Kierunek Kuba! Informacje praktyczne

Pod koniec stycznia spełniło się moje marzenie – poznanie kraju będącego twierdzą socjalizmu, skupiskiem zaradnych ludzi i zabytkowych samochodów z radiem grającym na cały regulator. Na Kubie spędziłyśmy 2 tygodnie i 4 dni. Mam nadzieję, że poniższy wpis okaże się pomocny w podróży – dajcie znać, jeśli tak będzie!

KSIĄŻKI I FILMY:

Zdecydowanie warto ogarnąć temat Kuby przed wyjazdem. Oto moja lista, która pomogła mi lepiej zrozumieć ten kraj. Nie myślicie o podróży w te strony? Po lekturze poniższych książek lub obejrzeniu wymienionych filmów Kuba pojawi się w Waszych planach!

  • M. Kurlansky, Hawana – podzwrotnikowe delirium [książka] – wszystkie informacje przekazano zwięźle i interesująco. Autor skupia się głównie na stolicy, choć znajdziecie w niej sporo zapisków na temat całej wyspy.
  • M. Stasiński, Diabeł umiera w Hawanie [książka] – zbiór reportaży traktujących o kubańskim społeczeństwie i tamtejszej polityce.
  • K. Mroziewicz, Fidelada [książka] – obserwacje życia na Kubie sporządzane przez autora, który wiele razy wpadał na wyspę, a w późniejszym czasie nawet tam mieszkał. Jest naprawdę „w temacie”.
  • Kamerzysta na Kubie [film, Netflix] – dokument ukazujący losy trzech kubańskich rodzin na przestrzeni 40 lat.  G e n i a l n y !
  • Kuba Libre. Historia gorącej wyspy [serial, Netflix] – streszczenie kubańskiej historii w ośmiu interesujących odcinkach.

KIEDY JECHAĆ NA KUBĘ?

Jestem przekonana, że jakąkolwiek datę wyjazdu byśmy nie wybrały to i tak zaliczyłybyśmy ten wypad do udanych. Niemniej jednak, aby w pełni cieszyć się pobytem warto znać warunki na Kubie w poszczególnych porach roku. Wiosna, lato, jesień, zima? Nie o takie okresy chodzi. W tych stronach istnieje podział na:

  • porę suchą (październik – maj),
  • porę deszczową (czerwiec – wrzesień).

Odradza się podróżowania na Kubę pomiędzy wrześniem a listopadem. To okres huraganów na Karaibach. Najlepiej wybrać się tam w porze suchej. Temperatury powietrza oscylują wtedy w granicy 20-25 stopni – choć trzeba przyznać, że taka prognoza nie do końca sprawdziła się u nas. Przynajmniej nie na początku wypadu. Odwiedziłyśmy Kubę na przełomie stycznia i lutego. Hawana przywitała nas  wtedy ulewą i 14 stopniami. Po dwóch dniach wróciło słońce i przyjemne 20 stopni, ale wieczorami temperatura spadała nawet do 7 stopni. Pamiętajcie o długich spodniach i kurtce podczas pakowania.

IMG_0249
„Jedź na Kubę” – mówili. „Będzie ciepło” – mówili…

Pora deszczowa zaserwuje Wam konkretne upały. W tym okresie temperatura rzadko spada poniżej 30 stopni w ciągu dnia. Dodajcie do tego tropikalny klimat wyspy i macie warunki, które będą nie do zniesienia. Jakie są plusy wyjazdu w tym okresie? Mark Kurlansky w swojej książce Hawana – podzwrotnikowe delirium twierdzi, że upały i pot mieszkańców to nieodzowny element kubańskiej rzeczywistości. Podkreśla, że kto nie doświadczył na Kubie tak wysokich temperatur, nie doświadczył Kuby. Pisze, że prawdziwy Kubańczyk chodzi jedynie w cieniu kamienic. Wentylatory to nieodzowny element każdego domostwa na Kubie. Kubańczycy nie mogą uwierzyć, że nie posiadamy ich w polskich domach, skoro mamy ciepłe lato. Nie są one nam jednak tak potrzebne, jak na Kubie – oprócz wysokich temperatur występuje tam klimat tropikalny. Z kolei na próżno szukać u nich kaloryferów (widziałyśmy je tylko w kilku domach) – mimo, że noce są naprawdę chłodne.

Pogoda to ważny wyznacznik daty wyjazdu, ale nie jedyny. Karnawał w Santiago de Cuba to wielkie wydarzenie. Skalę jego świętowania porównuje się do Rio de Janeiro. Taki powód w pełni usprawiedliwia wybór lipca jako swojego miesiąca podróży na Kubę – mimo, że jest to środek pory deszczowej. Poza tym, nam również trafił się deszcz i silny wiatr, a nawet tornado. Tak naprawdę będąc przez większość czasu bez Internetu i telewizji dowiedziałam się o nim od znajomych, pytających czy jestem cała. 

JAK DOSTAĆ SIĘ NA KUBĘ?

W celu znalezienia najdogodniejszego lotu w korzystnej cenie polecam wyszukiwarki połączeń skyscanner i esky. Za bilet w dwie strony zapłaciłyśmy 2100zł (z bagażem podręcznym, rejestrowanym oraz ich ubezpieczeniem). Cena była dobra, choć można trafić taniej. Skorzystałyśmy z usług Air Canada i leciałyśmy z Warszawy do Hawany. Po drodze miałyśmy dwie przesiadki – w Monachium i Toronto.

KARTA TURYSTY I UBEZPIECZENIE:

Te rzeczy oficjalnie sprawdzają na lotnisku (nieoficjalnie: sprawdzono nam jedynie kartę turysty). Kartę turysty można zakupić w cenie 22 euro (gotówką) w Ambasadzie Kuby w Warszawie. Jeśli komuś nie po drodze do stolicy, w Internecie znajdziecie masę biur podróży w całej Polsce, które się tym zajmują. W niektórych biurach można załatwić ją sobie od ręki. Do wyrobienia potrzebne jest ksero paszportu ważnego co najmniej 6 miesięcy od wjazdu na Kubę, bilet lotniczy i adres pierwszego meldunku na Kubie. Należy też zadbać o ubezpieczenie (firmy ogarniające kartę turysty często proponują wszystko za jednym razem). Byle nie amerykańskie – takich na Kubie nie uznają… Kartę podzielono na dwie części – pierwszą zabierają Wam przy wjeździe na wyspę, a drugą przy wyjeździe.

AIR CANADA  – O CZYM TRZEBA PAMIĘTAĆ?

Jeśli skorzystacie z usług Air Canada, otrzymacie kartę turysty gratis na pokładzie samolotu (w przypadku przesiadek zostanie Wam ona wręczona na ostatnim odcinku lotu). Nawet jeśli połowa pracowników lotniska wmawia Wam, że musicie ją mieć już przy pierwszym locie, to wcale tak nie jest. Wówczas zaproście ich przełożonego, który po sprawdzeniu tego faktu przyzna Wam rację (checked).

Skorzystałyśmy z przesiadki w Toronto (9h), odbywając spacer po mieście i rejs. W przypadku dotarcia do Kanady drogą lotniczą władze wymagają electronic Transit Authorization (eTa), nawet jeśli planujecie tylko przesiadkę. Osoby wkraczające na teren Kanady samochodem czy statkiem nie muszą się o to martwić. Pozyskanie eTa jest szybkie i proste: na tej stronie wypełniacie wniosek, po czym wpłacacie 11CAD (ok. 30zł) na wskazane tam konto. Po kilkunastu godzinach na Waszego maila dotrze gotowa eTa, którą należy wydrukować i pokazać na lotnisku.

Toronto
Kiedy ławka jest mokra i uniemożliwia zdjęcia „na zamyślonego”

DOJAZD Z LOTNISKA: 

Wylądowałyśmy w Hawanie w nocy, więc zdecydowałyśmy się na taksówkę spod lotniska. Kurs do centrum miasta to 20-30 CUC (tak było w styczniu 2019). Cena zależy od godziny korzystania z taksówki i zdolności negocjacyjnych. My zapłaciłyśmy za kurs nocny 30CUC. Kierowca dziwnym trafem nie mógł znaleźć adresu – nie zważając na udzielane przez nas wskazówki GPS. Za dodatkowe kilometry spowodowane szukaniem naszego miejsca zamieszkania zażyczył sobie napiwek. Kuba od samego początku uczuliła nas na takie akcje. Wymuszanie napiwku zdarza się w tym kraju często.

lotnisko hawana

PORUSZANIE SIĘ PO KUBIE:

Uprzedzam, że Google Maps nie bardzo się tam spisze. W jaki sposób poruszać się po Kubie? Warto pobrać aplikację Maps me. To darmowy GPS działający offline (wcześniej należy jedynie ściągnąć mapę wybranego obszaru). Jest bardzo prosty w obsłudze. To nie jedyna nawigacja działająca bez Internetu, ale naprawdę spisała się podczas naszego pobytu na wyspie.

TRANSPORT NA WYSPIE:

Jako, że podróżowałyśmy z dziewczynami we czwórkę, mogłyśmy pozwolić sobie na podróże taksówką. Starałyśmy się negocjować z kierowcą tak, aby cena finalna wyniosła tyle, ile bilet autobusu na wybranym odcinku. Zazwyczaj udało się nam to osiągnąć. Tak naprawdę cena zależy od Waszego uporu.

Kiedy pewien Pan podrzucił nas pod dworzec (skąd najlepiej łapać taksówkę), kierowcy omal nie wskoczyli nam do auta, przekrzykując się w cenie. Nie zdążyłyśmy nawet oznajmić, że potrzebujemy podwózki, a odniosłam wrażenie, że targują się już o nas między sobą. Que se calmen! (niech się uspokoją) – krzyknął nasz kierowca do taksówkarzy. Nie byłyśmy nawet w stanie wyjść z samochodu. Miły Pan odstawił nas (oczywiście nie za darmo), życząc powodzenia w targowaniu. No i zaczęło się. Przed przyjazdem słyszałyśmy, że za kurs z Hawany do Viñales powinno się zapłacić jakieś 20 CUC za osobę. Taka cena rozbawiła gromadkę taksówkarzy pod dworcem. Po dłuższej chwili i upartym powtarzaniu, że szukamy podwózki w tej cenie jeden z nich w końcu zabrał nas do Viñales.

Jak nie przepłacić za Taxi na Kubie? Nie przejmujcie się gadką niektórych gospodarzy o niebezpieczeństwie w przypadku skorzystania z niesprawdzonych przez nich taksówek. Wiadomo, że wszędzie trzeba na siebie uważać. Najczęściej jednak troska ta wynika z wciśnięcia Wam podwózki znajomego. Zanim zdecydujecie się na auto proponowane przez właściciela casy, sprawdźcie jaką cenę proponują taksówkarze na mieście. Niektórzy gospodarze lubią doliczać sobie procencik za pośredniczenie w załatwieniu sprawy lub starają się windować ceny do góry dla dobra znajomych, będących Waszymi potencjalnymi kierowcami. Wielu z nich proponowało uczciwą kwotę, choć znaleźli się też tacy z ceną dwukrotnie wyższą.

Za wykonany kurs na Kubie zawsze płaci się po dotarciu do wybranego miejsca. Wiem, że jest to oczywiste, ale jeden z kierowców poprosił o zapłatę przed rozpoczęciem (grzecznie poinformowałyśmy go, że jest to niemożliwe). Przed wyruszeniem należy potwierdzić cenę ostateczną u taksówkarza. Nie ma opcji na żaden zadatek lub przetrzymanie dokumentów. Cwaniaczków zarabiających w ten sposób na turystach nie brakuje, o czym również wspominali nasi gospodarze.

Wbrew wyraźnej granicy pomiędzy Kubańczykami a turystami, kilku kierowców chętnie opowiedziało nam o życiu na Kubie, ich rodzinie czy pracy. Rozkręcali imprezę w aucie z hitami na cały regulator i włączali się do gry w czółko (zgadywanie piosenek po nuceniu), o której wcześniej nie słyszeli. Dobrze, że wzięłyśmy słodycze z Polski – trafiały w dobre ręce.

btrhdr
Nasz pierwszy kubański zimny łokieć po Hawanie miał miejsce w tym samochodzie

Jeśli wybieracie się na Kubę w mniejszym składzie i nie znaleźliście nikogo, z kim moglibyście dzielić taksówkę, możecie skorzystać z usług AUTOBUSU VIAZUL. Bilety można zakupić w informacji turystycznej, ich biurach firmowych lub online (przed odjazdem wydruk z Internetu wymienia się na oryginalny  bilet – zarezerwujcie więc sobie trochę czasu na stanie w kolejce). Nie zdziwcie się kiedy na Karaibach usłyszycie, że na autobus woła się guagua (głagła). Z kolei w Chile, Peru i Ekwadorze mieszkańcy określają tym wyrazem małe dziecko. Zadbajcie o bilety autobusowe wcześniej – szybko wyprzedają się na popularnych trasach. Musicie też wiedzieć, że w czasie podróży kierowca podkręca klimę do granic możliwości. Warto wziąć ze sobą jakieś okrycie, aby uniknąć odmrożeń.

Droższą propozycją poznania Kuby zza szyby samochodu, która cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem wśród turystów są LUKSUSOWE KABRIOLETY. Oferują przejazd w cenie 30-40CUC za godzinę. Nie skorzystałyśmy z tej atrakcji, nie tylko ze względów ekonomicznych. Zamawiając jakikolwiek samochód na Kubie podjedzie po Was perełka motoryzacji. Trzeba przyznać, że te droższe są w znacznie lepszym stanie ale wolałyśmy zaoszczędzić tę kwotę na inne atrakcje i cieszyć się przejażdżką równie ciekawymi, aczkolwiek często dobitymi taksówkami w niższej cenie.

Jakim cudem luksusowe kabriolety są w tak dobrym stanie? Mimo, że na masce widnieje napis Chevrolet, najprawdopodobniej silnik pochodzi od nowszego samochodu. Warto dodać, że kierowcy takich samochodów to obecnie jedna z najlepiej zarabiających grup na Kubie. Osoby pracujące w sektorze turystycznym i posługujące się językiem angielskim mogą liczyć na lepsze warunki życia na wyspie.

Na Kubie istnieje też tańsza wersja podwózki, tzw. TAXI COLLECTIVO. Odjeżdża tylko wtedy, gdy zbierze się komplet osób (łatwo je zlokalizować na dworcach w danych miejscowościach). Zazwyczaj nie trzeba na to długo czekać. Kierowca życzy sobie za przejazd grosze. Dosłownie. Kurs z jednego krańca Matanzas do drugiego kosztował 10CUP (10-15 groszy?). Oczywiście taka cena obowiązuje miejscowych. Widząc turystów kierowca momentalnie aktualizuje cennik. Wartość kursu zależy więc od Waszych zdolności negocjacyjnych. Niestety nie korzystałyśmy z tego środka transportu. Taksówki używałyśmy głównie do przemieszczania się między miastami. Każde Taxi Collectivo miało słabe szanse na to, że pomieści nasze wszystkie bagaże.

IMG_3372.jpg

O wynajmie ROWERÓW na Kubie wspomnę przy okazji omawiania planu podróży. Nie spodziewajcie się jakiś górskich śmigaczy – dodam tylko, że warto sprawdzać stan ich hamulców, zanim zdecydujecie się na wypożyczenie. Rower na cały dzień kosztował nas 5CUC. Gdzie je wypożyczać? Zapytajcie gospodarzy miejsca, w którym się zatrzymacie. Oni wiedzą wszystko i wszystko Wam załatwią. Czasami doliczą sobie coś za usługę, ale kwoty te i tak będą mało znaczące.

2
Nawigacja pokazuje, że trasa jaką chcecie odbyć samochodem jest krótsza niż to, co próbują Wam wmówić właściciele? Zaufajcie gospodarzom i weźcie pod uwagę stan kubańskich dróg.

Kolejny środek transportu na Kubie to COCO TAXI – motocykl z doczepionym siedzeniem w kształcie kokosa. Oczywiście jest to opcja tylko na krótkie dystanse. Kierowcy życzą sobie 7-10 CUC za godzinny kurs po Hawanie.

BICI TAXI to kolejna popularna forma przemieszczania się na Kubie i jeden z najtańszych środków transportu. Nawet Kubańczycy korzystają z Bici Taxi. Nie czułabym się komfortowo kiedy ktoś musiałby pedałować za dwóch, choć Panowie z pewnością są do tego przyzwyczajeni. Pewnie nie byliby zadowoleni, że robię im w tym momencie średnią reklamę, nie pochwalając tego środka transportu z wyrzutów sumienia.

W informacjach praktycznych powinny się również znaleźć kwestie noclegu, jedzenia oraz plan podróży. Chciałabym przekazać Wam naprawdę sporo o Kubie, więc przygotuję wspomniane tematy w osobnych wpisach. Zachęcam do poczytania pozostałych artykułów: 

O czym warto wiedzieć przed wyjazdem na Kubę?

Pora na kilka rad i praktycznych wskazówek, które pozwolą Wam nacieszyć się pobytem na wyspie bez rozczarowań. Mimo, że spontaniczny wypad do tego kraju również należałby do udanych, zachęcam Was do przygotowania się przed podróżą – szkoda byłoby nie wykorzystać wyjazdu do granic możliwości. O czym warto wiedzieć i czego się spodziewać? 

#1 NA KUBIE JEST BEZPIECZNIE. 

Niezależnie od tego, w którym kraju przebywamy należy zachować zdrowy rozsądek. Niemniej jednak, na Kubie czułyśmy się bardzo bezpiecznie. Mogłyśmy robić zdjęcia, wyjmując telefon na każdym kroku. Nie w każdym kraju Ameryki Łacińskiej poczujecie taki komfort. Niespotykane było dla mnie zostawianie torebek przy wejściu do większych supermarketów. Nie można wejść z nimi do środka – ułożono je na półce przy drzwiach i nigdy nic się z nimi nie działo. Takie zasady w sklepach świadczą o sporym zaufaniu do społeczeństwa… Dodam też, że nieraz wracałyśmy do naszych miejsc noclegowych o późnej porze. Może było to zwykłe szczęście, ale nie spotkałyśmy się z żadną nieprzyjemną sytuacją.

IMG_20190201_140827
To jedne z nielicznych niebezpieczeństw na Kubie – lepiej patrzeć pod nogi 😉

 #2 KŁAMCZUSZKI NA KUBIE. 

Turystyka na Kubie jest w fazie rozkwitu i coraz częściej reperuje kieszenie Kubańczyków. Przy marnych 20 dolarach miesięcznej wypłaty podejmują próby wyłudzania pieniędzy od przyjezdnych na wszelkie możliwe sposoby. Pomyłki przy wydawaniu reszty w innej walucie, które sprawiają, że płacicie za coś 25 razy drożej? No cóż, zdarza się… 

Tańsze cygara po znajomości od przyjaciela, którego ojciec pracuje w fabryce? Odpuśćcie, jeśli zależy Wam na oryginalnych. Wyłudzanie za nie pieniędzy na Kubie to temat rzeka. Skrócę go do jednej historii, jaka przytrafiła nam się pierwszego dnia. Zagaduje nas młody uśmiechnięty Pan, zalewając pytaniami. Niespostrzeżenie wyciąga informację, że to nasz pierwszy dzień na Kubie. Życzy udanego urlopu i zasypuje dobrymi radami. Jedną z nich jest kupno cygar. Pamiętajcie, kupujcie je tylko w fabryce albo na plantacji. No chyba, że…. w Casa Cooperativa. Jest taka promocja raz w roku przez tydzień, za chwilę zamykają to miejsce. 

To była jedna z setek informacji, które nam przekazał. Podziękowałyśmy i kontynuowałyśmy spacer, który 20 minut później przerwała pewna Pani. Hej! Pamiętam Was z lotniska, widziałam Was wczoraj! W skrócie – info od kolegi dotyczące naszego pierwszego dnia na Kubie przeszło. znów ta sama śpiewka o radach i propozycja odprowadzenia nas do Casa Cooperativa. A co tam, możemy wstąpić. Co się okazało? Odprowadziła nas do zwykłego domu, po którym biegały sobie kurki, a lokatorzy – najwyraźniej przyzwyczajeni do wizyt turystów – spokojnie kontynuowali sobie wieszanie prania. W pokoju wystawiono oryginalne paczki cygar po zawyżonych cenach, podanych jako promocyjne. Założę się, że te na sprzedaż nie miały nic wspólnego z oryginałem. Podziękowałyśmy za możliwość obejrzenia towaru, kierując się do wyjścia. Dziewczyna pożegnała nas słowami it’s ok, zdobywając się nawet na uśmiech. Najwyraźniej jeden stracony klient to nic takiego. Gdyby znaleźli choć jednego naiwniaka na miesiąc to i tak mają z tego dobry biznes.

Jak to nie chcecie śniadania? Przecież to najważniejszy posiłek dnia i trzeba go jeść! – powtarzały właścicielki domu, w którym się zatrzymałyśmy. Owszem, trzeba. Niemniej jednak, odpuszczenie go sobie przed wyjazdem pozwoliło nam zaoszczędzić 7 dolarów. Jego brak raczej nie odbił się na naszym zdrowiu. Inne zdanie na ten temat miały wspomniane panie domu.

img_20190120_102326-1 (1)
Choć trzeba przyznać, że to śniadanie było konkretne

Jedziecie do Vinales z nieznanym taksówkarzem? Chicas, opamiętajcie się! Powtarzały zawzięte gospodynie z Hawany. Próbowały nam wcisnąć swojego kierowcę w cenie 120CUC, podczas gdy na mieście znalazłyśmy podwózkę za 80CUC. Ciekawie było też w Playa Larga, z której można dojechać do Cienfuegos za 30 CUC. Szanowny Pan taksówkarz stwierdził, że najwyraźniej przesłyszałyśmy się w trakcie uzgodnień i prosił o nieco więcej – 70CUC. Kiedy zamotał się z argumentem najwidoczniej się nie zrozumieliśmy, rozpoczął próby z kolejnym – równie dobrym. Okazało się, że godzina zamówionej taksówki jest dla niego nieodpowiednia, dlatego kurs jest o wiele droższy. Podziękowałyśmy mu i zasięgnęłyśmy opinii u miłych Panów w melex’ach przy placu głównym. Zamówili dla nas taksówkę, potwierdzając słuszność naszych wymagań cenowych. Jakież było zdziwienie, kiedy podjechał po nas Pan proponujący wcześniej przejazd za 70CUC. Z uśmiechem przez zęby podwiózł mnie z dziewczynami po naszej cenie. Złota zasada na Kubie: targujcie się, zawsze.

3 (1)
Pamiątkowe zdjęcie we wspomnianej taksówce

Kiedy spotkacie się z wieloma oznakami rozkwitu turystyki na Kubie, a naciąganie i wyłudzanie pieniędzy przez niektórych Kubańczyków zacznie doprowadzać Was do szału, przypomnijcie sobie jak wygląda ich sytuacja w tym kraju (pensja 20 dolarów/miesiąc) Nie zachęcam do bycia ofiarą i rozdawania pieniędzy na prawo i lewo. Proponuję jedynie wczuć się w ich sytuację. I jak? Emocje troszkę opadły, prawda?

#3 KARTA TURYSTY I UBEZPIECZENIE.

Te rzeczy oficjalnie sprawdzają na lotnisku (nieoficjalnie: sprawdzono nam jedynie kartę turysty). Kartę turysty można zakupić w cenie 22 euro (gotówką) w Ambasadzie Kuby w Warszawie. Jeśli komuś nie po drodze do stolicy, w Internecie znajdziecie masę biur podróży w całej Polsce, które się tym zajmują. W niektórych biurach można załatwić ją sobie od ręki. Do wyrobienia potrzebne jest ksero paszportu ważnego co najmniej 6 miesięcy od wjazdu na Kubę, bilet lotniczy i adres pierwszego meldunku na Kubie. Należy też zadbać o ubezpieczenie (firmy ogarniające kartę turysty często proponują wszystko za jednym razem). Byle nie amerykańskie – takich na Kubie nie uznają… Kartę podzielono na dwie części – pierwszą zabierają Wam przy wjeździe na wyspę, a drugą przy wyjeździe.

Jeśli skorzystacie z usług Air Canada, otrzymacie kartę turysty gratis na pokładzie samolotu (w przypadku przesiadek zostanie Wam ona wręczona na ostatnim odcinku lotu). Nawet jeśli połowa pracowników lotniska wmawia Wam, że musicie ją mieć już przy pierwszym locie, to wcale tak nie jest. Wówczas zaproście ich przełożonego, który po sprawdzeniu tego faktu przyzna Wam rację (checked).

2

#4 DWIE WALUTY.

W tym kraju spotkacie się z dwoma rodzajami pieniędzy – peso cubano (CUP – kubańskie) oraz peso convertible (CUC – wymienialne). Przelicznik wygląda mniej więcej tak: 1 dolar amerykański = 1 CUC = 25 CUP. Obydwie waluty wymienicie jedynie na Kubie. Najlepiej zadbać o to na lotnisku, w kantorach (CADECA – casa de cambio) lub w bankach. W przypadku ostatniego miejsca dokładnie sprawdzają tam stan banknotów, które chcecie wymienić. Moje minimalnie naderwane 20 euro odrzucono kilka razy. Dodam też, że CUP można uzyskać jedynie z wymiany CUC. Na Kubę koniecznie przylećcie z Euro. Ze względu na średnie stosunki z USA, wymianę dolara amerykańskiego na CUC opodatkowano na 10% od kwoty całkowitej.

Kubańczycy zarabiają i płacą w peso cubano CUP, a turyści najczęściej w peso convertible CUC. Banknoty kubańskie CUP przedstawiają ludzi, a wymienialne CUC pomniki. Przed wyjazdem przeczytałam gdzieś, że patrząc na tamtejszy system polityczny pomniki zdają się mieć większą wartość od człowieka – to dobry sposób na zapamiętanie, która waluta jest na Kubie cenniejsza. CUP-ami zapłacicie w sklepach i w niektórych restauracjach, gdzie podano ceny w obu walutach. Za taksówki i wstępy do muzeum zapłacicie jedynie w CUC. No i najważniejsze: tamtejsze bankomaty nie akceptują większości kart z Europy, a terminale to niezwykle rzadki widok. Przygotujcie się na płatność jedynie gotówką!

1
Jedyny banknot, za który płaci się więcej – turyści zabierają go na pamiątkę, płacąc za niego 1 CUC

#5 INTERNET NA ZDRAPKI.

Aby uzyskać dostęp do Internetu należy udać się do placówek ETECSA, które sprzedają karty (na 1h lub 5h). Koszt zdrapki na godzinę wynosi 1 CUC (3,70zł). Miejscowi kupują tam karty telefoniczne, przez co często tworzą się konkretne kolejki. Ponoć w takich placówkach przy zakupie trzeba okazać paszport. Ponoć – my zaopatrzyłyśmy się w takie karty od koników poza sklepem. Zażyczyli sobie za nie 2 CUC. Aby połączyć się ze światem należy udać się do strefy Wi-Fi, którą odnajdziecie bardzo łatwo. Szukajcie skupiska ludzi wpatrzonych w telefony (ETECSA WiFi). Wystarczy usiąść w tym miejscu i wpisać login z hasłem (po jego ostrożnym zdrapaniu) podanym na karcie. Po zalogowaniu ukaże Wam się informacja o czasie, jaki pozostał do zużycia. Taka karta pozwala na wielokrotne korzystanie z Internetu, o ile nie przekroczy się wyznaczonego limitu czasu. Ważne, aby po korzystaniu wylogować się ze strony ETECSA. Przerwanie połączenia poprzez zwykłe wyłączenie sieci często pobrało nam minuty, które pozostały do wykorzystania na karcie. Czy Internet bez zdrapek w ogóle jest tam możliwy? A no jest – instruktor nurkowania mógł cieszyć się 3GB za jedyne 40 dolarów…

#6 CZEGO NIE MOŻE ZABRAKNĄĆ W WASZEJ WALIZCE?

Poza przejściówkami amerykańskimi (choć w wielu domach widziałam już oba typy wtyczek) zadbajcie o konkretną apteczkę. Tamtejsze punkty farmaceutyczne mogą Wam niewiele zaoferować. Inny klimat, jedzenie i lód w kostkach zwiększa ryzyko użyteczności leków. Pamiętajcie o środku przeciw komarom z deet, najlepiej Mugga. To bezinteresowne lokowanie produktu – nic nie poradzę na to, że jest najlepszy. Poza komarami występują tam pchły piaskowe (checheres), na które Mugga też pomoże. Możecie go kupić tutaj. Koszt wynosi 37,50zł – pewnie znajdziecie tańsze ale słabsze środki. Gdybyście zobaczyli moje pogryzienia gwarantuję, że zapłacilibyście za niego trzy razy tyle.

Spakujcie rozmówki polsko-hiszpańskie lub pobierzcie słownik offline. Z hiszpańskim było nam o wiele łatwiej, choć wyjazd bez niego nie jest niemożliwy! Znajomość języka sprawiła, że bariera między nami a miejscowymi zacierała się dość szybko. Zwiedzanie wyspy z rozmówkami lub aplikacją ze słownikiem będzie dla Was znacznie łatwiejsze! Poza słownikiem warto wgrać sobie na telefon kilka zdjęć Polski, a nawet naszą muzykę. Kiedy znajdziecie sobie miejscowego kompana do rumu to gwarantuję, że z chęcią zobaczy i posłucha jak i gdzie sobie żyjecie. Ze względu na to, że jestem psychofanką Lady Pank, cały świat poznał już Kryzysową Narzeczoną.

Półki w tamtejszych sklepach nie uginają się od towaru, zaś w Peweksie ugną Wam się jedynie kolana, kiedy spojrzycie na ceny. Proponuję więc spakować sporo ciastek i słodyczy –  o ile są one dla Was sensem życia, tak jak dla mnie. Wzięłyśmy też owsianki w  proszku i gorące kubki. Dzięki temu zaoszczędziłyśmy trochę na przeróżne atrakcje.

trinidad (1)
Ten moment podróży, w którym wjeżdżają zupki chińskie

#7 PREZENTY DLA MIEJSCOWYCH.

Warto znaleźć na nie miejsce w swojej walizce. Ze względu na to, że Kuba to jeden wielki powiew PRL-u, mieszkańcy ucieszą się z kosmetyków (głównie pasta do zębów), długopisów i kredek, żyletek do golenia, przypraw, lakierów do paznokci, biżuterii i słodyczy. Przeczytałam gdzieś, że warto wziąć części samochodowe. Trochę nie widzę siebie podróżującej z silnikiem, więc spakowałam jedynie pozostałe rzeczy. Obdarowaliśmy nimi gospodarzy, u których spaliśmy (nie wszystkich – w niektórych domach widać było, że się powodzi), taksówkarzy i osoby poznane na Maleconie. Miałam opory, żeby rozdawać mydło obcym ludziom. W końcu mogłaby to być dla nich jakaś aluzja… Niemniej jednak, cieszyli się z każdej rzeczy. Wielu osobom prezenty sprawiły radość, ale sporo z nich zdaje się to wykorzystywać. Szczególnie widać to w Trynidadzie – popularnym turystycznym mieście na Kubie. O ubrania i długopisy proszą nawet kelnerki. Jeśli nie podoba Wam się pomysł bycia Świętym Mikołajem, w Trynidadzie możecie wymienić przywiezione rzeczy na pamiątki.

#8 BEZTROSKIE KONTAKTY DAMSKO-MĘSKIE.

Drogie Panie – choćbyście spędziły 20 godzin w samolocie i czuły się jak osoby, które właśnie przejechał czołg, a wygląd po podróży dopuszczałby taką możliwość to gwarantuję, że i tak nie przejdziecie tamtejszą ulicą niezauważone. Kubańczycy nie patyczkują się, jeśli chodzi o skomentowanie mijanej osoby. Cmokanie, gwizdanie, Linda, guapa, bjutiful lejdi – zapewne wiele razy usłyszycie coś takiego pod Waszym adresem w sklepach, na ulicach… w sumie to wszędzie. Zresztą, nie dotyczy to jedynie facetów – Kubanki również posyłają uśmiechy i śmiałe spojrzenia. W momencie, gdy starsza Pani krzyknęła guapas! w naszym kierunku dotarło do mnie, że komentowanie przechodniów to wyraz serdeczności i jest tam czymś normalnym, tak jak oddychanie.

Z przykrością stwierdzam, że zaprzepaściłam na Kubie swoją życiową szansę. Bezmyślnie zlekceważyłam oświadczyny od Pana na ulicy, dla którego byłam miłością od pierwszego wejrzenia. No nic, człowiek uczy się na błędach. Przebiła mnie koleżanka, która usłyszała że jest przepiękna. Adresat stwierdzenia podkreślił swoje słowa, dotykając jej ramienia. Przytulenie było dla niego niemożliwe – jego drugie ramię było zajęte prowadzeniem swojej dziewczyny.

kubaa (1)
Dobra, to nie Kubańczycy – po prostu nie miałam innego zdjęcia, które oddałoby powyższy tekst 😀

Jeszcze inny, nowo poznany znajomy zwinnie sprowadził rozmowę o życiu w Polsce do zaproszenia Klaudii na kolację z mięsem krokodyla. Po dyplomatycznej odmowie i zademonstrowaniu przez nią zdjęcia swojego chłopaka, adorator machnął ręką na ten argument: To nic, a ja mam żonę. Okazało się, że jego wybranka pochodziła z Niemiec. Szukanie przez Kubańczyków małżonka-sponsora z innych krajów jest zjawiskiem powszechnym i doczekało się nawet własnej terminologii. Wyspiarze oferujący towarzystwo w zamian za wsparcie finansowe, kosmetyki, ubrania lub wypady na imprezy nazywają się jineteros (lub jineteras – panie). Niemniej jednak, nie zawsze chodzi jedynie o pieniądze. Posiadanie chłopaka z zagranicy to dla nich prestiż i okazja do wydostania się z wyspy. Zdaję sobie sprawę z tego, że generalizuję, ale nie da się nie zauważyć beztroskiego podejścia w tamtejszych kontaktach damsko-męskich. Przekonacie się o tym, odwiedzając Kubę!

Co najbardziej zdziwiło Was spośród wymienionych powyżej rzeczy? A może mieliście okazję odwiedzić wyspę? O czym jeszcze należy pamiętać Waszym zdaniem, wybierając się w te strony? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach!

img_1300 (1)
Pamiątkowe zdjęcie z delikatną obczajką Pana po prawej