1UAH = 0,14zł (dane z października 2017).

CENY W KIJOWIE:

Niektórzy twierdzą, że w Kijowie można kupić wszystko za grosze. Inni uważają, że Ukraina to tanie państwo, ale jej stolica już nie bardzo. Tego, jak czułam się podczas zakupów w Kijowie raczej nie można porównać do zakupów Skandynawów w polskich sklepach. Mimo to, ceny są niskie:

ceny w KIjowie

CO ZOBACZYĆ W KIJOWIE? O tym w kolejnym wpisie, poświęconym kijowskim atrakcjom.

Temat z pewnością nie został przeze mnie wykorzystany (mimo wielu starań), dlatego wszelkie uwagi czy też inne przydatne informacje w komentarzach będą mile widziane!