Wakacje w Bułgarii – praktyczny przewodnik

Bułgaria to kraj, który w ostatnich latach podbija serca plażowiczów. Przyciąga ich do siebie ogromną ilością tanich kurortów nad Morzem Czarnym – choć wiele z nich przypomina jeszcze ośrodki wypoczynkowe za czasów komuny. Oferty wyjazdów do tego kraju zajmują czołowe miejsca na wystawach biur podróży i cieszą się równie wielkim zainteresowaniem co wakacje w Hiszpanii, Grecji i we Włoszech. Skutków coraz większej liczby turystów na bułgarskim wybrzeżu (poza chęcią poznania Bułgarii) można doszukiwać się w malejącym zainteresowaniu wyjazdami do krajów arabskich czy też strachu przed atakami terrorystycznymi w znanych destynacjach turystycznych Europy. Czego się spodziewać, odwiedzając to miejsce? Komu może się spodobać? Jak zorganizować wyjazd i co warto zobaczyć? O tym w dzisiejszym wpisie. 

Na początku chciałabym podkreślić, że wpis dotyczy wschodniej Bułgarii, usytuowanej nad Morzem Czarnym. Nie miałam okazji odwiedzić zachodniej części kraju. Mam nadzieję, że niedługo poznam tę zupełnie inną, mniej zatłoczoną i bardziej autentyczną Bułgarię.

JAK NAJTANIEJ DOSTAĆ SIĘ DO WSCHODNIEJ BUŁGARII? 

Linie lotnicze Wizz Air i Ryannair oferują loty z Warszawy do Burgas. To dobra i tania opcja na szybkie dotarcie do Bułgarii. Wybrałam lot z Warszawy z bagażem podręcznym w cenie 180zł (w dwie strony). Można także zakupić lot czarterowy do Warny. Jeśli ktoś chciałby znaleźć najtańszy i najdogodniejszy lot, warto skorzystać z internetowej wyszukiwarki eSky.pl.

Z Burgas udaliśmy się do Warny i po dwóch godzinach w marszrutce byliśmy już na miejscu (ok. 20zł za osobę). Bilety kupiliśmy w okienku na dworcu autobusowym. Czasami sprzedają je również kierowcy. Można też skorzystać z taxi, które jest tam wyjątkowo tanie – zakładając, że nie traficie na żerującego na nieświadomych turystach taksówkarza. Wracając do kraju, nie znaleźliśmy żadnych połączeń o 4 nad ranem z Warny do Burgas – zdecydowaliśmy się więc na taxi. 80 levów (ok. 170zł) za 130 kilometrów i kurs w nocy to naprawdę niewiele. Być może przyczyną tak niskiej ceny był fakt, że taksówkarz był znajomym właściciela pensjonatu,  w którym się zatrzymaliśmy.

WP_20160709_001WP_20160705_025

JAK DOSTAĆ SIĘ Z LOTNISKA DO CENTRUM BURGAS?

Po wyjściu z lotniska należy kierować się na lewo. Można skorzystać z autobusu nr 15 (kursuje od 4:30 do północy co 20-30 minut), który dowiezie Was do dworca autobusowego w pół godziny. Koszt przejazdu wynosi 2,50zł (1-2 levy). Bilety kupuje się w autobusie u kierowcy lub u konduktora. Jeśli chcielibyście dostać się na lotnisko w Burgas, warto poprosić konduktora lub kierowcę, aby poinformował Was kiedy wysiąść. Autobus nie podjeżdża pod samo lotnisko. Łatwo więc przegapić ten przystanek, a co za tym idzie – lot.

GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ?

Wybór miejsc noclegowych na bułgarskim wybrzeżu jest przeogromny – w przeciwieństwie do cen. Wybraliśmy pensjonat Yanina w miejscowości Sweti Konstantin i Sweta Elena, która jest świetnie skomunikowana z Warną i Złotymi Piaskami. Właściciele są bardzo mili, mówią po angielsku i przekażą Wam sporo informacji na temat okolicy. Pensjonat oferuje niezbyt luksusowe, ale przyzwoite pokoje z prywatną łazienką lub domek letniskowy za grosze. W cenę pobytu wliczono również korzystanie z niewielkiego basenu przy pensjonacie (50zł/osoba/doba). Plusem mieszkania w spokojnej miejscowości są znacznie niższe ceny w sklepach od tych na terenie Złotych Piasków. Szczegóły na temat obiektu można znaleźć tutaj. Poniższe zdjęcia obiektu pochodzą ze strony booking.com. 

CO ZJEŚĆ W BUŁGARII?

Bułgarska kuchnia jest niezwykle zróżnicowana. Położenie kraju sprawia, że nie brakuje w niej greckich, tureckich, serbskich czy też rumuńskich wpływów. To Ojczyzna jogurtu i mehanów – tradycyjnych restauracji bułgarskich z ludowymi dekoracjami, w których często odbywają się występy zespołów folklorystycznych. Oto kilka tradycyjnych potraw, których warto spróbować:

  • Sałatka szopska, którą tworzą ogórki, pomidory, papryka, cebula, skropione oliwą, octem winnym i doprawione oregano lub tymiankiem. Głównym składnikiem jest ser szopski.
  • Sneżanka to kolejna sałatka, która składa się z ogórków, jogurtu, czosnku i orzechów włoskich. Dodaje się do niej odrobinę oleju i koperku.
  • Bob czorba to zupa z białej fasoli, marchewki, selera, pomidorów, cebuli, liści mięty i mielonej papryki.
  • Tarator to zupa chłodnik. Składniki: ogórki, czosnek, orzechy, jogurt i koperek.
  • Szkembe czorba to flaczki, które są popularną bułgarską potrawą na kaca. Składniki: flaki, masło, mleko, czosnek, mielona papryka i ocet winny.
  • Kawarma – gulasz z mięsa wołowego, wieprzowego lub drobiowego, cebuli i papryki. Serwuje się go w tradycyjnych naczyniach, zdobionych pawimi oczkami.
  • Sirene po szopsku – zapiekany ser z warzywami, pomidorami i jajkami.
  • Kebabcze – grillowane klopsiki z mielonego mięsa wieprzowego lub wołowego o  spłaszczonym kształcie.
  • Banica przypomina krokiety, które nadziewane są serem owczym, z dodatkiem szpinaku, pora lub dyni.
  • Baklava to deser, na który można się natknąć w każdym z bałkańskich krajach. Tworzy ją cienkie, niedrożdżowe ciasto z dodatkiem orzechów, miodu i syropu cytrynowo-miodowego.
  • Warto też wspomnieć o bułgarskich serach: sirene kaszkawał. Ten pierwszy jest białym serem z koziego mleka, które niekiedy zastępuje się owczym lub krowim mlekiem. Kaszkawał jest serem żółtym o trochę słonym smaku, który nie posiada oczek. Produkuje się go z sera krowiego lub owczego.

CO WYPIĆ W BUŁGARII?

Poza sokami ze świeżo wyciskanych owoców, które orzeźwiają mieszkańców i turystów podczas letnich upałów, w tej części wpisu skupię się na opisie alkoholi. Pierwszym z nich – jak na bałkański kraj przystało – jest rakija. Produkuje się ją z suszonych winogron, śliwek, jabłek, fig, a nawet płatków róż. Posiada 40% mocy, ale domowe wyroby często mają jej dwa razy więcej. Bułgarzy popijają rakiję ajranem – rozcieńczonym kefirem z dodatkiem soli. Brzmi to dość słabo i z pewnością może zadziwić niejedną osobę, ale połączenie trunku i mlecznej popitki smakuje bardzo dobrze. Bułgaria słynie również ze znakomitych i tanich win. Na terenie tego kraju panuje doskonały klimat do uprawy winogron. Najsławniejszymi są: Kadarka (nie pachnie siarką, w przeciwieństwie do alkoholi, które można zazwyczaj zakupić w tej cenie w Polsce), Sophia (która również zdobyła popularność w Polsce), Tcherga, Domaine BoyarMerlot – który jest nie tylko francuską marką wina. Bułgarskie Merloty to czerwone wina półwytrawne.

CO WARTO PRZYWIEŹĆ Z BUŁGARII? 

Oprócz wielu pamiątek w bułgarskich sklepach o wdzięcznym napisie na spodzie Made in China (oczywiście można to zauważyć praktycznie w każdym kraju), warto zabrać ze sobą trochę Bułgarii, kupując dobre i tanie wina, z których słynie. Świetnym pomysłem na pamiątkę będą kosmetyki o zapachu róż czy też słodycze i inne produkty spożywcze, których składnikiem jest olejek różany. Dlaczego róże? Bułgaria jest największym producentem olejków różanych w Europie (stanowiących m.in. składnik perfum Chanel). Warto też zwrócić uwagę na bułgarskie wyroby skórzane, które są znane z dobrej jakości.

ZŁOTE PIASKI W BUŁGARII – HIT CZY KICZ? 

Niestety odpowiedź nie zadowoli tych, którzy liczą na rajskie plaże. Uważam, że jest to kicz, a nie hit. O ile turkusowy kolor morza zachwyca i nie ma nic wspólnego z obecnym w jego nazwie kolorem czarnym, to same plaże pozostawiają wiele do życzenia. Wszystko jest jednak rzeczą gustu, więc proszę wziąć poprawkę na to, co zaraz przeczytacie. 

Spora ilość hoteli, kasyn i klubów sprawia, że liczba odwiedzających Złote Piaski stale wzrasta. Na każdym kroku słychać tam rosyjski. Wypoczynek nad Morzem Czarnym w Bułgarii porównałabym do wakacji w Kołobrzegu, z jedną małą różnicą – spacerując bułgarskim brzegiem morza ciężko znaleźć jakąś wolną przestrzeń. Zabudowa hoteli jest tak gęsta, że sprawia wrażenie klocków w grze Tetris. Wprost zasypano je hotelami. Podczas upałów ciężko upolować miejsce na rozłożenie ręcznika – nie wspominając o tym, że praktycznie wszystkie plaże należą do hoteli. Goście spoza obiektu muszą uiścić drobną opłatę za leżak. Restauracje hotelowe specjalizujące się w all inclusive serwują specjały kuchni włoskiej lub francuskiej. Trudniej znaleźć w ich ofercie typowe dania kuchni bułgarskiej. Jak sprawić, aby wakacje na bułgarskim wybrzeżu były czymś więcej niż leżakowaniem na zatłoczonej plaży? 

DAJCIE SZANSĘ BUŁGARII!

NIE KOŃCZCIE SWOJEGO URLOPU NA LEŻAKU, Z KTÓREGO CIĘŻKO BĘDZIE WAM POZNAĆ PRAWDZIWE OBLICZE TEGO KRAJU. OCZYWIŚCIE NIE NAMAWIAM DO ZREZYGNOWANIA Z DOBRYCH IMPREZ W NADMORSKICH KLUBACH CZY TEŻ KĄPIELI W MORZU CZARNYM – ZACHĘCAM JEDYNIE DO POŁĄCZENIA WYPOCZYNKU Z ODWIEDZINAMI KILKU ŁADNYCH MIEJSC WE WSCHODNIEJ BUŁGARII:

KALIAKRA to przepiękny cypel, który tworzą skały liczące nawet 70 metrów wysokości. Oddalony jest o 75 kilometrów na północ od Warny. Odwiedzających zachwycają barwy skał wapiennych i piaskowców – od jasnoczerwonych po srebrne. Zgodnie z legendą, w czasie podbojów Turków w XIV wieku w tamtejszej twierdzy skryło się 40 kobiet. W obliczu przegranej z wrogiem, wolały odebrać sobie życie niż poddać się najeźdźcom – kobiety splotły się warkoczami i skoczyły ze skał. Czerwony odcień na klifach symbolizuje ich krew. Aby dostać się do Kaliakry należy udać się do Kawarny i stamtąd podjechać kolejnym autobusem na klify. 

kaliakra-1629552_960_720

MONASTYR AŁADŻA to średniowieczny eremicki klasztor, ulokowany w 40-metrowej skale i oddalony o 3 km od Złotych Piasków. Najprawdopodobniej powstał w IV wieku. Konstrukcja oraz większość wyposażenia pochodzi z XII wieku. W jego skład wchodzą dwie świątynie, kaplica, kuchnia wraz z jadalnią, krypta i cele. Dawno temu monastyr zamieszkiwali mnisi, którzy prowadzili skromny tryb życia w milczeniu, odosobnieniu i ascezie. Ponadto, w pobliżu znajdują się katakumby, usytuowane w jaskiniach. Przy Aładży znajduje się muzeum, w którym zgromadzono dzieła sztuki oraz dokumenty związane z działalnością monastyru. Ze Złotych Piasków można dotrzeć tam piechotą. Jeśli ktoś nie ma ochoty na godzinny spacer, może skorzystać z licznych taksówek – cena nie będzie zbyt wygórowana.

Varna_Region_-_Varna_Municipality_-_Golden_Sands_Resort_-_Aladzha_Monastery_(21)
autor zdjęcia: Камен Ханджиев, Wikimedia Commons, licencja

WARNA to jedno z większych miast we wschodniej części Bułgarii. Szczerze mówiąc, jest ono niezbyt atrakcyjne. Poza kilkoma ciekawymi miejscami miasto wydaje się być nudne i zaniedbane. Stanowi jedynie doskonałą bazę wypadową na Złote Piaski. Niemniej jednak, warto udać się tam, aby zobaczyć Sobór Zaśnięcia Matki Bożej. Jeśli ktoś planuje wyjazd z dziećmi, ciekawą atrakcją będzie Delfinarium Festa. Szczegóły na temat cen, godzin wstępów, a także możliwości pływania z delfinami można znaleźć tutaj. W Warnie znajduje się też Muzeum Etnograficzne, Muzeum Historii Warny oraz Muzeum Władysława Warneńczyka. Jeśli ktoś dysponuje większą ilością czasu, może wstąpić do Retro Muzeum – ekspozycję tworzą przedmioty używane w latach 1945-1988. Najcenniejszymi artefaktami są Wołgi, Trabanty, stare modele Skody i Moskwicze, a także motocykle (m.in. Simon i Balkan). Największym zainteresowaniem cieszy się Chaika 13 – dawna limuzyna członków partii komunistycznej. Wstęp do muzeum – 10 levów, dzieci do lat 6 – bezpłatnie. Godziny otwarcia: 10:00 – 22:00. Lokalizacja: ul. Akademik Andrei Saharov 2.

BAŁCZIK to kolejne ciekawe miejsce, oddalone o 30km od Warny. To najstarsze miasto Bułgarii, które początkowo było osadą tracką. Obecnie jest ono popularnym miastem portowym, ale zdecydowanie mniej zatłoczonym niż Złote Piaski czy Słoneczny Brzeg. Turyści przyjeżdżają tam, aby zobaczyć letnią rezydencję królowej Marii z ogrodem botanicznym, którą zbudował dla niej król Rumunii Ferdynand I (Bałczik był wtedy częścią Rumunii). Budowla stanowi mieszankę kilku stylów architektonicznych. Widać w niej akcenty gotyckie, jak i wpływy orientalne. Poza pałacem i ogrodem botanicznym, znajduje się tam druga największa na świecie kolekcja kaktusów. Dojazd z dworca autobusowego w Warnie autobusem nr 409. 

2958102024_fe0a65ffd4_b
autor zdjęcia: KLMircea (flickr.com), licencja

KAMIENNY LAS (Pobiti Kamani) to rezerwat przyrodniczy, oddalony o 18 km od Warny. Patrząc na kształt i rozmieszczenie skał może się wydawać, że są to ruiny starożytnych kolumn stworzone przez człowieka. Nic z tych rzeczy – monumenty są wytworem geologicznym. Dawniej Kamienny Las uważano za miejsce o nadprzyrodzonej energii, która udzielała się odwiedzającym. Istnieje kilka teorii powstania formacji skalnych. Jedna z nich głosi, że kolumny uformowały się 50 milionów lat temu w morskiej wodzie, ze skrystalizowanego węglanu wapnia. Za sprawą setek lat i ocieplenia klimatu woda wymyła piasek, tworząc kamienne słupy.  Ze względu na to, że są one słabo osadzone na gruncie, kilka z nich upadło lub uległo zniszczeniu. Niemniej jednak, niektóre z nich liczą 100 metrów pod powierzchnią ziemi. Co ciekawe, ich wnętrze jest puste. Najpopularniejszą częścią rezerwatu jest Grupa Centralna z 300 kolumnami. Cały obszar rozciąga się na powierzchni 50 km². Wstęp do rezerwatu jest bezpłatny, ale warto zainwestować w wycieczkę z przewodnikiem (3 levy). Zamiast pokonania tej trasy autobusem z Warny, polecam dojazd do Kamiennego Lasu taksówką. 

varna-2108610_960_720

NESEBYR to bez wątpienia najpiękniejsze miejsce na Bułgarskim Wybrzeżu. Znalazłam w nim jedynie dwa minusy – niemożność spacerowania po zabytkowych ulicach bez ocierania się o ogrom turystów oraz wysyp sklepów z pamiątkami, średnio pasującymi do budynków i ruin z czasów starożytnych. Mimo to, miasto cieszy się sporym zainteresowaniem. Nazywane jest perłą Morza Czarnego. Dzięki odwiedzinom tego miejsca nie żałuję, że zdecydowałam się na wakacje w Bułgarii.

Poza 12345678987654 turystami w sezonie, miasto upodobali sobie „nieco” wcześniej Tracy, Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy, Turcy oraz Bułgarzy. Nesebyr był cennym nabytkiem ze względu na swoje położenie i charakter miasta portowego. Rozciąga się na niewielkiej skalistej wyspie, połączonej z lądem półkilometrowym przesmykiem. Od 1983 roku widnieje na liście Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego UNESCO. Jest to jedno z najstarszych europejskich miast – liczy ponad 3 tysiące lat. Mówi się też, że było to miasto z największą liczbą kościołów na jednego mieszkańca. Większość z nich już nie istnieje. Powstawały na przestrzeni wieków, przez co można w nich dostrzec wyraźne połączenia wielu stylów architektonicznych, dodających budynkom oryginalności. Warto zwrócić uwagę na ruiny cerkwi Świętej Zofii, a także najpiękniejszą bułgarską świątynię – trzynastowieczną Cerkiew Chrystusa Pantokratora. Jak opisałabym Nesebyr jednym zdaniem? Klimatyczne miejsce (mimo tysięcy turystów) z uroczymi uliczkami i przylegającymi do nich drewniano-kamiennymi domami, których ogrody zdobią pachnące krzewy róż. Podsumowując, jeśli wybierasz się nad bułgarskie wybrzeże, koniecznie wpadnij do Nesebyru!

Na poznanie miasta warto zarezerwować sobie cały dzień. Skorzystaliśmy z całodniowej wycieczki fakultatywnej jednego z biur, które reklamowało się przy plaży w Złotych Piaskach (nietrudno je znaleźć – w sezonie same Was znajdą). Młoda Bułgarka oprowadziła nas po tym pięknym miejscu, przekazując fakty i ciekawostki historyczne w języku… polskim.  Ze względu na to, że nie brakuje tam turystów z Polski, z łatwością można znaleźć oferty wycieczek w naszym ojczystym języku. Koszt – 42 levy/osoba dorosła (wyjazd z Warny). Osoby, które nie lubią płacić za obiad czterokrotnie wyższej ceny powinny wziąć ze sobą konkretny prowiant. 

KILKA INFORMACJI, ZANIM WYRUSZYSZ DO TEGO KRAJU:

1. Mówisz po angielsku? Świetnie. W Bułgarii możesz o nim zapomnieć. 

Jadąc tam, łatwiej porozumieć się z miejscowymi po polsku niż w języku angielskim. Ci, którzy władają językiem rosyjskim – albo chociaż podstawami – nie muszą martwić się o jakiekolwiek trudności. Właściwie to jest tylko jeden problem:

2. Bułgarzy przytakują, kręcąc głową na boki. Kiedy zaprzeczają, wykonują stanowczy ruch głową na dół, który w Polsce odbiera się jako przytaknięcie. 

Jest to chyba jedna z największych ciekawostek na temat mieszkańców tego kraju, o której wspomina każdy przewodnik po Bułgarii. Nic dziwnego, nieznajomość tego faktu z pewnością zaskoczy i wprawi w zakłopotanie turystów rozmawiających z Bułgarami.

3. Kontynuując temat bariery językowej – Bułgaria jest Ojczyzną cyrylicy. 

Pismo alfabetyczne, które z pewnością przeklinają turyści odwiedzający tej kraj – powstało w Bułgarii. Stworzył je Cyryl i Metody. Cyrylicą posługują się narody zamieszkujące większość państw wschodniosłowiańskich.

4. Oprócz cyrylicy, w Bułgarii powstał też… jogurt. 

Zasługę odkrycia pysznego, zdrowego i znanego na całym świecie „wynalazku” przypisuje się Stamenowi Grigorovi, który w 1905 roku odkrył pewną odmianę bakterii wykorzystywaną do produkcji jogurtów. Czyżby duma narodowa stanowiła powód spożycia ogromnych ilości tego produktu wśród Bułgarów?

5. Być może spożywanie jogurtów, zdrowe odżywianie oraz aktywny tryb życia przyczynia się do długowieczności Bułgarów.

Stulatkowie w kraju jogurtów nie wzbudzają tak wielkiego zdumienia wśród Bułgarów, co w Polsce. Tam jest to normalne. Większość mieszkańców tego kraju żyje o wiele dłużej niż ich europejscy sąsiedzi. Mawiają, że kluczem do długowieczności jest unikanie stresu i pozytywne nastawienie do życia.

6. Z pewnością zaskoczą Was nekrologi, porozwieszane w Bułgarii na każdym kroku.

Wiesza się je na drzewach, bramach, drzwiach frontowych czy też ścianach, w celu upamiętnienia zmarłych w rocznicę lub miesięcznicę ich odejścia. Mimo, że tradycja liczy sporo lat i wydaje się być mocno zakorzeniona, przeciwnicy nekrologów w ostatnich czasach walczą o zlikwidowanie wspominek w Bułgarii.

PODSUMOWUJĄC: 

Wyjazd w te strony umożliwia połączenie plażowania z poznaniem kilku ciekawych miejsc. Jeśli marzą Wam się wakacje podobne do tych nad polskim morzem (ogromna ilość plażowiczów, sporo klubów i milion sklepów z pamiątkami), odwiedziny ładnych bułgarskich zakątków, poznanie odmiennej kultury oraz wydanie niewielkiej sumy pieniędzy podczas urlopu to Bułgaria będzie dla Was dobrym miejscem na urlop. Jeśli chodzi o mnie – myślę, że jednorazowy wypad do wschodniej Bułgarii zupełności mi wystarczy. 

Boston i okolice – z wizytą na Harvardzie

Z wielkim trudem przychodzi mi wypowiedzenie Boston, Massachusetts bez poprzedzenia ich słowami Mariusz Max-Kolonko. O Bostonie mówi się, że jest przedłużeniem Europy. Jego architektura i sporo mieszkańców o irlandzkich korzeniach zdaje się to potwierdzać. Po drugiej stronie rzeki leży Cambridge. Znajduje się tam pewna uczelnia, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Od dziesiątek lat bezwzględnie zgarnia pierwsze miejsca w rankingach najlepszych uniwersytetów na świecie. Zachęcam do poznania historii Harvardu i przespacerowania się po kampusie. Wbrew pozorom, jest on dostępny nie tylko dla studentów. 

JAK DOJECHAĆ?

  • DO BOSTONU: Z Nowego Jorku można tanio dojechać tam autobusami Greyhound lub Peter Pan. Kolejnym przewoźnikiem posiadającym połączenia do Bostonu jest Bolt Bus. Bilety można zakupić już od 10$. Jeśli ktoś chciałby dostać się tam samochodem, musi przygotować się na kosztowne parkingi. Szczegółowe informacje na temat cen i adresów parkingów można znaleźć tutaj.
  • DO CAMBRIDGE: najpierw należy dostać się do Bostonu. Samochodem jest oczywiście najprościej. Informacje o parkingach w Cambridge można znaleźć tutaj. Ponadto, można dojechać do Cambridge z Bostonu metrem (najstarszym w USA). Z South Station po 20 minutach będziecie już na przystanku Harvard (czerwona linia, metro jest całodobowe).

CO I GDZIE ZJEŚĆ?

  • W BOSTONIE – owoce morza, zwłaszcza homary! Specjałem tego miasta jest lobster roll – bułka z mięsem homara. Nie należą one do najtańszych posiłków, w restauracji James Hook (15 Northern Ave) można zakupić takie danie w cenie 18,99$.
  • W CAMBRIDGE: Studenci Harvardu jednogłośnie polecają burgery w lokalu Bartley’s (1246 Massachusetts Ave, ceny wraz menu dostępne są tutaj), który miał swoje pięć minut m.in. w filmie Buntownik z wyboru.

Osoby z ograniczonym budżetem powinny skorzystać z oferty gastronomicznej tamtejszych food trucków. Większość z nich serwuje świetne i – w przeciwieństwie do wymienionych wyżej lokali – tanie jedzenie. Homary w food truckach czy też w budkach nad morzem również są niczego sobie.

IMG_20150728_140403
Jeden z bostońskich food trucków. I koleżanka.

RZECZ O HARVARDZIE: 

University of Harvard to najstarsza uczelnia w Stanach Zjednoczonych (rok powstania – 1636), która plasuje się na pierwszym miejscu w rankingach najlepszych uniwersytetów. Nazwa wywodzi się od Johna Harvarda – duchownego, który był jednym z hojnych darczyńców tej instytucji. Przez czternaście lat szkoła nosiła miano collegu. W 1780 roku ogłoszono ją uniwersytetem. Autorem wielu istotnych zmian w jego funkcjonowaniu był Charles Eliot, prezydent Harvardu w latach 1869-1909. Jedną z nich było połączenie teorii z praktyką. Wprowadzono program nauczania, opierający się na prowadzeniu badań.

KOSZT STUDIOWANIA NA HARVARDZIE:

Szkoła posiada ogromny majątek (około 38 miliardów dolarów), przez co ogłoszono ją najbogatszą uczelnią na świecie. Ile kosztują studia na Harvardzie? 55% studentów może liczyć na coroczne solidne stypendium wysokości 50 tysięcy dolarów. W mojej głowie pojawił się obraz stypendysty mieszkającego w luksusowym penthousie, podjeżdżającego na zajęcia najlepszym porsche, po czym doczytałam artykuł… Otóż koszt pokrycia nauki na Harvardzie wynosi 43,5 tys. dolarów (rok studiowania). Należy doliczyć do tego opłaty za wynajęcie pokoju czy też wyżywienie… Takie ceny za studia to jakiś kosmos. Niemniej jednak, zdobycie wykształcenia wyższego w USA jest niezwykle kosztowne, nie tylko na Harvardzie. Amerykańscy studenci mawiają, że kredyt to u nich norma. Często rodzice zaczynają odkładać pieniądze na wykształcenie dziecka tuż po jego narodzinach.

(NIE)ZNANI STUDENCI, ABSOLWENCI I WYKŁADOWCY: 

Mimo kosmicznych cen, uczelnia kształci 22 tysiące wybitnych studentów. Może poszczycić się znakomitymi absolwentami. Harvard wypuścił ze swoich murów 48 Laureatów Nagrody Nobla, 32 głowy państwa oraz 48 zwycięzców Nagrody Pullitzera (przyznawanej za wybitny wkład w amerykańską literaturę, dziennikarstwo i muzykę). Byli to m.in. amerykańscy prezydenci: Theodor Roosevelt, John Kennedy, George Bush, Barack Obama. Harvard ukończyli również: Natalie Portman, Matt Damon, Hilary Duff, Michelle Obama, Henry Kissinger, założyciel Facebooka – Mark Zuckenberg, a także nasi rodacy – Czesław Miłosz (będący nie tylko studentem, ale i wykładowcą na tej uczelni) i Maciej Sawicki – były gracz Legii Warszawa i obecny sekretarz PZPN. Bill Gates (założyciel Microsoftu i najbogatszy człowiek świata) rozpoczął studia, ale w późniejszym czasie zrezygnował z edukacji na Harvardzie. Przerwanie nauki najwyraźniej nie wyszło mu na straty. Proszę o niedoszukiwanie się w tym stwierdzeniu jakiegokolwiek przesłania do studentów.

800px-Harvard_University_Academic_Hoods
autor zdjęcia: Joe Hall (flickr.com), licencja

STUDIA NA HARVARDZIE = BRAK ŻYCIA TOWARZYSKIEGO?

Oprowadzający nas po kampusie student rozpoczął swoją wycieczkę pytaniem do uczestników: Co sądzicie o tutejszych studentach? Nie czekając na naszą odpowiedź, sam postanowił nam jej udzielić. „Zazwyczaj wszyscy twierdzą, że jesteśmy sztywniakami bez poczucia humoru, dla których jedyną rozrywką jest zmiana miejsca w bibliotece. I w sumie… to prawda”. Już sama odpowiedź na to pytanie dowodzi, że raczej nie brakuje im poczucia humoru. O tym, że wielu z nich nie pogardzi dobrą zabawą, świadczy coroczna huczna impreza Eleganza, będąca pokazem mody i tańca. Patrząc na ilość barów w Cambridge odnoszę wrażenie, że studenci z pewnością znajdują czas na wieczorne wypady.

2

POZNAJ HARVARD DZIĘKI STUDENTOM: – Student-Led Public Walking Tour. 

Jeśli mówicie po angielsku to naprawdę w a r t o  skorzystać z wycieczek po kampusie. Przewodnikami są studenci – dowiecie się o historii i zwyczajach na Harvardzie, których nie znajdziecie w książkach i przewodnikach. Kalendarz Student-Led Public Walking Tour dostępny jest tutaj. Oprowadzanie rozpoczyna się zbiórką przy Harvard Information Center, zaś cała wycieczka trwa ponad godzinę. Zapisy nie są obowiązkowe, ale radzę o nich pomyśleć – chętnych jest sporo, a liczba miejsc ograniczona (maks. 35 osób). Wycieczka jest bezpłatna, ale należy wesprzeć oprowadzającego nas studenta napiwkiem (5-10$). Poza Student-Led Public Walking Tour, polecam Waszej uwadze pozostałe wycieczki po kampusie (zwłaszcza Memorial Hall i Tour of Widener Library). Więcej informacji można znaleźć tutaj.

3

Podczas spaceru po kampusie natkniecie się na statuę Johna Harvarda z wytartą stopą… którą pocierają studenci, aby zapewnić sobie szczęście w egzaminach. Pomnik Harvarda nazywany jest Pomnikiem Trzech Kłamstw z powodu kilku nieścisłości. Po pierwsze, osobą uwiecznioną na monumencie nie jest John Harvard (mimo podpisu na pomniku). Modelem dla jego autora – Daniela Chestera był amerykański prawnik Sherman Hoar. Po drugie, John Harvard nie był założycielem uniwersytetu – w przeciwieństwie do tego, o czym informuje napis wygrawerowany na posągu. Po trzecie, szkoły nie założono w 1638 roku. Rokiem, w którym rozpoczęła się jej działalność był 1636.

RZECZ O BOSTONIE:

Zdaję sobie sprawę z tego, że z reguły to Harvard jest dodatkiem do zwiedzania Bostonu. Zdecydowałyśmy jednak, że nasz plan będzie wyglądać inaczej. Większość czasu poświęciłyśmy na poznanie uniwersytetu. Niemniej jednak, udało nam się odwiedzić kilka miejsc w Bostonie. 

Stolica stanu Massachusetts powstała w 1630 roku. Paradoksalnie, najstarsze miasto USA słynie z najnowocześniejszych technologii. To również siedziba ośrodków naukowych i finansowych. Poza ekskluzywnymi sklepami i restauracjami, miasto posiada wiele zabytków i zieleni. Brakuje mu jedynie… gorącej herbaty, której picie do dziś jest tam zakazane. Napój od setek lat uważany był przez Amerykanów za symbol Wielkiej Brytanii, z którą raczej nie przyjaźnili się w przeszłości. W 1773 roku bostońscy buntownicy (przebrani za Indian) wdarli się na pokład statku przewożącego herbatę i zatopili go na znak protestu przeciw wprowadzeniu przez Brytyjczyków cła. To wydarzenie nazwano Bostońskim piciem herbaty.

SPACER PO BOSTONIE:

Zwiedzanie rozpoczęłyśmy od najbogatszej dzielnicy – Beacon Hill, która silnie kontrastuje z nowoczesną zabudową w centrum. Mieści się tam Dom Stanowy z 1713 roku – najstarszy zachowany budynek w Bostonie. Urocze kamienice, brukowane ulice i chodniki tworzą niesamowity klimat, zwłaszcza po zmroku. Kontynuowałyśmy nasz spacer przez Boston Public Garden, aż do Biblioteki Publicznej – jednej z najpiękniejszych bibliotek na świecie (moim skromnym zdaniem). Na koniec pozostawiłyśmy sobie Prudential Tower – drugi największy budynek w Bostonie, liczący 229 metrów wysokości. Na 50 piętrze mieści się taras widokowy (informacje o cenach i godzinach otwarcia można znaleźć tutaj). Boston posiada przepiękne wieżowce, wchodzące w skład nowoczesnej części miasta. Można odnieść wrażenie, że wygląd każdego z nich został skrzętnie przemyślany i idealnie wpasował się w panoramę.

PODSUMOWUJĄC: 

Poznanie kultowej uczelni, która zdobyła sławę na całym świecie było niezapomnianym doświadczeniem. Mimo, że pomysł przeznaczenia większości czasu na zwiedzanie Harvardu uniemożliwił odhaczenie wszystkich atrakcji Bostonu to nie żałuję, że tak właśnie wyglądał nasz plan. Zarówno Boston, jak i Cambridge to interesujące miasta – jeden dzień na oba miejsca pozostawia lekki niedosyt. Niemniej jednak, naprawdę warto było odwiedzić te strony, nawet jeśli był to ekspresowy wypad do Massachussetts.