Weekend w Budapeszcie – co zobaczyć?

Po Budapeszcie raczej nie poruszałyśmy się w zawrotnym tempie. Mało tego, notorycznie pomijałyśmy dość istotne wskazówki GPS-a (do takiego wniosku dochodziłyśmy zawsze po fakcie). To było prawdziwe slooooow travel. Nie był to jednak minus naszego wyjazdu. Ten weekend z całą pewnością należał do spontanicznych. Mimo, że Budapeszt jest stolicą Węgier, sprawia wrażenie przyjemnego i przytulnego. Nie zobaczycie tam licznych wieżowców stanowiących część panoramy wielkich miast. Ich miejsca zajmują przepiękne kamienice, które można podziwiać tam na każdym kroku. 

Na początek proponuję poczytać trochę o specyfice tego kraju (w tym celu polecam mój poprzedni wpis, dostępny tutaj), o mieszkańcach i zwyczajach, które mogą się wydawać dla nas niezrozumiałe – mimo, że przecież Polak, Węgier to dwa bratanki. Znajdziecie tam również informacje dotyczące ścisłej organizacji wyjazdu – jak dojechać do Budapesztu, czym poruszać się po mieście, gdzie nocować, co zjeść i gdzie możecie liczyć na dobre imprezy.

IMG_5421
Przygotowanie sprzętu – bez selfie stick ani rusz

DZIEŃ PIERWSZY: Dotarcie do Budapesztu późnym popołudniem, odpoczynek po kilkunastu godzinach w autobusie, spacer po mieście bez mapy i test asortymentu lokalnych barów. 

Relacja z pierwszych godzin w Budapeszcie raczej nie nadaje się na bloga podróżniczego. Kilkanaście godzin podróży autobusem, dotarcie do hostelu, rozpakowanie rzeczy, uregulowanie płatności, spacer bez mapy. Nie była to jednak strata czasu! Na każdym kroku widziałyśmy piękne kamienice. Nasza grupa składała się z Polek, Słowaczek i Czeszek. Nie widziałyśmy się od paru miesięcy, więc tego dnia postawiłyśmy na sprawdzanie budapesztańskich barów, o których pisałam w poprzednim wpisie.

333


DZIEŃ DRUGI: Terror Haza – Plac Bohaterów – zamek Vajdahunyad – Széchenyi Fürdő – bistro Oktogon – Opera – Bazylika Świętego Stefana* – Wielka Synagoga* – Parlament. 

Zwiedzanie Budapesztu rozpoczęłyśmy od Andrassy ut – najbardziej reprezentacyjnej ulicy w Budapeszcie. Przylega do niej mnóstwo neorenesansowych budynków w eklektycznym stylu (łączenie w jednej budowli przeróżnych stylów – niby nic do siebie nie pasuje, ale jakoś się klei i nawet ładnie to wygląda). Znajduje się na niej:

#1 TERROR HAZA

Muzeum Terroru posiada ciekawą instalację na fasadzie. Jeszcze ciekawszy jest sposób przedstawienia w nim krwawej historii Węgier. Obejrzałyśmy budynek tylko z zewnątrz, ale znajomi, którzy poświęcili czas na muzeum byli pod wrażeniem. Znajdziecie w nim mnóstwo ekspozycji multimedialnych. Podczas zwiedzania najbardziej przejmujący jest odgłos strzałów w momencie wchodzenia do pokoju przesłuchań… Adres: Andrássy út 60. Koszt biletu: 3000 HUF (kasy zamykane są o 17.30). Zwiedzanie możliwe jest od wtorku do niedzieli od 10:00 do 18:00 (zamknięte 1 stycznia, 8-22 stycznia, 23 października, 1 listopada, 24-26 grudnia). 

800px-House_of_Terror_in_Budapest
źródło: Chmee2/Valtameri, Wikimedia Commons, licencja

Koniec ulicy Andrassy ut wyznacza jeden z budapesztańskich symboli:

#2 PLAC BOHATERÓW

To miejsce wielokrotnie zaistniało w historii Węgier, głównie za sprawą licznych demonstracji politycznych. Powstało na pamiątkę tysięcznej rocznicy założenia państwa. Nad placem góruje kolumna z pomnikiem archanioła Gabriela – w jednej ręce trzyma krzyż, a w drugiej węgierską koronę. 36-metrową kolumnę otaczają cokoły z ważnymi osobistościami tego kraju. Jednym z nich jest książę Arpad – przywódca Madziarów.

IMG_5513
Początek marca – my w kurtkach zimowych a Pani w szortach. Podziwiamy i pozdrawiamy.

Wspominałam już, że Węgry przypominają Polskę pod wieloma względami? Symboliczne miejsce na placu pod kolumną zajmuje Grób Nieznanego Żołnierza. W przeszłości przewinęło się tam kilka innych pomników – m.in. Stalina, który zniszczono podczas powstania w 1956 roku. W czasach komunizmu był tam nawet posąg Lenina.

Przy Placu Bohaterów znajduje się MUZEUM SZTUK PIĘKNYCH z pracami znakomitych artystów (Leonarda da Vinci, Rembrandta, Boudina czy też Delacroix). Po drugiej stronie mieści się MUZEUM SZTUKI, w którym odbywają się wystawy węgierskich artystów. Być może dzięki sztuce uda się poznać ten kraj, skoro ze zrozumieniem języka może być problem. Lecimy dalej, w kierunku…

#3 ZAMKU VAJDAHUNYAD

Budowla wygląda na średniowieczny zabytek. No i nie do końca tak jest, bo po pierwsze – ma nieco ponad sto lat, a po drugie – właściwie to nie jest ona zabytkiem. W celu uczczenia tysiąclecia powstania państwa ogłoszono konkurs na odtworzenie najpopularniejszych budowli Wielkich Węgier. Prace jedenastu architektów przerosły wyobrażenia organizatorów i wiele z nich było tak dobrych, że elementy z gipsu i drewna zastąpiono stałym budulcem, przez co do dziś można je podziwiać. Laureat konkursu stworzył zamek Vajdahunyad – połączenie stylu romańskiego, gotyckiego, renesansu i baroku. Taka mieszanka nie brzmi zbyt estetycznie, ale w tym przypadku okazała się trafiona. Pozostając w temacie przedziwnych połączeń… w zamku mieści się Muzeum Rolnictwa.

IMG_5459IMG_5501IMG_5475IMG_5461IMG_5504

#4 KAPLICA JAKI KAPOLNA

Znajduje się tuż przy zamku Vajdahunyad. Kaplica powstała w tych samych okolicznościach, co zamek.

IMG_5463

IMG_5487
piesio
IMG_5489
Znajdź 10 różnic

Poza przedziwnym i udanym połączeniem 3454256 stylów architektonicznych w zamku Vajdahunyad, na dziedzińcu zobaczycie Dementora. To Anonymus – węgierska wersja naszego Gala Anonima, który był pierwszym kronikarzem. Zgodnie z legendą, dotknięcie pióra gwarantuję wenę twórczą. Tempo powstawania wpisów na tym blogu nie jest zawrotne, więc mam wątpliwości co do wiarygodności tej opowiastki. No, ale pomnik ładny.

IMG_5507
Takie tam z dementorem

Po godzinnym ślęczeniu przy piórze – tak na zaś – przyszedł czas na kolejne atrakcje, położone w bliskiej odległości od wspomnianego wcześniej zamku Vajdadheuhrkfrckc (tak właśnie postrzegam ten ciekawy język). Są to:

#5 SZECHENYI GYÓGYFURDO

Czytając nazwę tego miejsca,  wszyscy z pewnością domyślacie się, że chodzi o łaźnie, które – wykorzystując gorące źródła – tworzą kompleks basenów termalnych. Część z nich znajduje się na zewnątrz, ale wysoka temperatura wody pozwala na kąpiele nawet w środku zimy. Architekt budynku miał rozmach i to niemały (poniższe zdjęcia wyjaśnią Wam o co tyle szumu). Szczegóły na temat cen i godzin otwarcia można znaleźć tutaj.

Budapeszt to jedyna stolica w Europie, która może pochwalić się ogromną ilością źródeł geotermalnych. Ten kraj to jedno wielkie uzdrowisko. Tamtejsze miejscowości posiadają liczne źródła termalne i lecznicze. Na terenie Węgier jest ich ponad 1000, a w samym Budapeszcie około 50. Jakim cudem jest ich tak dużo w tak małym kraju? Nigdy nie byłam dobra z przyrody Akurat byłam chora na tej lekcji w szkole, dlatego nie jestem pewna czy uda mi się prawidłowo wytłumaczyć to zjawisko. Pomijając fakt, że jest to niesprawiedliwe, miasto rozciąga się w zagłębiu termalnym niedaleko płyty euroazjatyckiej. Z kolei ta płyta kryje w sobie aktywność geotermalną przypominającą coś w stylu amerykańskiego Parku Narodowego w Yellowstone.

Przyznaję, że nie do końca przygotowałyśmy się do tego wyjazdu, dlatego też nie zapomnijcie o strojach kąpielowych – w odróżnieniu od nas – i korzystajcie! Poniżej przedstawiam wielokrotne i – jak widać – bezskuteczne próby zrobienia idealnego zdjęcia:

A tutaj już dojście do wniosku, że takie wypadło chyba najlepiej:

IMG_5436

Obiad: Kierujemy się więc do najbliższej stacji metra – Szehenyi furdo, korzystamy z linii M1 i po 6 minutach wysiadamy na stacji Oktogon. Jeśli interesuje Was tani, smaczny i tradycyjny węgierski obiad, polecam BISTRO OKTOGON naprzeciwko wspomnianego wcześniej Terror Haza. To coś na zasadzie Jesz ile chcesz – płaci się za osobę. Po obiedzie pora na dalszy spacer po Andrassy ut, tym razem w przeciwnym kierunku. Obierając tę trasę możecie zobaczyć:

#6 WĘGIERSKĄ OPERĘ.

To kolejny przepiękny budynek w tym mieście. Jeśli macie wystarczająco dużo czasu to powinniście zajrzeć też do wnętrza, które zrobi nas Was ogromne wrażenie (nie dopuszczam innej opcji). Możecie też zapoznać się z repertuarem, klikając tutaj.

#7 BAZYLIKĘ ŚWIĘTEGO STEFANA

Nasza orientacja w terenie sprawiła, że pominęłyśmy ją podczas zwiedzania. Jest niedosyt. Proponuję Wam nie pomijać tego punktu podczas spaceru po Budapeszcie. To największa i chyba najładniejsza świątynia Węgrzech (wnioskując po zdjęciach).

#8 WIELKĄ SYNAGOGĘ, 

również pominęliśmy podczas naszego zwiedzania. No nic, przynajmniej mamy powód, aby tam wrócić. Takich powodów jest sporo, więc możliwe, że wkrótce znów się tam pojawimy.

#9 PARLAMENT

Tak dla odmiany, nie przegapiłyśmy go. Zresztą trudno byłoby pominąć najpiękniejszy i najbardziej reprezentacyjny symbol Węgier. Budynek powstał w wyniku połączenia trzech węgierskich miast – Budy, Pesztu i Obudy. Trzy miejscowości od 1873 roku tworzą miasto Budapeszt. Skoro powstało nowe miasto to wypadało też zainwestować w jakąś pokaźną siedzibę, którą stał się węgierski parlament. Jeśli odwiedziliście Londyn to być może dostrzeżecie jakieś podobieństwa do brytyjskiego parlamentu. Te skojarzenia nie są bezpodstawne – architekt stworzył projekt węgierskiej siedziby rządu, czerpiąc inspirację z tego w Londynie.

Na materiałach raczej nie oszczędzano – do budowy zużyto ponad 40 kilogramów złota. Jak to zwykle bywa, koszt ostateczny okazał się dwa razy większy od planowanego, a głównym winowajcą była rzeka Dunaj. Podmokłe tereny sprawiły, że najpierw trzeba było odpowiednio osuszyć i (kosztownie) przygotować teren zanim rozpoczęto budowę.

IMG_5665

18 tysięcy metrów kwadratowych mieści w sobie 691 pokojów, 13 wind, 27 wejść i 29 klatek schodowych. Mimo ogromu budowli, trasa zwiedzania nie zajmuje zbyt wiele czasu. Turyści odwiedzający parlament zwykle spędzają w nim niecałą godzinę. Dzieje się tak, ponieważ zainteresowanym udostępniono niewielki obszar. Gdyby mieli dostęp do wszystkich pomieszczeń to podejrzewam, że na zwiedzanie nie wystarczyłby nawet wypad na weekend. Wstęp do wnętrza dla obywateli Unii Europejskiej wynosi 2200 HUF. Wszelkie informacje dotyczące możliwości zwiedzania go z przewodnikiem (a także informacje na temat języka, w jakim dostępne jest oprowadzanie) można znaleźć tutaj. Polecam na tej stronie kupno biletów przez Internet – w ten sposób zawsze uda Wam się zaoszczędzić trochę czasu i spędzić go znacznie lepiej niż w długiej kolejce do kas. 

WARTO zainteresować się wieczornymi rejsami po Dunaju, dzięki którym możecie podziwiać oświetlony budynek Parlamentu od strony rzeki. Ceny za takie atrakcje nie są zbyt wygórowane – półtorej godziny nocnego rejsu statkiem z kolacją i lampką wina będzie Was kosztować 90 złotych. Bilety można zakupić m.in. tutaj.


DZIEŃ TRZECI: Parlament – buty nad Dunajem – Most Łańcuchowy – Sikló i Wzgórze Zamkowe – Zamek Królewski – Baszta Rybacka – Kościół Macieja – Labirynt – degustacja asortymentu tamtejszych barów. 

Pora na zwiedzanie części miasta, należącej do dawnej Budy. Rozpoczynamy od ponownych odwiedzin Parlamentu. Przy promenadzie w bliskiej odległości od siedziby rządu węgierskiego spotkacie się z nietypowym i przejmującym pomnikiem…

#10 BUTY NAD DUNAJEM,

który poświęcono ofiarom holocaustu. Składa się z odlewów kilku par butów. Należały do osób, które w tym miejscu zostały rozstrzelane, a ich ciała powpadały do rzeki. Pomnik uda Wam się zlokalizować bez problemu, z prostej przyczyny. Nad butami zazwyczaj stoi gromadka turystów, jak widać na poniższym zdjęciu. 

Lecimy dalej, w kierunku…

#11 MOSTU ŁAŃCUCHOWEGO 

Łączący dwie części stolicy węgierskiej – Budę oraz Peszt. Jego budowę ukończono w 1849 roku. Pomysłodawcą powstania przepięknego połączenia dwóch części miast był polityk Istvan Szechenyi, który… nigdy po nim nie przeszedł. Jego kaprys jest uzasadniony. Podczas uroczystego podwieszania łańcucha części mostu pospadały na gości, którzy zaliczyli przez to nieplanowaną kąpiel w Dunaju. Jednym z nich był właśnie Istvan Szechenyi.

Długość Mostu Łańcuchowego wynosi 390 metrów. Pod koniec II wojny światowej żołnierze Wermahtu wysadzili go w powietrze (zachowały się jedynie filary). Po wojnie jego odbudowa stała się pierwszorzędnym celem władz. W listopadzie 1949 roku znów można było po nim spacerować.

IMG_5561

Kierujemy się na Wzgórze Zamkowe, widoczne na drugim planie:

19d

Zgodnie z zasadą Co za dużo, to niezdrowo, unikamy spaceru i jakiegokolwiek ruchu, korzystając z kolejki:

#12 SIKLÓ

dzięki której dostaniemy się na górę znacznie szybciej. Kursy odbywają się co 10 minut. Sikló powstała w 1870 roku. Nie oszczędzono jej podczas wojny. Po kompletnym zmieceniu jej z powierzchni ziemi, została zrekonstruowana i obecnie widnieje na Światowej Liście Dziedzictwa UNESCO. Godziny kursów: codziennie od 7:30 do 22:00. Bilet w jedną stronę – 1200 HUF. Bilet w dwie strony – 1800 HUF (dzieci 3-14 lat: 700 HUF w jedną stronę, 1100 HUF w dwie strony). 

444
Widok na miasto podczas wjeżdżania kolejką na Wzgórze Zamkowe

Będąc już na…

#13 WZGÓRZU ZAMKOWYM

mogłyśmy podziwiać najpiękniejszą panoramę na miasto. Mieści się na nim Zamek Królewski, baszty i ogrody. To miejsce doceniło nie tylko UNESCO. W przeszłości wzgórze stanowiło doskonały punkt strategiczny dla węgierskich władców, którzy stawiali tam swoje rezydencje. Mimo świetnego położenia, tamtejsze budynki zniszczono podczas II wojny światowej. Obecnie można obejrzeć ich przepiękne, choć nie do końca skrupulatne rekonstrukcje.

IMG_20160305_145635

Wygląd okazałego czternastowiecznego #14 ZAMKU KRÓLEWSKIEGO

również odbiega od oryginalnego wyglądu. W XVI wieku Turcy zagarnęli go, tworząc wewnątrz arsenał, który wybuchł. Pozostawili po zamku jedynie pył i zaledwie kawałek średniowiecznych murów obronnych We wnętrzu mieści się Muzeum Historii Budapesztu oraz Węgierska Galeria Narodowa z punktem widokowym na kopule. Warto też wspomnieć o fontannie przy zamku, przedstawiającej polowanie Korwina. Nie chodzi jednak o pretendenta do tronu polskiego w naszym kraju, a o króla Węgier Macieja Korwina. Wstęp do wnętrza zamku jest płatny (1300 HUF). Godziny otwarcia: od marca do października 10:00 – 18:00, w pozostałe miesiące w godzinach 10:00 – 16:00. Zamknięte w poniedziałki. Można pospacerować na dziedzińcu zamkowym bez żadnych opłat – my skorzystałyśmy z tej opcji, pomijając wejście do wnętrza zamku.

777IMG_5615

Kolejne miejsce w dzielnicy zamkowej, z którego roztacza się przepiękny widok to 

#15 BASZTA RYBACKA

Niektórzy twierdzą (albo może tylko ja), że budowla przypomina bajkowy zamek z Disney’a. Wygląda na średniowieczną fortyfikację, ale wybudowano ją na przełomie XIX i XX wieku. Baszta Rybacka powstała w ramach obchodów tysiąclecia Państwa Węgierskiego. Siedem wieżyczek symbolizuje mitycznych wodzów madziarskich. Częścią bastionu jest pomnik pierwszego króla węgierskiego – Świętego Stefana. Geneza nazwy tego miejsca jest zagadką, choć istnieje kilka logicznych wyjaśnień, które nie zostały potwierdzone. Pierwszym powodem nadania takiej nazwy jest dawny targ rybny, który w przeszłości znajdował się na terenie baszty. Inna teoria głosi, że w czasach wojny miejscowi rybacy bronili tam miasta. Wejście na teren baszty jest płatne od marca do października: 600 HUF (300 HUF – ulgowy). 

IMG_20160305_152006IMG_20160305_152735

W bliskim sąsiedztwie znajduje się #16 KOŚCIÓŁ MACIEJA.

Mimo, że w nazwie świątyni pojawia się imię Maciej (chodzi o wspomnianego wcześniej Korwina, który dwukrotnie brał tam ślub), oficjalnie jest to kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Koronacje sprawiły, że jego ranga znacznie wzrosła. Mimo, że odbyło się tam wiele znaczących wydarzeń, świątynia nie miała łatwej przeszłości. W czasie okupacji tureckiej stała się meczetem. Wielokrotnie niszczono ją podczas walk, wojska niemieckie przerobiły ją sobie na kuchnię polową, zaś Armia Czerwona nadała jej jeszcze gorszą, dość niesubtelną rolę stajni i latryny. Na dokładkę, w XVIII wieku dotknął ją pożar, spowodowany uderzeniem pioruna.

Widząc Kościół Macieja w czasach powojennych z pewnością stwierdziłabym, że tylko szaleniec mógłby podjąć się jego odbudowy. Początkowo władze komunistyczne podzielały moje zdanie, ale w ostateczności rozpoczęto pracę nad przywróceniem jego dawnej świetności. Mimo, że większa część świątyni to rekonstrukcja, wygląd budynku zachwyca. Wstęp do kościoła jest płatny (podczas mszy wierni mogą wejść do kościoła bezpłatnie), bilet normalny 1500 HUF, studenci i seniorzy płacą 1000 HUF. Za dodatkową opłatą można też wejść na wieżę (ceny takie same, jak w przypadku wejścia do wnętrza świątyni). 

IMG_5617IMG_5636

Spacerując po Wzgórzu Zamkowym, wpadnijcie do #17 LABIRINTH

Jest to kompleks podziemnych grot, które były kiedyś wykorzystywane przez mieszkańców jako piwnice, magazyny i schrony podczas wielokrotnych ataków wroga. Półtora kilometra podziemi w latach 80-tych XX wieku przekształcono w ciekawą atrakcję turystyczną. wstęp; 2500 HUF, zwiedzanie możliwe jest codziennie od 10:00 do 19:00. 

Trzeci dzień zakończyłyśmy wieczornym spacerem po Wzgórzu Zamkowym i ponowną, choć tym razem pożegnalną degustacją asortymentu budapesztańskich barów.

1
Budapeszt wieczorną porą? 10/10

CO JESZCZE WARTO ZOBACZYĆ?

Jeśli planujecie dłuższy wypad w tamte strony lub nie gubicie się z mapą w ręku, przez co możecie zobaczyć więcej ciekawych miejsc, polecam kilka innych miejscówek:

  • Góra Gellerta – myślicie, że tylko USA ma swoją Statuę Wolności? Nasi węgierscy bracia również posiadają swoją (choć trzeba przyznać, że jest ona „nieco” mniej popularna od amerykańskiej). Taka Statua góruje nad Budapesztem na górze Gellerta – kolejnym świetnym miejscu widokowym.
  • Wyspę Małgorzaty można opisać jednym słowem – rekreacja. Nie byłabym jednak sobą, gdybym ograniczyła się zaledwie do tego wyrazu: od XIX wieku było to ulubione miejsce zakochanych. Ich romantyzm ostudzono wysokimi opłatami za wstęp w czasach II wojny światowej. Obecnie znajduje się tam wiele parków, luksusowych hoteli i źródeł termalnych. Jest też kasyno, ogrody różane i teatr uliczny (oferujący możliwość obejrzenia sztuki teatralnej w sezonie letnim). Warto też wspomnieć o kaplicy Norbertanów z XV-wiecznym dzwonem umieszczonym w romańskiej wieży.
  • Hala Targowa w sąsiedztwie Mostu Wolności to trzy piętra stoisk, sklepików i restauracji, zamkniętych w budynku o stalowej konstrukcji, który powstał pod koniec XIX wieku. Znajdziecie tam różne odmiany węgierskiej papryki, szafran, warzywa, owoce oraz wiele tradycyjnych wyrobów z Węgier, które doskonale sprawdzą się jako pamiątki dla znajomych i rodziny. Uprzedzam, że wizyta w tym miejscu i możliwość zabrania ze sobą jedynie bagażu podręcznego nie sprawdzi się już tak doskonale.

Pozostając w temacie pamiątek: można też zakupić powietrze z Budapesztu, które stało się hitem w sklepikach turystycznych:

PODSUMOWUJĄC:

Od niedawna na Węgrzech krąży pewien slogan turystyczny: Rzymianie zostali u nas 400 lat, Turcy 150, Rosjanie 50 – a ty? Na ile się u nas zatrzymasz? Dobre, aczkolwiek nie wiem czy jest to aż tak trafione. To „zatrzymanie się” wspomnianych nacji nie zawsze wychodziło miastu na dobre. Pozostawiło po nich jednak sporo pamiątek, które w ostateczności sprawiły, że Węgry to niesamowicie ciekawa mieszanka kulturowa, którą warto poznać podczas weekendowego wypadu. Mam nadzieję, że obie części sporządzonego przeze mnie przewodnika po Budapeszcie pomogą Wam zorganizować wyjazd w te strony. Jeśli treści okażą się przydatne lub jeśli polecacie inne ciekawe miejsca w stolicy Węgier, które pominęłam we wpisie to koniecznie dajcie znać w komentarzu!

Większość zdjęć, które możecie obejrzeć we wpisie jest autorstwa JULI – naszej oficjalnej Pani Fotograf. Dzięki niej po raz pierwszy mam sporo zdjęć z wyjazdu – choć nie wiem, czy można to uznać za plus dla czytelników. 

Budapeszt – praktyczny przewodnik

Mówi się, że kto nie był nad Balatonem, nie był na Węgrzech. Dopuszczam też możliwość, że mówi tak jedynie moja mama. W odpowiedzi na to mogłabym po prostu stwierdzić, że nie było mnie na Węgrzech i zakończyć wpis, ale zaryzykuję i przedstawię Wam relację z trzydniowego wypadu do Budapesztu. Spośród wielu pięknych miejsc w tym kraju udało mi się odwiedzić jedynie stolicę. Mam nadzieję, że kiedyś pojadę jeszcze nad Balaton, a tymczasem zapraszam do poczytania praktycznego przewodnika po Budapeszcie.

O CZYM WARTO WIEDZIEĆ? 

Mimo tylu sąsiednich państw o zróżnicowanej kulturze, Węgrzy czują się otoczeni przez samych swoich. Po I wojnie światowej utracili 70% terytorium w ramach traktatu w Trianon. Żal z powodu tego, co się stało do dziś przewija się w w węgierskiej kulturze.

Pozostając w nostalgicznym klimacie – znacie utwór White Dove grupy Scorpions? Jeśli nie kojarzycie go po tytule, tutaj możecie sprawdzić o jaką piosenkę chodzi. Po usłyszeniu melodii z pewnością wielu z Was zareaguje podobnie do mnie (czyt. aaaaaa to jest to!!!). Wykonanie słynnej grupy rockowej odniosło znacznie większy sukces niż węgierski zespół Omega, który stworzył ten utwór. Tytuł oryginalnej piosenki jest nieco bardziej skomplikowany niż angielska wersja: Gyöngyhajú lány (tłum. Dziewczyna o perłowych włosach). Oryginału możecie posłuchać tutaj (dla niecierpliwych – od 0.32).

Népkerti_pálya,_Jubileumi_Rockfesztivál,_az_Omega_együttes_koncertje,_Kóbor_János_(Mecky)._Fortepan_10914
Grupa Omega na koncercie, autor zdjęcia: Urbán Tamás, licencja, Wikimedia Commons

POLAK, WĘGIER, DWA BRATANKI? CZYM ZASKOCZĄ CIĘ WĘGRY? 

Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát! Nie, nie usiadłam na klawiaturze. Powyższe słowa to słynne powiedzenie: Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki. Zażyła przyjaźń dwóch narodów 23 marca obchodzi nawet swoje święto. Czy faktycznie jesteśmy do Węgrów tak podobni, jak wynika to ze znanego przysłowia? 

Jeśli chodzi o język, to podobieństw raczej brak. Zapewne wiele razy usłyszeliście, że polski jest najtrudniejszym językiem świata. Patrząc na węgierski, nie byłabym tego taka pewna. Jeśli ktoś chciałby rozpocząć naukę i przyswoić sobie słówka w języku naszych braci, zawsze warto je zapamiętywać na zasadzie skojarzeń. Tylko w jaki sposób można skojarzyć sobie Lengyelország, oznaczające Polskę?

IMG_5525
W takim składzie stawiałyśmy czoła językowi węgierskiemu. Wielokrotnie kończyło się to niepowodzeniem.

WĘGIERSKIE ZWYCZAJE:  

Spotykając się z Węgrami przydatne może okazać się słówko egészségére. Zapewne wszyscy z Was domyślają się, że chodzi o Na zdrowie! Ale spokojnie, podczas czekania na odwzajemnione stuknięcie się szklanką piwa z Węgrem będziecie mieć dużo czasu na przypomnienie sobie tego słówka. W sumie to wieczność – Węgrzy nie wznoszą toastów piwem. Jedna z legend głosi, że w 1848 roku austriaccy żołnierze pozbawili życia 13 węgierskich żołnierzy, wznosząc toast po każdej egzekucji. Stąd unikanie tego do dnia dzisiejszego. Niemniej jednak, Ildikó (Węgierka, będąca moim doskonałym źródłem informacji) nie łączy braku takiego zwyczaju z tą legendą. Nie potrafi wyjaśnić dlaczego nie ma tam toastów. Po prostu, nie ma i już.

Pozostając przy temacie toastów (a właściwie to przy ich braku), warto też wspomnieć o zwyczajach na węgierskim weselu. Otóż beztroską zabawę panny młodej podczas szczególnej imprezy przerywa… porwanie jej przez członków rodziny. Pan Młody – chcąc odbić małżonkę – wykonuje zadanie wymyślone przez porywaczy. Ildikó wspomina, że jej brat nieprzerwanie przez dwie minuty musiał prawić komplementy teściowej.

Miłe słowa pod adresem teściowej z pewnością padają również w Wigilię. Na Węgrzech jest to Dzień Miłości. Tego dnia, podczas ewentualnego zderzenia się z samochodem z Twojej winy być może unikniesz ocenzurowanej wiązanki słów ze strony kierowcy uszkodzonego pojazdu. W Wigilię wszyscy na Węgrzech są dla siebie mili i darzą się uśmiechem. Oczywiście warto nadmienić, że prawdopodobieństwo uniknięcia niemiłej konfrontacji maleje wraz ze wzrostem ceny samochodu.

Nowy Rok na Węgrzech jest dniem lenistwa. Zgodnie z tradycją, nie wykonuje się wtedy żadnych prac. Bynajmniej nie chodzi tu jedynie o kaca odpoczynek po zabawie sylwestrowej. Węgrzy uważają, że jaki Nowy Rok, taki cały rok. W celu uniknięcia ciężkich 365 dni, 1 stycznia ograniczają wypełnianie swoich obowiązków do minimum.

Węgrzy wręczają prezenty kobietom 1 maja. Z tą małą różnicą, że u nas wręcza się kwiaty, a u nich… ozdobione wstążkami majowe drzewka. Można powiedzieć że dziewczyny otrzymują je wtedy, gdy ich związek z chłopakiem to coś więcej niż status na facebooku. Z okazji 1 maja dziewczyny mogą też otrzymać od chłopaków kosze. Jakkolwiek to nie zabrzmi, taki prezent to wyraz największej sympatii.

32472027_10214306087639922_4043086989010927616_n
Kosz, który otrzymała od swojego chłopaka Ildikó – najlepsze źródło informacji o Węgrzech

WALUTA: 

Oficjalną jednostką monetarną na Węgrzech jest forint. Być może sympatia do tego kraju spowodowana jest tym, iż Polacy mogą poczuć się w nim jak prawdziwi milionerzy… dopóki nie zainteresują się przelicznikiem walut. 1000 HUF to niecałe 14 złotych. Osoby chcące zamieścić reklamy nieruchomości muszą mieć rozmach w szukaniu billboardów. Współczuję też ekspedientkom w sklepach, liczących te wszystkie zera każdego dnia podczas raportu kasowego. Ilość zer w latach 20-tych XX wieku najwyraźniej okazała się niewystarczająca. Wprowadzono wtedy walutę Pengo, która posiadała takie banknoty jak skromne 100.000.000.000.000.000.000. Warto też dodać, że 1 forint dzielił się na 100 fillery. Jak się jednak domyślacie, nie należały one do użytecznych i w 1999 roku wycofano je z obiegu.

KIEDY WARTO SIĘ TAM WYBRAĆ?

20 sierpnia Budapeszt odwiedzają nie tylko turyści. Tysiące Węgrów również pojawia się w tym czasie w stolicy. To wspomnienie Świętego Stefana – pierwszego tamtejszego koronowanego króla. To także oficjalne pożegnanie lata. Obchody rozpoczynają się od Mszy Świętej w Bazylice Św. Stefana i procesji z jego relikwiami, w której biorą udział głowy państwa. Po oficjalnej części czas na koncerty, parady lotnicze i wodne oraz pokazy fajerwerków. Lubicie kiedy dużo się dzieje i nie przeszkadzają Wam tłumy? Kupujcie bilety i rezerwujcie hotele na dwudziestego!

IMG_5615
Mimo jednej wielkiej imprezy 20 sierpnia jestem pewna, że Budapeszt spodoba się Wam o każdej porze roku – tak jak nam!

JAK DOSTAĆ SIĘ DO BUDAPESZTU?

AUTOBUSEM: Polecam, jeśli komuś nie przeszkadza kilkanaście godzin podróży, które wynagradza niski koszt biletu. Przejazd z wielu polskich miast oferuje Flixbus. Można też skorzystać z usług Ecolines (który proponuje przejazd do stolicy Węgier z Warszawy lub z Krakowa). Dojazd z dworca kolejowego do centrum: Większość autobusów zatrzymuje się obok dworca kolejowego Kelenfold. W pobliżu znajduje się ostatni przystanek linii metra M4, który zabierze Was do centrum. Więcej informacji o metrze pojawi się w dalszej części wpisu. 

POCIĄGIEM: Odradzam. Po pierwsze, ceny za przejazd to jakiś kosmos. Po drugie, ilość godzin spędzonych w podróży sprawi, że na serio poczujecie się jak w drodze na inną planetę. Dotarcie w ten sposób do Budapesztu polecam jedynie niespełnionym kosmonautom lub osobom, które przybędą do stolicy Węgier z miast/państw położonych bliżej Budapesztu niż nasza Polska.

SAMOLOTEM: Najwygodniej i często również… najtaniej! WizzAir i Ryannair oferują loty w przystępnych cenach. Aby znaleźć najdogodniejsze połączenie warto skorzystać z wyszukiwarki eSkyDojazd do centrum: Lotnisko Liszt Ferenc oddalone jest o 16km od centrum miasta. Niedawno pojawiło się nowe połączenie autobusowe 100E, które zapewnia transport z lotniska do Deak Ferenc ter. Bilet (zakupiony w automatach, u kierowcy lub w kasach) kosztuje 900HUF. Niech Was nie przestraszy ta suma – to niecałe 13zł. Autobus z lotniska kursuje codziennie od 5:00 do 00:30, zaś na lotnisko od 4:00 do 23:30 (co 30min w obie strony). Istnieją też inne sposoby dojazdu, ale ta opcja wydaje mi się najlepsza – niedrogo i bez przesiadek.

lot

JAK PORUSZAĆ SIĘ PO MIEŚCIE?

Zachęcam do zaopatrzenia się w aplikację Maps Me. To nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, bary, muzea, supermarkety i bankomaty. Polecam też stronę internetową BKK Futar, która pomoże Wam odnaleźć właściwy transport i zorganizować logistycznie cały wyjazd. To taki węgierski odpowiednik polskiego jakdojade.pl.

Budapeszt był miejscem spotkania naszej grupki złożonej z Polek, Czeszek i Słowaczek. Przed wyjazdem nie widziałyśmy się od kilku dobrych miesięcy. Będąc w Budapeszcie zagadywałyśmy się na śmierć i każda próba dojścia do obranego przez nas celu kończyła się dotarciem tam z opóźnieniem. No, ale było wesoło.

Mimo komplikowania sobie trasy zawsze docierałyśmy tam, gdzie chciałyśmy. To niezbity dowód na to, że poruszanie się po Budapeszcie jest dziecinnie proste, nawet jeśli nie bardzo przykładacie się do orientacji w terenie. Udało nam się zrealizować większość założonych punktów wycieczki, ale ze względu na notoryczne pomijanie wskazówek nawigacji dojście do celu zajmowało nam znacznie więcej czasu. Ażeby zobrazować powód nazwania naszej grupy Making circle team, załączam mapki:

trasa normalnego człowieka
Trasa normalnego człowieka, który przykłada uwagę do tego, w którą stronę powinien się udać.
Making circles team
Genialne my, zajęte rozmową.

Aby zobaczyć bardziej oddalone miejsca warto skorzystać z drugiego najstarszego metra na świecie (zaraz po Londynie). Linie kolei podziemnej tworzą przejrzystą siatkę i doskonałą atrakcję turystyczną. Niektóre linie do dziś posiadają urocze i zabytkowe (żeby nie powiedzieć stare) wagoniki, przypominające o roku powstania kolejki (1894). Taka przejażdżka niewskazana jest po obiedzie – oprócz rozważań na temat tego, czy uda się dojechać do celu, najstarsza linia wytrzęsie z Was cały posiłek. Podczas komunikatu o zamknięciu drzwi i zakazie wsiadania po sygnale (które w tym języku brzmi co najmniej jak przeczytanie tekstu zaszyfrowanego enigmą) spodziewajcie się gwałtownego szarpnięcia, które oznacza próbę wprowadzenia w ruch starych wagonów metra. Co więcej, jeśli spotkacie w najstarszym składzie znajomych, w trakcie hamowania motorniczego raczej sobie z nimi nie porozmawiacie. Zatrzymywanie wagonów w budapesztańskim metrze jest dość głośnym procesem. Nie można jednak odmówić tamtejszej kolei podziemnej specyficznej i niepowtarzalnej atmosfery! Taka przejażdżka to podróż w czasie. Jeśli kogoś zainteresował temat tego środka transportu, polecam węgierski komediodramat Kontrolerzy.

Ceny biletów:

  • jednorazowy – 350 HUF (5zł),
  • przesiadkowy – 530 HUF (7,50zł),
  • całodobowy – 1650 HUF (25zł),
  • bilet na 72h – 4825  HUF (65zł),
  • siedmiodniowy – 4950 HUF (70zł),
  • plik 10 jednorazowych – 3000 HUF (44zł).

Można je zakupić w automatach na przystankach lub w kioskach. Te same bilety obejmują przejazdy autobusem i tramwajem. Pamiętajcie o skasowaniu biletu! Nie chowajcie go głęboko w plecaku – przy wyjściu z metra często będą Was zatrzymywać kontrolerzy. Nie wiem czy taka obstawa była spowodowana ilością zapłaconych przeze mnie mandatów i moim szczęściem do Panów Kanarów czy po prostu tak bardzo pilnują tego w Budapeszcie.

!!!!
mapa metra w Budapeszcie, źródło: Wikimedia commons, domena publiczna

Ciekawym środkiem transportu są promy, które pływają po Dunaju. Więcej informacji na ich temat pojawi się w atrakcjach miasta. Połączenie bycia atrakcją turystyczną, a zarazem środkiem transportu nie ogranicza się jedynie do tamtejszych promów czy też drugiego najstarszego metra. Warto zwrócić uwagę na zabytkowe tramwaje linii o numerze 2 (na poniższym zdjęciu). Ich trasa biegnie wzdłuż Dunaju, oddalając się od jego wód tylko na moment, aby okrążyć przepiękny budynek parlamentu.

IMG_5553

GDZIE NOCOWAĆ?

Jeśli interesują Was tanie pokoje wieloosobowe, polecam położony przy Oktogonie AVENUE HOSTEL. Koszt noclegu w pokoju 8-osobowym ze śniadaniem wynosi 80zł (poniższe zdjęcia pochodzą ze strony hostelworld.com). Plusy tego obiektu? Mnóstwo. Pokoje są schludne, wszędzie jest naprawdę czysto. Hostel znajduje się w samym centrum miasta. Cena za taki nocleg jest niewielka. Minusy? Poza obiektem hotelowym w budynku są też mieszkania. Hałasy na patio nie wchodzą w grę. Nasze głośne rozmowy kończyły niezadowolone sąsiadki. No ale trzeba przyznać, że dyskusje piątki dziewczyn, które nie widziały się od kilku miesięcy raczej nie należały do najcichszych. Zwłaszcza te wieczorne. Po dokonaniu rezerwacji poprzez ten link i zakończeniu pobytu otrzymacie 50zł na Wasze konto. W zamian za to, na moje konto również wpłynie 50zł  – z góry dzięki!

CO ZJEŚĆ I WYPIĆ W BUDAPESZCIE?

Ze względu na ograniczony budżet (nic nowego) nie chadzałyśmy sobie zbyt często do restauracji. Zazwyczaj robiłyśmy zakupy w pobliskich marketach. Często kupowałyśmy coś podczas spaceru po mieście na przeróżnych stoiskach. Wbrew pozorom nie skazało nas to na poznanie kuchni węgierskiej jedynie dzięki Tygodniowi Węgierskiemu w Lidlu. Jedzenie z tamtejszych stoisk zawstydziłoby niejedną restaurację (nie znam się to się wypowiem).

Podczas wizyty w Budapeszcie na pewno warto spróbować langosza. To rodzaj placka drożdżowego, który można porównać do słonego pączka. Najczęściej podaje się go z żółtym serem i sosem czosnkowym. Spróbujcie też gulaszu na czerwonym winie, zupy gulaszowej, a także węgierskiego leczo. Jednym z wielu dań kuchni węgierskiej jest nadziewana papryka z ryżem i mięsem mielonym oraz zupa wiśniowa. Jak widzicie, potrawy te brzmią znajomo, a kuchnia węgierska raczej nie stanowi egzotyki dla Polaków. Jako, że moje powiązanie z kuchnią nie powala na kolana, osoby chcące poznać więcej konkretów powinny zajrzeć do książki „Smak Węgier” autorstwa Roberta Makłowicza.

Nie sposób nie wspomnieć o Turo Rudi. To węgierski batonik czekoladowy, który swoją rangą odpowiada Ptasiemu Mleczku w Polsce. Dowodem na to jest wprowadzenie tam sławnych lodów McFlurry z McDonald’s o smaku Turo Rudi. Turo po węgiersku oznacza twaróg, stąd nazwa słodyczy. Składa się z białego sera oblanego masą kakaową. Właściwie to ciężko jest opisać ten smak. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, jest słodki, a jednocześnie kwaśny. Początkowo opinie ekspertów na jego temat były wręcz chwalebne. Nazywano go zdrową przekąską. Późniejsi badacze, którzy przestudiowali jego skład nie byli już tak przychylni jak ich poprzednicy. Nie spodobało im się wykorzystanie do produkcji batoników tłuszczy trans. Najbardziej zbliżoną wersją Turo Rudi dostępną w Polsce jest baton Danio.

800px-Turo_Rudi_-_Broken_in_half
źródło: Gargaj/Conspiracy, Wikimedia Commons

Jedzenie jedzeniem, ale co wypić w Budapeszcie? Pozwólcie, że pominę kwestię dotyczącą win, które produkuje się m.in. w Miskolcu czy Tokaju i skupię się głównie na stolicy. Najpopularniejszym trunkiem, które równie dobrze mogłoby nosić nazwę węgierska tradycja jest Palinka. To mocny alkohol (minimum 37%), który klasyfikuje się jako brandy. Węgierskie powiedzenie głosi, że jeśli można z czegoś zrobić dżem, to można też z tego zrobić palinkę. Cała prawda – trunek produkuje się w stu procentach z owoców (śliwki, morele, pigwy, jabłka), bez pomocy spirytusu. Pozostając w temacie Palinki, po wieczorze z tradycyjnym węgierskim trunkiem następnego dnia możecie poczuć macskajaj – węgierski odpowiednik słowa kac, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza koci lament.

Najpopularniejszym składnikiem tamtejszej kuchni węgierskiej, którego nie może zabraknąć w żadnym domu jest papryka. Dodaje się ją praktycznie do wszystkiego… mięs, zup, ryby, wędlin, a nawet ciast. Jedna z tamtejszych odmian jest sto razy ostrzejsza od sławnej chili. Uwielbia się ją na Węgrzech do tego stopnia, że ma ona swoje święto. Co roku we wrześniu w miejscowości Kalocsy odbywa się Paprykobranie. Konkretnym przykładem na przywiązanie do tego warzywa jest fakt, iż w XIX wieku pojawiła się nawet gazeta o nazwie Papryka segedyńska, w której publikowano treści związane jedynie z papryką…

ŻYCIE NOCNE: 

W tym podrozdziale można zauważyć smykałkę do biznesu oraz spryt, jakim wykazała się ta nacja. Miejsca z obdrapanymi ścianami o wątpliwej estetyce zazwyczaj nie stanowią atrakcyjnego punku na mapie z perspektywy turysty. Otóż nie w Budapeszcie. Właściciele trzydziestu barów stworzyli z wielu nieciekawych ruin miasta klimatyczne miejsca na wieczorny wypad. Najsławniejszym ruinowym pubem jest SZIMPLA, zajmująca trzecie miejsce w rankingu najlepszych barów na świecie (według Lonely Planet). Z kolei największym klubem w ruinie (jakkolwiek to nie zabrzmiało, lokal ma się bardzo dobrze) jest INSTANT, posiadający 7 barów i dwa ogródki. Jeśli ktoś szuka konkretnego miejsca do potańczenia, zdecydowanie powinien pojawić się w FOGAS lub MORRISON’S 2.

Jeśli nie narzekacie na brak funduszy, klikając tutaj możecie zafundować sobie pub crawling – wycieczkę po pubach. Koszt wynosi 17 euro/osoba lub 5000 HUF/osoba. W cenę wliczono odwiedziny ponad pięciu barów, darmowe drinki przez godzinę, wiele gier i zabaw. Wiadomo, nie będzie gry w chińczyka, chodzi raczej o zabawy dotyczące związków organicznych, zawierających jedną lub więcej grup wodorotlenowych OH z wyjątkiem fenoli (alkohol).

CO ZOBACZYĆ W BUDAPESZCIE PRZEZ WEEKEND?

Spodziewajcie się obszernej odpowiedzi na to pytanie. W kolejnym wpisie skupię się na atrakcjach, jakie oferuje odwiedzającym Budapeszt. Zachęcam do ponownych odwiedzin bloga w krótkim czasie, aby poczytać o tym, co można zobaczyć w stolicy Węgier podczas weekendu. Stay tuned! Dziękuję Weronice, jej węgierskiej koleżance Ildikó – będącej niezawodnym źródłem informacji o tym kraju i Juli – towarzyszce wypadu i autorce kilku zdjęć, które pojawią się w większej ilości w drugiej części wpisu o Budapeszcie. 

12828970_10208638020498822_1004646857424780809_o