Zapora Hoovera – sztos inżynierii

Zaporę Hoovera nieraz nazywano 8 cudem świata. W momencie powstania była ona największą betonową konstrukcją, największą zaporą i największą elektrownią wodną na świecie. Piorunujący postęp techniki zapoczątkował budowę nowych konstrukcji i odebrał jej wszelkie tytuły w błyskawicznym tempie. Niemniej jednak, utworzenie takiej zapory w kanionie bez pomocy dzisiejszych rozwiązań technologicznych można śmiało określić cudem inżynierii. 

Zapora Hoovera w liczbach:

  • 224 metry wysokości,
  • 379 metrów długości,
  • 200 metrów szerokości u podstawy i 15 metrów w najwyższej części,
  • waga – 6.6 milionów ton,
  • 2074 MW mocy w elektrowni, wyposażonej w 19 turbin.

Obiekt upodobało sobie kilku reżyserów, którzy wielokrotnie rujnowali Zaporę Hoovera. Jak widać, Hoover Dam ma się dobrze nawet po ataku Transformers, trzęsieniu ziemi w San Andreas i zawaleniu w 10.5 Apocalipse. Mimo konkretnej konstrukcji wciąż obawiano się, że niektóre scenariusze filmowe okażą się rzeczywistością. Po zamachu terrorystycznym na wieże WTC 11 września 2001 roku wzmożono środki bezpieczeństwa w całym kraju. W 2010 roku utworzono ogromny most, na który przeniesiono ruch samochodowy, wcześniej odbywający się na Zaporze. Powodem stworzenia dodatkowej przestrzeni był również wzrost liczby ludności w okolicznych miastach.

Opisując Zaporę Hoovera wypadałoby wspomnieć, kim tak właściwie jest ten Hoover. Konstrukcję nazwano tak na cześć 31 prezydenta USA – Herberta Hoovera, który odegrał sporą rolę w powstaniu zapory. Budowa trwała niespełna 5 lat. Pochłonęła 40 mln dolarów i 100 robotników, którzy stracili życie przy pracy. To jednak oficjalne statystyki – niektóre źródła mówią o setkach ofiar. Biorąc pod uwagę warunki pracy, liczba ta była i tak niewielka. Sto lat temu przepisy BHP były tylko dobrą bajką dla dzieci. Pracownicy wykonywali swoje obowiązki na wysokościach bez odpowiednich zabezpieczeń. Udary wśród robotników były na porządku dziennym – temperatury wahały się pomiędzy 40 a 50 stopniami Celsjusza. Gwarantuję, że po kilku godzinach zwiedzania będziecie mieć tę zaporę w… nosie. Spróbujcie sobie wyobrazić, co czuli robotnicy. Mimo to, chętnych było wielu i nie wszyscy dostali tę robotę. W USA panował wtedy Wielki Kryzys – do pobliskiego Las Vegas przyjechało 20 tysięcy bezrobotnych, w nadziei na pracę przy zaporze. Zatrudniono niespełna 5300 osób.

PRZYGOTOWANIA DO ROZPOCZĘCIA BUDOWY ZAPORY:

Zanim rozpoczęto budowę, należało odpowiednio przygotować teren. Trzeba było odwrócić bieg rzeki. W kanionie wybito cztery pięciokilometrowe tunele o średnicy 17 metrów, którymi popłynęły wody Kolorado. Pomogło w tym specjalne urządzenie ze świdrami wiercącymi otwory na ładunki wybuchowe, które usuwało 14 metrów skał na dobę. Należało zabezpieczyć się przed ewentualnym zalaniem, budując tymczasowe zapory. Trzeba było zadbać o odpowiednie podłoże dla konstrukcji. Usunięto ponad milion metrów sześciennych ziemi, dokopując się do stabilnej skały, na której stanęła Hoover Dam. Mocne podłoże nie wystarczyło. Należało też zadbać o stabilne ściany, usuwając z kanionu zniszczony kamień. W jaki sposób? Robotnicy likwidowali zbędne skały młotami i dynamitem, zwisając na linach. Kamienie często spadały im na głowy – była to najczęstsza przyczyna śmierci.

HooverDamHighScaler
źródło, domena publiczna

PIERWSZE KASKI:

Aby zapobiec wypadkom śmiertelnym powodowanym przez spadające na pracowników kawałki ścian, robotnicy stworzyli pierwsze kaski. Moczyli kawałki materiału w smole, które – po ostygnięciu – zakładali na głowę. Taka ochrona znacznie zmniejszyła liczbę ofiar. Firma zajmująca się budową zapory zakupiła kaski dla wszystkich pracowników. Od tamtej pory każdemu robotnikowi nakazano noszenie go podczas pracy.

KUPA BETONU: 

Do budowy zapory zużyto 2,5 mln metrów sześciennych betonu. Doliczając do tego 850 tysięcy metrów sześciennych, jaki przeznaczono na elektrownię i pozostałe budynki należące do kompleksu Hoover Dam, taka ilość betonu zapewniłaby powstanie autostrady łączącej zachodnią część USA ze wschodem. Obliczono też, że przy jednorazowym wylaniu jego zaschnięcie zajęłoby 125 lat. Dlatego też wylewano go stopniowo do utworzonych tam bloków. Żeby nie było zbyt łatwo – okazało się, że bloki te zwiększały swoją objętość i nagrzewały się do 70 stopni Celsjusza. W tym celu zamontowano między nimi rury z zimną wodą, które je chłodziły.

Do dziś krążą legendy o robotnikach, którzy wpadli do formy i zostali zalani betonem. Jakkolwiek mrocznie to nie brzmi, twórców tych opowiadań poniosła fantazja, bo każdorazowe wylanie betonu podnosiło poziom konstrukcji zaledwie o kilka centymetrów. 

800px-Placing_concrete_with_4-cubic_yard_transit_mixer_in_column_'M'-13._Transit_mixers_are_used_where_the_small_size_of..._-_NARA_-_293933
źródło: U.S. National Archives and Records Administration, Wikimedia Commons, domena publiczna

JEZIORO MEAD:

Po zakończeniu budowy konstrukcji przystąpiono do wypełnienia sztucznego zbiornika wodnego – jeziora Mead. Proces trwał 6 lat. Przesiedlono wiele osób z miejscowości, które zostały zalane. Podczas znacznego obniżenia poziomu wody widać ruiny opuszczonych miast i wiosek. Za 20 lat Mead może całkowicie wyschnąć. Wszystko za sprawą zmian klimatu oraz nadmiernego zużywania wody. Obniżenie poziomu wody postępuje błyskawicznie – jeszcze kilka lat temu był on o 10 metrów wyższy. Wprowadzone ostatnio restrykcje dotyczące zużywania wody raczej już nie pomogą.

1
Znajdź 10 różnic, czyli dawna linia poziomu wody i linia wyznaczająca długość mojej koszulki pracowniczej

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Odwiedzając to miejsce latem, poczujecie się jak w piekarniku. Pamiętajcie o kremach przeciwsłonecznych z konkretnym filtrem. Ponadto, przekraczając granicę dwóch stanów – Arizony i Nevady, przenosicie się do innej strefy czasowej – pamiętajcie więc o przestawieniu swoich zegarków.

Na głównym parkingu należącym do kompleksu Zapory Hoovera zapłacicie 10$ za samochód. Ponoć można zostawić auto bezpłatnie po stronie Arizony. Nie sprawdziłyśmy tego, więc pozostanę przy informacji o płatnym miejscu postoju.

W Visitor Center można wykupić wycieczkę po kompleksie: godzinną w cenie 30$ oraz półgodzinną za 15$ (tę drugą można zakupić on-line). Więcej informacji o możliwych wycieczkach, ich cenach i dostępnych godzinach znajdziecie tutaj. Poza wycieczkami, warto udać się na most Mike O’Callaghana i Pata Tillmana, skąd rozpościera się widok na Hoover Dam w całej swej okazałości:

PODSUMOWUJĄC:

Po kilku godzinach podziwiania tej niezwykłej konstrukcji z każdej strony w niemałym upale udaliśmy się do Las Vegas. Zapora znajduje się w bliskiej odległości od Światowej Stolicy Hazardu i jest doskonałym pomysłem na spędzenie ciekawego popołudnia, podczas gdy Las Vegas za dnia przypomina raczej miasto widmo. Nie sądziłam, że ta konstrukcja może mnie zainteresować, dopóki nie zobaczyłam jej na własne oczy. Mimo, że tytuł największej zapory na świecie został jej odebrany już po 9 latach od ukończenia budowy, do dziś przyciąga tłumy turystów i nic nie wskazuje na to, aby coś się zmieniło. Inżynierowie, którzy przyczynili się do jej powstania, wykazali się ogromnym profesjonalizmem. Nie brakowało im również pomysłowości, tak jak właścicielom pobliskiego sklepu z pamiątkami w pobliżu Hoover Dam: 

Parki Narodowe w USA – Wielki Kanion, Bryce Kanion, Zion

Podczas zwiedzania zachodniej części USA odwiedziłam Grand Canyon National Park, Bryce Canyon National Park oraz Zion National Park. Niestety nie udało mi się zobaczyć Antelope Canyon – wszystkie bilety zostały w tym dniu wyprzedane. Nie przeznaczyliśmy na te miejsca wystarczająco dużo czasu – jeden dzień na Wielki Kanion to stanowczo za mało. Mimo wszystko, znaleźliśmy go trochę więcej niż pewna grupka, wysiadająca z autobusu w pobliżu tarasu widokowego. Po sesji zdjęciowej na zamyślonego, członkowie grupy żwawym krokiem udali się w kierunku autokaru, kończąc swą przygodę z Wielkim Kanionem w zaskakująco szybkim tempie.

TRANSPORT:

Najłatwiej zwiedzać parki narodowe, mając do dyspozycji samochód. Proponuję przylot do Las Vegas i wynajęcie samochodu, np. na lotnisku. Oddając pojazd w tej samej siedzibie wypożyczalni można sporo zaoszczędzić. Na terenie większości parków narodowych w sezonie (czasami również poza nim) kursuje bezpłatny shuttle bus – dowiezie Was na początek danego szlaku lub do punktów widokowych.

Zion_Free_Shuttle_5479.jpg
Shuttle bus w Zion. Autor zdjęcia: gillfoto (Wikimedia commons), licencja

NOCLEGI:

Można skorzystać z hoteli w parkach narodowych, oferujących drogie noclegi (pokoje dwuosobowe od 250$/doba, wymagana jest wcześniejsza rezerwacja). Zdecydowanie tańsze są domki letniskowe, położone w pobliżu parków. Jest jednak problem z ich dostępnością – warto zarezerwować je z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Jeśli planujecie przeznaczyć na każdy park jeden dzień, skorzystajcie z usług znacznie tańszych moteli na trasie.

Namiot to chyba najlepsza opcja – można go kupić w USA w dobrych cenach (już od 18$ w Walmarcie). Pamiętajcie o wcześniejszej rezerwacji na polach namiotowych! Możecie je znaleźć na każdej stronie internetowej danego parku lub tutaj. W niektórych miejscach dokonuje się rezerwacji tego samego dnia, ustawiając się nad ranem w długiej kolejce. Nie potrafię jednak powiedzieć, jakie są szanse na zarezerwowanie noclegu w ten sposób. Ceny na polach namiotowych wahają się w granicach 8-20$. Często nie wliczono w nie korzystania z prysznica. Jeśli wybrany przez Was kemping nie posiada go, nie martwcie się. Nie chodzi o to, aby nakłonić Was do zaniedbania higieny osobistej. W każdym parku są prysznice, dostępne dla Gości spoza kempingu (oczywiście odpłatnie).

Odważniejsi mogą też rozłożyć namiot na terenie Parków Narodowych USA poza kempingiem. Wówczas powinni zgłosić się do Wilderness Information Center, aby uzyskać pozwolenie od władz parku. Poza zgodą na rozbicie namiotu, pracownicy wręczają tzw. bearboxy. Są to duże metalowe skrzynie, w których należy schować cały swój dobytek, posiadający jakikolwiek zapach. Śmieci, jedzenie i kosmetyki potrafią skłonić niedźwiedzia do złożenia Wam niespodziewanej wizyty w namiocie.

Na każdy z parków poświęciliśmy jeden dzień. Noce pomiędzy ich zwiedzaniem spędziłyśmy w samochodzie (parkingi Walmart/stacje benzynowe). Udało nam się sporo zaoszczędzić, ale jest to niezbyt wygodne rozwiązanie.

20150914_152748
Nasz hotel i samochód w jednym

WSTĘP DO PARKÓW NARODOWYCH:

Wstęp do większości Parków Narodowych na terenie USA jest płatny. Nie jest jednak aż tak źle – płaci się za samochód, a nie za każdego pasażera. Cena za auto waha się pomiędzy 20$ a 30$ (bilet umożliwia wjazd do danego parku przez cały tydzień). Za motocykl płaci się mniej: 10$ – 20$. Najtańszą stawkę płacą piesi i rowerzyści: 10-15$.

Jeśli chcielibyście odwiedzić więcej parków, warto pomyśleć o ANNUAL PASS w cenie 80$. Można ją zakupić przy bramie wjazdowej do większości parków lub przez Internet. Karta umożliwia wjazd na teren każdego parku przez cały rok od momentu zakupu. Annual Pass może mieć maksymalnie dwóch właścicieli.

Przy bramie wjazdowej do każdego parku otrzymacie sporo informacji od pracowników wraz z biuletynem i mapką danego miejsca. Można też udać się do Visitor Center w każdym parku. Ponadto, w sezonie odbywają się swego rodzaju wykłady, prowadzone przez Rangersów. Jeśli wyobrażacie sobie drużynę Power Rangers opowiadającą o Wielkim Kanionie to muszę Was rozczarować. Ranger to po prostu leśniczy, konserwator w parku narodowym. Niemniej jednak, jego historie są ciekawe. Zdecydowanie warto znaleźć trochę czasu na posłuchanie tego, co ma do powiedzenia superbohater leśniczy. Rangersi często prowadzą bezpłatne wycieczki po parku.

GRAND CANYON NATIONAL PARK

Nie sądziłam, że Park Narodowy może zrobić na mnie tak wielkie wrażenie – nie jestem w stanie tego opisać. Możliwość zobaczenia tego miejsca na żywo jest głównym powodem, dla którego zachęcam wszystkich do odwiedzin zachodniej części USA – nawet jeśli miałby to być wybór pomiędzy zachodem a wschodem. 

Wielki Kanion znajduje się w stanie Arizona, na terenie Wyżyny Kolorado. Zajmuje niemałą powierzchnię – rozciąga się na 4926 kilometrach kwadratowych. Ciężko ustalić, kiedy powstał – niektóre badania mówią, że liczy 70 milionów lat. Inni naukowcy twierdzą, że początki miały miejsce „zaledwie” 5-6 milionów lat temu. Najstarsza warstwa kanionu liczy 2 miliardy lat, zaś najmłodsza – 230 milionów. Wielki Kanion wykształcił się wskutek erozji skalnych.

Można go obejrzeć od strony północnej, jak i południowej – częściej wybieranej przez turystów. South Rim (na południu) umożliwia najłatwiejszy dostęp do wielu punktów widokowych oraz skorzystanie z Centrum Informacji Turystycznej i darmowego shuttle bus. Ponadto, można odwiedzić tamtejszą osadę Indian, którą zamieszkiwały kiedyś plemiona Navajo. Niemałą atrakcją jest spacer po Skywalk – szklanej platformie widokowej, zawieszonej 1220 metrów nad przepaścią. Północna krawędź kanionu posiada trudniejsze szlaki. Niestety, nie wypowiem się na temat tej części, ponieważ odwiedziłam Wielki Kanion od strony południowej. Kogoś o grubszym portfelu z pewnością zainteresuje fakt, że można tam odbyć spływ pontonem lub podziwiać te niezwykłe tereny z okien helikoptera.

Podczas zwiedzania Wielkiego Kanionu nietrudno o spotkanie z kojotem, skunksikiem i szopikiem pręgoogonowym (nie są to moje pieszczotliwe zdrobnienia – tak właśnie nazywa się ten gatunek). Występują tu również grzechotniki, jelenie kanadyjskie, czarne niedźwiedzie, wiewiórki, jeżozwierze, sokoły, bieliki amerykańskie i kondory kalifornijskie.

punkt widokowy...
NAJWIDOCZNIEJ DLA DOBREJ FOTKI MOŻNA ZROBIĆ WSZYSTKO…

BRYCE CANYON NATIONAL PARK

Bryce Canyon National Park to niewielki Park Narodowy (145 kilometrów kwadratowych) w stanie Utah, który zrobił na mnie większe wrażenie niż Wielki Kanion. Być może jest to zasługa zachodu słońca, na który trafiliśmy, będąc na jednym z najlepszych punktów widokowych w tym parku.

Mimo słowa „Canyon” w swojej nazwie, właściwie nie jest on kanionem. Po pierwsze, nie przepływa przez niego rzeka – taka nazwa jest więc bezpodstawna. To miejsce powstało wskutek niszczenia skał podczas naprzemiennych cykli zamarzania (nocą) i rozmrażania (za dnia) wody, która wypełniała szczeliny w skałach. Kolejnym procesem wpływającym na wygląd tego parku jest rozpuszczanie wapienia przez deszczówkę, posiadającą kwaśny odczyn.

Zgodnie z legendą, dawni mieszkańcy Bryce Canyon mogli przeistaczać się w różne postaci za pomocą czarów. Nadużycie specjalnych mocy rozzłościło jednego z bożków, który pozamieniał ich w kamienie. Formacje skalne w parku dla niektórych stanowią potwierdzenie legendy, przypominając ludzi. Mówi się też, że kształty skał nawiązują do wież zamków i pałaców.

Jednym z wielu punktów widokowych parku jest Sunrise Point oraz Sunset Point – jak sama nazwa wskazuje – są to idealne miejsca na podziwianie wschodu i zachodu słońca. Kolejnym dobrym punktem widokowym, który oferuje odwiedzającym przepiękną panoramę jest Inspiration Point. Niemniej ciekawe jest Bryce Point, które zapewnia widok na oryginalne formacje skalne zwane amfiteatrem, w całej swej okazałości. Podczas jednego dnia w Bryce Canyon National Park odbyłyśmy spacer szlakiem Navajo Loop Trail. Pozwolę sobie pominąć jego opis – wjeżdżając do parku otrzymacie mapę i gazetkę informacyjną, w której znajdziecie wszelkie informacje dotyczące poruszania się po parku. Poza wieloma turystami, w Bryce Canyon National Park można spotkać kojota, orła, pumę, świstaka, susła i sowę.

ZION NATIONAL PARK 

Trzeci opisany przeze mnie w tym wpisie park w pełni oddaje krajobraz Dzikiego Zachodu. 600 kilometrów kwadratowych to powierzchnia Parku Narodowego Zion, który posiada pustynie, kaktusy, wodospady, kaniony, wysokie czerwone ściany piaskowców, a także wąskie labirynty i strome urwiska, które przecina Dziewicza Rzeka. To wszystko stwarza tam niesamowitą atmosferę. 

Nadana przez Mormonów nazwa tego miejsca nie jest przypadkowa. Nawiązuje do słowa Syjon, oznaczającego Miasto idealne. Początki tego miejsca sięgają 250 milionów lat temu. Wszystkie wymienione wyżej atrakcje, należące do parku zastępowało kiedyś płytkie morze, otoczone przez pustynię. Z biegiem lat (skromnie powiedziane – bardziej pasuje tu chyba z biegiem milionów lat) ukształtowały się tam ogromne, kolorowe klify, stanowiące przepiękną atrakcję turystyczną parku. Rzeka przecinająca Zion Park wycięła w niektórych miejscach szczeliny wysokości 1000 metrów. Najsłynniejszym z tamtejszych kanionów jest Zion Canyon.

Park zamieszkują jelenie mulaki, lisy, żbiki, pumy, przeróżne jaszczurki i węże (np. grzechotniki) oraz ptaki – orły, przepiórki, kukawki). Jeśli odwiedzacie park pomiędzy marcem a listopadem, istnieje możliwość odbycia szlaku Sand bench Trail konno. Rezerwacji można dokonać w schronisku Zion Lodge. Jazda konna sprawi, że poczujecie się niczym serialowy Bonanza.

Przy wjeździe do parku (drogą Highway 9, oferującą przepiękne widoki) otrzymacie wszystkie niezbędne informacje na temat tamtejszych atrakcji, szlaków i punktów widokowych. Proponuję przejazd do ostatniego przystanku Shuttle Bus w Temple of Sinawava, zatrzymując się po drodze na zobaczenie Sądu Patriarchów, Płaczącej Skały, Wielkiego ZakolaWarto też wstąpić do Zwężeń, w których można pospacerować – jak sama nazwa wskazuje – po zwężającym się kanionie. Do najbardziej interesujących atrakcji zaliczają się Szmaragdowe Stawy i Ukryty Wąwóz. Zion National Park posiada jeden z najniebezpieczniejszych szlaków na świecie obejmujący formację skalną, zwaną Lądowiskiem Aniołów (zdjęcie poniżej przedstawia fragment szlaku). Jeśli kogoś nie zadowala fotografia, zapraszam do obejrzenia filmiku, który z pewnością lepiej przedstawi Wam to miejsce.

angels-landing-2228352_960_720
Angels Landing w Zion National Park, pixabay.com, domena publiczna

OBSERWACJE GWIAZD W PARKACH NARODOWYCH USA:

Parki Narodowe na terenie USA to jedne z najlepszych miejsc na świecie do obserwacji gwiazd. Po pierwsze – znajdują się w dużej odległości od wielkich miast. Po drugie, zabudowa na terenie parków ułatwia ich obserwację poprzez ograniczenia sztucznego oświetlenia (zazwyczaj światła ustawiane są ku dołowi). Za drobną opłatą można skorzystać z licznych teleskopów, ulokowanych w wielu punktach widokowych amerykańskich parków narodowych.

Fairyland Canyon Utah Milky Way National Park Park
źródło: MaxPixel, domena publiczna

Opisane powyżej miejsca to zaledwie 3 z 59 Parków Narodowych, które rozciągają się na terenach USA. Aby uzyskać więcej informacji na temat poszczególnych miejsc warto odwiedzić tę stronę – znajdziecie tam wszelkie informacje o każdym parku w Stanach Zjednoczonych. 

Poza interesującym Nowym Jorkiem, uporządkowanym Waszyngtonem, tropikalną Florydą, filmowym Los Angeles i słoneczną Kalifornią, USA posiada jedne z najpiękniejszych parków narodowych na świecie. Nie należy omijać ich podczas swojej podróży! Zamieszczone we wpisie zdjęcia nawet w połowie nie oddają widoków, jakie oferują parki. Mam nadzieję, że wkrótce sami się o tym przekonacie. 

Salt Lake City – miasto Mormonów i czystych ulic

Kojarzycie to miasto i nie wiecie dlaczego? Już podpowiadam. Może komuś obiło się o uszy, że jest to centrum religijne Mormonów? Czyżby powodem były Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2002 roku? Być może pamiętacie sukcesy lub niebezpieczny upadek Adama Małysza na tamtejszej skoczni? Dla mnie jest to miejsce rozpoczęcia amerykańskiej przygody po zakończeniu pracy w Dorney Parku. Z Nowego Jorku, leżącego na wschodnim wybrzeżu udałyśmy się z koleżanką do stolicy Utah na zachodzie. Po spędzeniu tam trzech dni moimi głównymi skojarzeniami z miastem są Mormoni i czyste ulice. 

KIM TAK WŁAŚCIWIE SĄ CI MORMONI?

Podczas pierwszych chwil w mieście co jakiś czas napotykałyśmy nienagannie ubrane, uśmiechające się osoby. Wielokrotnie pytały nas czy nie potrzebujemy pomocy. Kiedy o północy mijałyśmy największą świątynię w mieście, stało przy niej – niczym w równym rzędzie – kilka eleganckich młodych osób, które prowadziły między sobą dyskusję. Byli to Mormoni – członkowie „Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich”, który w 1930 roku założył John Smith.

Zapisy w Księdze Mormona wzbudzały wiele kontrowersji. Do 1890 roku dopuszczano wśród jego członków poligamię (sam Smith miał 33 żony). Uważano, że ciemny kolor skóry jest karą za grzechy (zapis usunięto dopiero w 1978 roku) i że istnieje wiele bogów. Zgodnie z ich wiarą Jezus jest rzekomym bratem Lucyfera, był trzykrotnie żonaty i miał dzieci w czasie swojego ziemskiego życia. Mormoni posiadają spore wpływy polityczne i gospodarcze, m.in. w Salt Lake City, na Hawajach i w sieci hoteli Marriot. Mają też własne gazety, stacje telewizyjne, towarzystwa ubezpieczeniowe, a nawet szpitale. Wyznawcy nie mogą spożywać żadnych używek – począwszy od kawy i herbaty po alkohol. Nie wolno im także palić papierosów. Znani są z ogromnej uprzejmości i szacunku dla innych religii. Ważnym elementem w ich życiu są misje w różnych zakątkach świata (najczęściej dwuletnie), które opłacają z własnej kieszeni. Zazwyczaj prowadzą je dwudziestolatkowie oraz młode małżeństwa. Przed wyjazdem intensywnie uczą się języka kraju, do którego się wybierają. Często oferują naukę angielskiego w zamian za możliwość prowadzenia nauk. Z nieoficjalnych źródeł wiem, że w zamian za zgodę na podjęcie próby nawrócenia oferują nawet sprzątanie mieszkania lub zajmowanie się dziećmi, nie oczekując za to wynagrodzenia pieniężnego.

2620059872_58ca0eb065_b
Misjonarze mormońscy, źródło: Versageek (flickr.com), licencja

JAK DOSTAĆ SIĘ DO SALT LAKE CITY?

Szczerze mówiąc, pobyt tam nie był jakimś kluczowym momentem wyjazdu. W internetowej wyszukiwarce połączeń eSky.pl znalazłyśmy lot American Airlines z Nowego Jorku do Salt Lake City International Airport (z przesiadką w Phoenix) w dobrej cenie – 400zł. Lot pozwolił nam tanio przedostać się na zachód USA.

Podczas lotu podziwiałyśmy Góry Skaliste i wielkie Słone Jezioro. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie spotkam osób siedzących obok mnie w samolocie, które słyszały naszą niezbyt mądrą dyskusję pod tytułem: „Nie wiedziałam, że mają tutaj jezioro!”. Po opuszczeniu lotniska dotarło do mnie, że nazwa miasta brzmi SALT LAKE City (Miasto SŁONEGO JEZIORA).

GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ?

Nocowałyśmy w Avenues Hostel (szczegóły rezerwacji), który przekonał nas do siebie dobrymi warunkami, względną ceną oraz znakomitą lokalizacją. W recepcji powitał nas przemiły Pan z idealnym czerwonym manicure i długimi włosami, który raczej nie był Mormonem. 

CO ZOBACZYĆ W SALT LAKE CITY?

Położone nad Słonym Jeziorem miasto otaczają góry, które tworzą idealną panoramę na pocztówkach. Salt Lake City często nazywane jest Skrzyżowaniem Zachodu. To również stolica górzystego stanu Utah, który posiada atrakcyjne parki narodowe, stanowe i rezerwaty (Kanion Bryce, Zion, Canyonlands, Capitol Reef, Arches). Samo miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania – na zachodzie USA znajdziecie ciekawsze miejsca. Jest to dobra baza wypadowa do pobliskich parków narodowych. Jeśli jednak już tam się znajdziecie, warto zobaczyć kilka interesujących miejsc:

Kapitol Stanowy w Salt Lake City przypomina instytucję w Waszyngtonie. Niektórzy dostrzegają w nim spore podobieństwo do greckiego Partenonu. Znajduje się na wzgórzu, będącym jednym z najlepszych punktów widokowych na miasto i okolicę (przy budynku mieści się punkt informacji turystycznej).

saltl-1689768_960_720
Kapitol Stanowy w Salt Lake City, domena publiczna

Temple Square to kompleks należący do miejscowych Mormonów. Centralne miejsce zajmuje ogromna świątynia, do której wstęp mają jedynie wyznawcy. Wyglądem przypomina raczej pałac Disneya niż kościół. To pierwszy murowany budynek w mieście, od którego rozpoczyna się numeracja wszystkich domów w Salt Lake City.

Oprócz świątyni, na placu mieści się Sala Zgromadzenia i dwa centra informacyjne. Mormoni z chęcią przybliżają historię tego miejsca. W chwili wkroczenia na teren kompleksu pojawi się przy Was ktoś, kto z szerokim uśmiechem i nienagannym ubiorem opowie Wam o Temple Square, stopniowo zmieniając temat i proponując przesyłkę Księgi Mormonów w języku polskim do Waszych domów w Polsce. Na placu znajduje się tabernakulum, w którym odbywają się koncerty orkiestry i chóru. To ciekawa budowla o okrągłym kształcie, dysponująca miejscem dla 4 tysiący osób. Nie wsparto jej żadnymi kolumnami – w ten sposób wierni mają dobry widok z każdej części sali na przemawiającego do nich proroka. W niedzielę odbywają się tam wystawne koncerty połączone z katechezą, które transmituje telewizja. W skład kompleksu wchodzi też Centrum Konferencyjne, mogące pomieścić 30 tysięcy osób.

W czerwcu 2016 roku jakiś żartowniś stworzył wydarzenie na Facebooku, które zdobyło sporą popularność. Ogłoszono rzekomy koncert nieżyjącego już Tupac w tabernakulum na Temple Square. Amerykański raper średnio wpasowałby się swoją muzyką w mormońskie klimaty… 

Główna siedziba Biblioteki Publicznej w Salt Lake City mieści się w budynku stanowiącym przykład oryginalnej struktury architektonicznej. To najbardziej unikalny budynek w stanie Utah. Poza biblioteką, sześciopiętrowa ściana układająca się w kształt półkola mieści w sobie również sklepy i przeróżne galerie.

Biblioteka Rodzinna w Salt Lake City to owoc pracy mormońskiej organizacji Family Search, która poświęca swój czas na gromadzenie i szukanie informacji dotyczących genealogii. To największy zbiór zapisów, posiadający informacje o 3 miliardów zmarłych z przeszło stu krajów. Są one ogólnodostępne i bezpłatne, zamieszczone na oficjalnej stronie internetowej organizacji.

Dlaczego członków Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich pasjonują poszukiwania swoich korzeni? Niektórzy twierdzą, że powodem jest możliwość ochrzczenia zmarłych, którzy za życia byli niewierni (czyt. nie należeli do Zgromadzenia).

Katedra św. Marii Magdaleny to główny kościół rzymskokatolicki w diecezji Salt Lake City. Niestety nie udało nam się zajrzeć do wnętrza świątyni, ale można je zobaczyć klikając tutaj.

Park Liberty to dobre miejsce na spacer, jogging lub przejażdżkę rowerową. Na jego terenie znajdują się liczne place zabaw, boisko do siatkówki oraz kort tenisowy.

Kolejną atrakcją jest bezodpływowe Słone Jezioro, które liczy 120km długości i 45km szerokości. Nie należy do głębokich – w najgłębszym punkcie ma ono 11 metrów. Jest to drugi najbardziej zasolony zbiornik wodny na świecie. Pierwsze miejsce w rankingu należy do Morza Martwego. Pływanie tam jest dość proste – przez spore zasolenie ciało samo się unosi. Warto dodać, że jezioro… śmierdzi – najintensywniej podczas wiosny. Specyficzny zapach zgniłych jaj tworzy się w czasie frontów sztormowych, które „zruszają” z płytkiego jeziora osad, powstały z rozkładających się resztek roślin i zwierząt, które trafiają tam z okolicznych rzek i nie mają szans na przeżycie w słonych wodach. Dochodzi do uwalniania się z osadu gazów, które z kolei mieszają się w powietrzu z odparowaną słoną wodą.

great-salt-lake-50259_960_720
źródło: Wielkie Jezioro Słone, domena publiczna

W okolicy znajduje się Wioska Olimpijska (30min jazdy samochodem na wschód od Salt Lake City). Zimą 2002 roku o Utah Olympic Park było głośno. 12 lat temu nasz rodak – Adam Małysz – bez skrupułów zgarniał wszystkie medale, wygrywając konkursy w skokach narciarskich. Z Zimowej Olimpiady w Salt Lake City przywiózł srebro i brąz. Mimo, że obecnie atmosfera wioski różni się od tej podczas międzynarodowej imprezy sportowej z 2002 roku, być może w niektórych z Was obudzą się wspomnienia podczas spaceru w tym miejscu.

Jeśli ktoś dysponuje większą ilością czasu być może przyda mu się informacja, że w Salt Lake City istnieje Zoo, planetarium i kilka muzeów: Historii Naturalnej Utah, Sztuki Współczesnej, Sztuk Pięknych, Sztuki Ludowej oraz Dziedzictwa. Niestety (albo i stety) nie odwiedziłam ich, więc nie potrafię powiedzieć, czy warto się tam wybrać. Osoby lubiące trekking mogą zdobyć wzniesienie w Ensigh Park, z którego roztacza się ładny widok na miasto. Warto też wspomnieć, że miasto posiada znakomite ośrodki narciarskie.

20150910_195137
Nowoczesność Salt Lake City

CIEKAWOSTKI O MIEŚCIE: 

  1. To jedyne miasto w Ameryce Północnej, posiadające w nazwie trzy wyrazy.
  2. Od wielu lat znajduje się w rankingu najlepszych miast pod względem szybkiego znalezienia odpowiedniej pracy dla wykształconych osób (Forbes).
  3. Czego powinno się nauczyć od tego miasta sławne Los Angeles? Wskaźnik bezdomności w Salt Lake City gwałtownie spada. Bezdomni otrzymują tam należyte wsparcie.
  4. To tam powstał pierwszy „Zielony Pas” dla rowerzystów w centrum miasta, a także…
  5. pierwsze KFC na świecie.
  6. Salt Lake City ogłoszono miastem wykwintnego jedzenia – tamtejsze restauracje zadowolą nawet wybrednego (i bogatego) turystę.
  7. Mormoni stanowią zaledwie 50% mieszkańców miasta – w porównaniu do stanu Utah nie jest to wysoki wynik.
  8. Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2002 roku ogłoszono jednymi z najlepszych w historii (w dużej mierze sugerując się liczbą transmisji i finansowaniem).

PODSUMOWUJĄC:

Według mnie Salt Lake City to spokojna i nudna miejscowość, w której większość napotkanych osób uśmiecha się do Ciebie i pyta, czy przypadkiem nie potrzebujesz pomocy. Poznanie świata Mormonów było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Mimo wszystko, szkoda czasu na wizytę w tym mieście – lepiej przeznaczyć go na poznanie atrakcyjnej okolicy. Miasto wydaje się nieprzytulne i opustoszałe. Odniosłam wrażenie, że nawet pracownicy lotniska z niedowierzaniem patrzyli na nas, pakujących się do samolotu w tym kierunku… 

Las Vegas – praktyczny przewodnik po Stolicy Rozrywki

Las Vegas posiada najjaśniejszą ulicę świata, którą widać nawet w przestrzeni kosmicznej. Niestety nie byłam w kosmosie i nie wybieram się tam w najbliższym czasie, ale mogę potwierdzić tę informację dzięki zdjęciom NASA. Powstanie stolicy hazardu w stanie Nevada (na terenach pustynnych) udowadnia, że upór i wiara w sukces umożliwia spełnienie nawet najdziwniejszych pomysłów. Mimo upływu lat, tłumy wciąż przyjeżdżają do Las Vegas – jego popularność nie słabnie. W 2017 roku odwiedziło je 40 milionów osób. 

POŁOŻENIE: 

Światowa Stolica Rozrywki, będąca rajem dla hazardzistów i imprezowiczów, powstała pośrodku niczego. Miliony świateł i neonów silnie kontrastuje z okolicą, w której dominują krajobrazy pustynne. Miasto położone jest w dolinie. Zaledwie 0,04% powierzchni Las Vegas zajmują wody, wskutek czego powstało wiele programów dotyczących oszczędnego nawadniania licznych trawników w mieście. Aby lepiej zobrazować pustynny charakter Nevady, załączam zdjęcia:

57

TROCHĘ HISTORII:

W 1829 roku pewien hiszpański badacz natknął się na zielony punkt podczas swojej podróży, którym był obszar dzisiejszego miasta, któremu nadał nazwę „Las Vegas” (hiszp. „łąki”). Tereny te początkowo należały do Meksyku. Zamieszkiwali je rdzenni Indianie. Po przejęciu ziem przez USA (1885) zostały stopniowo zagospodarowywane przez Mormonów. Pod koniec XIX wieku członkowie sekty prowadzili tam misje nawracania Indian.

W latach 1951 – 1992 w Nevadzie podejmowano próby stworzenia bomby atomowej. Obserwacja atomowych grzybów na horyzoncie była świetną atrakcją dla odwiedzających Las Vegas. Ogromny wpływ na rozwój miasta miała bez wątpienia legalizacja hazardu w 1931 roku, dzięki czemu powstało wiele luksusowych hoteli i kasyn. Większość z nich zakładali gangsterzy i mafiozi. Pierwszym kasynem w Las Vegas było Northern Club (obecne La Bayou).

Niektórzy uważają, że sukces miasta to zasługa burmistrza Oscara Goodmana. Przeszłość tego Pana jest dość… ciekawa. Oprócz funkcji fotografa Playboya, przez 40 lat był adwokatem największych członków mafii. Po zakończeniu kariery prawniczej przejął urząd burmistrza na trzy kadencje – był to maksymalny czas pełnienia tej funkcji przez tę samą osobę. Po dwunastu latach rządów kolejne wybory wygrała jego żona. Goodman zagrał w wielu filmach (Casino, Ocean’s Eleven, Godziny szczytu 2, Kryminalne zagadki Las Vegas, Kac Vegas) dzięki wprowadzonej przez niego zasadzie: pozwolenie na kręcenie filmów w Las Vegas można uzyskać tylko wtedy, gdy on sam w nich zagra. Długo nie znikał z pierwszych stron gazet za sprawą kłótni z Obamą. Groził, że w razie wizyty prezydenta w mieście ogłosi remont wszystkich ulic przy lotnisku, uniemożliwiając mu przejazd do centrum. Przez swoje odważne kroki wielokrotnie narażał się Komisji Etyki. Jego działania nie są godne pochwały ale trzeba przyznać, że dzięki takim wybrykom miasto zyskało jeszcze większy rozgłos.

The Cosmopolitan Of Las Vegas Opening Celebration
Oscar Goodman i małżonka (para po lewej), The Cosmopolitan of Las Vegas’s photostream (flickr.com), licencja

KILKA CIEKAWOSTEK ZWIĄZANYCH Z MIASTEM: 

  1. Aż 12 spośród 20 największych hoteli na świecie znajduje się w Las Vegas.
  2. Ze względu na ogromną ilość Hawajczyków (mieszkańców i turystów) miasto nazywane jest 9 wyspą Hawajów.
  3. Las Vegas posiada jeden z największych współczynników samobójstw w USA.
  4. Wysoki jest również współczynnik ślubów i rozwodów, które można uzyskać w mieście błyskawicznie.
  5. Prostytucja jest tam zakazana, ale spacerując po najsławniejszej części miasta odniosłam zupełnie inne wrażenie…
  6. W podziemnych tunelach (chroniących Las Vegas przed powodzią) mieszka ponad tysiąc bezdomnych. Większość z nich to nałogowi gracze, którzy stracili w kasynach cały swój dobytek.
  7. W 2004 roku Brytyjczyk Ashley Revell sprzedał wszystko co miał i postawił 135 tysięcy dolarów na jeden rzut ruletki w Plaza Hotel Casino. Kulka zatrzymała się na czerwonym polu o numerze 7 – wygrał ponad 270 tysięcy dolarów.
  8. Nie wszystkim poszczęściło się w Las Vegas – bynajmniej nie właścicielowi zburzonego hotelu Harmon. Budowa jego kompleksu pochłonęła 8,2 miliarda dolarów. Należałoby do tego doliczyć koszt wyburzenia (30 milionów dolarów) i dodać, że ze względu na zbyt słabą konstrukcję obiekt nie ugościł ani jednego klienta.
  9. Michael Jackson zamierzał wybudować w Stolicy Rozrywki hotel z 15-metrowym robotem, wykonującym Moon Walk. Skończyło się jedynie na planach.

JAK DOSTAĆ SIĘ DO LAS VEGAS? 

W znalezieniu dogodnego połączenia pomoże Wam internetowa wyszukiwarka eSky.pl. Głównym portem lotniczym jest pobliskie lotnisko McCarran, które wypełniono kasynami po brzegi, w razie parcia na hazard już po przylocie. Posiada dwa terminale pasażerskie (1 i 3) połączone bezpłatnym shuttle-bus. Jeśli ktoś posiada już bilety do innego amerykańskiego miasta, może dojechać do Las Vegas autobusem Greyhound – amerykańskim przewoźnikiem, który można nazwać odpowiednikiem naszego Polskiego Busa (bilety można zakupić na stronie internetowej).

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

Autobusem: Należy udać się do Terminalu 1 (piętro 0), skąd odjeżdżają autobusy linii 108, 109 A i B (firma RTC). Koszt biletu wynosi 1,75$. Linia 108 odbywa stamtąd kurs do Downtown Transportation Center (DTC), natomiast Linia 109 kursuje z South Strip Transfer Terminal (STT) przez lotnisko do DTC. Na stronie internetowej lotniska istnieje możliwość zaplanowania dojazdu (klikając tutaj).

Taksówką: Postoje mieszczą po wschodniej stronie hali przylotów. Należy kierować się do wyjść 1-4. Wszystkie taksówki posiadają taksometry. Większość firm nie akceptuje zapłaty kartą kredytową. Proponuję oddalić się trochę od lotniska i zamówić Ubera pół kilometra dalej. Różnica w cenie będzie porażająca.

Warto sprawdzić na mapie czy odległość pomiędzy lotniskiem a Waszym hotelem rzeczywiście wymaga korzystania z transportu. Port lotniczy McCarran położony jest w odległości 2km od sławnej ulicy z Las Vegas Strip, na której prawdopodobnie mieści się Wasz hotel. 

welcome-to-las-vegas-1086412_960_720

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE: 

Jeśli nie lubicie długich spacerów (które polecam), można skorzystać z usług autobusów lub kolejki. Opis środków transportu przedłużyłby wpis o kolejny kilometr, dlatego też zainteresowanych odsyłam na stronę internetową, w której szczegółowo opisano transport w mieście.

CZY W LAS VEGAS JEST BEZPIECZNIE?

Co noc wracałyśmy z koleżanką do hotelu pieszo, pokonując najdłuższą i najsławniejsza ulicę w mieście. Ani przez chwilę nie poczułyśmy, że nasze bezpieczeństwo jest zagrożone – w nocy po głównej ulicy spacerują setki tysięcy osób. Niemniej jednak, tragiczne wydarzenie z 1 października 2017 pokazuje, że odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Tego dnia, podczas koncertu w Las Vegas miała miejsce największa strzelanina w USA. Zginęło 58 osób, 511 zostało rannych. Sprawca – Stephen Paddock – po przeprowadzeniu ataku popełnił samobójstwo.

ILE NOCY SPĘDZIĆ W LAS VEGAS?

W pytaniu celowo pojawiło się słowo „noc”. Las Vegas za dnia wygląda jak miasto widmo. Ciężko spotkać wtedy kogoś na ulicy, podczas gdy po zmroku trudno przejść przez słynny bulwar bez ocierania się o milion osób. Myślę, że pytanie Ile nocy spędzić w Las Vegas? jest równoznaczne z zapytaniem: Ile nocy z rzędu potraficie imprezowaćAby zobaczyć główne atrakcje i poczuć klimat miasta powinny wystarczyć Wam 2-3 doby. Zwiedzanie tego miejsca za dnia jest trochę bez sensu. Nocą miasto rozświetlają liczne neony, dzięki którym wszystko wygląda efektowniej!

GDZIE NOCOWAĆ? 

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że ceny noclegów w Las Vegas są niskie (biorąc pod uwagę standard pokojów). Praktycznie wszystkie hotele posiadają kasyna zapewniające ogromne dochody, przez co noclegi dostępne są za grosze. Ze względu na 40 milionów turystów rocznie należy pomyśleć o wcześniejszej rezerwacji. Warto wybrać jeden z hoteli w obszarze Las Vegas Strip, najlepiej w części zwanej Nowe Las Vegas – pomiędzy hotelem Luxor a Wynn.

Polecam Hotel Circus Circus – cena za dobę w przestronnym pokoju dwuosobowym wynosi… 21$ (przy rezerwacji z kilkumiesęcznym wyprzedzeniem). W obiekcie znajduje się ogromne kasyno, park rozrywki Adventuredome z kolejką górską i świetnymi występami cyrkowymi.  Ponadto, mieszczą się tam dwa baseny, zjeżdżalnie oraz wodny plac zabaw (rezerwacja).

ZANIM ZACZNIECIE ZWIEDZANIE, PAMIĘTAJCIE O:

  • wygodnych butach – mimo, że jest to Las Vegas, odradzam szpilki. Główna ulica liczy prawie 7 kilometrów. Jeśli chcecie zobaczyć całość albo chociaż sporą część, warto założyć sprawdzone obuwie.
  • dokumencie tożsamości (który potwierdza, że ukończyliście 21 lat). W przeciwnym razie nie zostaniecie wpuszczeni do kasyn i klubów.
  • nierobieniu zdjęć w kasynach (czytaj: potajemnym fotografowaniu). Obsługa może Was wyprosić z lokalu, ale zazwyczaj kończy się tylko na upomnieniu.
  • zabraniu gotówki – w niektórych miejscach nie akceptuje się zapłaty kartą kredytową (z obawy przed zadłużeniem klienta w mieście hazardu).
  • możliwości picia alkoholu na ulicach. Często jednak nie można spożywać go w szklanych opakowaniach, np. podczas różnych przedstawień.
  • darmowym alkoholu w każdym kasynie (choć wskazane są drobne napiwki).
  • braku zegarów w kasynach. Nie jest to niedopatrzenie ze strony właścicieli. Wręcz przeciwnie – w ten sposób klienci łatwo tracą poczucie czasu.

ATRAKCJE LAS VEGAS:

Główne atrakcje stanowią hotele i kasyna, skupione przy Las Vegas Boulvard (Las Vegas Strip). Co ciekawe, większość siedmiokilometrowego odcinka formalnie znajduje się poza granicami miasta. Spacerując tam, w jeden wieczór można przenieść się do Wenecji, Nowego Jorku, Paryża czy też jednego z egipskich miast. Możecie spróbować szczęścia praktycznie w każdym kasynie – nawet jeśli nie jesteście Gośćmi hotelowymi danego obiektu (jedynym warunkiem jest ukończenie 21 roku życia).

NAJSŁYNNIEJSZE HOTELE-KASYNA:

TREASURE ISLAND to hotel połączony z kasynem, który nawiązuje do tropikalnych klimatów. Codziennie, przy budynku odbywa się darmowe show z pięknymi syrenami w roli głównej (trwające 20 minut). Zdecydowanie warto znaleźć czas na obejrzenie tego spektaklu! Przedstawienie odbywa się trzy razy dziennie. Tablica informująca o godzinach show znajduje się przy hotelu. Warto zjawić się tam co najmniej 20 minut wcześniej, aby zająć dobre miejsce i cokolwiek zobaczyć – zainteresowanych spektaklem jest naprawdę sporo. 

Hotel-kasyno MIRAGE oferuje turystom znakomite widowisko, jakim jest wybuch wulkanu. Muzyka, gorące podmuchy i efekty świetlne z pewnością zrobią na Was duże wrażenie! Jest to bez wątpienia jedna z najlepszych atrakcji w mieście. Widowiska odbywają się od 19:00 do 24:00, co piętnaście minut. 

giphy-downsized-large (1).gif

Nie sposób przejść obojętnie wobec luksusowego kompleksu BELLAGIO, które oferuje najlepsze (moim zdaniem) widowisko w całym Las Vegas. Jesto to pokaz fontann na 8-hektarowym sztucznym jeziorze. Woda porusza się w rytm muzyki Andrea Bocelli, Elvisa Presleya, Celine Dion, Michaela Jacksona, a nawet Tiesto. Pokazy odbywają się co pół godziny w dzień i w nocy. Warto udać się tam wieczorem, aby zobaczyć dodatkowe efekty świetlne. 

giphy-downsized-large.gif

Kolejne miejsce z pewnością kojarzą fani kultowego Kac Vegas. Właśnie tam bohaterzy filmu spędzili ciekawy Wieczór Kawalerski. Mowa o ogromnym kompleksie CAESARS PALACE. Przy wejściu do kasyna powita Was sam Cezar.

EXCALIBUR to ciekawa budowla przypominająca zamek z Disneya. Mieści się w niej hotel oraz kasyno. Wiele osób twierdzi, że kompleks wygląda raczej kiczowato. Być może mają rację, ale  jest to bez wątpienia przepiękny kicz – z najwyższej półki!

20150915_232432

NEW YORK – NEW YORK to kolejne niesamowite połączenie hotelu z kasynem, które nawiązuje do panoramy Manhattanu. W skład kompleksu wchodzą kopie kilku znanych nowojorskich budynków. Nie zabrakło w nich imitacji wieżowca Chryslera oraz Empire State Building. Vegas doczekało się nawet posiadania własnej Statuy Wolności, która jest o połowę mniejsza od oryginalnej. Rozległy obszar Central Parku w kompleksie zajmuje ogromne kasyno.

NEW-YORK

Amerykańskie zamiłowanie do Paryża odzwierciedlono poprzez stworzenie PARIS LAS VEGAS. W jego skład wchodzi replika wieży Eiffla, Plac de la Concorde, Łuk Triumfalny, a także Le Théâtre des Arts. Co ciekawe, według pierwotnych założeń wieża Eiffla miała mieć takie same wymiary co paryska. Ze względu na bliskość lotniska poprzestano na wieży o połowę mniejszej.

light-skyline-night-city-paris-cityscape-1323494-pxhere.com

Skoro w Las Vegas znalazło się miejsce na Paryż, Nowy Jork, Egipt, nie mogło zabraknąć włoskiego klimatu. Kompleks THE VENETIAN posiada 7074 pokoje hotelowe, wielkie kasyno, centrum handlowe, a także muzea. Precyzja, z jaką odtworzono najbardziej charakterystyczne budowle włoskiego miasta, jest wręcz porażająca. Jeśli ktoś nie miał okazji popływać gondolą, może to zrobić w Las Vegas. Wysokie ceny za taki rejs sprawią, że poczujecie się jak w Wenecji. W centrum handlowym powstała przepiękna mozaika na suficie. Właściwie to bardziej pasuje do niej określenie dzieło sztuki. W galerii handlowej wybudowano scenę, na której odbywają się koncerty muzyczne. Najczęściej rozbrzmiewa tam muzyka klasyczna.

LUXOR to kolejne oryginalne połączenie hotelu z kasynem. Jego wygląd nawiązuje do starożytnego Egiptu. W skład kompleksu wchodzi replika posągu Sfinksa i grobowca Tutanchamona. Największym elementem jest wielka piramida licząca 110 metrów, 30 pięter i 4407 apartamentów, która wysyła wiązkę światła do nieba ze swojego szczytu.

20150915_233039

Kolejnym interesującym obiektem jest STRATOSPHERE TOWER, będąca drugą najwyższą wieżą widokową na zachodniej półkuli (pierwszą jest wieża w Toronto). Liczy ponad 350 metrów wysokości. W obiekcie mieści się hotel, taras widokowy, restauracje, najwyżej położony park rozrywki na świecie, sklepy z pamiątkami, a także – jak na Las Vegas przystało – kasyno. Koszt wstępu na taras widokowy – 15$. 

stratosfera

PRZEDSTAWIENIA, SPEKTAKLE, SHOW:

Podczas pobytu w mieście warto udać się na jedno z przedstawień. Wybór jest ogromny, przedział cenowy również. Większość z nich należy zarezerwować z wyprzedzeniem. Czasami można zakupić je w ostatnim dniu z 50% zniżką (większość punktów sprzedaży znajduje się na Las Vegas Strip). Warto udać się bezpłatne show, które odbywa się codziennie we wspomnianym wcześniej hotelu Circus Circus Las Vegas. Szczegóły dotyczące przedstawienia można znaleźć na stronie internetowej hotelu, klikając tutaj.

INTERESUJĄCE SKLEPY: 

Swoją siedzibę ma tutaj M&M’s z ogromnym wyborem rodzajów kolorowych kulek. Jest również sklep Coca-coli, serwujący 16 różnych smaków tego napoju. Warto też zajrzeć do Hard Rock Cafe, w którym zgromadzono pamiątki po gwiazdach światowego formatu (m.in. sukienka Amy Winehouse, mikrofon Franka Sinatry, koszula Jimmiego Hendrixa, a także… toster Johna Eltona).

ŚLUBY W KAPLICACH LAS VEGAS:

Światowa Stolica Hazardu i Rozrywki jest także Stolicą Ślubów. W ubiegłym roku w słynnych Wedding Chapels 115 tysięcy par zdecydowało się na przypieczętowanie swojego związku. Decyzję o wyborze Las Vegas na miejsce swojego ślubu podjęli m.in: Elvis Presley i Priscilla Beaulie, Britney Spears i Jason Alexander, Angelina Jolie i Bob Thorton, Frank Sinatra i Mia Farrow, Bruce Willis i Demi Moore, Richard Gere i Cindy Crowford, Pamela Anderson i Rick Salomon, Bon Jovi i Dorothea Hurley, Jane Fonda i Roger Vadim. Pod względem prawnym, śluby w Las Vegas są równe zawieraniu ślubów w innych częściach świata. Najwyraźniej ten szczegół umknął wymienionym osobom, z wyjątkiem Bona Jovi i Dorothy Hurley. Jeśli ktoś chciałby pójść w ślady pozostałych par, rozwód w tym mieście można uzyskać równie szybko.

Biznes ślubów w Vegas jest na tyle dochodowy, że postanowiono zdecydować się na dość… niekonwencjonalne rozwiązania. Jednym z nich jest kaplica DRIVE-THRU, w której para podjeżdża do okienka i po kilku minutach jest już po ślubie, bez wysiadania z samochodu.

vegas chaper

CO ROBIĆ W LAS VEGAS W CIĄGU  DNIA? 

ODSYPIAĆ NOC.

Jeśli takie rozwiązanie Was nie satysfakcjonuje, ZACHĘCAM DO ODWIEDZIN MUZEÓW. Zdaję sobie sprawę z tego, że słowa „Las Vegas” i „Muzea” trochę się gryzą. Niemniej jednak, nawet Światowa Stolica Rozrywki zadbała o to, aby nie zabrakło ich w tym mieście.

  • Najciekawszym jest MOB – Muzeum Zorganizowanej Przestępczości i Egzekwowania Prawa. Ta interesująca atrakcja powstała w głównej mierze dzięki członkom mafii, a zarazem właścicielom hoteli i kasyn, którzy odcisnęli wystarczający ślad w historii miasta, aby doszło do powstania takiego muzeum (bilety można zakupić na stronie internetowej obiektu, klikając tutaj, wstęp: 21$).
  • Miłośnicy samochodów powinni odwiedzić Hollywood Cars Museum. Znajduje się tam ponad 100 pojazdów, które brały udział w znanych produkcjach filmowych, m.in: Bonnie i Clyde, Powrót do przyszłości, Nieustraszony, Powrót Batmana, Robocop, przygody Jamesa Bonda oraz Szybcy i Wściekli (wstęp 20$, dzieci i młodzież do lat 16 – bezpłatnie, bilety można kupić jedynie w kasach przy obiekcie. Klikając tutaj można pobrać kupon rabatowy o wartości 5$).

PROPONUJĘ ZWIEDZIĆ TAKŻE OKOLICĘ. Warto wypożyczyć samochód podczas pobytu w Las Vegas (najtańsza wypożyczalnia samochodów). Miasto stanowi doskonały punkt wypadowy do pobliskich Parków Stanowych i Narodowych: Death Valley, Valley of Fire, Red Rock Canyon, Mojave Desert. W sąsiedztwie Las Vegas znajduje się również Zapora Hoovera, o której  wkrótce powstanie osobny wpis.

PODSUMOWUJĄC:

Rozumiem wszystkich, którym to miejsce kojarzy się z wszechobecną tandetą. Faktycznie, poniekąd jest to jeden wielki kicz. Niemniej jednak, coraz nowsze hotele, luksusowe kasyna i ogromne multikompleksy potrafią zachwycić niejednego turystę. Mój aparat w telefonie wiele razy nie podołał ilościom świateł i neonów na tamtejszych ulicach. Ciężko wyobrazić sobie jak wielkie pieniądze wpompowano w to miejsce. Uważam, że Las Vegas w pełni zasługuje na miano Światowej Stolicy Rozrywki, na które pracowało latami. Panująca tam atmosfera jest specyficzna i nie do podrobienia! 

Los Angeles – Miasto Aniołów czy Bezdomnych?

Los Angeles często pojawia się w przeróżnych produkcjach filmowych, teledyskach i na stronach gazet. Oglądając telewizję można stwierdzić, że jest to idealnie miejsce do zamieszkania. Przy porannej kawie możemy pozdrawiać ze swojego tarasu leżącego przy basenie za płotem Willa Smitha, zaś Scarlett Johansson po sąsiedzku wpadnie do nas po cukier. Idąc do pracy spotkamy wiele hollywoodzkich sław, których nie zauważymy, ponieważ wlepimy nasz wzrok w witryny najdroższych sklepów. Krocząc codziennie Aleją Gwiazd wzniosła, oskarowa atmosfera nie opuści nas ani na chwilę. Czy faktycznie tak wyglądałoby życie w Los Angeles?

PIERWSZE (NIECIEKAWE) CHWILE W MIEŚCIE ANIOŁÓW:

Do Los Angeles wybrałam się z koleżanką poznaną podczas programu Work and Travel. W Mieście Aniołów spędziłyśmy 8 dni. Jakie są moje wspomnienia? Ci, którzy mają nadzieję, że we wpisie pojawi się coś pozytywnego na temat tej metropolii, niech będą cierpliwi. Pozytywne aspekty miasta wymieniłam na samym końcu, jednak minusów będzie znacznie więcej.

Dojechałyśmy tam autobusem z Las Vegas (Greyhound – możliwość rezerwacji tutaj). Podróż zajęła około 6 godzin. W czasie podróży zabroniono spożywania narkotyków. Rozbawiła mnie ta reguła – wątpiłam, że ktoś byłby tym zainteresowany. Myliłam się. Po pierwszym przystanku chłopak siedzący przede mną bawił się przez 4 godziny niewidzialną nicią, będąc nią bardzo zafascynowany. Nie dojechał do celu. Jego podróż zakończono z powodu złamania przez niego zasad. Mimo, że jest on moim głównym wspomnieniem z tej trasy, udało mi się również zapamiętać niesamowite widoki przez szyby autobusu…

Po kilku godzinach spędzonych w autobusie w końcu dojechałyśmy! Wysiadłyśmy na dworcu autobusowym Greyhound. Jak się później okazało, ta okolica należy do najniebezpieczniejszych w mieście. W tym momencie na usta ciśnie mi się klasyk „więcej szczęścia niż rozumu”. Przypomina mi się, jak spacerowałyśmy z wielkim bagażem, a koleżanka słuchała uważnie wskazówek GPS-a na swoim nowym telefonie. W trakcie naszego beztroskiego spaceru zaczepiła nas starsza pani czekająca na autobus, radząc nam jak najszybciej wsiąść do autobusu jeśli zależy nam na naszych rzeczach. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że mamy sporą widownię i przyciągamy uwagę (a raczej nasze rzeczy i GPS zdradzający, że nie jesteśmy stamtąd). Przed wyjazdem zapytałam o niebezpieczne dzielnice LA jednego ze znajomych, ale zapamiętałam jedynie jego uwagę, że im więcej graffiti tym więcej gangów. Podczas podziwiania tej… osobliwej sztuki ulicznej zalewającej wszystkie budynki na obranej przez nas trasie dotarło do mnie, że same prosimy się o kłopoty. Generalnie przeżyłyśmy więc może nie jest tam aż tak tragicznie, ale chyba warto posłuchać rad miejscowych i skorzystać z transportu publicznego, będąc w tamtej okolicy.

Podczas spaceru mieliśmy kilka przystanków, m.in. przez stojącą na przejściu dla pieszych krowę. Nikt nie był tym specjalnie zaskoczony. Oglądając telewizję ma się wrażenie, że cały świat nagrywa w LA większość filmów. Podczas naszych pierwszych chwil w mieście właśnie odbywały się zdjęcia do jednej z reklam. Wszyscy grzecznie poczekali, aż skończy się nagrywanie, po czym przeszli na drugą stronę, nie spiesząc się (zauważyłam, że mieszkańcy zachodniej części USA są o wiele bardziej wyluzowani niż Ci ze wschodu).

cfgv

Zbliżając się do centrum (Downtown) nie obyło się bez kolejnego nieplanowanego przystanku. Miałam nadzieję, że właśnie kręcą świetny film akcji, a ja wystąpię w nim w roli przechodnia i zagram to tak profesjonalnie, że zdobędę sławę i wykupię pół Beverly Hills. Moje marzenia legły w gruzach – nie była to produkcja filmowa. Coś tam jednak z filmu miało, ponieważ nie wierzyłam własnym oczom, że dzieje się to naprawdę. Sześć radiowozów wjechało na piskach, zablokowało ulicę, uniemożliwiając przedostanie się przez nią jednemu z samochodów. Policjanci wyjęli z bagażnika związanego mężczyznę bez ubrań. Wszyscy sprawiali wrażenie lekko zdziwionych, jednak nie byli oni w takim szoku jak ja. Chcąc dowiedzieć się o tym czegoś więcej włączyłam lokalne wiadomości, ale nie było ani jednej wzmianki o wydarzeniu. Zasypały mnie jedynie programy poświęcone życiu gwiazd. Odniosłam wrażenie, że tym właśnie żyje tamtejsza telewizja. Można stwierdzić, że takie akcje jak związany facet w bagażniku w samo południe to żadna nowość dla mieszkańców… Powoli przechodziło mi już marzenie o Hollywood, a to był dopiero początek.

ALEJA GWIAZD? 

Można śmiało zaryzykować stwierdzeniem, że ładniejszą, a przede wszystkim czystszą Aleją Gwiazd jest ta w Łodzi. Dziurawe Hollywood Walk of Fame w niczym nie przypomina sławnej ulicy, którą szczyci się miasto. Nie było to jednak wielkie rozczarowanie z mojej strony, ponieważ spotkani wcześniej Polacy przestrzegali mnie, że miejsce jest dosyć słabe. Plusem były otaczające aleję wysokie palmy, które starały się zdobić ulicę jak tylko mogły. Z każdej strony podchodzili do nas bezdomni, którzy prosili o wsparcie finansowe. Ciężko było poczuć tam choć odrobinę oskarowej atmosfery.

Hollywood Walk of Fame upamiętnia ponad 2500 znanych osób – aktorów, piosenkarzy, polityków, a nawet postacie fikcyjne. Swoją gwiazdkę otrzymała m.in. Godzilla i Shrek. Można też wstąpić do Teatru Dolby, gdzie co roku odbywa się gala wręczenia Oskarów.

HOLLYWOODZKIE GETTO?

Odwiedziliśmy sławne Beverly Hills – najbardziej ekskluzywny obszar w  pobliżu Los Angeles, a także wchodzącą w jego skład Rodeo Drive – ulicę przepełnioną najdroższymi sklepami, butikami i hotelami. Pamiętacie scenę z filmu „Pretty Woman”, kiedy główna bohaterka chciała zrobić tam zakupy, ale nie wpuszczono jej do sklepu? Nie jest to dalekie od prawdy. Nieodpowiedni ubiór potencjalnych klientów to nie jedyny powód, który nie pozwoli na zrobienie tam zakupów. Często za wejście do jednego ze sklepów należy wpłacić depozyt i to niemały (nawet do 1500 dolarów).

IMG_20150923_164047
Wygląda znajomo? To tam nakręcono sceny z filmu „Pretty Woman”.

Zrobiliśmy sobie dłuuugi spacer po Beverly Hills. W odróżnieniu od naszych pierwszych chwil w mieście czułyśmy się tam bezpiecznie. Luksusowe posiadłości i stojące przy nich najdroższe auta zachwycały. Domy są tam naprawdę piękne. Im bardziej zmierzałyśmy wgłąb tego terenu, tym większe żywopłoty zasłaniały poszczególne posesje. Mijałyśmy meleksy z wycieczkami, w których przewodnicy pokazywali swoim klientom domy hollywoodzkich osobistości. Sądząc po minach uczestników wyjazdu kończących wycieczkę można wnioskować, że były to raczej widoki na żywopłoty. Mimo to, była to dobra trasa na spacer.

Najbogatsi mieszkańcy posiadają w Beverly Hills dosłownie wszystko – od domów z basenami, pięknych ogrodów, najdroższych samochodów, czystych ulic po własne szpitale, kościoły, kliniki urody, sklepy i butiki. Żyjąc w zamkniętej przestrzeni i dobrobycie być może mieszkańcom nie dokucza tak bardzo fakt, że….

ULICE MIAST SĄ  O B L E G A N E  PRZEZ BEZDOMNYCH. 

Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tylu bezdomnych w jednym miejscu. Był to bardzo smutny widok – daleki od tego, co zobaczyłam w Beverly Hills. Na terenie hrabstwa Los Angeles odnotowano wysoką liczbę bezdomnych – jest ich aż 57 794 (wzrost liczby bezdomnych w 2017 w porównaniu do poprzedniego roku wyniósł 23%). Widać to na każdym kroku, będąc w mieście (zwłaszcza w dzielnicy Skid Row, w pobliżu centrum). Ponadto, z Miastem Aniołów kojarzy mi się zapach moczu. Pierwszy dzień w Los Angeles był dla mnie brutalnym zderzeniem rzeczywistości z obrazem miasta wykreowanym przez media. Oklaski dla amerykańskiej sztuki marketingu…

Ted_Hayes_
autor zdjęcia: Theodore Hayes, licencja

Tak wielką skalę bezdomności tłumaczy się zbyt drogimi mieszkaniami w Los Angeles, a także sporym bezrobociem. Pogoda w mieście sprzyja osobom bez dachu nad głową – klimat jest tam łagodny i przyjemny (20-30 stopni Celsjusza przez cały rok). Takie warunki nie motywują do podjęcia walki o lepsze jutro – wielu bezdomnych wyglądało na usatysfakcjonowanych swoim stylem życia. Co więcej, prawo w mieście nie zakazuje im rozkładania namiotów i trzymania swojego dobytku na ulicach.

Nie wszyscy bezdomni z Los Angeles byli niebezpieczni, pod wpływem alkoholu lub narkotyków. W porozstawianych na ulicach namiotach koczowały starsze i młodsze osoby, kobiety oraz mężczyźni, pojedyncze osoby jak i niewielkie grupki. Nie wszyscy prosili o pieniądze. Poruszyła mnie jedna z kartek obok bezdomnego, na której napisał, że nie prosi o wsparcie finansowe, ale o uśmiech. Kontrast luksusowych willi i drapaczy chmur z porozstawianymi przy nich namiotach bezdomnych, przechowujących swój cały dobytek w sklepowych wózkach sprawił, że już nigdy nie spojrzę na to miasto tak samo. Jeśli komuś nie wystarczą zdjęcia, polecam filmik, który znalazłam na YouTube, ukazujący okolice centrum podczas jazdy samochodem, dostępny tutaj.

3570847_8885bf1fa0_o
autor zdjęcia: Chris Sansenbach (flickr.com), licencja
7157970409_83396eb0f6_k (1)
autor zdjęcia: David Fulmer (flickr), licencja
800px-Homeless_of_Paris_August_21,_2006
autor zdjęcia: Dierk Schaefer (flickr.com), licencja

Kilka osób wchodzących w skład Rady Miasta walczyło o status klęski żywiołowej w celu uzyskania środków finansowych na poprawę sytuacji i podjęcia bezwzględnej walki z tym problemem. Utworzono kilka programów, które miałyby wspierać bezdomnych. Wiele osób koczujących na ulicach zarzuca władzom skupianie się na działaniach antynarkotykowych, które miałyby pomóc im w uwolnieniu się od nałogu lub na jednorazowych akcjach dożywiającym osoby bez dachu nad głową. Bezdomni uważają, że władze powinny bardziej skupić się na innych aspektach, np. zapewnieniu im pracy i pomocy w rozpoczęciu normalnego życia.

CZY MIMO TO WARTO WYBRAĆ SIĘ DO LOS ANGELES? 

Nie żałuję, że odwiedziłam to miejsce. Przekonałam się, że Los Angeles to nie tylko luksus i gwiazdy filmowe. Jeśli pozbędziecie się nastawienia, że jest to miasto idealnie wpisujące się w ramy „American Drem”, być może zmniejszycie swoje rozczarowanie i będziecie w stanie docenić kilka ładnych miejsc, jakie można tam znaleźć. Miasto Aniołów stanowi przede wszystkim obowiązkowy punkt wycieczki dla kinomanów.

JEDEN WIELKI PLAN FILMOWY – Panorama miasta z wieżowcami w dzielnicy Downtown pojawia się praktycznie w każdym hollywoodzkim filmie. Przechodząc tamtejszymi ulicami można odnieść wrażenie, jakbyśmy już wcześniej tam byli. Z pewnością wiele zakątków widzieliśmy w produkcjach filmowych światowego formatu. Po powrocie ze Stanów odpaliłam telewizor i zobaczyłam w nim miejsca, po których jeszcze niedawno spacerowałam. To było bezcenne.

WYTWÓRNIE FILMOWE – Poza licznymi ulicami, które nieraz były planem filmowym, warto wstąpić do jednej z wytwórni (czego nie zrobiłyśmy, ponieważ byłyśmy zbyt spłukane). Możliwość zobaczenia scenerii filmowej oferuje Universal Studio (będąc jednocześnie parkiem rozrywki), Warner Bross (to tam nakręcono większość scen do serialu „Przyjaciele”), Paramount Pictures czy też Sony Pictures. Ciekawą atrakcją związaną z wytwórniami filmowymi jest również Disneyland. Znajomi, którzy odwiedzili te miejsca najbardziej zachwalali Universal Studio.

Będąc w pobliżu Paramount Pictures spotkałyśmy Polki. Nie byłoby w tym nic szczególnego, ponieważ we wrześniu na każdym kroku mijałyśmy polskich studentów zwiedzających zakątki USA (uczestnicy programu Work&Travel). Okazało się jednak, że dziewczyny są z Gdańska, studiują na tym samym uniwersytecie, w dodatku na moim wydziale. 

GRIFFITH PARK – oprócz wspomnianego wcześniej Hollywood Walk of Fame (można tam wpaść jedynie w celu odhaczenia tego miejsca) i Beverly Hills warto udać się do obserwatorium astronomicznego w Griffith Park. Poza świetnym punktem widokowym na rozległe Los Angeles z tarasu obserwatorium, bardzo dobrze widać stamtąd sławny znak „Hollywood”, górujący nad miastem. Griffith Park pojawiał się w  wielu filmach – La La Land, Aniołki Charliego czy też Buntownik z wyboru.

STAPLES CENTER to hala sportowo-widowiskowa, która wchodzi w skład kompleksu L.A. Live, znajdującego się w centrum Los Angeles (Figueroa Street). Arena funkcjonuje od października 1999 roku. Obecnie korzystają z niej drużyny koszykarskie Los Angeles Lakers, Los Angeles Clippers, a także gracze w hokeja z drużyny Los Angeles Kings. Poza wydarzeniami sportowymi odbywają się tu koncerty wielu sław (m.in. Michael Jackson, Jennifer Lopez, Justin Timberlake) i gale wręczenia prestiżowych nagród. Obiekt może zapewnić 21 tysięcy miejsc. Staples Center gości ponad 4 miliony osób rocznie.

Fani NBA powinni udać się do sklepu z pamiątkami, w którym znajdą wiele interesujących rzeczy, m.in. buty należące do wybitnego koszykarza Kobe Bryant (możliwość zakupu za jedyne 3450 dolarów) wraz z jego autografem.

DISNEY CONCERT HALL to nietypowy budynek futurystyczny, który wyróżnia się wśród swoich pozostałych budowli w centrum miasta. Warto wejść na taras, będący dobrym punktem widokowym na dzielnicę biznesową. Patrząc na budynek, za każdym razem wydawał mi się nieco inny. Nie bez powodu. Kąt padania światła, położenie słońca w ciągu dnia, a także miejsce, z którego podziwiamy halę Disneya sprawia, że można odnieść takie wrażenie. Budynek pokryto wypolerowaną blachą, którą później zlikwidowano – w wyniku odbijania się od niej słońca chodniki nagrzewały się do wysokich temperatur (do 60 stopni). Mimo matowego pokrycia budynku, jego wygląd w dalszym ciągu jest spektakularny.

RATUSZ – siedziba władz miasta, która charakteryzuje się nietypowym kształtem budynku. Niewiele osób wie, że na 27 piętrze mieści się darmowy punkt widokowy na miasto. Budynek powstał w 1928 roku i liczy 138m wysokości. Ze względu na to, że miasto w przeszłości wielokrotnie zostało dotknięte trzęsieniem ziemi, do 1950 roku obowiązywał przepis zakazujący wznoszenia wyższych budynków niż ratusz.

DZIELNICA MEKSYKAŃSKA – mimo, że Los Angeles leży w USA sporo osób posiada latynoskie korzenie. Większość mieszkańców posługuje się językiem hiszpańskim. W mieście widać sporo akcentów latynoskich, spośród których najbardziej dostrzega się te meksykańskie.

Warto udać się do najstarszej części miasta – El Pueblo, która obecnie jest jedną z największych atrakcji turystycznych Los Angeles, znajdującą się przy Olvera Street. Mieści się tam kolorowy targ z meksykańskimi pamiątkami oraz znakomitymi barami i restauracjami serwującymi meksykańskie specjały. Najstarszą z restauracji jest La Golondrina, która powstała w 1924 roku. Budynek, w którym mieści się La Golondrina powstał jeszcze wcześniej – w 1850 roku (najstarsza budowla z cegły w Los Angeles).

W dzielnicy meksykańskiej zobaczymy również najstarszy dom w mieście – Avila Adobe, którego powstanie datuje się na rok 1818 (wstęp do Avila Adobe jest bezpłatny). Warto też zwrócić uwagę na wiktoriański dom – Sepulveda House oraz Pico House – dawny luksusowy hotel, który zbudowano w 1870 roku. Był to najbardziej ekstrawagancki hotel w całej Kalifornii. Podobnie jak 1234567 innych miejsc w Los Angeles, Pico House pojawiał się w wielu serialach, np. Mentalista. W El Pueblo nie brakuje miejsca na organizowanie festiwali i przeróżnych wydarzeń – jest nim Plaza Park.

UNION STATION – jeden z największych i najładniejszych dworców w USA, który funkcjonuje w mieście od 1939 roku.

BIBLIOTEKA PUBLICZNA HRABSTWA LOS ANGELES to budynek, który również przykuwa uwagę. Biblioteka posiada około 6 milionów zbiorów i jest jedną z niewielu na świecie, które finansowane są ze środków publicznych.

DZIELNICA CHIŃSKA to jedna z atrakcji miasta, którą warto zobaczyć. Podczas spaceru po tej części miasta można tam zjeść dobry chiński posiłek za niewielkie pieniądze. Podobnie jak całe miasto, ten dystrykt również stał się planem filmowym, m.in. filmu Romana Polańskiego, noszącego taki sam tytuł jak dzielnica. Chinatown pojawił się także w filmie „Godziny szczytu”.

staking out in Chinatown
Kadr z filmu „Godziny szczytu” (reż. B. Rattner, 1998, producenci: R. Birnbaum, J. Glickman, A. Sarkissian), Chinatown, Los Angeles.

PLAŻE KALIFORNII – Będąc w Los Angeles, warto wybrać się do Venice Beach lub Santa Monica. Ze względu na to, że lubimy spacerować z koleżanką, z Santa Monica po godzinie spaceru brzegiem morza znalazłyśmy się na Venice Beach. Zachód słońca na kalifornijskiej plaży był niezapomniany. Będąc tam, można się przenieść w świat ‚Słonecznego Patrola’ – pomogą w tym surferzy i budki dla ratowników. Co więcej, odniosłam wrażenie, że plaże są tam baaardzo szerokie. Nad Pacyfikiem w Kalifornii można spędzać czas aktywnie na wiele sposobów. Są tam alejki, ścieżki rowerowe, Skate Park, boiska do siatkówki i koszykówki. Na deptaku mnóstwo artystów ulicznych sprzedaje swoje dzieła, demonstruje talent wokalny. Można też kupić wiele przedmiotów związanych z Bobem Marleyem i POCZUĆ charakterystyczny zapach kojarzony z tym muzykiem, spacerując wzdłuż bulwaru. W Santa Monica na molo kończy się sławna Droga 66, mająca swój początek w Chicago.

20150922_151157
Selfie z budką na plaży musi być
20150922_121246
Są tu jacyś fani „Forrest Gump”? Oto jego sławny biznes
20150922_161710
W razie tsunami – this way

STADION OLIMPIJSKI, a właściwie Koloseum w Los Angeles to jeden z największych stadionów w Ameryce, który powstał w 1888 roku. Jest to jedyny obiekt sportowy na świecie, na którym dwukrotnie odbyły się Igrzyska Olimpijskie (1932, 1984). Poza wydarzeniami związanymi ze sportem odbywało się tam również mnóstwo koncertów,a nawet przemówień polityków. Los Angeles Memorial Coliseum rozciąga się na 6,7 hektarach i możne zapewnić 93607 miejsc. Znajduje się na terenie Exposition Park, sąsiadując z wieloma muzeami, otoczonymi ogrodem.

20150921_152035

PARK MAC ARTHUR W OKOLICACH WEST LANE – nie jest to ‚must see’ Los Angeles, ale okolica wydaje się ciekawa, zwłaszcza tereny Parku. Jest to dobre miejsce na spacer. Widać, że mieszkańcy również lubią spędzać tam czas. Większość z nich – aktywnie, uprawiając jogging. Uroku dodaje fontanna i spora ilość piłek unoszących się na wodzie, stanowiących oryginalną dekorację.

20150920_185439

GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ?

Zatrzymałyśmy się w City Center Hotel Los Angeles w centrum miasta (10 min od stacji metra). Obiekt nie ma zbyt dobrej opinii na bookingu. Niemniej jednak, byłyśmy z niego  zadowolone. Pokój był niedrogi, czysty, wyposażony w lodówkę i prywatną łazienkę. W cenę wliczono również śniadanie. Szczegóły rezerwacji dostępne są tutaj.

CO ZJEŚĆ, BĘDĄC W LOS ANGELES? 

Podczas naszego pobytu w Los Angeles byłyśmy spłukane. Nie będę więc opisywać miejsc, w których warto zjeść coś dobrego. Nasze menu ograniczało się do śniadania w hostelu (głównie tosty z masłem orzechowym i kawa), bananów, bułek i zupek chińskich za dolara.

Podczas czterech miesięcy w USA zdarzało mi się jadać w restauracjach fast-food: Five Guys, Friday lub Wendy’s. Oprócz dania głównego serwują tam przystawki, które przerosły mnie ilością jedzenia. Polecam zamówić w jednej z nich „prawdziwego” amerykańskiego burgera. Amerykanie odradzają odwiedziny w McDonald, który posiada najgorszą opinię wśród lokali serwujących fast-food w USA.

Będąc w Los Angeles, podobnie jak w całym kraju, można spróbować specjałów kuchni z całego świata. W Mieście Aniołów warto zwrócić uwagę na kuchnię meksykańską – wybór jest tam niemały. Mieszkańcy mawiają, że w Los Angeles serwuje się lepsze specjały niż w samym Meksyku. Ciekawą ofertę gastronomiczną posiadają bary i restauracje serwujące kuchnię chińską w Chinatown oraz lokale gastronomiczne w Little Tokyo, oferujące potrawy z Japonii.

TRANSPORT PUBLICZNY W LOS ANGELES:

Podczas pobytu w LA dużo spacerowałyśmy. Nasze trasy były bardzo długie, dlatego też osoby nieprzepadające za spacerami zachęcam do korzystania z transportu publicznego. Zanim jednak zdecydujecie się na przejazd tamtejszym autobusem, warto uzbroić się w cierpliwość. Miasto Aniołów jest także miastem korków.

Los Angeles posiada metro, jednak większość linii nie ma z nim nic wspólnego poza nazwą. Jest to po prostu tramwaj naziemny. Jedynie dwie linie metra są podziemne. Często można w nim spotkać artystów prezentujących swój talent, którzy liczą na jakiś drobny zarobek. Są to nie tylko osoby uważające, że potrafią śpiewać i tańczyć. Wielu z nich zrobiło na mnie ogromne wrażenie. W ostatnim czasie w Europie (zwłaszcza na zachodzie) również można zaobserwować coraz więcej występów w środkach komunikacji miejskiej.

Aplikacje, które ułatwią nam poruszanie się po Los Angeles to „Go Metro Los Angeles Verson 3” oraz „LA Metro Bus”. Przydatna jest także strona internetowa metro.net. Na przystankach nie ma rozkładów – zastępują je numery. Godzinę odjazdu sprawdza się poprzez wspomnianą wcześniej aplikację „LA Metro Bus” lub na stronie internetowej przewoźnika. Warto rozważyć skorzystanie z Ubera, jeśli podróżujemy z wieloma osobami.

IMG_20150920_190235

PODCZAS POBYTU MOŻNA ZAUWAŻYĆ, ŻE MIESZKAŃCY LOS ANGELES UWIELBIAJĄ ROZMAWIAĆ Z NIEZNAJOMYMI.

Do takiego wniosku doszłam, spędzając tam 8 dni. Amerykanie to otwarty naród. Ekspedientki w sklepach odruchowo pytają co u Ciebie słychać. Mimo, że nieraz nie interesuje ich odpowiedź uważam, że jest to bardzo miłe. Na zachodzie USA ta cecha wydaje się być jeszcze bardziej uwydatniona. Na ulicach miasta nieznane osoby pytały koleżankę o tatuaż (co oznacza tekst i dlaczego zdecydowała się na taką treść). Wiele razy pytano nas skąd jesteśmy, co tutaj robimy, czym się zajmujemy, co studiujemy. Każda reakcja na naszą odpowiedź brzmiała „Oh, cool!”.

Stereotypy mieszkańców Kalifornii nie wydają się być dalekie od prawdy. Gwiazdy Hollywood? Nawet jeśli spotkamy celebrytów to prawdopodobnie nie dowiemy się, że właśnie minęliśmy ich na ulicy. Jest to jednak bardzo możliwe. Los Angeles to największe skupisko najsławniejszych aktorów i artystów. Surferzy? Na pobliskich plażach można zobaczyć dużo osób zmagających się z wielkimi falami na deskach. Gangi? Ponoć jest ich tam sporo. Ciężko jest opisać stopień bezpieczeństwa w tym mieście. Pamiętny incydent podczas pierwszych chwil w LA z sześcioma radiowozami w roli głównej nie daje o sobie zapomnieć. Niemniej jednak, pomimo wielu mówiących do siebie szaleńców, na których nikt nie zwraca uwagi, czułyśmy się tam bezpiecznie (może z wyjątkiem naszego pierwszego spaceru). Warto być uważnym, a jednoczesnie nie popadać w panikę.

CZY KIEDYŚ TAM WRÓCĘ?

Nieprędko. Bynajmniej nie chodzi tu o brak funduszy (choć jest to również jeden z powodów). Nie żałuję, że odwiedziłam Los Angeles, ponieważ osobiście przekonałam się, że jest wiele innych miejsc na świecie, które mogą zaoferować odwiedzającym znacznie więcej. Zdecydowanym plusem jest wszechobecny na ulicach „luz” i otwartość mieszkańców (być może ciężko go dostrzec w biznesowej dzielnicy). Latynoskie klimaty również wydają mi się pozytywem. Ponadto, Los Angeles to skupisko gwiazd Hollywood, które można tam spotkać przy odrobinie szczęścia. Ulice miasta wyglądają znajomo za sprawą wielu produkcji filmowych. To wszystko tworzy swoisty klimat. Mimo to, miastu daleko do ideału. Zdecydowanie lepiej wypada na zdjęciach niż w rzeczywistości. Jego pozytywne strony giną wśród problemu bezdomności i unoszącego się wszędzie zapachu moczu. Nie jest to mój faworyt wśród miast. Być może zakochacie się w nim, tak jak moja towarzyszka podróży. Uważam, że USA posiada znacznie ciekawsze miejsca. Warto jednak wpaść do Los Angeles aby osobiście sprawdzić czy miasto spełnia Wasze oczekiwania.