Co zobaczyć w Kijowie? Praktyczny przewodnik

Widoczne z okna samolotu szare budynki socjalistyczne, przeplatające się ze złotymi kopułami świątyń już zapowiadały, że będzie to interesujące miasto. Zanim odwiedziłam Kijów nie sądziłam, że to miejsce może mi się spodobać. Po trzech dniach spędzonych w stolicy Ukrainy polecam ten kierunek każdemu, kto chciałby poczuć zupełnie inny klimat, zobaczyć jedne z najpiękniejszych świątyń na wschodzie i przy okazji… nie zbankrutować. 

Ile czasu przeznaczyć na zwiedzanie stolicy Ukrainy? Ciężko stwierdzić. Razem ze znajomymi spędziłam tam 3 dni i według mnie był to pobyt w sam raz na weekend. Dla niektórych może się to okazać niewystarczające, gdyż miasto ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Jak dojechać? Czym poruszać się po mieście? Gdzie nocować? Gdzie zjeść smacznie i tanio? Jakie są ceny produktów w supermarkecie? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w osobnym poście, klikając tutajPoniżej przedstawiam nasz trzydniowy plan zwiedzania wraz z opisem odwiedzonych miejsc.

Dzień 1:

Po przylocie, zakwaterowaniu i obiedzie (w Puzatej Chacie, wspomnianej we wcześniejszym wpisie) ruszyliśmy w miasto. Wysiedliśmy na stacji metra Kontraktova ploshcha i powędrowaliśmy w stronę Andrejevskiego Uzvizu – jednej z najciekawszych ulic w Kijowie. Można tam spotkać wielu artystów kijowskich, sprzedających obrazy i rękodzieła. To dobre miejsce na zakup pamiątek. Niektóre są dość wymowne – największym zainteresowaniem cieszy się papier toaletowy z nadrukiem twarzy Putina.

Na ulicy Andrejevski Uzviz mieści się Muzeum Jednej Ulicy oraz Muzeum Michaiła Bułhakova. Minęliśmy Zamek Ryszarda Lwie Serce, który nie miał nic wspólnego z tym władcą. Taki przydomek nadał mu Niekrasow – rosyjski pisarz. Budynek powstał w latach 1902-1904. Właściciel wynajmował tam mieszkania, z niepowodzeniem. Uważano, że dom jest nawiedzony i żaden z lokatorów nie zabawił w nim na długo. Po jakimś czasie okazało się, że to nie duchy, a system wentylacji i kotła. Z biegiem lat zamek był miejscem warsztatów artystycznych znanych malarzy i rzeźbiarzy. W czasach radzieckich budynek znacjonalizowano. W latach 90-tych pojawił się pomysł, aby powstał w nim hotel. Nie udało się – budynek do dziś stoi pusty.

Ruszyliśmy dalej – do Cerkwi Św. Andrzeja (moim zdaniem, najładniejszej w Kijowie, chociaż ma niemałą konkurencję). Architekt tej świątyni stworzył również Pałac Zimowy w Sankt Petersburgu oraz Kreml w Moskwie. Wstęp do środka jest bezpłatny.

Idąc dalej, minęliśmy budynek Ministerstwa Spraw Zagranicznych w kształcie półkola. Po drugiej stronie ulicy znajduje się Monastyr Świętego Michała Archanioła o Złotych Kopułach (wstęp na jego teren jest bezpłatny). To dokładna rekonstrukcja świątyni, która stała w tym miejscu wcześniej. W latach 30-tych XX wieku władze zburzyły monastyr. Chciały utworzyć na jego miejscu bliźniaczy budynek sąsiedniego MSZ. Oba gmachy miały otaczać 75-metrowy pomnik Lenina, którego wzniesienie było w planach. Projekt nie doczekał się realizacji, a świątynię odbudowano w latach 1997-1998. W czasie Euromajdanu w lutym 2014 monastyr był szpitalem polowym dla rannych protestantów (znajduje się on w bliskiej odległości od Majdanu Niepodległości – około 5 min pieszo). Wstęp do jej wnętrza jest bezpłatny.

Wychodząc z soboru, widać było kolejny punkt naszej wycieczki – Sobór Św. Zofii ze złotymi kopułami. Jest to jeden z zabytków kijowskich wpisanych na listę UNESCO, zwany Kolebką prawosławia ukraińskiego. Sobór został ufundowany ponad tysiąc lat temu przez Jarosława Mądrego, w podziękowaniu za chrzest Rusi Kijowskiej. W czasach radzieckich utworzono w nim muzeum. Wiele osób twierdzi, że pozwoliło to uchronić budynek od zrównania go z ziemią i wzniesienia na jego miejscu kolejnych budowli rządowych.

Cena za wstęp do katedry wynosi 3UAH. Możliwość obejrzenia wszystkich wystaw na terenie obiektu to koszt 50UAH (20UAH – cena dla dzieci i studentów). Możliwe jest też wejście na dzwonnicę, w cenie 10UAH (dzieci i studenci – 6UAH). Sobór można odwiedzać w godzinach 10:00 – 18:00 (w środy godziny skrócono do 17:00, w czwartki zwiedzanie jest niedostępne).

Sobór Świętej ZofiiOstatnim punktem zwiedzania tego dnia był Majdan Nezałeżnosti z pomnikiem bóstwa Berehyni, symbolizującego niepodległość. Będąc tam, czułam się, jakbym już wcześniej odwiedziła to miejsce. Wszystko za sprawą wielu stacji telewizyjnych, które relacjonowały na żywo wydarzenia z lutego 2014.

Słychać jeszcze głosy demonstracji antyrosyjskich, choć nie na tak wielką skalę, jak miało to miejsce w 2014 roku. Fotografie nowych bohaterów narodowych Ukrainy ustawiono w wyrwanej kostce brukowej. Znicze rozświetlają ołtarzyki ofiar, wśród których było sporo dwudziestolatków…

Majdan Niezałeżnosti przecina Chreszczatyk – główna ulica Kijowa, licząca 2 kilometry. Po zmroku zamienia się w deptak, przepełniony turystami i mieszkańcami miasta.

Dzień 2:

Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od Meżyhirji. Jest to dawna posiadłość Janukowycza, często nazywana „Muzeum Korupcji”. O obiekcie powstał osobny wpis, dostępny tutaj.

Wieczorem wróciliśmy do Kijowa (Meżyhirję można zwiedzać do godz. 20:00) i wysiedliśmy na stacji Pocztova ploshcha. Podjechaliśmy kolejką linowo-terenową Funicular (w cenie 1,5UAH) do niebieskiego Monastyru Michała Archanioła. Po krótkim spacerze po terenie świątyni zjechaliśmy w dół i udaliśmy się w stronę promenady.

Jeśli ktoś planuje wyjazd do Kijowa latem, może skorzystać z godzinnego rejsu w cenie 25UAH za osobę. Po godzinie 20:00 statek zamienia się w pływającą imprezę (wstęp po godz. 20:00 wynosi 50UAH). My odwiedziliśmy to miasto w kwietniu – musiał nam wystarczyć spacer.

Na poniższym zdjęciu, w oddali widać wielką tytanową tęczę – Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Ukraińskiej, dość kwestionowanej w dzisiejszych czasach. Ponoć szczególnie widać to na jego dolnej części, gdzie kilka osób nie zawahało się napisać, co o tym sądzi…

20170402_184532

Dzień 3:

Rozpoczęliśmy od zwiedzania Muzeum Czarnobylskiego, nazywanego Muzeum Tragedii Narodowej. Wysiedliśmy na stacji Kontraktova ploscha. Muzeum otwarte jest w godzinach 10:00 – 18:00, od poniedziałku do soboty (nieczynne w ostatni poniedziałek miesiąca). Cena za wstęp wynosi 10UAH. Opłata za możliwość fotografowania wynosi 30UAH. Warto też wypożyczyć audio przewodnik (dostępny w języku angielskim, niemieckim i rosyjskim, koszt: 50UAH). Żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na jego wypożyczenie – w muzeum można znaleźć wiele informacji na temat eksponatów, ale w języku ukraińskim. Zachęcam więc do wypożyczenia go.

To miejsce jest swego rodzaju pomnikiem pamięci osób, które straciły życie w wyniku awarii w Czarnobylu. 7000 eksponatów ulokowano w trzech salach, w budynku straży pożarnej. Przed wejściem można obejrzeć wozy strażackie, które brały udział w akcji ratowniczej podczas wybuchu reaktora atomowego w 1986 roku. W muzeum zgromadzono takie zbiory, jak fotografie mieszkańców przesiedlonych z tamtych stron, ich przedmioty oraz informacje na temat akcji ratowniczej. Nazwy miejscowości na tablicach przedstawiają wszystkie wioski i miasteczka, które przestały istnieć w wyniku tej tragedii.

Po godzinie spędzonej w muzeum podjechaliśmy do stacji Arsenalna i udaliśmy się w kierunku Ławry Peczerskiej, zatrzymując się po drodze przy Pomniku Ofiar Wielkiego Głodu. To upamiętnienie kolejnej tragedii na Ukrainie, która miała miejsce w latach 1932-1933. Na skutek bolszewickiej kolektywizacji rolnictwa i bezlitosnych rekwizycji zboża zginęło od  4 do 10 milionów osób. Odnotowano wiele przypadków kanibalizmu, który stał się wtedy powszechny. W 1932 roku ZSRR wprowadziło prawo o ochronie własności państwowej, zezwalające na rozstrzelanie człowieka, który ośmieliłby się zabrać choć jeden kłos zboża z kołchozu.

Do 30-metrowego pomnika w kształcie świecy prowadzi alejka. Za monumentem roztacza się panorama na lewobrzeżną część miasta.

Pisząc o kolejnym punkcie zwiedzania – Ławrze Peczerskiej, należałoby rozpocząć od wyjaśnienia jej nazwy. „Ławrą” nazywa się najważniejsze prawosławne klasztory męskie. Drugi człon nazwy – Peczerska – wziął się od słowa „pieczary”, które znajdują się w podziemiach Dolnej Ławry. Kompleks podzielono na dwie części: Górną oraz Dolną Ławrę Peczerską.

Obiekt jest najpopularniejszym celem pielgrzymek wyznawców prawosławia. Posiada największą ilość relikwii świętych prawosławia na całym świecie. W jego skład wchodzi kilkanaście budowli, z których szczególną uwagę przykuwają: Sobór Uspieński, Cerkiew Świętego Ducha, Cerkiew Świętej Trójcy, barokowa Cerkiew Troicka oraz dzwonnica (wstęp na dzwonnicę – 35UAH, zdecydowanie warto!). Ławra Peczerska jest jedną z czterech ławr na świecie. Pozostałe znajdują się w: Poczajowie na Ukrainie, w Sankt Petersburgu i Moskwie.

W skład Dolnej Ławry wchodzą Pieczary, których nie udało nam się zobaczyć (ostatnie wejście do pieczar było możliwe o godz. 16:00). Przechodząc do tej części kompleksu mijaliśmy sporo stoisk, na których można było zakupić dewocjonalia, książki poświęcone tematyce religijnej, świece, a także… miód i konfitury domowej roboty. Dolną Ławrę Peczerską odwiedziliśmy w czasie nabożeństwa. Rozbrzmiewające wtedy chorały nadały temu miejscu podniosły klimat.

Wejście na teren Dolnej Ławry Peczerskiej jest bezpłatne, natomiast wstęp na teren Górnej Ławry Peczerskiej wynosi 50UAH. Istnieje też możliwość bezpłatnego wejścia w godz. 6:00 – 9:00, ale tylko dla miejscowych. Lata doświadczeń pracowników kompleksu sprawiają, że z łatwością rozróżnią oni turystę od mieszkańca, chcącego pomodlić się o tej porze w jednej ze świątyń.

Jeśli ktoś chciałby odwiedzić to miejsce i uniknąć nieprzyjemności ze strony pracowników, należy się odpowiednio ubrać (zakryte kolana i ramiona, w przypadku dolnej części Ławry kobiety muszą zakryć włosy chustą).

Na terenie kompleksu mieszczą się muzea i wystawy (wstęp do niektórych z nich jest dodatkowo płatny). My odwiedziliśmy Muzeum Miniatur – można tam zobaczyć pchłę w pozłacanych butach czy też szachownicę na główce szpilki. Autorem jest Mykoła Siadrysty. Na tworzenie miniaturowych prac poświęcił 40 lat swojego życia. Używał do tego igły 20 razy mniejszej od ziarnka maku. Artysta zapisał się w księdze rekordów Guinessa. Wszystkie detale na obiektach można obejrzeć przez mikroskop (wstęp –  40UAH).

Po obiedzie w Varenicnaya Katyusha przyszedł czas na ostatni spacer po Kijowie. Wysiedliśmy na stacji Zoloti Vorota i – jak sama nazwa wskazuje – pierwszym przystankiem były Złote Wrota. Można odnieść wrażenie, że nie mogą się znajdować już bliżej stacji metra. Zgodnie z legendą, w 1018 roku w tym miejscu Bolesław Chrobry wyszczerbił sobie miecz (od tamtej pory zwany Szczerbcem). Nie może to być jednak prawda, ponieważ Złote Wrota powstały w 1037 roku – 12 lat po śmierci Bolesława Chrobrego. Obecnie Szczerbiec znajduje się na Wawelu, wśród insygniów królewskich. Wiele osób uważa, że rekonstrukcja bramy przypomina raczej hollywoodzką dekorację filmową. Niektórzy twierdzą, że nie wykonano jej z należytą dbałością, ponieważ władzom zależało na czasie (w 1982 roku obchodzono 1500 rocznicę założenia Kijowa – obiekt miał być gotowy na uroczyste obchody). Obudowano oryginalne części bramy, ale wnętrze pozostało autentyczne.

Po Złotych Wrotach zobaczyliśmy Sobór Świętego Włodzimierza. Sobór powstał w 882 roku i stanowi główny ośrodek Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. W czasach sowieckich było to Muzeum Religii i Ateizmu, które zlikwidowano podczas II wojny światowej.

PODSUMOWUJĄC:

Po zagarnięciu przez Rosję Krymu, Ukraina straciła jedną z najpopularniejszych destynacji turystycznych. Wydarzenia ostatnich lat były ogromnym ciosem dla państwa. Tych, którzy nie byli jeszcze na Ukrainie, zachęcam do odwiedzin tego kraju. Nie mówię o majówce w Donbasie, ale o weekendzie w Kijowie, a tym bardziej we Lwowie, położonym kilkaset kilometrów dalej od granicy z Rosją. Ceny za hotele i dania w restauracjach to dla nas grosze, dla osób pracujących w ukraińskim sektorze turystycznym już niekoniecznie. Mówiąc wprost – jedźcie na Ukrainę, odkryjcie jej piękno, poznajcie inną kulturę, spróbujcie jej kuchni (wydając przy tym niewiele), przez co udzielicie ukraińskiej gospodarce wsparcia, którego w ostatnich latach tak bardzo potrzebuje.

Kijów – informacje praktyczne

Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie w Kijowie było to, co zobaczyłam na kijowskich parkingach… Luksusowe samochody od zawsze kojarzyły mi się z Monte Carlo i Miami. Nigdy nie sądziłam, że do ich grona dołączy stolica Ukrainy. Kolumny najdroższych modeli czarnych BMW, Mercedesów i Land Roverów (z przyciemnianymi szybami, przednimi również) wyłaniały się na ulice z każdej strony. Były też Łady, jednak te pierwsze zdecydowanie przeważały.

20170402_110506

JAK DOSTAĆ SIĘ DO KIJOWA?

Najlepszy, najtańszy i najwygodniejszy sposób to podróż samolotem. Wybrałam linie WizzAir – lot z Gdańska do Kijowa na lotnisko Żuliany, znajdujące się 8km od centrum miasta. Warto śledzić promocje linii lotniczych (m.in. w listopadzie, grudniu, styczniu), które pozwalają na zakup biletów już od 140zł w dwie strony. W cenę wliczono jedynie bagaż podręczny, który w zupełności mi wystarczył. WizzAir oferuje też loty z Warszawy (lotnisko Chopina), Katowic, Lublina, Poznania i Wrocławia.

Można też skorzystać z usług LOT czy też z Ukrainian Airlines, oferujących połączenia z Warszawy na lotnisko Boryspol, oddalone od centrum Kijowa o 29km. WizzAir oferuje znacznie tańsze połączenia, chociaż czasami można załapać się na promocję pozostałych linii lotniczych.

Aby odwiedzić Ukrainę, niezbędny jest paszport.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

Żuliany: Wychodząc z Terminalu A, zaraz przy głównej ulicy znajduje się przystanek autobusowy dla linii nr 9 (koszt: 4UAH, bilet kupujemy w autobusie, u kontrolera), który dowiózł naszą szóstkę na ulicę Volodymirską, do biura DayFlat – po odebraniu kluczy do naszego apartamentu od razu się tam udaliśmy.

Boryspol: Można skorzystać ze SkyBusa, który oferuje przejazd na dworzec kolejowy w cenie 80UAH, lub do najbliższej stacji metra (koszt: 50UAH). Trasa zajmuje 45minut. Przystanek znajduje się po prawej stronie za wyjściem z Terminalu F.

GDZIE NOCOWAĆ?

Wynajęte przez nas mieszkanie było ładne, czyste, ogromne i dobrze zlokalizowane (blisko metra, barów, supermarketów). Wszystko w bardzo dobrej cenie – 4216UAH za cały pobyt dla 6 osób (35zł/doba/osoba). Przedpłata nie była wymagana. Nie ukrywam, że było to dla mnie kluczowe, zważywszy na stan konta przed wypłatą. Jedynym minusem była niewygodna sofa w salonie. Szczegóły rezerwacji tutaj.

Wejście do mieszkania nie zachwycało:

…czego nie można powiedzieć o wnętrzu (poniższe zdjęcia obiektu pochodzą z booking.com)

Kolejną dobrą i tanią opcją jest Dream House Hostel, szczegóły tutaj.

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE:

Przed wyjazdem warto zainstalować bezpłatną i prostą w obsłudze aplikację MAPS ME. Jest to nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, lokale, bary, muzea, supermarkety czy też zlokalizować najbliższy bankomat.

Podczas całego pobytu poruszaliśmy się metrem, które dowiozło nas do wszystkich ważniejszych miejsc w Kijowie. Jeden przejazd, a właściwie jeden żeton, który umożliwia przejazd, kosztuje 4UAH (około 60 groszy). Żetony można kupić w automacie na każdej stacji lub w kasie. Zawsze, gdy kupowaliśmy 6 żetonów, Panie w kasie (widząc jedynie dwie osoby przy okienku) za każdym razem tłumaczyły nam, że wystarczy kupić tylko jeden żeton na osobę i można zmieniać linię metra do woli. Miło. Aczkolwiek, nie znając ukraińskiego, trochę nam zajmowało tłumaczenie, że o tym wiemy.

Do korzystania z metra zachęca nie tylko cena, ale i wygląd stacji. Są po prostu piękne. Co więcej, to najgłębsze stacje metra na świecie (miały być schronem w razie wybuchu III wojny światowej). Rekordowa, o nazwie Arsenalna, liczy 105,5m głębokości. Dla porównania, najgłębsza stacja metra w Warszawie liczy 23 metry głębokości. Wjazd ruchomymi schodami do wyjścia na miasto trwa mniej więcej 4 minuty (nie wierzyłam, dopóki nie dojechałam do końca ruchomych schodów, za którymi zobaczyłam następne). Warto się skupić, żeby na nie wejść, bo nie należą do najwolniejszych. Ułatwieniem dla osób nieznających ukraińskiego są oznaczenia stacji metra. Oprócz ich nazw wprowadzono też numery, aby nie mieć na sumieniu załamanych cyrylicą turystów. Warto dodać, że w podziemiach metra kijowskiego nie ma koszy na śmieci. Nie jest to niedopatrzenie ze strony władz, ale obawa, że mogłyby zostać wykorzystane do podłożenia bomby przez terrorystów.

Схема_Київського_метро
Mapa kijowskiego metra, Agenty zmin, licencja, Wikimedia Commons

GDZIE ZJEŚĆ SMACZNIE, TANIO I TRADYCYJNIE? 

Puzata Chata – sieć restauracji, w których można zjeść dania kuchni regionalnej. Potrawy są już przygotowane, należy tylko wskazać, o które prosimy. Podwójna porcja wareników (pierogów ukraińskich) w zestawie z piwem 0,5l kosztowało niecałe 15zł. Sieciówka cieszy się powodzeniem wśród turystów. Przekonaliśmy się o tym, kiedy z trudem znaleźliśmy stolik dla sześciu osób (mimo, że lokale są spore).

Varenichnaya Katyusha – Porcje są niewielkie ale ceny pozwalają na zamówienie kilku dań (dania kosztowały 7-12zł). Poza tradycyjnymi daniami ukraińskimi zachwyca też wystrój lokalu (dekoracje czasów radzieckich).

20170403_163242

CO ZJEŚĆ NA UKRAINIE?

Pierwszą rzeczą, której warto spróbować podczas podczas pobytu w Kijowie jest Barszcz Ukraiński, różniący się od naszego w Polsce. Wersja u sąsiadów zawiera kapustę, buraki, marchew, mięso i kwaśną śmietanę. Kolejnym tradycyjnym daniem, a właściwie zupą, jest Soljanka – zupa rybna przygotowana na bulionie warzywnym, z dodatkiem cytryny, oliwek, kwaśnej śmietany i przypraw. Warto spróbować jednej z potraw tatarskich – Czeburak. Jest to ostro przyprawiony ogromny smażony pieróg, wypełniony baraniną. Typowym ukraińskim daniem są odpowiedniki naszych pierogów. Wareniki to opcja na słodko: z twarogiem lub owocami, natomiast Pielmieni to pierogi z mięsnym farszem. Do obu wersji dodaje się porcje śmietany. Popularne na Ukrainie jest także spożywanie kwasu chlebowego.

WALUTA W KIJOWIE: 

Oficjalną walutą na Ukrainie jest hrywna, która dzieli się na 100 kopiejek. 1UAH = 0,14zł (dane z października 2017).

CENY W KIJOWIE:

Niektórzy twierdzą, że w Kijowie można kupić wszystko za grosze. Inni uważają, że Ukraina to tanie państwo, ale jej stolica już nie bardzo. Tego, jak czułam się podczas zakupów w Kijowie raczej nie można porównać do zakupów Skandynawów w polskich sklepach. Mimo to, ceny są niskie:

ceny w KIjowie

CO ZOBACZYĆ W KIJOWIE? O tym w kolejnym wpisie, poświęconym kijowskim atrakcjom.

Temat z pewnością nie został przeze mnie wykorzystany (mimo wielu starań), dlatego wszelkie uwagi czy też inne przydatne informacje w komentarzach będą mile widziane!

Muzeum Korupcji, czyli willa Janukowycza

Przy okazji wyjazdu do Kijowa postanowiliśmy też odwiedzić Meżyhirję. Znajduje się tam dawna posiadłość byłego prezydenta Ukrainy, o której jeszcze do niedawna było bardzo głośno. Pewnie większość z Was pamięta wydarzenia po ucieczce Janukowycza,  kiedy parlament ukraiński przejął willę wraz z grupą protestujących na Majdanie w lutym 2014 roku. Od tamtej chwili do rezydencji napływają tłumy osób – nie tylko z tego kraju ale i z całego świata. 

Obiekt wzbudza mieszane uczucia. W moim przypadku było to raczej przerażenie niż zachwyt. Myślę, że Ukraińcy zgodzą się ze mną i zdają sobie sprawę z tego, że są sponsorami jego złotych sedesów, sztucznych jezior, marmurowych mostów, dwóch helikopterów z lądowiskiem, złotych kijów do golfa, domowego ZOO, ponad 2000 pracowników na terenie obiektu czy też garażu z luksusowymi samochodami wraz ze stacją benzynową.

Posesja liczy 137ha (oficjalnie Janukowycz miał posiadać rzekomo jedynie 1,7ha). Ogrodzono ją murem z każdej strony, liczącym 3m wzwyż i 2m wgłąb ziemi. Nie zabrakło też kolczatki z napięciem 3000V i snajperów (za czasów Janukowycza), pilnujących aby ktoś nieupoważniony nie przekraczał zalecanej odległości od linii brzegowej. Większość budynków znajdujących się na tym terenie połączono podziemnymi korytarzami. Zamontowano też podziemny system wentylacji.

20170402_122525
ogrody Meżyhirji
20170402_122202
Część sportowa rezydencji wyposażona w basen, sauny, ring bokserski…

Jak dostać się do Meżyhirji?

Najtaniej jest podjechać na ostatnią stację niebieskiej linii metra – Heroiv Dnipra (nr 210). Po wyjściu ze stacji należy skręcić lewo i minąć część targu. Tam właśnie mieści się przystanek dla marszrutek, który dowiezie nas do celu. Koszt przejazdu wynosi 50UAH za osobę. Podróż zajmuje 25 minut. Jeśli komuś marzy się wydanie stu hrywien więcej to również jest taka opcja. Maszrutki wyjeżdżają spod Majdanu, koszt przejazdu wynosi 150UAH/osoba.

Bilety wstępu:

Wejście na teren Meżyhirji kosztuje 50UAH (dzieci – 20UAH). Przy wejściu można wypożyczyć rowery w cenie 80UAH. Wstęp do wnętrza willi kosztuje 200UAH. Przewodnik oprowadza grupy jedynie w języku ukraińskim (co 2 godziny, począwszy od 10:00, ostatnie wejście o 18:00).

Zdecydowaliśmy się na wycieczkę z przewodnikiem po całej posiadłości, pomijając zwiedzanie wnętrza domu. Koszt wyniósł 200UAH za osobę (możliwość wynajęcia przewodnika wraz z meleksem tuż przy wejściu do Meżyhirji, języki do wyboru: ukraiński lub rosyjski).

20170402_122826

Zanim ją rozpoczęliśmy, spacerowaliśmy po terenie kompleksu i podziwialiśmy ogród za domem, aleje, altanki, park, fragment antycznych ruin oraz ZOO. Od strony głównego wejścia posiadłość wydaje się okazała, aczkolwiek niepozorna. Dopiero po przejściu na drugą stronę widać, że wycena na miliardy dolarów nie jest przesadą.

Ukraiński przewodnik oprowadził nas po całym kompleksie, opowiadając o Meżyhirji w jego ojczystym języku. Nikt z nas nie ogarniał ukraińskiego, ale przydało się trochę rosyjskiego na studiach. Zdecydowanie warto skorzystać z tej wycieczki – bez Aleksandra i meleksa nie zobaczylibyśmy nawet połowy. Nie poznalibyśmy również historii związanych z tym miejscem. Dzięki niemu znamy chociaż ich kontekst. Dopuszczam też opcję, że tylko wydaje nam się, że zrozumieliśmy, co do nas mówił…

Warto też odwiedzić garaż Janukowycza (wstęp: 30UAH), w którym znajdziemy kolekcję 42 luksusowych pojazdów. Były prezydent poruszał się nimi jedynie po terenie posiadłości. Poza jej murami pokazywał się tylko w 3 z 42 pojazdów. Przy garażu znajduje się stacja benzynowa. Janukowycz miał też dwa helikoptery z lądowiskiem. Jeden z nich pozostał na terenie rezydencji, drugim uciekł podczas protestów.

20170402_14352720170402_14373820170402_144147davJanukowycz miał rozmach, jeśli chodzi o gościnność. Wybudował dom dla swoich gości (z polem golfowym i sztucznym jeziorem), który nazwano Putinówką. Jak sama nazwa wskazuje, gościł w nim Putin, jednak było to ponoć tylko dwa razy.

Wykupił sobie dostęp do Morza Kijowskiego (tak właśnie nazywany jest Dniepr przez mieszkańców Kijowa), na którym znajduje się Galeon – statek wysadzany kryształami Swarovskiego, z cennymi jajkami Faberge. Był to skromny prezent od przyjaciół. Galeon był jedną z wielu restauracji w Meżyhirji. Kuchnia nie musiała martwić się o dostawę świeżego mięsa – miała własną rzeźnię.

Były właściciel uwielbiał wymyślne potrawy i mięsa przeróżnego rodzaju, a więc mieszkańcy ZOO niewątpliwie mu się przydali. Obok sztucznych jezior stoją spore altanki z miejscem na grilla i budynki, pełniące rolę kuchni polowych. To wszystko otaczał las, w którym pracownicy podkładali grzyby, które Janukowycz uwielbiał zbierać…

Nikt nie jest w stanie wycenić tego całego obiektu. Były prezydent wywiózł sporo rzeczy jeszcze przed ucieczką. Postaram się jednak zarysować ogrom pieniędzy, jakie zainwestowano w ten obiekt. Koszt marmurowego mostu wynosił 12 milionów dolarów. Na rachunku za wykonanie ogromnego pokoju do parzenia herbaty widnieje kwota 1.695.744 dolarów.

Zwiedzanie kompleksu możliwe jest do godz. 20:00. Po czterech godzinach spędzonych w Meżyhirji wróciliśmy do Kijowa. Przekroczyliśmy bramę główną, po raz ostatni mijając pamiątki z hasłami antyrosyjskimi, magnesy z Putinem i hitlerowskim wąsem na jego twarzy, a także rzutki i tarcze z głowami Janukowycza.

Czy warto odwiedzić to miejsce? Zdecydowanie tak. Ciężko jest opisać jego przepych, odzwierciedlający skalę korupcji na Ukrainie za czasów Janukowycza. Ciekawe ilu jest takich polityków, których kompleksy, chore ambicje i dostęp do pieniędzy podatników doprowadziły do posiadania wielkich willi, o których istnieniu nie mamy pojęcia…