Plan podróży po Kubie – Centrum Hawany i Vedado

W poprzednim wpisie zamieściłam relację z pierwszych chwil na Kubie oraz informacje dotyczące zwiedzania Habana Vieja. Dziś skupię się na Vedado i Hawanie Centralnej. Te dzielnice są według mnie znacznie ciekawsze i autentyczne. Uliczki z nieodłącznym elementem tamtejszego krajobrazu, jakim jest powiewające pranie, pozwolą Wam podejrzeć zwykłą kubańską rzeczywistość. 


Jak zwiedzić Centrum Hawany i Vedado? – DZIEŃ 3

Dzięki Free Walking Tour! Tutaj możecie sprawdzić godzinę i miejsce zbiórki (w styczniu 2019 spacery po mieście ruszały codziennie o 9:30 i 16:00 z Plazuela de Angel). Wycieczki odbywają się w języku angielskim lub hiszpańskim i trwają jakieś 2,5-3h. Oficjalnie są one darmowe ale wypada wręczyć przewodnikowi napiwek.

Nie udało Wam się złapać Free Walking Tour? Szkoda! Pozwolę sobie nie pozostawiać Was załamanych 😀 Poniżej przedstawiam listę interesujących miejsc w Havana Central i Vedado, które warto zobaczyć oraz naszą trasę. Oto pierwsza część spaceru:

LA FLORIDITA!

Nie, żebym namawiała do wizyty w barze z samego rana… Warto wpaść do ulubionego miejsca Hemingwaya. Pijał tam Daiquiri, nieustannie je wychwalając, dzięki czemu bar cieszy się niesłabnącą popularnością wśród turystów. Właśnie dlatego radzę jedynie rzucić okiem na lokal i kontynuować spacer. Z całym szacunkiem do Ernesta, ale istnieje wiele innych knajp, które będą przyjemniejsze i nie tak zatłoczone. Bar wchodzi w skład Habana Vieja, ale wygodniej będzie Wam złożyć wizytę we Floridicie, poprzedzając zwiedzanie centrum. 

EL PARQUE CENTRAL!

Ten uroczy plac znajduje się w pobliżu Kapitolu, zaś jego centralne miejsce zajmuje posąg Jose Martiego – kubańskiego bohatera narodowego, upamiętnianego na wyspie przy każdej możliwej okazji (większość szkół, placów, ulic, parków, nagród nosi właśnie jego imię). Liczba 28 palm na placu również nie jest przypadkowa – symbolizuje datę urodzin Martiego (28 stycznia). Jedną z najbardziej okazałych budowli w parku jest Teatr Wielki z 1915 roku, będący główną siedzibą Baletu Narodowego. Przy parku znajduje się wiele luksusowych hoteli. Jednym z nich jest Manzana – najdroższy na Kubie (w którym się zatrzymałyśmy, hehehe).

KAPITOL! 

Leży na pograniczu centrum i Starego Miasta. Bez wątpienia jest to kubańska duma narodowa, intensywnie restaurowana w ostatnich latach. Mam ogromne szczęście do rusztowań (rozkładają je chyba zawsze przed moim przyjazdem) ale muszę przyznać, że Kapitol wyglądał okazale nawet w metalowej obudowie.

Budowa rozpoczęła się za rządów prezydenta Gerarda Machado (lata 20-te XX wieku). Oficjalnie mówi się, że wzorowano się na francuskim Panteonie. Bardziej jednak przekonuje mnie inspiracja Kapitolem w Waszyngtonie. Wejścia pilnują dwa ogromne posągi symbolizujące dwie cnoty – pracę (po lewej) i opiekuńczość (po prawej). Chętni mogą też zajrzeć do środka, choćby dla 25-karatowego diamentu, który wyznacza kilometr zerowy na Kubie.

SANTUARIO DE NUESTRA SEÑORA DE CARIDAD:

To sanktuarium jest doskonałym miejscem do obserwacji przenikania się dwóch religijnych światów – Santerii (religia afrokubańska z elementami szamanizmu, którą przywieźli na wyspę niewolnicy) oraz tradycji katolickich. Na schodach prowadzących do wnętrza świątyni zobaczycie słoneczniki. To ulubione kwiaty bogini Ochun, odpowiadającej za płodność w kulcie Santerii. Mieszkańcy składają je, po czym wchodzą do kościoła na mszę. Przenikanie się tych tradycji to synkretyzm religijny, który jest niezwykle silny na Kubie i nikt nie widzi w tym nic nadzwyczajnego.

Mój drugi wieczór w Hawanie był też drugim spędzonym w łóżku z gorączką. Nasza gospodarz postanowiła temu zaradzić. Wręczyła mi końcówkę sznurka, trzymając drugi koniec w swojej ręce. Naciągnęła go i przykładała do łokcia (coś w stylu odmierzania nim długości liny). Po kilku seriach strząsnęła rękę, powtarzając ruch jeszcze wiele razy, obracając mnie w każdą stronę i mówiąc coś pod nosem w pełnym skupieniu. Kiedy wspomniałam o tym chłopakom z nurkowania, uśmiechnęli się dodając, że to naprawdę pomaga.

Santeria to religia wciąż żywa na wyspie. Szacuje się, że 80% mieszkańców Kuby praktykuje ją, regularnie odbywając rytuały i pielęgnując jej tradycje. Kubańczycy często utożsamiają Orishas (bożków Santerii – to również nazwa słynnego zespołu kubańskiego) ze świętymi Kościoła katolickiego. Wielu wyznawców zamieszkuje hawańską dzielnicę Regla. Możecie tam spotkać osoby ubrane na biało, przechodzące przez inicjację, mającą ukształtować ich duszę. Uczestniczą w wielu ceremoniach, chodząc w bieli przez cały rok. W tym czasie nikt inny nie może ich dotykać, poza rodziną lub drugą połówką. Pan, który przepowiedział Karoli przyszłość (na poniższym zdjęciu) prawdopodobnie był osobą praktykującą Santerię. Mina Pana na drugim planie sugeruje, że ma wątpliwości co do przepowiedni.

KUBAŃSKIE… CHINATOWN?

Wiadomo, że Chinatown to popularna część setek wielkich miast. Okazuje się, że nie brakuje jej nawet na Karaibach! Wikipedia informuje, że jest to drugie najważniejsze Chinatown na świecie (ustępuje jedynie temu z San Francisco). To nie informacja od tamtejszej władzy, która zresztą pewnie pokusiłby się o stwierdzenie, że w tym rankingu (jak i w każdym innym :D) wyprzedza USA.

brama do Chinatown.jpg

W latach 50-tych XIX wieku Chińczyków sprowadzono na wyspę jako tanią siłę roboczą. Pracowali z niewolnikami na plantacjach trzciny cukrowej. Wiele z nich osiadło tam na stałe ale po wybuchu rewolucji większość przeniosła się do USA. Pierwszą restaurację Państwa Środka na Kubie założono w 1858 roku. Stopniowo otwierały się też bary, sklepy, gospody, warsztaty, pralnie, kina, teatry, apteki. Mieli nawet własną izbę handlową i osobny cmentarz (chińscy przodkowie z Hawany spoczywają w Vedado). Najwięcej (choć i tak jest ich niewiele) wschodnich akcentów pojawia się na ulicy Dragones i Zanja.

dav

Kiedyś głównymi skojarzeniami z tamtejszym Chinatown były swego rodzaju zakłady pracy Pań trudniących się najstarszym zawodem świata, palarnie opium oraz teatr Szanghaj serwujący sprośne przedstawienia (najprościej rzecz ujmując, było to uprawianie seksu przed publicznością). Atrakcyjna cena za spektakl (dolar z hakiem) zapewniała konkretną widownię.

O ile za czasów prezydenta Batisty (zwolennika imprezowych klimatów, przyjaciela mafii i robienia z Kuby jednego wielkiego kasyna) działalność teatru Szanghaj miała się świetnie, to po rewolucji braci Castro zamknięto wszystkie burdele i znacjonalizowano chińskie restauracje, sklepy i bary. W ostatnich latach dzielnica wraca na dobre tory. Najwyraźniej władze zdają sobie sprawę z tego, że chińskie akcenty to kolejna atrakcja turystyczna. Z autentycznym odrodzeniem się Chinatown będzie ciężko. Liczba Chińczyków zamieszkujących Kubę wynosi nieco ponad 300 osób.

chinatown.jpg
Chińska szkoła Wushu (Kung Fu). Kto jest jej patronem? Oczywiście Jose Marti – patron wszystkiego na Kubie 😉 i tamtejszy bohater narodowy

Mercado san Rafael!

Skoro jesteście już w okolicy, warto zajrzeć na targ owoców i warzyw – wiele z nich widziałam po raz pierwszy. To okazja do zaopatrzenia się w zdrową i tanią przekąskę, będącą raczej rzadkością na Kubie. Chętni mogą tam nawet zakupić mięsko, leżące sobie na ladzie na słoneczku.

mercado sanrafael.jpg

SZPITAL BRACI Ameijeiras!

Do kubańskich szpitali przyjeżdżają obywatele innych krajów, aby korzystać z pakietów zdrowotnych. Medycyna na Kubie plasuje się na bardzo wysokim poziomie (mówiłam o tym przy okazji omawiania kubańskiej rzeczywistości). Tamtejsi lekarze od lat przyciągają pacjentów z zagranicy. W 2000 roku na Kubie zawitał Diego Maradona, który zaufał wysokiemu poziomowi kubańskiej medycyny, przyjeżdżając na odwyk. Być może nie jest najlepszym przykładem skuteczności tamtejszych lekarzy, ale to tylko jeden z wielu celebrytów, którzy skorzystali z pakietów medycznych na wyspie. Podczas pobytu na Kubie Maradona zaprzyjaźnił się z Fidelem Castro. Z dumą demonstrował na swoim ramieniu wytatuowany wizerunek swojego rodaka i bohatera narodowego Kuby – Che Guevara.

Jak wygląda leczenie Kubańczyków? Jeszcze do niedawna rękawiczki jednorazowe były rzeczą wielokrotnego użytku. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to niedorzecznie, ale mimo emigracji świetnych lekarzy, braku sprzętu i lekarstw służba zdrowia jest na wysokim poziomie. Kubańczycy mogą z niej korzystać za darmo – to jeden z głównych plusów rewolucji. Szkoda tylko, że apteki świecą pustkami.

IMG_20190120_122818.jpg

CALLEJON DEL HAMEL!

Kolejne miejsce utwierdzające w przekonaniu, że Kuba jest niesamowicie różnorodna! Callejon del Hamel to niewielka alejka z mnóstwem kubańskiego street art, w którym praktykuje się tradycje związane ze wspomnianą wcześniej Santerią. Kim był Hamel? Bogatym kupcem, który utrzymywał mieszkańców tej niezbyt zamożnej części Hawany (patrząc na jej ulicę, w tej kwestii nic się nie zmieniło). Żywe kolory i sporo pomysłowych instalacji artystycznych przyciąga wielu turystów. Warto wpaść tam w niedzielę w godzinach 11:00 – 15:00, kiedy kapłani Santerii tańczą w rytm rumby, przywołując bębnami Orishas.

HOTEL NACIONAL!

Widziałyśmy go już pierwszego dnia w drodze do Habana Vieja. Teraz jest okazja aby poznać to miejsce i przyjrzeć mu się z bliska. Odsyłam na mojego Instagrama, z którego dowiecie się więcej na temat tego budynku. Tym, którzy wcześniej natknęli się na mój wpis i poczytali o hotelu, proponuję przejść dalej.

View this post on Instagram

#Cuba #mafie Jak wyglądały rządy na wyspie zanim przejął je Fidel Castro? Proponuję przypomnieć sobie słynny film Dirty Dancing 2 😉 Ekskluzywne przyjęcia rodziny Katie oraz ich beztroskie życie w luksusowych hotelach stanowiły dobry kontrast dla losów Kubańczyka Javiera. W latach 30-tych i 40-tych Kuba była rajem dla Amerykanów. Zapewniano im tam zabawę bez zamartwiania się o prohibicję. Dzisiejsze Las Vegas było niczym w porównaniu do ówczesnej Kuby. Kasyna przeżywały czasy świetności, choć było w nich sporo cwaniaczków pomagającym szczęściu. Prezydent Batista chciał rozwiązać ten problem, zatrudniając mafiozów. Jednym z nich był Meyer Lanski – amerykański gangster i późniejszy… minister handlu na Kubie. Bezwzględnie pilnował "porządku" w tamtejszych kasynach. Jego koledzy po fachu często wpadali na wyspę z Miami. Wielu z nich zatrzymywało się w swoich hotelach – mogli wznosić nowe obiekty bez konieczności wykazywania źródła dochodu. Ich kompanem do zabawy był Frank Sinatra. Do współpracy na Kubie gangsterzy zaprosili Charlesa Luciano – głowę sycylijskiej mafii. To, że akurat przebywał w nowojorskim więzieniu nie stanowiło dla nich większego problemu. Ludzie Lanskyego odbili go i przewieźli do Hawany. W 1946 roku w HOTELU NACIONAL (widocznym na poniższym zdjęciu) odbył się wielki zjazd mafii, trwający ponad tydzień. Policja najwyraźniej nie wiedziała o spotkaniu (w przeciwieństwie do wszystkich mieszkańców), bo żaden funkcjonariusz nie pojawił się we wspomnianym hotelu w tamtym czasie… Rządy gangsterów nie przynosiły oczekiwanych korzyści – mimo, że interes niby się kręcił (a jeśli nie, to nagle zaczynał się kręcić ⚰). Niemniej jednak, zbyt wielu ważnych inwestorów wycofało się z Kuby, przez co kraj powoli upadał. Większość Kubańczyków (poza oficerami wojskowymi) klepało biedę w policyjnym państwie. Maszerując rano do pracy (o ile w ogóle ją mieli, bo panowało wtedy wielkie bezrobocie) mijali porozrzucane na ulicach ciała przeciwników reżimu. … i nagle pojawił się młody, energiczny Fidel Castro. Z deszczu pod rynnę? #cuba #cubanhistory #mafia #lansky #sinatra #luciano #hotelnacional #habana #havana #cuba2019 #batista #travel #travelblogger

A post shared by wyjechawszy.com (@wyjechawszy) on

BUDYNEK FOCSA! 

Odchodząc od Maleconu w stronę miasta, zobaczycie najwyższy w mieście masywny budynek FOCSA, znajdujący się w sąsiedztwie hotelu Nacional. Przypomina mi trochę klimaty gdańskiego falowca, choć ten jest akurat „nieco” wyższy. Widok blokowisk zawsze kojarzył mi się z krajami postsowieckimi. Ich obecność na Kubie w połączeniu z palmami była dla mnie zaskakująca. Właściwie to nie powinna dziwić – w końcu wyspa przez lata była bliskim sojusznikiem Związku Radzieckiego.

800px-Tower_FOCSA_Buiding
autor zdjęcia: Osvaldo Valdes, Wikimedia Commons, licencja

Kolejna część trasy wyglądała tak: 

Ambasada USA!

Bynajmniej nie chodzi tu o jakąś perełkę architektoniczną – raczej o historię tego miejsca. W 2015 roku odnowiono relacje USA i Kuby, wskrzeszając w Hawanie ambasadę amerykańską. Fidel Castro kolejny raz dowiódł, że jego kreatywność miała się dobrze. W pobliżu budynku znajduje się trybuna antyimperialistyczna, z której przemawiają zasłużeni dla Państwa w przypadku, gdy działania północnego sąsiada okazują się być niesprzyjające dla Kuby. Co więcej, ambasadę zakrywa mnóstwo wysokich masztów. W momencie naruszenia interesów Kuby wywiesza się na nich 23456745678987 flag.

EDIFICIO DE LOPEZ SERRANO

Kontynuując spacer, przejdziecie obok budynku Lopeza Serrano, bankiera trudniącego się wydawnictwem. Jego matka była właścicielką najlepszej księgarni w Hawanie. Ojciec był przykładem Od zera do milionera. Fortunę zapewnił mu nie tylko związek z bogatą kobietą, ale popieranie idei niepodległości Kuby. To z kolei sprzyjało zawieraniu ważnych kontaktów.

Budynek zajmował centralne miejsce w panoramie miasta widzianej z balkonu Pań, u których się zatrzymałyśmy. Do 1956 roku był on najwyższym obiektem mieszkalnym na Kubie. Jednym z lokatorów był senator i kandydat na prezydenta – Eduard Chibas. W 1951 roku dokonał samobójstwa na antenie w stacji radiowej CMQ.

btrhdr
Budynek Lopez Serrano po prawej stronie, widziany z balkony naszych gospodarzy

COPPELIA!

Zanim traficie do kolejnego miejsca, nie zapomnijcie o lodach w słynnej Coppelia. Wiecie, że ta lodziarnia jest państwowa? Założył ją sam Fidel Castro, który osobiście wybierał smaki deseru. Niech Was nie odstraszą długie kolejki przed wejściem (a raczej pięcioma wejściami) – to przecież znakomita okazja, aby poczuć klimat Kuby! Jeśli nie zależy Wam na jej poznaniu i stać w kolejce po średniego loda w upale i ścisku, możecie skorzystać z innego wejścia bez kolejki, płacąc w walucie turystycznej (CUC). Więcej informacji na temat Coppelii znajdziecie we wpisie o kubańskim jedzeniu.

UNIWERSYTET W HAWANIE!

Powstał w 1728 roku, co czyni go najstarszym na Kubie i jednym z pierwszych w całej Ameryce. Do XX wieku mieścił się w obrębie Habana Vieja, a w późniejszym czasie przeniesiono go do dzielnicy Vedado. Na jego terenie odbyło się wiele demonstracji, począwszy od przeciwników Batisty po protesty przeciwko rządom Fidela. Castro również uczęszczał do tej instytucji. W 1950 roku stał się absolwentem prawa. Macie trochę czasu lub chcecie sobie zrobić przerwę na odpoczynek? Usiądźcie na schodach do wejścia zajętych przez studentów, którzy wydają się być ciekawi świata i chętnie porozmawiają z obcokrajowcami.

Plac Rewolucji!

To ołtarz Ojczyzny i miejsce najważniejszych wydarzeń związanych z obchodami świąt narodowych kraju. To plac, na którym co roku świętowano urodziny przywódcy Fidela Castro. To także jedno z najsłynniejszych miejsc w Hawanie, w którym centralne miejsce zajmuje pomnik Jose Martiego. Tak, tak, kolejne upamiętnienie jego osoby – pisarz prześciga samego Che Guevara, choć na ogromnym placu rewolucji znalazło się i miejsce dla niego. Wizerunek rewolucjonisty na budynku wraz z jego słynnym powiedzeniem Hasta la victoria, siempre zdobi lewą część placu.

Po drugiej stronie placu pojawia się wizerunek kolejnego zwolennika rewolucji  – Camilo Cienfuegos (występuje również na banknocie 20CUP). Kubańczycy od samego początku pokochali młodego, energicznego i niezwykle charyzmatycznego mężczyznę. Po wybuchu rewolucji często przemawiał do nich z Fidelem. Po jakimś czasie jego osoba wzbudzała większą ekscytację wśród tłumu niż sam Castro, któremu najwyraźniej się to nie spodobało. Camilo zaginął w niewyjaśnionej katastrofie lotniczej. Co ciekawe, nie odnaleziono wraku samolotu…

Jeszcze przed śmiercią Castro wydał rozkaz, aby Cienfuegos zaaresztował swojego przyjaciela Matosa – dawnego zwolennika rewolucji, walczącego u boku Fidela. Huber Matos w późniejszym czasie nie zgadzał się z działaniami Castro widząc, że jego rządy zmieniają się w dyktaturę, a Fidel brutalnie eliminuje swoich przeciwników. Jeśli Kuba zmieni kiedyś ustrój to jestem pewna, że Huber Matos będzie nowym bohaterem narodowym. Obecnie wymazano go kompletnie z historii tego kraju. Cudem przeżył 20 lat w więzieniu, w którym poddawano go licznym torturom. Zmarł na emigracji w Miami w 2014 roku. Wkrótce postaram się przygotować wpis, w którym dowiecie się więcej na temat Fidela i jego współpracowników.

btrhdr
Szkoła Podstawowa im. Camilo Cienfuegos w Hawanie

Wciąż macie jeszcze siły i sporo czasu wolnego, aby odkryć więcej miejsc w pobliżu? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, proponuję kontynuować spacer i zobaczyć:

Cmentarz Cristobal Colon (8:00 – 18:00, wstęp: 5 CUC) to najsłynniejsza nekropolia w Hawanie, mieszcząc 800 tysięcy grobów. Przepiękne mauzolea i okazała kaplica, która tak naprawdę posiada rozmiary przeciętnego kościoła sprawi, że spacer alejkami cmentarza zajmie Wam kilka dobrych godzin.

Fabrica del Arte Cubano (wstęp: 2 CUC, otwarte od czwartku – niedzieli, począwszy od 20:00) – trudno zdefiniować to miejsce. Najodpowiedniejszym opisem jest chyba promocja sztuki nowoczesnej. Znajdziecie w nim wystawy kubańskich artystów, posłuchacie koncertów i napijecie się drinka w barach o oryginalnym wnętrzu. Jak sama nazwa wskazuje, budynek był kiedyś fabryką – produkowano tam olej.

Casa de la Musica Miramar Marzy Wam się salsa z muzyką na żywo? Koniecznie zajrzyjcie tam wieczorem! (godziny otwarcia: 22:00 – 3:00).

W kolejnej części planu podróży zabiorę Was do miejsca o zupełnie innym  krajobrazie – Viñales! 

Jedzenie na Kubie – Co? Gdzie? Za ile?

Przeciętny Kubańczyk zarabia 20-30 CUC miesięcznie. To cena za dwa obiady w tamtejszych restauracjach. Można się więc stołować jak na turystę przystało lub posilać się w przydrożnych okienkach za grosze, tak jak robią to Kubańczycy. Z czym musicie się liczyć, wybierając te opcje? 

RESTAURACJE DLA TURYSTÓW:

Być może zaskoczę Was mówiąc, że w restauracjach dla turystów zapłacicie niemało. Początkowo szukałyśmy miejsc z menu del dia (menu dnia). Takich ofert było sporo w Hawanie. W Vinales podczas wycieczki na plantację tytoniu również zamówiłyśmy zestaw. Za przystawkę, danie główne, napój i kawę zapłaciłyśmy 10CUC.

Najczęściej obiad składał się z kurczaka, ryżu i fasoli. Pojadło się też sporo manioku i platanów (dla niewtajemniczonych: coś w stylu bananów, nie do zjedzenia na surowo 😀 Przyrządza się je na ciepło i podaje w większych kawałkach lub jako chipsy). Czasami kurczaka zastępowała ryba lub wieprzowina.

Popularnym daniem jest Ropa Vieja, w dosłownym tłumaczeniu oznaczające stare ubrania. Nie próbowałyśmy, choć brzmi ciekawie. Wygląd dania przypomina stertę rozrzuconych rzeczy. Głównym składnikiem Ropa Vieja jest wołowina. Ze względu na to, że krowy należą do państwa i za ich nielegalne zabicie grozi 15 lat więzienia, kawałki wołowiny pozyskane przez Kubańczyków zwykle pochodzą ze starego zwierzęcia. Aby mięso było jadalne, należy je długo gotować i mocno doprawić. Taki przepis sprawdza się więc znakomicie w kubańskich realiach. Najpierw z wołowiny sporządza się wywar, a w późniejszym czasie dusi się ją w pomidorach.  Mięso gotuje się tak długo, aż się rozpada. Częstymi dodatkami jest ryż, fasola, maniok i platany, czyli kubański standard.

Obiad w restauracji bez zestawu kosztował jakieś 6-8CUC, z wyjątkiem Cayo Coco, gdzie było taniej! Wybierając się tam, przygotowałyśmy się na kosmiczne ceny. Nasze obawy wcale się nie sprawdziły. Zjadłyśmy świeże, najtańsze i najpyszniejsze krewetki na Kubie w altance z widokiem na morze! Cena? 5,50 CUC. W lokalu serwowano również kurczaka, ryż i fasolę w zawrotnej cenie – niespełna 3,50CUC. Na Kubie możecie też spróbować homara, dorzucając troszkę więcej CUC-ów.

Dodatkowym kosztem w restauracjach był (zasłużony) napiwek dla zespołu grającego w lokalu, o który muzycy nie wahali się prosić za każdym razem. Restauracje oferują też świeżo wyciskane soki z owoców lub tanie (i konkretne, jeśli chodzi o dawkę alkoholu) drinki. Niemniej jednak, zdecydowanie tańsze napoje – zarówno te z alkoholem, jak i bez – można zakupić w przydrożnych budkach.

IMG_3457

ŚNIADANIA I OBIADY W CASA PARTICULAR:

Jeśli zatrzymacie się w Casa Particular, gospodarze również zaproponują Wam śniadanie. W każdym domu będzie praktycznie takie samo. W cenie 5-7CUC za osobę otrzymacie chleb, tosty, ser, kiełbasę, masło, owoce (ananas, gujawa, papaja, banany), jajecznicę/omlet lub jajko sadzone oraz kawę i świeżo wyciskane soki. Często właściciele proponują też obiad, w wyższych cenach. My korzystałyśmy jedynie z pierwszego posiłku.

Mimo, że będziecie jadać śniadanie w kubańskim domu serwowane przez mieszkańców Kuby, możecie być pewni, że ich pierwszy posiłek wcale tak nie wygląda. Owoce? Masło? W większości przypadków takie luksusy zarezerwowane są tylko dla turystów. Przyznaję, że moje śniadanie to zazwyczaj kanapka i kawa. Różnica polega jednak na tym, że jeśli chciałabym zjeść coś innego to zawsze mogę udać się po składniki do sklepu z zapełnionymi półkami, bez kolejek i karteczek, które ograniczają mój zakup. Mogę też przeznaczyć na to większą kwotę niż Kubańczyk, którego pensja wynosi zawrotne 20-30 dolarów.

KUCHNIA DLA KUBAŃCZYKA:

Mając przed oczami zaopatrzenie kubańskich sklepów (a raczej jego brak) chciałabym dodać, że kupowanie produktów i samodzielne przyrządzanie jedzenia – które często sprawdza się na wyjazdach – to misterny plan, który poszedł w… odstawkę. Podstawowych składników brakuje nie tylko kubańskim gospodyniom. Kiedy wpadłyśmy do pizzerii w La Boca, właścicielka poinformowała nas, że dziś serwują tylko kurczaka lub wołowinę. Nici z pizzy – w sklepie nie było mąki.

IMG_0435
Sklep mięsny w Hawanie

Kubańczycy są mistrzami kuchni pt. coś niczego. Co więcej, w ich domach nic nie ma prawa się zmarnować. Widok gospodyni cierpliwie przebierającej ziarenka kawy nie należał do rzadkości w tym kraju.

Sytuację ratują okienka, w których sprzedają kanapki, hamburgery, spaghetti i pizzę (odpowiedniejszą nazwą byłby placek drożdżowy z odrobiną sera). Kolejki sygnalizowały nam, że miejsca są godne polecenia. Jada się tam za grosze. Dosłownie. W lokalach i przy okienkach gdzie kupują miejscowi płaci się w CUP (moneda nacional). W przeliczeniu na polskie złotówki za kawałek placka drożdżowego zapłaciłam 11 groszy, 2 grosze za gałkę loda czy też 1,30zł za małą pizzę. Jeśli zależy Wam na eleganckim podaniu to pewnie nie będziecie usatysfakcjonowani. Talerzyki zastępują pocięte faktury. Pizza ze zdjęcia poniżej naprawdę mi smakowała. Fakt, że nie była najlepszą jaką kiedykolwiek jadłam, ale taki zakup uważam za biznes życia.

328

PAŃSTWOWE LODZIARNIE? TYLKO NA KUBIE!

Będąc w Vedado, zainteresowały mnie tłumy czekające na wejście do parku. Nie mogłam uwierzyć w to, że ogromna kolejka prowadziła do lodziarni… Lody to ulubiony deser Kubańczyków – choć trzeba przyznać, że łatwo utrzymać im się na czele rankingu, bo nie mają zbyt wielkiej konkurencji. Jak wiadomo, półki ze słodyczami w kubańskich sklepach nie uginają się od nadmiaru towaru, a miejscowi odliczający każdy grosz swojej marnej kubańskiej wypłaty raczej nie wydają jej na słodkości. Skąd więc te wspomniane tłumy?

Kuba to miejsce, w którym upaństwowiono wszystko, co możliwe. Nawet lodziarnia jest instytucją państwową. Jedną z nich (przez długi czas będącą jedyną na Kubie) założył Fidel Castro i jego bliska przyjaciółka Cecilia Sanchez. Powstała w 1966 roku w Hawanie, w eleganckiej dzielnicy Vedado. Nazwa lodziarni pochodzi od ulubionego przedstawienia baletowego pary – Coppelia. Trzeba przyznać, że udało im się stworzyć prawdziwe lody dla ludu – w przeliczeniu na nasze polskie złotówki gałka kosztuje zaledwie… 4 grosze.

Z nastaniem rewolucji amerykańskie lody nie pojawiały się już w kubańskich sklepach. Brakowało nie tylko mrożonego deseru, ale i produktów mlecznych. Fidel szukał sposobu, aby uzupełnić ich niedobór w diecie Kubańczyków. Przywódca sprowadził 28 kontenerów amerykańskich lodów z restauracji Howard Johnson’s w celu stworzenia własnego odpowiednika. Nie jestem pewna, czy odpowiednik to właściwe słowo – Fidel uważał bowiem, że jego lody są o wiele lepsze, a przede wszystkim tańsze. Z pomocą swoich pracowników ustalił odpowiedni smak, sprowadził holenderskie taśmy produkcyjne i uruchomił produkcję.

Początki Coppelii wyglądały zupełnie inaczej. Zacznijmy od tego, że serwowano w niej 26 smaków. Liczba nie jest przypadkowa. Upamiętnia datę napadu na koszary w Moncada, którym dowodził młody Fidel z bratem i Che Guevara (26 lipca 1953). Wydarzenie stało się oficjalnym początkiem rewolucji. Kelnerkami w Coppelii były jedynie młode dziewczyny o nienagannej urodzie i zgrabnych nogach. Ich mundurkiem pracowniczym były krótkie spódniczki i rajstopy koronkowe (popularne na Kubie do dziś – m.in. u celniczek na lotnisku).

W dzisiejszych czasach lody podają nie tylko Panie w różnym wieku, ale i Panowie. Ubiór z dawnych lat najwyraźniej nie obowiązuje już pracowników. Kolejną zmianą jest liczba smaków, która drastycznie spadła. Jeśli sprzyja Wam szczęście, traficie na dwa lub trzy rodzaje mrożonego deseru. Po szerokim wyborze sprzed lat pozostała jedynie pusta tablica.

Moim zdaniem lody wcale nie były złe, ale ciężko uznać je za wyjątkowe. Sporo osób twierdzi, że ich dawny smak przed kryzysem nigdy więcej nie powróci. Magda Gessler pewnie porzucałaby sobie tam talerzami – plusem byłoby to, że są plastikowe. Nie oznacza to jednak, że jednorazowe.

Nie zniechęca to Kubańczyków. Do lodziarni przychodzą wszyscy – zakochane parki, grupki znajomych, rodziny z dziećmi, starsze osoby, turyści. W niektórych siedzibach istnieje nawet wydzielona strefa dla obcokrajowców. Płacąc w walucie CUC, unika się czekania w kolejce (choć nie zobaczycie jej wszędzie – wszystko zależy od popularności danej Coppelii). Turyści otrzymują nawet większy wybór smaków.

Polecam to miejsce. Bynajmniej nie chodzi mi o świetne lody, ale o autentyczną atmosferę Kuby, którą bez wątpienia można tam poczuć. Ludzie czekający na wejście do prawdziwie socjalistycznego wnętrza serwującego powszechny kubański deser stanowią duży kontrast dla turystów, których nie dotyczą kolejki i ograniczona liczba smaków. Dwa światy na Kubie zauważycie nawet w lodziarni…

coppelia 3.jpg

NASZE REKOMENDACJE:

  • Śniadania jadałyśmy w Casas Particulares. Porcje u każdego gospodarza były spore – nie musiałyśmy niczego jeść aż do wieczora.
  • Wpadnijcie na lody do wspomnianej lodziarni Coopelia! (2111 Calle L, Habana).
  • Hawana: Cafeteria JKL – kanapki, pizza, spaghetti i świeżo wyciskane soki – pysznie i tanio. Podczas naszego drugiego pobytu w Hawanie wpadaliśmy tam nawet dwa razy dziennie. W lokalu nie ma zbyt dużo miejsca. W godzinach wieczornych przygotujcie się na jedzenie, siedząc na krawężniku obok restauracji. Cały dzień szukałam adresu tej knajpki, spacerując po mieście na Google Maps. Niestety, w internetach miejsce nie istnieje. Wiem tylko, że znajdowało się na Avenida 23, Vedado). Widząc tłumy w kawiarni wnioskuję, że jeśli zapytacie o to miejsce w tej okolicy to z pewnością wskażą Wam drogę.
  • Viñales – budka z naleśnikami Papi’s na głównej ulicy, kawałek dalej od targowiska z pamiątkami (od 1,50CUC za naleśnika, cena zależała od dodatków). Je się tam przy barze, na stojąco. Nam jednak w niczym to nie przeszkadzało, bo miało być tanio i smacznie – oto wyznacznik naszych obiadów na Kubie.
  • Viñales –  Guantanamera Cafe. Znajdziecie tam przepyszną pizzę i sympatycznego właściciela, który dopiero zaczynał swoją przygodę z tym biznesem. Być może dlatego był tak entuzjastycznie nastawiony do każdego klienta. Jego mama czuwała przy barze, spacerując co chwilę między stolikami z pytaniem czy nie chcieliby może dolewki rumu do swoich solidnych drinków.
  • Playa Larga nad Zatoką Świń – restauracja Chuchi to jedna z niewielu w tej miejscowości, a na pewno jedyna z dekoracją w postaci… mrówek na suficie! Szczególnie polecam tamtejsze krewetki!
  • Cienfuegos – restauracja La Lonja (skrzyżowanie ulic Santa Clara i Santa Isabel), smacznie i tanio!
  • Cayo Coco – ranchon Las Dunas (najtańsze i najlepsze krewetki na Kubie!).
  • Matanzas – pizzeria En Familla. (skrzyżowanie Calle Rio i Calle 298). Zajmując miejsca w restauracji, poczułyśmy na nas wzrok miejscowych. W ten sposób utwierdziłyśmy się w przekonaniu, że znalazłyśmy się w dobrym miejscu i nie wydamy milionów. Po uprzedniej wymianie klapek za bluzkę między ekspedientką a klientką, złożyłyśmy zamówienie. Każda z nas zażyczyła sobie ogromną pizzę w cenie 3zł.