Valldemossa – 1 dzień w krainie Chopina

Dlaczego nie powinniście pominąć tego miejsca na Waszej trasie? Valldemossa to urocze miasteczko wciśnięte w surowe pasmo górskie Sierra de Tramuntana. Do brukowanych uliczek przylegają budynki w kolorze ochry z zielonymi okiennicami. Tamtejsze domy najwyraźniej mają już swoje lata, ale stare mury poobwieszane doniczkami dodają miasteczku jeszcze więcej uroku. Całość otaczają gaje oliwne, drzewa migdałowe, pomarańczowe i cytrusowe. Do dziś nie potrafię zrozumieć fenomenu Valldemossy – spokojnej atmosfery przy jednoczesnych wizytach tłumów w miasteczku. 

To miejsce pojawia się w każdym przewodniku turystycznym dotyczącym Majorki. Miasteczko wychwalała też moja koleżanka, która od 20 lat mieszka na wyspie. Wypadało więc osobiście sprawdzić czy miejsce jest naprawdę tak wyjątkowe. Po jednodniowym wypadzie potwierdzam wszystko, co mówiła. Z grona oczarowanych wyłamał się Fryderyk Chopin. Kompozytor spędził na Balearach sześć tygodni. O dziwo, nie schlebiał temu miejscu, delikatnie mówiąc. Na jego obronę dodam, że miał ku temu solidne powody. Pobyt Chopina i jego dziewczyny George Sand sprawił, że Valldemossa stała się niezwykle popularna. W dzisiejszych czasach władze miasta pewnie nie wypłaciłyby się za reklamę, a Fryderyk mógłby sobie śmiało zażyczyć jakiś procencik z dochodów turystycznych. W takiej sytuacji nie musiałby martwić się o jedyny minus tej wyspy – wygórowane ceny…

bty
Przerażające upamiętnienie słynnej pary w klasztorze Kartuzów

DLACZEGO CHOPIN NIE POLUBIŁ MAJORKI?

Zacznijmy jednak od tego, jakim cudem przeprowadził się z gwarnego i tętniącego życiem XIX-wiecznego Paryża do spokojnej Majorki, znajdującej się pośrodku niczego. Przed wyjazdem skarżył się na problemy ze zdrowiem. Lekarz zalecił mu zmianę klimatu, która miałaby zwalczyć przewlekłe przeziębienie. Wkrótce okazało się, że to nie grypa a gruźlica, która kilka lat później odebrała mu życie. W chorobie nie pomagał klimat podczas zimy, którą tam spędził. Majorce nigdy nie brakowało słońca, bez względu na porę roku. Niemniej jednak, w chwili przeprowadzki Chopina nastały tam ulewy, które utrzymały się do momentu opuszczenia przez niego wyspy.

Kolejnym powodem, który pomógł mu znienawidzić Majorkę był problem ze sprowadzeniem jego pianina. Po wielokrotnych próbach zlokalizowania instrumentu okazało się, że przetrzymują go celnicy w Palmie. W zamian za wydanie zażądali od Chopina sporej sumy (połowy jego wartości). W dzisiejszych czasach sprawa byłaby prostsza – dzięki procentom z obrotu turystycznego Fryderyk miałby fortunę, za którą kupiłby sobie z dziesięć takich pianin. Prawdopodobnie pozdrowiłby też cwaniaczków z celnego jednym ze swoich palców u dłoni. Niestety, w tamtych czasach musiał po prostu błagać ich o przychylność. Prośby były bezskuteczne, a pracownicy nieugięci. Artysta stworzył więc znakomite dzieła (Polonez C-mol, Ballada Majorkańska) na pożyczonym fortepianie, którego stan pozostawiał wiele do życzenia. Obecnie w klasztorze Kartuzów można obejrzeć jego notatki, zastępczy fortepian oraz pianino, które po długim czasie w końcu trafiło w jego ręce. 

Co więcej, Fryderyk i George chyba nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, że przeprowadzają się do świata konserwatystów. Mieszkańcom nie podobała się nieobecność pary na niedzielnej mszy. Związek Chopina ze starszą o sześć lat kobietą i mieszkanie pod jednym dachem z jej dziećmi nie było zbyt dobrze postrzegane. Sytuacji nie poprawiał charakter pisarki, która była bardzo wyemancypowana jak na tamte czasy. Paliła cygara, nosiła spodnie i przeklinała. Takim zachowaniem nie zjednała sobie Majorczyków. Swoją frustrację przelewała na karty papieru, tworząc książkę Zima na Majorce. 

Kiedy informacja o gruźlicy Chopina obiegła całą wioskę, najemca wyrzucił ich z mieszkania, paląc wszystkie rzeczy mające z nim jakąkolwiek styczność. Po żmudnych poszukiwaniach nowego domu i braku jakichkolwiek perspektyw (nawet na wyprowadzkę – z obawy przed zarazą nikt nie chciał przewieźć ich rzeczy powozem do portu) wprowadzili się do dawnego klasztoru (Kartuzi opuścili to miejsce 2 lata wcześniej – za czasów Fryderyka mieszkało tam zaledwie trzech braci). Przeprowadzka do celi sprawiła, że wiele pamiątek po Chopinie i George Sand ocalało – nie zniszczono ich, w przeciwieństwie do pozostałych właścicieli mieszkań. Pobyt Fryderyka i jego wybranki określiłabym mianem „piątek, trzynastego”, z jedną małą różnicą – pechowy dzień zamienił się w całą zimę. 

bdr
Wyraz twarzy Chopina doskonale odzwierciedla jego stosunek do Majorki

ZWIEDZANIE REAL CARTOIXA DE VALLDEMOSSA

Klasztor zachował swój ascetyczny klimat – surowe mury, prostota i cisza przybliżają odwiedzającym jego dawny charakter. Początkowo budynek nie miał nic wspólnego z domem braci zakonnych. Był rezydencją królewską, wzniesioną przez króla Majorki Jaime II dla chorującego na astmę syna. Klimat Valldemossy miał pomóc młodemu Sancho w walce z chorobą. W 1399 roku pałac przekazano Kartuzom, którzy z jednego budynku stworzyli kompleks klasztorny (kościół, liczne kaplice, cele zakonne, tarasy i krużganki). Bracia zakonni zamieszkiwali klasztor w Valldemossie aż do nastania rządu antyklerykalnego Juana Mendizabala, który skonfiskował praktycznie całą posiadłość. W 1835 roku opuścili klasztor. Kompleks podzielono na 9 mieszkań, które wynajęto osobom prywatnym. Jedną z nich był właśnie Fryderyk ChopinPo uiszczeniu opłaty za wstęp i otrzymaniu imprezowej bransoletki zastępującej bilet rozpoczniecie zwiedzanie klasztoru, prawdopodobnie w takiej kolejności, w jakiej opisałam te miejsca. Najpierw jednak kilka informacji o braciach:

Jak wyglądało życie średniowiecznych członków tego zgromadzenia? Właściwie to ich obecny styl życia niezbyt odbiega od tego sprzed 1000 lat. Wszystko odbywało się zgodnie z regułą: samotność, milczenie, kontemplacja. Posiadali osobne cele sprzyjające zachowaniu pierwszej zasady. Rzadko korzystają z telefonów komórkowych, radia, telewizji czy też Internetu. To kolejny dowód na to, że niewiele się u nich zmieniło – choć nie mając do nich dostępu w średniowieczu zdecydowanie łatwiej było tego przestrzegać. Łącznikiem ze światem był i jest dla nich przeor. Osobisty kontakt z otoczeniem ograniczają do wspólnego spaceru, odbywającego się raz w tygodniu. Bracia zakonni poświęcali sporo czasu pracy i modlitwie. Ich dieta jest jednym wielkim postem. Opiera się głównie na warzywach, rybach i daniach mlecznych. Mięso dozwolone było tylko w małej ilości podczas choroby. Jeśli ktoś chciałby poznać więcej szczegółów z życia Kartuzów, odsyłam do filmu Philipa Groninga. Podczas półrocznego pobytu w klasztorze stworzył dokument Wielka cisza, którego powstanie było możliwe dzięki przyjaźni reżysera z przeorem.

Pierwszym punktem Waszego zwiedzania będzie KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEGO BARTŁOMIEJA – freski we wnętrzu świątyni to dzieło zakonnika Emanuela Bayeu – szwagra słynnego Goyi. Zwróćcie uwagę na obraz Świętej Katarzyny, która pochodzi właśnie z Valldemossy. Zajrzyjcie też do zakrystii, w której zamieszczono kilka ciekawych pamiątek po zakonnikach.

XVIII-wieczna APTEKA MNICHÓW to jedna wielka klimatyczna ekspozycja drewnianych pojemników na preparaty lecznicze, szklanych butelek, moździerzy, kasetek i narzędzi do wyrabiania pigułek. Do tworzenia mikstur bracia zakonni wykorzystywali jedynie zioła, które uprawiali w ogrodzie klasztornym. To miejsce mogłoby posłużyć za świetną scenerię niejednej produkcji filmowej.

CELE MNICHÓW to kolejna część kompleksu, udostępniona zwiedzającym. W każdym pomieszczeniu znajdziecie informacje na temat historii danej celi. W jednej z nich mieści się biblioteka, w której dyskutowali bracia. Spotkania w otoczeniu książek brzmią zbyt swobodnie jak na Kartuzów? Dodam więc, że rozmowy te odbywały się co tydzień i trwały maksymalnie pół godziny. Kartuzi słynęli ze wspaniałych księgozbiorów. Nic dziwnego – uważano ich za najlepiej wykształcone zgromadzenie. Tamtejsza biblioteka posiada sporo cennych woluminów, m.in. rękopisy mnichów z XV wieku.

Zajrzyjcie też do pięknego ogrodu – trzeba przyznać, że mieli rozmach. Taras przy celi z pewnością pomógł im w zachowaniu kolejnej reguły, jaką było milczenie – rozpościerający się widok na gaje oliwne sprawił, że zamurowało mnie z wrażenia

Kolejnym punktem Waszego zwiedzania będzie WYSTAWA ZWIĄZANA Z FRYDERYKIEM CHOPINEM I GEORGE SAND. Rozłożono ją w trzech salach. Jest to drugi największy zbiór pamiątek po kompozytorze (klasztor w Valldemossie ustępuje jedynie warszawskiemu muzeum Fryderyka Chopina). Interesującą częścią wystawy są pokreślone zapisy nutowe słynnych Preludiów Fryderyka, a także listy do przyjaciół, w których opisał swoje życie na Majorce. Możliwość odczytania ich (bez jakichkolwiek tablic informacyjnych, które zazwyczaj tłumaczą dany tekst w muzeach) i obserwowania krajobrazu, jaki podziwiał w momencie pisania było bezcenne. Zachował się też fortepian i wyczekiwane przez niego pianino, a także kosmyk włosów, grzebień i szkatułka. Równie cennym elementem ekspozycji jest rękopis Zimy na Majorce autorstwa George Sand, biżuteria pisarki oraz ponad sto rycin stworzonych przez jej syna podczas pobytu na wyspie. Zwiedzanie celi Fryderyka Chopina jest dodatkowo płatne (4 euro). Nie żałujcie pieniędzy – naprawdę warto ją zobaczyć.

Co roku w klasztorze odbywa się Festiwal Chopinowski z udziałem najwybitniejszych pianistów. Koncerty przyciągają gości z całego świata – często pojawiają się na nich znani artyści oraz głowy państwa. 

Czas na kolejną część klasztoru – byłą drukarnię, w której zobaczycie jedną z najlepszych kolekcji prasy drukarskiej w Europie. Wpadnijcie tez do sali ze wspomnieniem Ludvika Salvadora Habsburga-Lorena – podróżnika, miłośnika przyrody i autora najznakomitszej pracy naukowej o Balearach. Najbardziej interesujące wydają się być jego zdjęcia z dalekich wypraw. W budynku mieści się też wystawa z obrazami przedstawiającymi majorkańskie pasmo górskie Serra de Tramuntana oraz zbiór malarstwa współczesnego z obrazami Joana Miró i Pabla Picasso.

Ostatnim punktem będzie wizyta W PAŁACU wspomnianego już wcześniej KRÓLA SANCHO. Patrząc na wystój wnętrz niektórych pomieszczeń w tej części mam spore wątpliwości co do tego, czy w ogóle miała ona jakiś związek z klasztorem. Najprawdopodobniej w tym miejscu znajdowała się kiedyś arabska posiadłość Mussa. Historycy twierdzą, że wzięła się od niej nazwa miasteczka – Valldemossa. W pałacu znajduje się sporo cel klasztornych (z oryginalnymi okienkami, przez które podawało się jedzenie mnichom), które zostały dobudowane po przejęciu budynku przez Kartuzów. Obecnie w jednej z nich mieści się sala koncertowa.

CO JESZCZE WARTO ZOBACZYĆ?

Po zobaczeniu całego kompleksu klasztoru Kartuzów zajrzyjcie na jeden z tarasów widokowych w mieście. Polecam miejsce w sąsiedztwie pałacu Sancho. MIRANDA DES LLEDONERS to dobry punkt na wakacyjną foteczkę. Misję zakrycia słupa energetycznego na poniższym zdjęciu uważam za udaną.

img_20180803_1456552.jpg

Z tarasu rozciąga się widok na dolną część Valldemossy z kolejnym miejscem, do którego warto wstąpić. Jest nim KOŚCIÓŁ PARYSKI ŚWIĘTEGO BARTŁOMIEJA, patrona Valldemossy. Klimatyczne uliczki poprowadzą Was do spokojniejszej części miasteczka. Mimo, że brukowane dróżki uniemożliwiają zasianie trawnika, mieszkańcy dają radę i nie narzekają na brak zieleni:

Podczas spaceru zobaczycie sporo kolorowych płytek ze wspomnieniem kolejnej ważnej świętej dla miasteczka – Cataliny Thomas. Barwne kafelki przedstawiają sceny z jej życia. Urodziła się w Valldemossie – w rodzinnym domu świętej mieści się kaplica z jej figurą i kilka informacji o życiu Cataliny. Jej dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych – osierocona dziewczynka od najmłodszych lat musiała zarabiać na swoje utrzymanie. Była służącą i pasterką – zajęcia, jakimi się trudniła przekreślały jej marzenie o wstąpieniu do zakonu. Po jakimś czasie przyjęło ją zgromadzenie augustianek z Palmy. Zmarła w wieku 43 lat. Została pochowana w stolicy Majorki, gdzie spędziła większość życia.

CO I GDZIE ZJEŚĆ W VALLDEMOSSIE?

Wpadliśmy do jednej z restauracji na hiszpańskie tapas – spora ilość przystawek zastąpiła nam obiad. Polecam je wszystkim tym, którzy woleliby nie wydawać fortuny na zestaw obiadowy. Będąc w Valldemossie, obowiązkowo należy spróbować COCA DE PATATA. Nazwa intryguje, ale muszę dodać, że jest to po prostu słodkie ciastko ziemniaczane, które przypomina nadmuchaną pyzę. Polecam, polecam. Najlepsze (według koleżanki, która mieszka na Majorce od 20 lat) cocas de patata serwują w niepozornym BAR MERIENDAS (Via Blanquerna 12). Do pełni szczęścia zamówcie sobie napój migdałowy HORCHATA DE ALMENDRAS.

PARKING W VALLDEMOSSIE:

Samochód najlepiej pozostawcie na parkingu przy Informacji Turystycznej Valldemossy (Av. Palma 13) – otrzymacie tam 1,50 euro zniżki na bilet do klasztoru Kartuzów.

GODZINY OTWARCIA I KOSZT ZWIEDZANIA CARTUJA DE VALLDEMOSSA:

Bilety można zakupić przy budynku klasztoru w okienku. Cena: 9,50 euro – osoba dorosła, zniżki dla studentów (6 euro) i grup powyżej 10 osób (8,50 euro). Wizyty w klasztorze:

  • kwiecień – wrzesień od poniedziałku do soboty w godzinach 9:30 – 18:30 i w niedziele od 10:00 do 13:00.
  • marzec i październik od poniedziałku do soboty w godzinach 9:30 – 17:30 i w niedziele październikowe od 10:00 do 13:00.
  • luty i listopad od poniedziałku do piątku od 9:30 do 17:00,
  • styczeń i grudzień od poniedziałku do soboty – 9:30 – 15:00.

Koncerty na pianinie:

  • marzec – październik: 10.30, 11.45, 13.00, 14.30, 15.45, 17:00,
  • luty i listopad: 10.30, 12.00, 14.00, 15.45,
  • w soboty od lutego do listopada: 10.30, 11.45, 13.45.

W momencie kupna biletów otrzymacie darmowy informator w języku polskim, w którym napisano kilka zdań na temat każdego pomieszczenia w klasztorze. Warto też pobrać aplikację do odczytania kodu QR, aby skorzystać z bezpłatnego audioprzewodnika.

bty

Po Valldemossie obraliśmy kolejny kierunek – Sa Calobra. Tego samego dnia wpadliśmy też na kolację i wieczorny spacer do Soller – miasta pomarańczy. Mimo, że opis naszego dnia wygląda jak jedna wielka bieganina to zapewniam, że wcale tak nie było! Muszę jednak przyznać, że nie wszystko odbyło się zgodnie z naszym planem… O tym w kolejnym wpisie – zapraszam, zapraszam!

Palma de Mallorca- jednodniowy spacer

Cztery dni wolnego, tanie bilety na Majorkę, dodatkowe zwiedzanie Berlina przy okazji wylotu ze stolicy Niemiec, wakacje na przepięknej wyspie – brzmi zachęcająco? Zapraszam do poczytania poprzedniego wpisu, w którym zamieściłam wszystkie informacje praktyczne dotyczące takiego wyjazdu. Tutaj natomiast skupię się na Palmie de Mallorca, w której spędziliśmy jeden dzień. Zdecydowaliśmy się na spokojny spacer i obranie strategii zobaczę tyle ile mi się uda. We wpisie zamieściłam jednodniowy plan zwiedzania Palmy, a także opis najciekawszych atrakcji w stolicy Majorki. 

SPORE MIASTO Z LUZACKIM KLIMATEM:

Stolica Majorki nie należy do najmłodszych miast. Oficjalne początki datuje się na okres panowania Rzymian, którzy w 123 roku p.n.e. założyli tam swoją osadę. Panowanie przeróżnych narodów na wyspie odcisnęło piękny ślad w architekturze miasta. Ciężko uchwycić na zdjęciu interesujące budynki ze względu na kolejny plus Palmy – miasto posiada wiele drzew. W latach 50-tych XX wieku Majorkę ogarnęła turystyka masowa, która stworzyła tam wiele stanowisk pracy. Obecnie Palma to najbardziej zaludnione miejsce na wyspie. Zamieszkuje je połowa Majorczyków. Największe stare miasto w Europie, plaża z krystalicznie czystą wodą, konkretne życie nocne, znakomite restauracje i przyjemny klimat – w taki sposób można opisać stolicę Majorki. Brzmi nierealnie? Miejscowi twierdzą, że to raj na Ziemi (choć nie zawsze łatwo jest im pogodzić życie codzienne z turystami). Ich słowa potwierdza brytyjski The Sunday Times, który ogłosił miasto najlepszym miejscem do życia. To właśnie powody, dla których powinniście wpaść do stolicy Majorki, nawet jeśli miałoby to być jednodniowe zwiedzanie.

PALMA CZY PALMA DE MALLORCA? ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY…

W momencie obejmowania rządów przez nowe partie polityczne zawsze następuje szereg zmian, często pozbawionych sensu #aWłaśnieŻeNieBędęPoprawnaPolitycznie. Nie inaczej jest na Majorce – nazwa jej stolicy zmienia się co cztery lata w wyniku przejęcia władzy przez kolejną grupę. Konserwatyści obstają przy Palma de Mallorca. Twierdzą, że łatwo pomylić ją z Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich (odnotowano sporo takich przypadków), zaś przedłużone miano pozwoliłoby na lepszą identyfikację tego miejsca. Przeciwnicy dodatku de Mallorca zarzucają konserwatystom ignorancję i brak szacunku do historycznej nazwy Palma, którą miasto nosiło już za czasów Rzymian (z kilkoma dłuższymi przerwami). Za kilka lat wraz z objęciem rządów przez nową partię można spodziewać się kolejnych zmian. Turystów wita na lotnisku ogromny napis Palma de Mallorca, podczas gdy drogowskazy na ulicach wskazują kierunek do Palmy. Jakie zdanie mają na ten temat miejscowi? Większość z nich posługuje się krótszą nazwą, traktując de Mallorca jako dodatek, swego rodzaju nazwisko. Co więcej, dokładają kolejną nazwę – Ciutat, która w języku katalońskim oznacza po prostu miasto.

bdr
Pierwszy człon nazwy jest jak najbardziej uzasadniony – dowody na to będą zasypywać Was z każdej strony

PIERWSZE WRAŻENIE – OGROMNE LOTNISKO:

Lądując, podziwialiśmy przez szybę jeden z typowych obrazów Majorki – gaje oliwne. Po wejściu na lotnisko zaskoczył nas jego ogrom. To jeden z największych portów lotniczych w Europie, który w 2017 roku obsłużył 28 milionów pasażerów… Po przylocie rozpoczęliśmy standardowe przygotowania do wyjścia na miasto – rozdzielenie ściśniętego do granic możliwości bagażu podręcznego na dwie torby, odświeżenie po podróży, odebranie darmowych map z punktu informacji turystycznej i wizyta w wypożyczalni samochodów. Około godziny 14:00 zameldowaliśmy się w centrum miasta. Pierwszym punktem wizyty w Palmie był… konkretny obiad – słynna hiszpańska paella.

bty

CO ZOBACZYĆ W PALMIE PRZEZ JEDEN DZIEŃ?

Po pierwsze, zaparkujcie samochód w okolicy katedry La Seu, która jest najważniejszym zabytkiem w mieście. Zadbajcie o to, aby zobaczyć jej wnętrze (w odróżnieniu od nas…). Nie martwcie się o miejsce parkingowe – jest ich tam naprawdę sporo. Ceny za pozostawienie samochodu wraz z informacjami o poruszaniu się po wyspie znajdziecie w moim poprzednim wpisie

Katedra La Seu to najpopularniejszy zabytek na Majorce. Powstała w XIII wieku za sprawą Jakuba I w podziękowaniu za przetrwanie groźnego sztormu. Wcześniej mieścił się tam meczet. Prace nad katedrą rozpoczęto w 1306 roku i zakończono trzysta lat później. Będąc w środku, zwróćcie uwagę na największą rozetę na świecie. Składa się z 1236 szkiełek, które w czasie słonecznych dni tworzą niesamowitą grę świateł. Na początku XX wieku katedra zyskała nowy wygląd za sprawą żelaznego baldachimu symbolizującego koronę cierniową – wykonał go sam Antoni Gaudi. Cennymi elementami są też alabastrowe sarkofagi średniowiecznych władców Majorki i mural autorstwa Miquela Barcelo, przedstawiający biblijne rozmnożenie chleba i ryb. Jego powstanie wywołało oburzenie ze strony konserwatywnych katolików, którym nie spodobał się fakt, iż autor ceramicznych reliefów był agnostykiem (do tego stopnia, że dzieło odsłonięto podczas jego nieobecności). Informacje o godzinach zwiedzania i cenach biletów podano na oficjalnej stronie internetowej katedry.

Paseo Maritimo to słynna promenada przy porcie ze sporą ilością jachtów. Miejsce jest typowym bulwarem hiszpańskim, który charakteryzuje się wysypem palm, ławeczek i mieszkańców uprawiających jogging, jeżdżących na rolkach czy też na rowerze. Przylega do niego sporo knajpek, restauracji oraz klubów nocnych. Najpopularniejszym z nich jest trzypiętrowy Tito – na każdym poziomie oferuje inny rodzaj muzyki (godziny otwarcia: 23:00 – 6:00, z wyjątkiem środy i niedzieli, Avinguda de Gabriel Roca, 31, 07014 Palma). Jeśli ten opis niezbyt Was przekonuje, załączam link do wirtualnego spaceru po Tito’s Mallorca. Bilety nie należą do najtańszych. Na pocieszenie dodam, że w cenę wliczone są dwa drinki przy barze (40 euro). Wejściówki na poszczególne dni można zakupić tutaj

Almudaina – pierwotnie była to arabska cytadela. Jedyną pozostałością po niej jest kawałek muru z łukiem bramy, przez którą statki wpływały do twierdzy. Pozostała część pałacu królewskiego została wzniesiona w późniejszym czasie przez chrześcijańskich władców. Obecnie w budynku mieści się letnia rezydencja króla Hiszpanii. Obejrzeliśmy ją jedynie z zewnątrz. Dla zainteresowanych wnętrzem: wstęp 7 euro, studenci, seniorzy +65 oraz dzieci do 5 lat płacą 4 euro. Wizyty możliwe są w okresie kwiecień – wrzesień, od wtorku do niedzieli w godzinach 10:00 – 19:00, w pozostałe miesiące od 10:00 do 18:00). Darmowe zwiedzanie: 18 maja (Międzynarodowy Dzień Muzeów), 12 października (Święto Narodowe Hiszpanii, w godzinach 15:00 – 18:00 od października do marca i 17:00 – 20:00 od kwietnia do września). W pobliżu pałacu znajdują się też ogrody królewskie (S’Hort el Rei) i słynna rzeźba Joana Miró, która przedstawia… jajo. Jedna z legend głosi, że dotknięcie dzieła katalońskiego artysty zapewnia nadzwyczajną płodność. Proszę więc o samodzielne podjęcie decyzji czy rzeźba okaże się Waszym must see podczas spaceru po Palmie.

Almudaina i La Seu
Almudaina (po lewej) i katedra La Seu, autor: M. Furtschegger, Wikimedia,  licencja.

Łaźnie Arabskie to jedna z niewielu pamiątek po Maurach, która przetrwała do dnia dzisiejszego. Mieści się na dachu prywatnego pałacu. Zwiedzającym udostępniono m.in. salę ze sporą kopułą, przez którą wpadające światło słoneczne rozgrzewało wodę w zbiorniku do kąpieli. Wstęp: 2 euro,  otwarte codziennie od 9:00 do 19:00 w okresie kwiecień – wrzesień (w pozostałe miesiące od 9:00 do 17:30).

Ratusz miejski w Palmie mieści się w przepięknym XVI-wiecznym budynku. Zegar zajmujący jego centralną część jest jeszcze starszy (1368). Będąc tam, spójrzcie w górę – jego dach podtrzymują figury kariatyd i atlasów. Prawdopodobnie drewniany gzyms jest dziełem jednego ze stolarzy okrętowych.

bty

Obok siedziby władz miasta sporo miejsca zajmuje 500-letnie drzewo oliwne. Pochodzi z miejscowości Pollenca – przesadzono je stamtąd w 1999 roku. Mimo konkretnego wieku nadal owocuje (pod koniec listopada).

bty

W pobliżu ratusza znajduje się kościół Świętej Eulalii, będący świadkiem wielu ważnych wydarzeń w historii miasta. Jednym z nich jest bunt rolników przeciwko uprzywilejowanej klasie za czasów Królestwa Majorki, a także powstanie chłopskie w 1391 roku i atak na dzielnicę żydowską. Wielu Żydów nie przeżyło, niektórzy zdołali uciec do Afryki, jeszcze inni szukali ratunku, „nawracając się” na chrześcijaństwo właśnie w tym kościele.

Warto dodać kilka słów o Eulalii, której kult jest i był bardzo popularny w Katalonii. Dziewczynka (dosłownie – w momencie śmierci miała 13 lat) żyła na przełomie III i IV wieku. Zginęła śmiercią męczeńską podczas prześladowań chrześcijan za czasów Dioklecjana. Eulalia nie chciała odrzucić chrześcijaństwa, przez co spotkała ją surowa kara. Zgodnie z legendą, Rzymianie poddali jej ciało 13 torturom, które zniosła zadziwiająco dobrze. Zamknięto ją w beczce z nożami i staczano w dół ulicy, odcięto jej piersi i ukrzyżowano na belkach tworzących literę X. Po wielu cierpieniach Rzymianie odebrali jej życie przez dekapitację (oddzielenie głowy od reszty ciała). Legenda głosi, że w momencie ścięcia z szyi dziewczyny wyleciała gołębica.

bty

Parlament Balearów – kiedyś mieściło się tam kasyno. Właściwie to budynek nie miał nic wspólnego z hazardem (poza nazwą). Od samego początku był miejscem spotkań ważnych osobistości, w którym toczyły się dyskusje na temat polityki i gospodarki wyspy. Sąsiaduje z nim Palau March, który powstał dzięki pewnemu miliarderowi. Nieprzypadkowo obrał sobie takie miejsce na jego powstanie. Wielokrotnie prowokował śmietankę towarzyską spotykającą się w dawnym kasynie, która nie chciała włączyć go do swojego grona z powodu zajęcia, jakim trudnił się w młodości. Juan March rozpoczął karierę od wypasu świń. Z czasem stał się najbogatszym człowiekiem w Hiszpanii (oczywiście wspomniana praca nie zapewniła tak pokaźnego majątku – March inwestował w przemysł tytoniowy między Walencją a północną Afryką). Obecnie mieści się tam galeria sztuki z obrazami takich artystów jak Salvador Dali czy Henry Moore (wstęp 4,50 euro, kwiecień – październik od poniedziałku do piątku w godzinach 10:00 – 18:30, w pozostałe miesiące do 14:00). 

bdr

W siedzibie banku Caixa Forum Palma w przeszłości mieścił się Grand Hotel. Warto przyjrzeć mu się z bliska – to najpiękniejszy budynek secesyjny w mieście. Obecnie znajduje się tam galeria sztuki malarza Camarasy. Uprzedzam, że próby uwiecznienia go na zdjęciu mogą okazać się porażką (budynku, nie malarza – choć pewnie nie łatwo też o zdjęcie artysty). Siedzibę Caixa Forum zasłaniają drzewa zasypujące Palmę z każdej strony.

bdr

Passeig des Born – aleja łącząca Plac Króla Joan Caries z Placem Królowej, której granicę wyznaczają dwa sfinksy. Przylegają do niej ekskluzywne sklepy, bary, restauracje i drzewa bananowca. Kolejną słynną ulicą jest La Rambla. Dawniej spacer nią był troszkę utrudniony – znajdowało się tam koryto rzeki.

Dla osób dysponujących większą ilością czasu:

  • Mercat Olivar – słynna hala targowa w Palmie, oferująca najświeższe produkty. To przede wszystkim warzywa, owoce, mięso, ryby i ciasta. Znajdziecie tam również kilka miejsc z hiszpańskim tapas (godziny otwarcia: 7:00 – 14:30 od poniedziałku do czwartku oraz od 7:00 do 20:00 w piątki i soboty).
  • Skorzystajcie z zabytkowego pociągu, który przeniesie Was z Palmy do Soller, po drodze pokonując tunele wykute w skale. Rozkład jazdy znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej kolei Soller. Pociąg odjeżdża ze stacji Eusebio Estada w Palmie, naprzeciwko Placa d’Espanya i kursuje kilka razy dziennie.

Po spacerze w Palmie obraliśmy kolejny kierunek – Alaró. Była to doskonała baza wypadowa podczas krótkich wakacji. Kolejne dwa dni były równie udane. Odwiedziliśmy przepiękne miasteczko o nazwie Valldemossa. Wypróbowaliśmy zawiłe drogi prowadzące do Sa Calobra, byliśmy w Soller, Alcudii i Cap de Formentor. Znaleźliśmy też kilka godzin na kąpiel w turkusowej wodzie. Więcej informacji o poszczególnych miejscach wkrótce pojawi się w kolejnych wpisach. Zapraszam!

bty