O czym warto wiedzieć przed wyjazdem na Kubę?

Pora na kilka rad i praktycznych wskazówek, które pozwolą Wam nacieszyć się pobytem na wyspie bez rozczarowań. Mimo, że spontaniczny wypad do tego kraju również należałby do udanych, zachęcam Was do przygotowania się przed podróżą – szkoda byłoby nie wykorzystać wyjazdu do granic możliwości. O czym warto wiedzieć i czego się spodziewać? 

#1 NA KUBIE JEST BEZPIECZNIE. 

Niezależnie od tego, w którym kraju przebywamy należy zachować zdrowy rozsądek. Niemniej jednak, na Kubie czułyśmy się bardzo bezpiecznie. Mogłyśmy robić zdjęcia, wyjmując telefon na każdym kroku. Nie w każdym kraju Ameryki Łacińskiej poczujecie taki komfort. Niespotykane było dla mnie zostawianie torebek przy wejściu do większych supermarketów. Nie można wejść z nimi do środka – ułożono je na półce przy drzwiach i nigdy nic się z nimi nie działo. Takie zasady w sklepach świadczą o sporym zaufaniu do społeczeństwa… Dodam też, że nieraz wracałyśmy do naszych miejsc noclegowych o późnej porze. Może było to zwykłe szczęście, ale nie spotkałyśmy się z żadną nieprzyjemną sytuacją.

Właściwie to znalazłam jedno realne zagrożenie – mocne i tanie drinki. Co jak co, ale rumu tam nie żałują. W jednym z barów zapytano czy dolać nam go jeszcze trochę. Moja rada: zanim odpowiecie na to pytanie twierdząco, posmakujcie i przekonajcie się, że propozycja barmana jest bardzo miła, aczkolwiek zbędna.

IMG_1792

 #2 KŁAMCZUSZKI NA KUBIE. 

Turystyka na Kubie jest w fazie rozkwitu i coraz częściej reperuje kieszenie Kubańczyków. Przy marnych 20 dolarach miesięcznej wypłaty podejmują próby wyłudzania pieniędzy od przyjezdnych na wszelkie możliwe sposoby. Pomyłeczki przy wydawaniu reszty w innej walucie, które sprawiają, że płacicie za coś 25 razy drożej? No cóż, zdarza się… 

Tańsze cygara po znajomości od przyjaciela, którego ojciec pracuje w fabryce? Odpuśćcie, jeśli zależy Wam na oryginalnych. Wyłudzanie za nie pieniędzy na Kubie to temat rzeka. Skrócę go do jednej historii, jaka przytrafiła nam się pierwszego dnia. Zagaduje nas młody uśmiechnięty Pan, zalewając pytaniami. Niespostrzeżenie wyciąga informację, że to nasz pierwszy dzień na Kubie. Życzy udanego urlopu i zasypuje dobrymi radami. Jedną z nich jest kupno cygar. Pamiętajcie, kupujcie je tylko w fabryce albo na plantacji. No chyba, że…. w Casa Cooperativa. Jest taka promocja raz w roku przez tydzień, za chwilę zamykają to miejsce. To była jedna z setek informacji, które nam przekazał. Podziękowałyśmy i kontynuowałyśmy spacer, który 20 minut później przerwała pewna Pani. Hej! Pamiętam Was z lotniska, widziałam Was wczoraj! W skrócie – info od kolegi dotyczące naszego pierwszego dnia na Kubie przeszło. znów ta sama śpiewka o radach i propozycja odprowadzenia nas do Casa Cooperativa. A co tam, możemy wstąpić. Co się okazało? Odprowadziła nas do zwykłego domu, po którym biegały sobie kurki, a lokatorzy – najwyraźniej przyzwyczajeni do wizyt turystów – spokojnie kontynuowali sobie wieszanie prania. W pokoju wystawiono oryginalne paczki cygar po zawyżonych cenach, podanych jako promocyjne. Założę się, że te na sprzedaż nie miały nic wspólnego z oryginałem. Podziękowałyśmy za możliwość obejrzenia towaru, kierując się do wyjścia. Dziewczyna pożegnała nas słowami it’s ok, zdobywając się nawet na uśmiech. Najwyraźniej jeden stracony klient to nic takiego. Gdyby znaleźli choć jednego naiwniaka na miesiąc to i tak mają z tego dobry biznes.

Jak to nie chcecie śniadania? Przecież to najważniejszy posiłek dnia i trzeba go jeść! – powtarzały właścicielki domu, w którym się zatrzymałyśmy. Owszem, trzeba. Niemniej jednak, odpuszczenie go sobie przed wyjazdem pozwoliło nam zaoszczędzić 7 dolarów. Jego brak raczej nie odbił się na naszym zdrowiu. Inne zdanie na ten temat miały wspomniane panie domu.

rbt
Mimo wszystko, przyznaję że śniadanie u wspomnianych wyżej Pań było konkretne

Jedziecie do Vinales z nieznanym taksówkarzem? Chicas, opamiętajcie się! Powtarzały zawzięte gospodynie z Hawany. Próbowały nam wcisnąć swojego kierowcę w cenie 120CUC, podczas gdy na mieście znalazłyśmy podwózkę za 80CUC. Ciekawie było też w Playa Larga, z której można dojechać do Cienfuegos za 30 CUC. Szanowny Pan taksówkarz stwierdził, że najwyraźniej przesłyszałyśmy się w trakcie uzgodnień i prosił o nieco więcej – 70CUC. Kiedy zamotał się z argumentem najwidoczniej się nie zrozumieliśmy, rozpoczął próby z kolejnym – równie dobrym. Okazało się, że godzina zamówionej taksówki jest dla niego nieodpowiednia, dlatego kurs jest o wiele droższy. Podziękowałyśmy mu i zasięgnęłyśmy opinii u miłych Panów w melex’ach przy placu głównym. Zamówili dla nas taksówkę, potwierdzając słuszność naszych wymagań cenowych. Jakież było zdziwienie, kiedy podjechał po nas Pan proponujący wcześniej przejazd za 70CUC. Z uśmiechem przez zęby podwiózł mnie z dziewczynami po naszej cenie. Złota zasada na Kubie: targujcie się, zawsze.

DROGA DO CIENFUEGOS
Pamiątkowa fota w taxi, którą w ostateczności pojechałyśmy dwa razy taniej

Kiedy spotkacie się z wieloma oznakami rozkwitu turystyki na Kubie, a naciąganie i wyłudzanie pieniędzy przez niektórych Kubańczyków zacznie doprowadzać Was do szału, przypomnijcie sobie jak wygląda ich sytuacja w tym kraju (pensja 20 dolarów/miesiąc) Nie zachęcam do bycia ofiarą i rozdawania pieniędzy na prawo i lewo. Proponuję jedynie wczuć się w ich sytuację. I jak? Emocje troszkę opadły, prawda?

#3 KARTA TURYSTY I UBEZPIECZENIE.

Te rzeczy oficjalnie sprawdzają na lotnisku (nieoficjalnie: sprawdzono nam jedynie kartę turysty). Kartę turysty można zakupić w cenie 22 euro (gotówką) w Ambasadzie Kuby w Warszawie. Jeśli komuś nie po drodze do stolicy, w Internecie znajdziecie masę biur podróży w całej Polsce, które się tym zajmują. W niektórych biurach można załatwić ją sobie od ręki. Do wyrobienia potrzebne jest ksero paszportu ważnego co najmniej 6 miesięcy od wjazdu na Kubę, bilet lotniczy i adres pierwszego meldunku na Kubie. Należy też zadbać o ubezpieczenie (firmy ogarniające kartę turysty często proponują wszystko za jednym razem). Byle nie amerykańskie – takich na Kubie nie uznają… Kartę podzielono na dwie części – pierwszą zabierają Wam przy wjeździe na wyspę, a drugą przy wyjeździe.

Jeśli skorzystacie z usług Air Canada, otrzymacie kartę turysty gratis na pokładzie samolotu (w przypadku przesiadek zostanie Wam ona wręczona na ostatnim odcinku lotu). Nawet jeśli połowa pracowników lotniska wmawia Wam, że musicie ją mieć już przy pierwszym locie, to wcale tak nie jest. Wówczas zaproście ich przełożonego, który po sprawdzeniu tego faktu przyzna Wam rację (checked). 

btr

#4 DWIE WALUTY.

W tym kraju spotkacie się z dwoma rodzajami pieniędzy – peso cubano (CUP – kubańskie) oraz peso convertible (CUC – wymienialne). Przelicznik wygląda mniej więcej tak: 1 dolar amerykański = 1 CUC = 25 CUP. Obydwie waluty wymienicie jedynie na Kubie. Najlepiej zadbać o to na lotnisku, w kantorach (CADECA – casa de cambio) lub w bankach. W przypadku ostatniego miejsca dokładnie sprawdzają tam stan banknotów, które chcecie wymienić. Moje minimalnie naderwane 20 euro odrzucono kilka razy. Dodam też, że CUP można uzyskać jedynie z wymiany CUC. Na Kubę koniecznie przylećcie z Euro. Ze względu na średnie stosunki z USA, wymianę dolara amerykańskiego na CUC opodatkowano na 10% od kwoty całkowitej.

Kubańczycy zarabiają i płacą w peso cubano CUP, a turyści najczęściej w peso convertible CUC. Banknoty kubańskie CUP przedstawiają ludzi, a wymienialne CUC pomniki. Przed wyjazdem przeczytałam gdzieś, że patrząc na tamtejszy system polityczny pomniki zdają się mieć większą wartość od człowieka – to dobry sposób na zapamiętanie, która waluta jest na Kubie cenniejsza. CUP-ami zapłacicie w sklepach i w niektórych restauracjach, gdzie podano ceny w obu walutach. Za taksówki i wstępy do muzeum zapłacicie jedynie w CUC. No i najważniejsze: tamtejsze bankomaty nie akceptują większości kart z Europy, a terminale to niezwykle rzadki widok. Przygotujcie się na płatność jedynie gotówką!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
3 kubańskie pesos z wizerunkiem Che Guevary to popularna pamiątka z Kuby. Często wymienia się go za 1 CUC

#5 INTERNET NA ZDRAPKI.

Aby uzyskać dostęp do Internetu należy udać się do placówek ETECSA, które sprzedają karty (na 1h lub 5h). Koszt zdrapki na godzinę wynosi 1 CUC (3,70zł). Miejscowi kupują tam karty telefoniczne, przez co często tworzą się konkretne kolejki. Ponoć w takich placówkach przy zakupie trzeba okazać paszport. Ponoć – my zaopatrzyłyśmy się w takie karty od koników poza sklepem. Zażyczyli sobie za nie 2 CUC.

Aby połączyć się ze światem należy udać się do strefy Wi-Fi, którą odnajdziecie bardzo łatwo. Szukajcie skupiska ludzi wpatrzonych w telefony (ETECSA WiFi). Wystarczy usiąść w tym miejscu i wpisać login z hasłem (po jego ostrożnym zdrapaniu) podanym na karcie. Po zalogowaniu ukaże Wam się informacja o czasie, jaki pozostał do zużycia. Taka karta pozwala na wielokrotne korzystanie z Internetu, o ile nie przekroczy się wyznaczonego limitu czasu. Ważne, aby po korzystaniu wylogować się ze strony ETECSA. Przerwanie połączenia poprzez zwykłe wyłączenie sieci często pobrało nam minuty, które pozostały do wykorzystania na karcie. Czy Internet bez zdrapek w ogóle jest tam możliwy? A no jest – instruktor nurkowania mógł cieszyć się 3GB za jedyne 40 dolarów…

#6 CZEGO NIE MOŻE ZABRAKNĄĆ W WASZEJ WALIZCE?

Poza przejściówkami amerykańskimi (choć w wielu domach widziałam już oba typy wtyczek) zadbajcie o konkretną apteczkę. Tamtejsze punkty farmaceutyczne mogą Wam niewiele zaoferować. Inny klimat, jedzenie i lód w kostkach zwiększa ryzyko użyteczności leków. Pamiętajcie o środku przeciw komarom z deet, najlepiej Mugga. To bezinteresowne lokowanie produktu – nic nie poradzę na to, że jest najlepszy. Poza komarami występują tam pchły piaskowe (checheres), na które Mugga też pomoże. Możecie go kupić tutaj. Koszt wynosi 37,50zł – pewnie znajdziecie tańsze ale słabsze środki. Gdybyście zobaczyli moje pogryzienia gwarantuję, że zapłacilibyście za niego trzy razy tyle.

Spakujcie rozmówki polsko-hiszpańskie lub pobierzcie słownik offline. Z hiszpańskim było nam o wiele łatwiej, choć wyjazd bez niego nie jest niemożliwy! Znajomość języka sprawiła, że bariera między nami a miejscowymi zacierała się dość szybko. Zwiedzanie wyspy z rozmówkami lub aplikacją ze słownikiem będzie dla Was znacznie łatwiejsze! Poza słownikiem warto wgrać sobie na telefon kilka zdjęć Polski, a nawet naszą muzykę. Kiedy znajdziecie sobie miejscowego kompana do rumu to gwarantuję, że z chęcią zobaczy i posłucha jak i gdzie sobie żyjecie. Ze względu na to, że jestem psychofanką Lady Pank, cały świat poznał już Kryzysową Narzeczoną.

Półki w tamtejszych sklepach nie uginają się od towaru, zaś w Peweksie ugną Wam się jedynie kolana, kiedy spojrzycie na ceny. Proponuję więc spakować sporo ciastek i słodyczy –  o ile są one dla Was sensem życia, tak jak dla mnie. Wzięłyśmy też owsianki w  proszku i gorące kubki. Dzięki temu zaoszczędziłyśmy trochę na przeróżne atrakcje.

TRINIDAD
Etap podróży, w którym wjeżdżają zupki chińskie i owsianki

#7 PREZENTY DLA MIEJSCOWYCH.

Warto znaleźć na nie miejsce w swojej walizce. Ze względu na to, że Kuba to jeden wielki powiew PRL-u, mieszkańcy ucieszą się z kosmetyków (głównie pasta do zębów), długopisów i kredek, żyletek do golenia, przypraw, lakierów do paznokci, biżuterii i słodyczy. Przeczytałam gdzieś, że warto wziąć części samochodowe. Trochę nie widzę siebie podróżującej z silnikiem, więc spakowałam jedynie pozostałe rzeczy. Obdarowaliśmy nimi gospodarzy, u których spaliśmy (nie wszystkich – w niektórych domach widać było, że się powodzi), taksówkarzy i osoby poznane na Maleconie. Miałam opory, żeby rozdawać mydło obcym ludziom. W końcu mogłaby to być dla nich jakaś aluzja… Niemniej jednak, cieszyli się z każdej rzeczy. Wielu osobom prezenty sprawiły radość, ale sporo z nich zdaje się to wykorzystywać. Szczególnie widać to w Trynidadzie – popularnym turystycznym mieście na Kubie. O ubrania i długopisy proszą nawet kelnerki. Jeśli nie podoba Wam się pomysł bycia Świętym Mikołajem, w Trynidadzie możecie wymienić przywiezione rzeczy na pamiątki.

#8 BEZTROSKIE KONTAKTY DAMSKO-MĘSKIE.

Drogie Panie – choćbyście spędziły 20 godzin w samolocie i czuły się jak osoby, które właśnie przejechał czołg, a wygląd po podróży dopuszczałby taką możliwość to gwarantuję, że i tak nie przejdziecie tamtejszą ulicą niezauważone. Kubańczycy nie patyczkują się, jeśli chodzi o skomentowanie mijanej osoby. Cmokanie, gwizdanie, Linda, guapa, bjutiful lejdi – zapewne wiele razy usłyszycie coś takiego pod Waszym adresem w sklepach, na ulicach… w sumie to wszędzie. Zresztą, nie dotyczy to jedynie facetów – Kubanki również posyłają uśmiechy i śmiałe spojrzenia. W momencie, gdy starsza Pani krzyknęła guapas! w naszym kierunku dotarło do mnie, że komentowanie przechodniów to wyraz serdeczności i jest tam czymś normalnym, tak jak oddychanie.

Z przykrością stwierdzam, że zaprzepaściłam na Kubie swoją życiową szansę. Bezmyślnie zlekceważyłam oświadczyny od Pana na ulicy, dla którego byłam miłością od pierwszego wejrzenia. No nic, człowiek uczy się na błędach. Przebiła mnie koleżanka, która usłyszała że jest przepiękna. Adresat stwierdzenia podkreślił swoje słowa, dotykając jej ramienia. Przytulenie było dla niego niemożliwe – jego drugie ramię było zajęte prowadzeniem swojej dziewczyny.

Kubaa.jpg
No dobra, to akurat nie Kubańczycy – po prostu ciężko mi znaleźć zdjęcie, które oddałoby powyższy tekst 😀

Jeszcze inny, nowo poznany znajomy zwinnie sprowadził rozmowę o życiu w Polsce do zaproszenia Klaudii na kolację z mięsem krokodyla. Po dyplomatycznej odmowie i zademonstrowaniu przez nią zdjęcia swojego chłopaka, adorator machnął ręką na ten argument: To nic, a ja mam żonę. Okazało się, że jego wybranka pochodziła z Niemiec. Szukanie przez Kubańczyków małżonka-sponsora z innych krajów jest zjawiskiem powszechnym i doczekało się nawet własnej terminologii. Wyspiarze oferujący towarzystwo w zamian za wsparcie finansowe, kosmetyki, ubrania lub wypady na imprezy nazywają się jineteros (lub jineteras – panie). Niemniej jednak, nie zawsze chodzi jedynie o pieniądze. Posiadanie chłopaka z zagranicy to dla nich prestiż i okazja do wydostania się z wyspy. Zdaję sobie sprawę z tego, że generalizuję, ale nie da się nie zauważyć beztroskiego podejścia w tamtejszych kontaktach damsko-męskich. Przekonacie się o tym, odwiedzając Kubę!

Co najbardziej zdziwiło Was spośród wymienionych powyżej rzeczy? A może mieliście okazję odwiedzić wyspę? O czym jeszcze należy pamiętać Waszym zdaniem, wybierając się w te strony? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach!

IMG_1300
Pamiątkowe zdjęcie z lekką obczajką u Pana po prawej

4 myśli w temacie “O czym warto wiedzieć przed wyjazdem na Kubę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s