Parki Narodowe w USA – Wielki Kanion, Bryce Kanion, Zion

Podczas zwiedzania zachodniej części USA odwiedziłam Grand Canyon National Park, Bryce Canyon National Park oraz Zion National Park. Niestety nie udało mi się zobaczyć Antelope Canyon – wszystkie bilety zostały w tym dniu wyprzedane. Nie przeznaczyliśmy na te miejsca wystarczająco dużo czasu – jeden dzień na Wielki Kanion to stanowczo za mało. Mimo wszystko, znaleźliśmy go trochę więcej niż pewna grupka, wysiadająca z autobusu w pobliżu tarasu widokowego. Po sesji zdjęciowej na zamyślonego, członkowie grupy żwawym krokiem udali się w kierunku autokaru, kończąc swą przygodę z Wielkim Kanionem w zaskakująco szybkim tempie.

TRANSPORT:

Najłatwiej zwiedzać parki narodowe, mając do dyspozycji samochód. Proponuję przylot do Las Vegas i wynajęcie samochodu, np. na lotnisku. Oddając pojazd w tej samej siedzibie wypożyczalni można sporo zaoszczędzić. Na terenie większości parków narodowych w sezonie (czasami również poza nim) kursuje bezpłatny shuttle bus – dowiezie Was na początek danego szlaku lub do punktów widokowych.

Zion_Free_Shuttle_5479.jpg
Shuttle bus w Zion. Autor zdjęcia: gillfoto (Wikimedia commons), licencja

NOCLEGI:

Można skorzystać z hoteli w parkach narodowych, oferujących drogie noclegi (pokoje dwuosobowe od 250$/doba, wymagana jest wcześniejsza rezerwacja). Zdecydowanie tańsze są domki letniskowe, położone w pobliżu parków. Jest jednak problem z ich dostępnością – warto zarezerwować je z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Jeśli planujecie przeznaczyć na każdy park jeden dzień, skorzystajcie z usług znacznie tańszych moteli na trasie.

Namiot to chyba najlepsza opcja – można go kupić w USA w dobrych cenach (już od 18$ w Walmarcie). Pamiętajcie o wcześniejszej rezerwacji na polach namiotowych! Możecie je znaleźć na każdej stronie internetowej danego parku lub tutaj. W niektórych miejscach dokonuje się rezerwacji tego samego dnia, ustawiając się nad ranem w długiej kolejce. Nie potrafię jednak powiedzieć, jakie są szanse na zarezerwowanie noclegu w ten sposób. Ceny na polach namiotowych wahają się w granicach 8-20$. Często nie wliczono w nie korzystania z prysznica. Jeśli wybrany przez Was kemping nie posiada go, nie martwcie się. Nie chodzi o to, aby nakłonić Was do zaniedbania higieny osobistej. W każdym parku są prysznice, dostępne dla Gości spoza kempingu (oczywiście odpłatnie).

Odważniejsi mogą też rozłożyć namiot na terenie Parków Narodowych USA poza kempingiem. Wówczas powinni zgłosić się do Wilderness Information Center, aby uzyskać pozwolenie od władz parku. Poza zgodą na rozbicie namiotu, pracownicy wręczają tzw. bearboxy. Są to duże metalowe skrzynie, w których należy schować cały swój dobytek, posiadający jakikolwiek zapach. Śmieci, jedzenie i kosmetyki potrafią skłonić niedźwiedzia do złożenia Wam niespodziewanej wizyty w namiocie.

Na każdy z parków poświęciliśmy jeden dzień. Noce pomiędzy ich zwiedzaniem spędziłyśmy w samochodzie (parkingi Walmart/stacje benzynowe). Udało nam się sporo zaoszczędzić, ale jest to niezbyt wygodne rozwiązanie.

20150914_152748
Nasz hotel i samochód w jednym

WSTĘP DO PARKÓW NARODOWYCH:

Wstęp do większości Parków Narodowych na terenie USA jest płatny. Nie jest jednak aż tak źle – płaci się za samochód, a nie za każdego pasażera. Cena za auto waha się pomiędzy 20$ a 30$ (bilet umożliwia wjazd do danego parku przez cały tydzień). Za motocykl płaci się mniej: 10$ – 20$. Najtańszą stawkę płacą piesi i rowerzyści: 10-15$.

Jeśli chcielibyście odwiedzić więcej parków, warto pomyśleć o ANNUAL PASS w cenie 80$. Można ją zakupić przy bramie wjazdowej do większości parków lub przez Internet. Karta umożliwia wjazd na teren każdego parku przez cały rok od momentu zakupu. Annual Pass może mieć maksymalnie dwóch właścicieli.

Przy bramie wjazdowej do każdego parku otrzymacie sporo informacji od pracowników wraz z biuletynem i mapką danego miejsca. Można też udać się do Visitor Center w każdym parku. Ponadto, w sezonie odbywają się swego rodzaju wykłady, prowadzone przez Rangersów. Jeśli wyobrażacie sobie drużynę Power Rangers opowiadającą o Wielkim Kanionie to muszę Was rozczarować. Ranger to po prostu leśniczy, konserwator w parku narodowym. Niemniej jednak, jego historie są ciekawe. Zdecydowanie warto znaleźć trochę czasu na posłuchanie tego, co ma do powiedzenia superbohater leśniczy. Rangersi często prowadzą bezpłatne wycieczki po parku.

GRAND CANYON NATIONAL PARK

Nie sądziłam, że Park Narodowy może zrobić na mnie tak wielkie wrażenie – nie jestem w stanie tego opisać. Możliwość zobaczenia tego miejsca na żywo jest głównym powodem, dla którego zachęcam wszystkich do odwiedzin zachodniej części USA – nawet jeśli miałby to być wybór pomiędzy zachodem a wschodem. 

Wielki Kanion znajduje się w stanie Arizona, na terenie Wyżyny Kolorado. Zajmuje niemałą powierzchnię – rozciąga się na 4926 kilometrach kwadratowych. Ciężko ustalić, kiedy powstał – niektóre badania mówią, że liczy 70 milionów lat. Inni naukowcy twierdzą, że początki miały miejsce „zaledwie” 5-6 milionów lat temu. Najstarsza warstwa kanionu liczy 2 miliardy lat, zaś najmłodsza – 230 milionów. Wielki Kanion wykształcił się wskutek erozji skalnych.

Można go obejrzeć od strony północnej, jak i południowej – częściej wybieranej przez turystów. South Rim (na południu) umożliwia najłatwiejszy dostęp do wielu punktów widokowych oraz skorzystanie z Centrum Informacji Turystycznej i darmowego shuttle bus. Ponadto, można odwiedzić tamtejszą osadę Indian, którą zamieszkiwały kiedyś plemiona Navajo. Niemałą atrakcją jest spacer po Skywalk – szklanej platformie widokowej, zawieszonej 1220 metrów nad przepaścią. Północna krawędź kanionu posiada trudniejsze szlaki. Niestety, nie wypowiem się na temat tej części, ponieważ odwiedziłam Wielki Kanion od strony południowej. Kogoś o grubszym portfelu z pewnością zainteresuje fakt, że można tam odbyć spływ pontonem lub podziwiać te niezwykłe tereny z okien helikoptera.

Podczas zwiedzania Wielkiego Kanionu nietrudno o spotkanie z kojotem, skunksikiem i szopikiem pręgoogonowym (nie są to moje pieszczotliwe zdrobnienia – tak właśnie nazywa się ten gatunek). Występują tu również grzechotniki, jelenie kanadyjskie, czarne niedźwiedzie, wiewiórki, jeżozwierze, sokoły, bieliki amerykańskie i kondory kalifornijskie.

punkt widokowy...
NAJWIDOCZNIEJ DLA DOBREJ FOTKI MOŻNA ZROBIĆ WSZYSTKO…

BRYCE CANYON NATIONAL PARK

Bryce Canyon National Park to niewielki Park Narodowy (145 kilometrów kwadratowych) w stanie Utah, który zrobił na mnie większe wrażenie niż Wielki Kanion. Być może jest to zasługa zachodu słońca, na który trafiliśmy, będąc na jednym z najlepszych punktów widokowych w tym parku.

Mimo słowa „Canyon” w swojej nazwie, właściwie nie jest on kanionem. Po pierwsze, nie przepływa przez niego rzeka – taka nazwa jest więc bezpodstawna. To miejsce powstało wskutek niszczenia skał podczas naprzemiennych cykli zamarzania (nocą) i rozmrażania (za dnia) wody, która wypełniała szczeliny w skałach. Kolejnym procesem wpływającym na wygląd tego parku jest rozpuszczanie wapienia przez deszczówkę, posiadającą kwaśny odczyn.

Zgodnie z legendą, dawni mieszkańcy Bryce Canyon mogli przeistaczać się w różne postaci za pomocą czarów. Nadużycie specjalnych mocy rozzłościło jednego z bożków, który pozamieniał ich w kamienie. Formacje skalne w parku dla niektórych stanowią potwierdzenie legendy, przypominając ludzi. Mówi się też, że kształty skał nawiązują do wież zamków i pałaców.

Jednym z wielu punktów widokowych parku jest Sunrise Point oraz Sunset Point – jak sama nazwa wskazuje – są to idealne miejsca na podziwianie wschodu i zachodu słońca. Kolejnym dobrym punktem widokowym, który oferuje odwiedzającym przepiękną panoramę jest Inspiration Point. Niemniej ciekawe jest Bryce Point, które zapewnia widok na oryginalne formacje skalne zwane amfiteatrem, w całej swej okazałości. Podczas jednego dnia w Bryce Canyon National Park odbyłyśmy spacer szlakiem Navajo Loop Trail. Pozwolę sobie pominąć jego opis – wjeżdżając do parku otrzymacie mapę i gazetkę informacyjną, w której znajdziecie wszelkie informacje dotyczące poruszania się po parku. Poza wieloma turystami, w Bryce Canyon National Park można spotkać kojota, orła, pumę, świstaka, susła i sowę.

ZION NATIONAL PARK 

Trzeci opisany przeze mnie w tym wpisie park w pełni oddaje krajobraz Dzikiego Zachodu. 600 kilometrów kwadratowych to powierzchnia Parku Narodowego Zion, który posiada pustynie, kaktusy, wodospady, kaniony, wysokie czerwone ściany piaskowców, a także wąskie labirynty i strome urwiska, które przecina Dziewicza Rzeka. To wszystko stwarza tam niesamowitą atmosferę. 

Nadana przez Mormonów nazwa tego miejsca nie jest przypadkowa. Nawiązuje do słowa Syjon, oznaczającego Miasto idealne. Początki tego miejsca sięgają 250 milionów lat temu. Wszystkie wymienione wyżej atrakcje, należące do parku zastępowało kiedyś płytkie morze, otoczone przez pustynię. Z biegiem lat (skromnie powiedziane – bardziej pasuje tu chyba z biegiem milionów lat) ukształtowały się tam ogromne, kolorowe klify, stanowiące przepiękną atrakcję turystyczną parku. Rzeka przecinająca Zion Park wycięła w niektórych miejscach szczeliny wysokości 1000 metrów. Najsłynniejszym z tamtejszych kanionów jest Zion Canyon.

Park zamieszkują jelenie mulaki, lisy, żbiki, pumy, przeróżne jaszczurki i węże (np. grzechotniki) oraz ptaki – orły, przepiórki, kukawki). Jeśli odwiedzacie park pomiędzy marcem a listopadem, istnieje możliwość odbycia szlaku Sand bench Trail konno. Rezerwacji można dokonać w schronisku Zion Lodge. Jazda konna sprawi, że poczujecie się niczym serialowy Bonanza.

Przy wjeździe do parku (drogą Highway 9, oferującą przepiękne widoki) otrzymacie wszystkie niezbędne informacje na temat tamtejszych atrakcji, szlaków i punktów widokowych. Proponuję przejazd do ostatniego przystanku Shuttle Bus w Temple of Sinawava, zatrzymując się po drodze na zobaczenie Sądu Patriarchów, Płaczącej Skały, Wielkiego ZakolaWarto też wstąpić do Zwężeń, w których można pospacerować – jak sama nazwa wskazuje – po zwężającym się kanionie. Do najbardziej interesujących atrakcji zaliczają się Szmaragdowe Stawy i Ukryty Wąwóz. Zion National Park posiada jeden z najniebezpieczniejszych szlaków na świecie obejmujący formację skalną, zwaną Lądowiskiem Aniołów (zdjęcie poniżej przedstawia fragment szlaku). Jeśli kogoś nie zadowala fotografia, zapraszam do obejrzenia filmiku, który z pewnością lepiej przedstawi Wam to miejsce.

angels-landing-2228352_960_720
Angels Landing w Zion National Park, pixabay.com, domena publiczna

OBSERWACJE GWIAZD W PARKACH NARODOWYCH USA:

Parki Narodowe na terenie USA to jedne z najlepszych miejsc na świecie do obserwacji gwiazd. Po pierwsze – znajdują się w dużej odległości od wielkich miast. Po drugie, zabudowa na terenie parków ułatwia ich obserwację poprzez ograniczenia sztucznego oświetlenia (zazwyczaj światła ustawiane są ku dołowi). Za drobną opłatą można skorzystać z licznych teleskopów, ulokowanych w wielu punktach widokowych amerykańskich parków narodowych.

Fairyland Canyon Utah Milky Way National Park Park
źródło: MaxPixel, domena publiczna

Opisane powyżej miejsca to zaledwie 3 z 59 Parków Narodowych, które rozciągają się na terenach USA. Aby uzyskać więcej informacji na temat poszczególnych miejsc warto odwiedzić tę stronę – znajdziecie tam wszelkie informacje o każdym parku w Stanach Zjednoczonych. 

Poza interesującym Nowym Jorkiem, uporządkowanym Waszyngtonem, tropikalną Florydą, filmowym Los Angeles i słoneczną Kalifornią, USA posiada jedne z najpiękniejszych parków narodowych na świecie. Nie należy omijać ich podczas swojej podróży! Zamieszczone we wpisie zdjęcia nawet w połowie nie oddają widoków, jakie oferują parki. Mam nadzieję, że wkrótce sami się o tym przekonacie. 

Informacje o Work&Travel + rady dla podróżujących do USA

Po wpisie o pracy w Dorney Parku przyszedł czas na opisanie całej procedury związanej z Work&Travel. Jeśli mogłabym dokładnie przedstawić to, jak wyglądały moje wakacje w USA, jestem pewna, że wszyscy studenci świata zgłosiliby się do programu. Połączenie legalnej pracy, w której można sobie zarobić na wymarzone amerykańskie wakacje było najlepszym sposobem na spędzenie lata!

O tym, dlaczego warto wziąć udział w programie, jak wyglądała praca w amerykańskim parku rozrywki dowiesz się we wpisie na temat pracy w Dorney Parku, klikając tutaj. Poniżej zamieszczam odpowiedzi na pytania, które zadawały mi osoby zainteresowane wyjazdem, a także kilka praktycznych rad dotyczących wyjazdu.

KTO MOŻE WZIĄĆ UDZIAŁ W PROGRAMIE? 

  • Aby wziąć udział w programie należy posiadać status aktywnego studenta (studia dzienne, zaoczne, wieczorowe) i mieścić się w przedziale wiekowym 18-30 lat. Podczas urlopu dziekańskiego jest to niemożliwe. Chodzi o to, aby pokazać konsulowi legitymację wraz z indeksem (lub wydrukiem z indeksu elektronicznego) podczas rozmowy w ambasadzie, która odbędzie się pomiędzy marcem a czerwcem w Warszawie lub Krakowie (w zależności od tego, gdzie mieszkasz).
  • Ponadto, wymagana jest komunikatywna – a nie perfekcyjna – znajomość angielskiego, która zostanie sprawdzona podczas trzech (luźnych) rozmów: pierwszej – z pracownikiem firmy, którą wybierzesz, drugiej –  z amerykańskim pracodawcą na Targach Pracy lub podczas rozmowy kwalifikacyjnej na Skype, trzeciej – z konsulem w ambasadzie.
  • Kolejnym wymogiem jest paszport, ważny co najmniej pół roku od daty zakończenia programu. 

NA JAK DŁUGO MOŻNA WYJECHAĆ?

Przyznana w późniejszym czasie wiza studencka J-1 umożliwia 3-4 miesiące pracy w USA oraz dodatkowe 30 dni pobytu na terenie kraju. Można wykorzystać je przed lub po okresie pracy. Dozwolone jest także „podzielenie” tego dodatkowego miesiąca: do USA przyjechałam 4 dni przed rozpoczęciem pracy. Po zakończeniu części „Work” zostało mi 26 dni na „Travel”.

America Painted Flag Usa Flag American Usa Wall
źródło: maxpixel.net, domena publiczna

JAKIE MASZ OPCJE?

Firm organizujących wyjazdy do USA jest mnóstwo, ale skupię się na wybranej przeze mnie CCUSA z opcją Work Experience.

  • Camp Counselours – praca wychowawcy lub obsługi na obozie (w kuchni, pralni, sprzątając). Koszt udziału w programie jest najmniejszy, wliczono też lot, zakwaterowanie i często wyżywienie (jakieś 1800 złotych). Zachęcam jednak do skorzystania z Work Experience – wypłaty są znacznie wyższe.
  • Work Experience – z dwiema opcjami: Placement, w którym firma zajmuje się szukaniem pracy dla Ciebie lub Indephendent – dla osób, które mają już swojego pracodawcę i potrzebowały pośrednictwa firmy w uzyskaniu promesy wizowej. Wraz z biletem lotniczym w dwie strony, dojazdem do miejsca pracy, ubezpieczeniem na 4 miesiące, opłatą za wizę i uczestnictwo w programie oraz z kieszonkowym (ok. 200$ żeby nie umrzeć z głodu podczas pierwszych dwóch tygodni bez wypłaty) zapłaciłam jakieś 6500 złotych. Szczegółowe informacje o kosztach można znaleźć tutaj.

Kilka zdjęć z Dorney Parku – miejsca, w którym pracowałam: 

DLACZEGO „WORK EXPERIENCE” JEST LEPSZYM ROZWIĄZANIEM?

Oprócz wspomnianej wcześniej wyższej wypłaty, zazwyczaj prace te są ciekawsze (według mnie i znajomych, którzy wzięli udział w programie). Mimo, że różnica w cenie jest spora to gwarantuję, że wynagrodzenie w Work Experience kilkakrotnie przebije kwotę, którą musisz dopłacić do tej opcji.

Ponadto, praca na campach w większości dotyczy obozów na odludziu. Oczywiście są też i plusy takiej lokalizacji. W ten sposób nie będziesz mieć okazji na wydawanie pieniędzy i zaoszczędzisz więcej na podróż po zakończeniu pracy. Niemniej jednak, pracując w Dorney Parku, możliwość zwiedzania wschodniego wybrzeża podczas dni wolnych była bezcenna. W ten sposób udało mi się zobaczyć oba wybrzeża (zachód zwiedziłam po pracy).

JAKĄ PRACĘ MOŻNA OTRZYMAĆ? 

Zazwyczaj są to prace sezonowe związane z turystyką, gastronomią, sprzedażą detaliczną lub z branżą rozrywkową. Można pracować m.in. jako: kelner/kelnerka, barman/barmanka, pomocnik kucharza, pracownik Parku Rozrywki (ratownik, obsługa przy karuzelach, rollercoasterach), kasjer, osoba sprzątająca, operator gier. Przy wyborze pracy warto kierować się cenami zakwaterowania (praca w Nowym Jorku brzmi super, ale uwierz mi, że cena za wynajem pokoju w tym mieście wcale nie będzie już taka super) oraz ilością godzin jakie można przepracować w tygodniu w danym miejscu. Chciałbyś/abyś wyjechać ze znajomymi? Oczywiście jest taka opcja, ale trzeba zgłosić się do programu jak najszybciej.

PROCEDURA PROGRAMU:

Po podjęciu decyzji o udziale w programie należy zgłosić się poprzez rejestrację na footprints. Po wypełnieniu formularza aplikacyjnego kontaktuje się z Tobą pracownik biura. Po uregulowaniu opłat aplikacyjnych otrzymasz od firmy promesę wizową, która umożliwia ubieganie się o wizę J-1. Należy złożyć wniosek, wypełniając formularz DS-160. Wszelkie wskazówki można znaleźć tutaj. Podczas wypełniania wniosku można się nieźle ubawić… Oto ranking moich ulubionych pytań, zawartych w formularzu:

  1. Czy przyjeżdżasz do USA aby zajmować się prostytucją lub innymi niezgodnymi z prawem postępowaniami, albo czy byłeś/aś w ciągu ostatnich 10 lat zaangażowany/a w prostytucję?
  2. Czy kiedykolwiek uczestniczyłeś/aś w handlu ludźmi na terenie USA lub poza USA?
  3. Czy jesteś członkiem/przedstawicielem organizacji terrorystycznej?
  4. Czy kiedykolwiek zleciłes/aś, podburzałeś/aś, popełniłeś/aś, uczestniczyłeś/aś lub w inny sposób brałeś/aś udział w ludobójstwie?
  5. Czy kiedykolwiek byłeś/aś bezpośrednio zaangażowany/a w przymusową transplantację ludzkich organów/tkanek?
  6. Czy kiedykolwiek zrzekłeś/aś się obywatelstwa USA w celu uniknięcia opodatkowania?

Do otrzymania wizy niezbędna jest także rozmowa (luźna) z konsulem w Warszawie lub w Krakowie. Pamiętaj, żeby zabrać ze sobą aktualny paszport, potwierdzenie złożenia wniosku DS-160, wydrukowane potwierdzenie umówionego spotkania w konsulacie oraz zdjęcie (w razie, gdyby nie zostało zamieszczone w formularzu DS-160).

Do ambasady nie można wnosić plecaków, walizek i innych toreb, jedzenia, napojów, wyrobów tytoniowych, telefonów, tabletów i innych urządzeń elektronicznych, ostrych przedmiotów, płynów i kosmetyków. Właściwie to należy ze sobą wziąć jedynie wspomniane wcześniej dokumenty. Co zrobić, jeśli nie ma z Tobą kogoś, kto popilnowałby rzeczy lub gdy nie masz możliwości, aby pozostawić je w samochodzie? W przypadku Warszawy proponuję zostawić wszystko w jednej ze skrytek na Złotych Tarasach (za którą zapłaciłam 2 zł) i podejść do Ambasady, zerkając wcześniej na mapkę:

google maps

Przed wejściem do ambasady z grupą osób, którym wyznaczono tego dnia spotkanie z konsulem, zostaliśmy powiadomieni o zakazie wnoszenia wymienionych wyżej rzeczy. Zaproponowano nam, aby pozostawić swoje laptopy, telefony i inne rzeczy u pewnego Pana, który zaparkował samochód pod budynkiem ambasady i wręczyć mu za tę usługę drobną opłatę. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, można skorzystać z takiego rozwiązania, ale skrytki na Złotych Tarasach są tańszą opcją. 

Po przejściu przez bramki bezpieczeństwa, sprawdzeniu dokumentów i zeskanowaniu linii papilarnych otrzymasz numer rozmowy i czekasz na swoją kolej w poczekalni. Po wyświetleniu twojego numeru, podchodzisz do okienka i odpowiadasz na proste pytania konsula, zadawane w języku angielskim. Najczęściej są to pytania o pracę, studia i plany związane z wyjazdem do USA – gdzie się zatrzymasz, gdzie będziesz pracować, na jak długo lecisz. Konsul może także zapytać o to, czy masz rodzinę w USA. W moim przypadku było to pytanie o miejsca w Stanach, które chciałabym zobaczyć i czy jestem podekscytowana z powodu wyjazdu. Otrzymałam też spóźnione życzenia urodzinowe.

Po wizycie w konsulacie pozostaje oczekiwanie na wizę w paszporcie, którą ambasada prześle kurierem do Twojego domu (choć nie zawsze, ja odebrałam swój paszport w siedzibie firmy kurierskiej).

UBEZPIECZENIE – NIE ŻAŁUJ NA NIE PIENIĘDZY! 

Wypadki zdarzają się wszędzie, ale w tym kraju będą one najbardziej dotkliwe ze względu na bardzo drogą pomoc medyczną. Nieubezpieczony turysta może zapłacić w USA 100 tysięcy dolarów za wycięcie wyrostka robaczkowego. Pewien motocyklista, który spędził 4 dni w szpitalu po wypadku, zobaczył na swoim rachunku 40 tysięcy dolarów – w cenę nie wliczono kosztów operacyjnych (więcej przykładów można znaleźć tutaj). Zgłaszając się do programu Work&Travel uczestnik musi posiadać ubezpieczenie na czas pracy. Należy zwrócić uwagę na limit leczenia ambulatoryjnego (pokrycie kosztów związanych z badaniami i zabiegami – szczepienia, wizyty lekarskie, itd.). Warto zakupić je także na miesiąc podróży. Należy też zadbać o to, aby UBEZPIECZENIE KOSZTÓW LECZENIA było możliwie jak najwyższe (co najmniej 200 tysięcy dolarów). Jeśli chorujesz przewlekle, należy wykupić dodatkowe opcje w polisie. Ważna jest opcja ASSISTANCE (suma ubezpieczenia powinna być taka jak w ubezpieczeniach kosztów leczenia), która pokrywa organizację transportu medycznego. Przyda się też NNW (Ubezpieczenie Następstw Nieszczęśliwych Wypadków) oraz ubezpieczenie OC w życiu prywatnym (zabezpieczenie w razie spowodowania wypadku, uszczerbku na czyimś zdrowiu, uszkodzenia sprzętów lub cudzego mienia).

2017-03-27-13-56-58-725x483.jpg
źródło: pixnio.com, domena publiczna

CZY UCZESTNICY PROGRAMU MOGĄ WIELOKROTNIE PRZEKRACZAĆ GRANICĘ USA?

Poza przylotem i wylotem, przekraczanie granicy USA przez uczestników programu Work&Travel jest możliwe tylko w trakcie okresu pracy (należy mieć przy sobie DS-160). Warto skontaktować się przed takim wyjazdem z firmą, od której otrzymasz pieczątkę na DS-160. Z opowiadań znajomych wiem, że nie mieli oni problemu z przekraczania granicy podczas okresu pracy, nie posiadając tej pieczątki. Warto jednak o nią zadbać, aby być spokojniejszym.

WIĘCEJ INFORMACJI NA TEMAT WORK&TRAVEL ZNAJDZIESZ TUTAJ:

  • Strona internetowa workandtravelusa.info, na której zamieszczono mnóstwo informacji o firmach zajmujących się programem, amerykańskich pracodawcach, kwestiach związanych z dokumentami i kupnem biletów. Warto też zajrzeć na forum lub aktywną grupę na Facebooku Work and Travel USA, liczącą prawie 7000 osób. Znajdziesz tam osoby wybierające się do danego miejsca pracy, kogoś, kto leci z Tobą do USA w tym samym czasie i wiele innych informacji związanych z programem i USA.
  • CCUSA – organizator wyjazdów Work&Travel USA i firma, z którą się wybrałam.

POZOSTAŁE INFORMACJE:

SPORZĄDŹ 2 KOPIE DOKUMENTÓW!

Przed wyjazdem zadbaj o co najmniej 2 kopie każdego z dokumentów – paszportu, wizy, formularza DS-160). Jedną z nich pozostaw w Polsce, drugą noś ze sobą w portfelu w USA. Oryginalne dokumenty przechowuj w bezpiecznym miejscu.


ZAŁÓŻ KONTO BANKOWE I OTRZYMAJ AMERYKAŃSKĄ KARTĘ KREDYTOWĄ!

Wszyscy pracownicy Parku, w którym pracowałam otrzymali karty. Były to jednak karty debetowe. W przypadku wypożyczenia samochodu lub dokonywania rezerwacji w niektórych hotelach wymagana jest karta kredytowa. Aby uniknąć niepotrzebnych opłat dotyczących przelicznika złotówek na dolary, zdecydowałam się na założenie konta bankowego w USA, na które wpływała moja wypłata.

Podczas jednego z moich dni wolnych w pracy udałam się do banku Santander i założyłam tam konto bankowe. Niestety, pracownikowi chyba pomyliły się okienka w formularzu. W miejscu mojego polskiego adresu zameldowania pojawił się adres biura Dorney Parku, na które miała przyjść przesyłka z kartą kredytową. Gdzie trafiła? Do Polski… 


POMYŚL O MIĘDZYNARODOWYM PRAWIE JAZDY!

Mimo, że niektóre wypożyczalnie akceptują polski dokument, w niektórych miejscach potrzebne jest międzynarodowe prawo jazdy. Aby go otrzymać należy wypełnić wniosek ze strony internetowej najbliższego starostwa (złożyć go osobiście lub przesłać pocztą) wraz z fotografią 3,5×4,5, kserokopią dowodu osobistego lub paszportu, a także oryginalnym prawem jazdy. Koszt wyniesie ok. 36zł. Czas oczekiwania na jego wydanie waha się od 1 do 2 dni roboczych. Dokument jest ważny przez trzy lata (szczegóły tutaj).

auto


ZNAJDŹ TANIE POŁĄCZENIA LOTNICZE/AUTOBUSOWE:

LOTY: Obecnie można skorzystać z wielu promocji na loty z polskich miast do USA. Warto skorzystać z wyszukiwarki eSky, dzięki której można wybrać najtańsze i najdogodniejsze dla Was połączenie. AUTOBUSY: Można powiedzieć, że odpowiednikami naszego Polskiego Busa są firmy: Greyhound oraz Peter Pan.


OSZCZĘDZAJ NA NOCLEGACH: 

Najtańsze noclegi można znaleźć na stronach booking.com oraz hostels.com. Skromne i tanie pokoje oferują też przydrożne motele. Podczas pobytu w USA korzystałam jedynie z noclegów w Salt Lake City, Las Vegas, Los Angeles i Buffalo (w drodze na wodospad Niagara), ponieważ w czasie pracy zaoferowano nam pokoje w akademikach.

Sporo zaoszczędziłyśmy, nocując trzy razy na lotnisku w nocy poprzedzającej wylot. Widok śpiących osób na amerykańskich lotniskach nie jest czymś nadzwyczajnym i nikogo nie dziwi.

Jeśli ktoś znajdowałby się w średniej sytuacji finansowej (tak jak ja z koleżanką podczas zwiedzania zachodniego wybrzeża USA) zawsze można trochę się przemęczyć i spać w samochodzie, np. na parkingach przy supermarkecie całodobowym Walmart (max. 1 noc na tym samym parkingu) lub na stacjach benzynowych. Zazwyczaj w obu przypadkach ma się dostęp do toalety i prysznica. Nie należy przesadzić z ilością noclegów w samochodzie – przypomni Wam o tym kręgosłup.


O CZYM JESZCZE POWINIENEŚ PAMIĘTAĆ?

O ZAKUPIE ODPOWIEDNIEJ PRZEJŚCIÓWKI: Niektóre sprzęty zakupione w Polsce nie działają za oceanem, mimo odpowiedniego adaptera. Moja prostownica raczej się tam nie przydała, a na wodę w czajniku do porannej kawy czekałam sobie do wieczora. Dzieje się tak, ponieważ napięcie w USA wynosi 110-120V o częstotliwości 60Hz, podczas gdy w Polsce jest to 220-230V o częstotliwości 50Hz. Niemniej jednak, większość sprzętu elektronicznego działa tam bez szwanku (na sprzęcie powinno być oznaczenie INPUT: 100-240V 50-60Hz).

27479186_1620270694693201_228545007_o
Takie przejściówki można zakupić m.in. w Media Markt w cenie 3-5zł za sztukę

O WYŻSZYCH CENACH W AMERYKAŃSKICH SKLEPACH NIŻ TE NA PÓŁKACH: Ceny na półkach nie obejmują podatku. Warto o tym pamiętać podczas zakupów, aby uniknąć zaskoczenia przy kasie.

O INNYCH JEDNOSTKACH MIAR I WAG: Zdecydowana większość Amerykanów nie wie ile to 1 centymetr, 1 kilometr czy też 12 stopniu Celsjusza. Nic dziwnego, Polacy nie pozostają dłużni – większość z nas nie wie, ile to 1 galon, 1 stopa,1 mila, 1 uncja. Warto zaznajomić się z amerykańskimi jednostkami miar. Poniżej przedstawiam kilka z nich (w przybliżeniu). Polecam zainstalowanie jednej z wielu aplikacji, posiadającej konwerter jednostek, który znacznie ułatwia pobyt w USA (np. Smart Tools Co.).

Jednostki długości:

  • 1 inch (cal) = 2,54cm, 1 foot (stopa) = 30,48cm, 1 mila = 1,6km.
  • 1 mila = 5280 stóp, 1 stopa = 12 cali.

Jednostki wag:

  • 1 ounce (uncja) = 28g, 1 pound (funt) = 0,45kg, 1kg – 2,20 funtów
  • 1 funt = 16 uncji.
  • 1 tona = 2000 funtów (amerykańska tona odpowiada 0,9 „naszej” tony).

Jednostki pojemności:

  • 1 galon = 3,78 litrów, 1 cup (filiżanka) = 236 mililitrów, 1 uncja (oz) = 29,5 ml
  • 1 galon = 16 filiżanek
  • 1 filiżanka = 8 uncji.

Jednostki powierzchni:

  • 1 metr kwadratowy = 10,7 stopy kwadratowej (sq. ft.)
  • 100 metrów kwadratowych = 1076 stopy kwadratowej.
build-1318564_960_720
źródło: pixabay.com, domena publiczna

PO POWROCIE Z USA UZYSKAJ ZWROT PODATKU!

Kiedy zakończysz swoje wakacje i wrócisz do Polski, należy pomyśleć o odzyskaniu części pieniędzy, które odliczono Ci z każdej wypłaty na rzecz podatku federalnego i stanowego. O zwrocie podatku powstał osobny wpis, dostępny tutaj.

Salt Lake City – miasto Mormonów i czystych ulic

Kojarzycie to miasto i nie wiecie dlaczego? Już podpowiadam. Może komuś obiło się o uszy, że jest to centrum religijne Mormonów? Czyżby powodem były Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2002 roku? Być może pamiętacie sukcesy lub niebezpieczny upadek Adama Małysza na tamtejszej skoczni? Dla mnie jest to miejsce rozpoczęcia amerykańskiej przygody po zakończeniu pracy w Dorney Parku. Z Nowego Jorku, leżącego na wschodnim wybrzeżu udałyśmy się z koleżanką do stolicy Utah na zachodzie. Po spędzeniu tam trzech dni moimi głównymi skojarzeniami z miastem są Mormoni i czyste ulice. 

KIM TAK WŁAŚCIWIE SĄ CI MORMONI?

Podczas pierwszych chwil w mieście co jakiś czas napotykałyśmy nienagannie ubrane, uśmiechające się osoby. Wielokrotnie pytały nas czy nie potrzebujemy pomocy. Kiedy o północy mijałyśmy największą świątynię w mieście, stało przy niej – niczym w równym rzędzie – kilka eleganckich młodych osób, które prowadziły między sobą dyskusję. Byli to Mormoni – członkowie „Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich”, który w 1930 roku założył John Smith.

Zapisy w Księdze Mormona wzbudzały wiele kontrowersji. Do 1890 roku dopuszczano wśród jego członków poligamię (sam Smith miał 33 żony). Uważano, że ciemny kolor skóry jest karą za grzechy (zapis usunięto dopiero w 1978 roku) i że istnieje wiele bogów. Zgodnie z ich wiarą Jezus jest rzekomym bratem Lucyfera, był trzykrotnie żonaty i miał dzieci w czasie swojego ziemskiego życia. Mormoni posiadają spore wpływy polityczne i gospodarcze, m.in. w Salt Lake City, na Hawajach i w sieci hoteli Marriot. Mają też własne gazety, stacje telewizyjne, towarzystwa ubezpieczeniowe, a nawet szpitale. Wyznawcy nie mogą spożywać żadnych używek – począwszy od kawy i herbaty po alkohol. Nie wolno im także palić papierosów. Znani są z ogromnej uprzejmości i szacunku dla innych religii. Ważnym elementem w ich życiu są misje w różnych zakątkach świata (najczęściej dwuletnie), które opłacają z własnej kieszeni. Zazwyczaj prowadzą je dwudziestolatkowie oraz młode małżeństwa. Przed wyjazdem intensywnie uczą się języka kraju, do którego się wybierają. Często oferują naukę angielskiego w zamian za możliwość prowadzenia nauk. Z nieoficjalnych źródeł wiem, że w zamian za zgodę na podjęcie próby nawrócenia oferują nawet sprzątanie mieszkania lub zajmowanie się dziećmi, nie oczekując za to wynagrodzenia pieniężnego.

2620059872_58ca0eb065_b
Misjonarze mormońscy, źródło: Versageek (flickr.com), licencja

JAK DOSTAĆ SIĘ DO SALT LAKE CITY?

Szczerze mówiąc, pobyt tam nie był jakimś kluczowym momentem wyjazdu. W internetowej wyszukiwarce połączeń eSky.pl znalazłyśmy lot American Airlines z Nowego Jorku do Salt Lake City International Airport (z przesiadką w Phoenix) w dobrej cenie – 400zł. Lot pozwolił nam tanio przedostać się na zachód USA.

Podczas lotu podziwiałyśmy Góry Skaliste i wielkie Słone Jezioro. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie spotkam osób siedzących obok mnie w samolocie, które słyszały naszą niezbyt mądrą dyskusję pod tytułem: „Nie wiedziałam, że mają tutaj jezioro!”. Po opuszczeniu lotniska dotarło do mnie, że nazwa miasta brzmi SALT LAKE City (Miasto SŁONEGO JEZIORA).

GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ?

Nocowałyśmy w Avenues Hostel (szczegóły rezerwacji), który przekonał nas do siebie dobrymi warunkami, względną ceną oraz znakomitą lokalizacją. W recepcji powitał nas przemiły Pan z idealnym czerwonym manicure i długimi włosami, który raczej nie był Mormonem. 

CO ZOBACZYĆ W SALT LAKE CITY?

Położone nad Słonym Jeziorem miasto otaczają góry, które tworzą idealną panoramę na pocztówkach. Salt Lake City często nazywane jest Skrzyżowaniem Zachodu. To również stolica górzystego stanu Utah, który posiada atrakcyjne parki narodowe, stanowe i rezerwaty (Kanion Bryce, Zion, Canyonlands, Capitol Reef, Arches). Samo miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania – na zachodzie USA znajdziecie ciekawsze miejsca. Jest to dobra baza wypadowa do pobliskich parków narodowych. Jeśli jednak już tam się znajdziecie, warto zobaczyć kilka interesujących miejsc:

Kapitol Stanowy w Salt Lake City przypomina instytucję w Waszyngtonie. Niektórzy dostrzegają w nim spore podobieństwo do greckiego Partenonu. Znajduje się na wzgórzu, będącym jednym z najlepszych punktów widokowych na miasto i okolicę (przy budynku mieści się punkt informacji turystycznej).

saltl-1689768_960_720
Kapitol Stanowy w Salt Lake City, domena publiczna

Temple Square to kompleks należący do miejscowych Mormonów. Centralne miejsce zajmuje ogromna świątynia, do której wstęp mają jedynie wyznawcy. Wyglądem przypomina raczej pałac Disneya niż kościół. To pierwszy murowany budynek w mieście, od którego rozpoczyna się numeracja wszystkich domów w Salt Lake City.

Oprócz świątyni, na placu mieści się Sala Zgromadzenia i dwa centra informacyjne. Mormoni z chęcią przybliżają historię tego miejsca. W chwili wkroczenia na teren kompleksu pojawi się przy Was ktoś, kto z szerokim uśmiechem i nienagannym ubiorem opowie Wam o Temple Square, stopniowo zmieniając temat i proponując przesyłkę Księgi Mormonów w języku polskim do Waszych domów w Polsce. Na placu znajduje się tabernakulum, w którym odbywają się koncerty orkiestry i chóru. To ciekawa budowla o okrągłym kształcie, dysponująca miejscem dla 4 tysiący osób. Nie wsparto jej żadnymi kolumnami – w ten sposób wierni mają dobry widok z każdej części sali na przemawiającego do nich proroka. W niedzielę odbywają się tam wystawne koncerty połączone z katechezą, które transmituje telewizja. W skład kompleksu wchodzi też Centrum Konferencyjne, mogące pomieścić 30 tysięcy osób.

W czerwcu 2016 roku jakiś żartowniś stworzył wydarzenie na Facebooku, które zdobyło sporą popularność. Ogłoszono rzekomy koncert nieżyjącego już Tupac w tabernakulum na Temple Square. Amerykański raper średnio wpasowałby się swoją muzyką w mormońskie klimaty… 

Główna siedziba Biblioteki Publicznej w Salt Lake City mieści się w budynku stanowiącym przykład oryginalnej struktury architektonicznej. To najbardziej unikalny budynek w stanie Utah. Poza biblioteką, sześciopiętrowa ściana układająca się w kształt półkola mieści w sobie również sklepy i przeróżne galerie.

Biblioteka Rodzinna w Salt Lake City to owoc pracy mormońskiej organizacji Family Search, która poświęca swój czas na gromadzenie i szukanie informacji dotyczących genealogii. To największy zbiór zapisów, posiadający informacje o 3 miliardów zmarłych z przeszło stu krajów. Są one ogólnodostępne i bezpłatne, zamieszczone na oficjalnej stronie internetowej organizacji.

Dlaczego członków Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich pasjonują poszukiwania swoich korzeni? Niektórzy twierdzą, że powodem jest możliwość ochrzczenia zmarłych, którzy za życia byli niewierni (czyt. nie należeli do Zgromadzenia).

Katedra św. Marii Magdaleny to główny kościół rzymskokatolicki w diecezji Salt Lake City. Niestety nie udało nam się zajrzeć do wnętrza świątyni, ale można je zobaczyć klikając tutaj.

Park Liberty to dobre miejsce na spacer, jogging lub przejażdżkę rowerową. Na jego terenie znajdują się liczne place zabaw, boisko do siatkówki oraz kort tenisowy.

Kolejną atrakcją jest bezodpływowe Słone Jezioro, które liczy 120km długości i 45km szerokości. Nie należy do głębokich – w najgłębszym punkcie ma ono 11 metrów. Jest to drugi najbardziej zasolony zbiornik wodny na świecie. Pierwsze miejsce w rankingu należy do Morza Martwego. Pływanie tam jest dość proste – przez spore zasolenie ciało samo się unosi. Warto dodać, że jezioro… śmierdzi – najintensywniej podczas wiosny. Specyficzny zapach zgniłych jaj tworzy się w czasie frontów sztormowych, które „zruszają” z płytkiego jeziora osad, powstały z rozkładających się resztek roślin i zwierząt, które trafiają tam z okolicznych rzek i nie mają szans na przeżycie w słonych wodach. Dochodzi do uwalniania się z osadu gazów, które z kolei mieszają się w powietrzu z odparowaną słoną wodą.

great-salt-lake-50259_960_720
źródło: Wielkie Jezioro Słone, domena publiczna

W okolicy znajduje się Wioska Olimpijska (30min jazdy samochodem na wschód od Salt Lake City). Zimą 2002 roku o Utah Olympic Park było głośno. 12 lat temu nasz rodak – Adam Małysz – bez skrupułów zgarniał wszystkie medale, wygrywając konkursy w skokach narciarskich. Z Zimowej Olimpiady w Salt Lake City przywiózł srebro i brąz. Mimo, że obecnie atmosfera wioski różni się od tej podczas międzynarodowej imprezy sportowej z 2002 roku, być może w niektórych z Was obudzą się wspomnienia podczas spaceru w tym miejscu.

Jeśli ktoś dysponuje większą ilością czasu być może przyda mu się informacja, że w Salt Lake City istnieje Zoo, planetarium i kilka muzeów: Historii Naturalnej Utah, Sztuki Współczesnej, Sztuk Pięknych, Sztuki Ludowej oraz Dziedzictwa. Niestety (albo i stety) nie odwiedziłam ich, więc nie potrafię powiedzieć, czy warto się tam wybrać. Osoby lubiące trekking mogą zdobyć wzniesienie w Ensigh Park, z którego roztacza się ładny widok na miasto. Warto też wspomnieć, że miasto posiada znakomite ośrodki narciarskie.

20150910_195137
Nowoczesność Salt Lake City

CIEKAWOSTKI O MIEŚCIE: 

  1. To jedyne miasto w Ameryce Północnej, posiadające w nazwie trzy wyrazy.
  2. Od wielu lat znajduje się w rankingu najlepszych miast pod względem szybkiego znalezienia odpowiedniej pracy dla wykształconych osób (Forbes).
  3. Czego powinno się nauczyć od tego miasta sławne Los Angeles? Wskaźnik bezdomności w Salt Lake City gwałtownie spada. Bezdomni otrzymują tam należyte wsparcie.
  4. To tam powstał pierwszy „Zielony Pas” dla rowerzystów w centrum miasta, a także…
  5. pierwsze KFC na świecie.
  6. Salt Lake City ogłoszono miastem wykwintnego jedzenia – tamtejsze restauracje zadowolą nawet wybrednego (i bogatego) turystę.
  7. Mormoni stanowią zaledwie 50% mieszkańców miasta – w porównaniu do stanu Utah nie jest to wysoki wynik.
  8. Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2002 roku ogłoszono jednymi z najlepszych w historii (w dużej mierze sugerując się liczbą transmisji i finansowaniem).

PODSUMOWUJĄC:

Według mnie Salt Lake City to spokojna i nudna miejscowość, w której większość napotkanych osób uśmiecha się do Ciebie i pyta, czy przypadkiem nie potrzebujesz pomocy. Poznanie świata Mormonów było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Mimo wszystko, szkoda czasu na wizytę w tym mieście – lepiej przeznaczyć go na poznanie atrakcyjnej okolicy. Miasto wydaje się nieprzytulne i opustoszałe. Odniosłam wrażenie, że nawet pracownicy lotniska z niedowierzaniem patrzyli na nas, pakujących się do samolotu w tym kierunku… 

Wróciłeś/aś z Work and Travel? Rozlicz się z podatku TANIEJ!

Czy wziąłeś/wzięłaś udział w programie Work&Travel przez ostatnie trzy lata? Jeśli tak, ten post jest właśnie do Ciebie. Po kilku miesiącach spędzonych w USA przychodzi czas na smutny powrót do rzeczywistości. Czynności, których należy się podjąć po powrocie to: oglądanie zdjęć z wakacji, popadanie w depresję oraz UBIEGANIE SIĘ O ZWROT PODATKU. 

O CO CHODZI? 

Podczas pracy w USA z Twojej wypłaty potrącono zaliczki na rzecz podatku dochodowego. Kwoty oscylują w granicach 10-20% dochodu (w zależności od stanu, w którym podjęto pracę). Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że MOŻNA JE ODZYSKAĆ. Po powrocie do Polski można ubiegać się o zwrot podatku, składając deklarację podatkową w amerykańskim urzędzie skarbowym (IRS). Należy w niej podać wszystkich pracodawców. Na tej podstawie urząd określa kwotę, która Ci przysługuje.

PRZYGOTOWANIE ROZLICZENIA PODATKOWEGO DLA IRS BRZMI JAK WALKA Z CHUCKIEM NORRISEM POD WODĄ, BEZ TLENU, ZE ZWIĄZANYMI RĘKAMI? JEST NA TO SPOSÓB. 

Po powrocie z USA skorzystałam z usług Tax Consulting. Firma zajmuje się również zwrotem podatku z Wielkiej Brytanii i Irlandii. Moim jedynym zadaniem było dostarczenie jej pracownikom potrzebnej dokumentacji. Wszystko odbyło się szybko i sprawnie. Jeśli zależy Ci na poprawnym przeprowadzeniu tej procedury, odzyskaniu możliwie najwyższej kwoty, a przede wszystkim na świętym spokoju, możesz skorzystać z usług tej firmy. Jest sprawdzona (m.in. przeze mnie) i posiada najniższe ceny w Polsce. Formularz zgłoszeniowy znajduje się tutaj

Tax Consulting posiada internetowy kalkulator szacujący wysokość zwrotu (tutaj). Nie zapomnij o 5% zniżki na jej usługi! Wystarczy wpisać w formularzu zgłoszeniowym kod rabatowy dla czytelników tego bloga: BLOG7. Rabat można wykorzystać przy procedurze zwrotu podatku z USA, Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. 

dc

O CO TAK WŁAŚCIWIE SIĘ UBIEGASZ?

  • o zwrot podatku federalnego – to zazwyczaj 10% dochodu (im większa wypłata tym większy podatek). Dzięki różnym odpisom podatkowym istnieje możliwość uzyskania jego pełnego zwrotu.
  • o zwrot podatku stanowego – to 1-10% dochodu. Możliwość odzyskania State Tax uzależniona jest od wielkości wynagrodzenia oraz przepisów panujących w poszczególnych stanach. Nie potrącono go z wypłaty jeśli pracowałeś/aś na Alasce, Florydzie, Nevadzie, New Hampshire, Południowej Dakocie, Waszyngtonie i Wyoming.

KIEDY MOŻESZ SIĘ O TO UBIEGAĆ? 

Po zakończeniu roku rozliczeniowego. Obowiązkiem amerykańskich pracodawców jest wysłanie pracownikom dokumentu W-2, które stanowi podstawę ubiegania się o zwrot. Rozliczenia można dokonać w ciągu 3 lat od zakończenia roku podatkowego. Procedura zwrotu podatku federalnego i stanowego trwa jakieś 2 – 3 miesiące.

JAKIE DOKUMENTY BĘDĄ CI POTRZEBNE? 

  • Wspomniany wcześniej W-2, który prześle Ci pracodawca. W przypadku braku takiego dokumentu można ubiegać się o zwrot na podstawie paycheck’ów (pilnuj ich po powrocie z USA – możliwe, że będą bardzo potrzebne).
  • Kopia Social Security Card,
  • Kopia wizy z Twojego paszportu.

130212-F-LB592-174

DLACZEGO MA CIĘ TO OBCHODZIĆ?

Złożenie deklaracji podatkowej w IRS to nie pomysł na weekend, ale obowiązek każdego uczestnika programu! W razie niedogadania się z tamtejszą skarbówką raczej nie powtórzysz swojego American Dream – mogą Cię już nie wpuścić do USA. Poza tym, czy nie chciałbyś/abyś odzyskać części swoich pieniędzy, które potrącono z Twojej wypłaty? Rozumiem, że może nie wiesz co z nimi zrobić. Mimo wszystko wierzę, że uda Ci się znaleźć pomysł na wydanie tej sumy. Poniżej zamieszczono zdjęcia sugerujące rozwiązanie tego problemu:

ROZLICZYŁEŚ/AŚ SIĘ Z USA? ŚWIETNIE. PORA NA POLSKĘ.

Pamiętaj, że dokonanie wszystkich formalności związanych z amerykańską skarbówką nie zwalnia Cię od obowiązku rozliczenia się z naszym państwem. Warto zasięgnąć informacji osobiście w biurach rachunkowych lub w urzędzie skarbowym.

Las Vegas – praktyczny przewodnik po Stolicy Rozrywki

Las Vegas posiada najjaśniejszą ulicę świata, którą widać nawet w przestrzeni kosmicznej. Niestety nie byłam w kosmosie i nie wybieram się tam w najbliższym czasie, ale mogę potwierdzić tę informację dzięki zdjęciom NASA. Powstanie stolicy hazardu w stanie Nevada (na terenach pustynnych) udowadnia, że upór i wiara w sukces umożliwia spełnienie nawet najdziwniejszych pomysłów. Mimo upływu lat, tłumy wciąż przyjeżdżają do Las Vegas – jego popularność nie słabnie. W 2017 roku odwiedziło je 40 milionów osób. 

POŁOŻENIE: 

Światowa Stolica Rozrywki, będąca rajem dla hazardzistów i imprezowiczów, powstała pośrodku niczego. Miliony świateł i neonów silnie kontrastuje z okolicą, w której dominują krajobrazy pustynne. Miasto położone jest w dolinie. Zaledwie 0,04% powierzchni Las Vegas zajmują wody, wskutek czego powstało wiele programów dotyczących oszczędnego nawadniania licznych trawników w mieście. Aby lepiej zobrazować pustynny charakter Nevady, załączam zdjęcia:

57

TROCHĘ HISTORII:

W 1829 roku pewien hiszpański badacz natknął się na zielony punkt podczas swojej podróży, którym był obszar dzisiejszego miasta, któremu nadał nazwę „Las Vegas” (hiszp. „łąki”). Tereny te początkowo należały do Meksyku. Zamieszkiwali je rdzenni Indianie. Po przejęciu ziem przez USA (1885) zostały stopniowo zagospodarowywane przez Mormonów. Pod koniec XIX wieku członkowie sekty prowadzili tam misje nawracania Indian.

W latach 1951 – 1992 w Nevadzie podejmowano próby stworzenia bomby atomowej. Obserwacja atomowych grzybów na horyzoncie była świetną atrakcją dla odwiedzających Las Vegas. Ogromny wpływ na rozwój miasta miała bez wątpienia legalizacja hazardu w 1931 roku, dzięki czemu powstało wiele luksusowych hoteli i kasyn. Większość z nich zakładali gangsterzy i mafiozi. Pierwszym kasynem w Las Vegas było Northern Club (obecne La Bayou).

Niektórzy uważają, że sukces miasta to zasługa burmistrza Oscara Goodmana. Przeszłość tego Pana jest dość… ciekawa. Oprócz funkcji fotografa Playboya, przez 40 lat był adwokatem największych członków mafii. Po zakończeniu kariery prawniczej przejął urząd burmistrza na trzy kadencje – był to maksymalny czas pełnienia tej funkcji przez tę samą osobę. Po dwunastu latach rządów kolejne wybory wygrała jego żona. Goodman zagrał w wielu filmach (Casino, Ocean’s Eleven, Godziny szczytu 2, Kryminalne zagadki Las Vegas, Kac Vegas) dzięki wprowadzonej przez niego zasadzie: pozwolenie na kręcenie filmów w Las Vegas można uzyskać tylko wtedy, gdy on sam w nich zagra. Długo nie znikał z pierwszych stron gazet za sprawą kłótni z Obamą. Groził, że w razie wizyty prezydenta w mieście ogłosi remont wszystkich ulic przy lotnisku, uniemożliwiając mu przejazd do centrum. Przez swoje odważne kroki wielokrotnie narażał się Komisji Etyki. Jego działania nie są godne pochwały ale trzeba przyznać, że dzięki takim wybrykom miasto zyskało jeszcze większy rozgłos.

The Cosmopolitan Of Las Vegas Opening Celebration
Oscar Goodman i małżonka (para po lewej), The Cosmopolitan of Las Vegas’s photostream (flickr.com), licencja

KILKA CIEKAWOSTEK ZWIĄZANYCH Z MIASTEM: 

  1. Aż 12 spośród 20 największych hoteli na świecie znajduje się w Las Vegas.
  2. Ze względu na ogromną ilość Hawajczyków (mieszkańców i turystów) miasto nazywane jest 9 wyspą Hawajów.
  3. Las Vegas posiada jeden z największych współczynników samobójstw w USA.
  4. Wysoki jest również współczynnik ślubów i rozwodów, które można uzyskać w mieście błyskawicznie.
  5. Prostytucja jest tam zakazana, ale spacerując po najsławniejszej części miasta odniosłam zupełnie inne wrażenie…
  6. W podziemnych tunelach (chroniących Las Vegas przed powodzią) mieszka ponad tysiąc bezdomnych. Większość z nich to nałogowi gracze, którzy stracili w kasynach cały swój dobytek.
  7. W 2004 roku Brytyjczyk Ashley Revell sprzedał wszystko co miał i postawił 135 tysięcy dolarów na jeden rzut ruletki w Plaza Hotel Casino. Kulka zatrzymała się na czerwonym polu o numerze 7 – wygrał ponad 270 tysięcy dolarów.
  8. Nie wszystkim poszczęściło się w Las Vegas – bynajmniej nie właścicielowi zburzonego hotelu Harmon. Budowa jego kompleksu pochłonęła 8,2 miliarda dolarów. Należałoby do tego doliczyć koszt wyburzenia (30 milionów dolarów) i dodać, że ze względu na zbyt słabą konstrukcję obiekt nie ugościł ani jednego klienta.
  9. Michael Jackson zamierzał wybudować w Stolicy Rozrywki hotel z 15-metrowym robotem, wykonującym Moon Walk. Skończyło się jedynie na planach.

JAK DOSTAĆ SIĘ DO LAS VEGAS? 

W znalezieniu dogodnego połączenia pomoże Wam internetowa wyszukiwarka eSky.pl. Głównym portem lotniczym jest pobliskie lotnisko McCarran, które wypełniono kasynami po brzegi, w razie parcia na hazard już po przylocie. Posiada dwa terminale pasażerskie (1 i 3) połączone bezpłatnym shuttle-bus. Jeśli ktoś posiada już bilety do innego amerykańskiego miasta, może dojechać do Las Vegas autobusem Greyhound – amerykańskim przewoźnikiem, który można nazwać odpowiednikiem naszego Polskiego Busa (bilety można zakupić na stronie internetowej).

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

Autobusem: Należy udać się do Terminalu 1 (piętro 0), skąd odjeżdżają autobusy linii 108, 109 A i B (firma RTC). Koszt biletu wynosi 1,75$. Linia 108 odbywa stamtąd kurs do Downtown Transportation Center (DTC), natomiast Linia 109 kursuje z South Strip Transfer Terminal (STT) przez lotnisko do DTC. Na stronie internetowej lotniska istnieje możliwość zaplanowania dojazdu (klikając tutaj).

Taksówką: Postoje mieszczą po wschodniej stronie hali przylotów. Należy kierować się do wyjść 1-4. Wszystkie taksówki posiadają taksometry. Większość firm nie akceptuje zapłaty kartą kredytową. Proponuję oddalić się trochę od lotniska i zamówić Ubera pół kilometra dalej. Różnica w cenie będzie porażająca.

Warto sprawdzić na mapie czy odległość pomiędzy lotniskiem a Waszym hotelem rzeczywiście wymaga korzystania z transportu. Port lotniczy McCarran położony jest w odległości 2km od sławnej ulicy z Las Vegas Strip, na której prawdopodobnie mieści się Wasz hotel. 

welcome-to-las-vegas-1086412_960_720

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE: 

Jeśli nie lubicie długich spacerów (które polecam), można skorzystać z usług autobusów lub kolejki. Opis środków transportu przedłużyłby wpis o kolejny kilometr, dlatego też zainteresowanych odsyłam na stronę internetową, w której szczegółowo opisano transport w mieście.

CZY W LAS VEGAS JEST BEZPIECZNIE?

Co noc wracałyśmy z koleżanką do hotelu pieszo, pokonując najdłuższą i najsławniejsza ulicę w mieście. Ani przez chwilę nie poczułyśmy, że nasze bezpieczeństwo jest zagrożone – w nocy po głównej ulicy spacerują setki tysięcy osób. Niemniej jednak, tragiczne wydarzenie z 1 października 2017 pokazuje, że odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Tego dnia, podczas koncertu w Las Vegas miała miejsce największa strzelanina w USA. Zginęło 58 osób, 511 zostało rannych. Sprawca – Stephen Paddock – po przeprowadzeniu ataku popełnił samobójstwo.

ILE NOCY SPĘDZIĆ W LAS VEGAS?

W pytaniu celowo pojawiło się słowo „noc”. Las Vegas za dnia wygląda jak miasto widmo. Ciężko spotkać wtedy kogoś na ulicy, podczas gdy po zmroku trudno przejść przez słynny bulwar bez ocierania się o milion osób. Myślę, że pytanie Ile nocy spędzić w Las Vegas? jest równoznaczne z zapytaniem: Ile nocy z rzędu potraficie imprezowaćAby zobaczyć główne atrakcje i poczuć klimat miasta powinny wystarczyć Wam 2-3 doby. Zwiedzanie tego miejsca za dnia jest trochę bez sensu. Nocą miasto rozświetlają liczne neony, dzięki którym wszystko wygląda efektowniej!

GDZIE NOCOWAĆ? 

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że ceny noclegów w Las Vegas są niskie (biorąc pod uwagę standard pokojów). Praktycznie wszystkie hotele posiadają kasyna zapewniające ogromne dochody, przez co noclegi dostępne są za grosze. Ze względu na 40 milionów turystów rocznie należy pomyśleć o wcześniejszej rezerwacji. Warto wybrać jeden z hoteli w obszarze Las Vegas Strip, najlepiej w części zwanej Nowe Las Vegas – pomiędzy hotelem Luxor a Wynn.

Polecam Hotel Circus Circus – cena za dobę w przestronnym pokoju dwuosobowym wynosi… 21$ (przy rezerwacji z kilkumiesęcznym wyprzedzeniem). W obiekcie znajduje się ogromne kasyno, park rozrywki Adventuredome z kolejką górską i świetnymi występami cyrkowymi.  Ponadto, mieszczą się tam dwa baseny, zjeżdżalnie oraz wodny plac zabaw (rezerwacja).

ZANIM ZACZNIECIE ZWIEDZANIE, PAMIĘTAJCIE O:

  • wygodnych butach – mimo, że jest to Las Vegas, odradzam szpilki. Główna ulica liczy prawie 7 kilometrów. Jeśli chcecie zobaczyć całość albo chociaż sporą część, warto założyć sprawdzone obuwie.
  • dokumencie tożsamości (który potwierdza, że ukończyliście 21 lat). W przeciwnym razie nie zostaniecie wpuszczeni do kasyn i klubów.
  • nierobieniu zdjęć w kasynach (czytaj: potajemnym fotografowaniu). Obsługa może Was wyprosić z lokalu, ale zazwyczaj kończy się tylko na upomnieniu.
  • zabraniu gotówki – w niektórych miejscach nie akceptuje się zapłaty kartą kredytową (z obawy przed zadłużeniem klienta w mieście hazardu).
  • możliwości picia alkoholu na ulicach. Często jednak nie można spożywać go w szklanych opakowaniach, np. podczas różnych przedstawień.
  • darmowym alkoholu w każdym kasynie (choć wskazane są drobne napiwki).
  • braku zegarów w kasynach. Nie jest to niedopatrzenie ze strony właścicieli. Wręcz przeciwnie – w ten sposób klienci łatwo tracą poczucie czasu.

ATRAKCJE LAS VEGAS:

Główne atrakcje stanowią hotele i kasyna, skupione przy Las Vegas Boulvard (Las Vegas Strip). Co ciekawe, większość siedmiokilometrowego odcinka formalnie znajduje się poza granicami miasta. Spacerując tam, w jeden wieczór można przenieść się do Wenecji, Nowego Jorku, Paryża czy też jednego z egipskich miast. Możecie spróbować szczęścia praktycznie w każdym kasynie – nawet jeśli nie jesteście Gośćmi hotelowymi danego obiektu (jedynym warunkiem jest ukończenie 21 roku życia).

NAJSŁYNNIEJSZE HOTELE-KASYNA:

TREASURE ISLAND to hotel połączony z kasynem, który nawiązuje do tropikalnych klimatów. Codziennie, przy budynku odbywa się darmowe show z pięknymi syrenami w roli głównej (trwające 20 minut). Zdecydowanie warto znaleźć czas na obejrzenie tego spektaklu! Przedstawienie odbywa się trzy razy dziennie. Tablica informująca o godzinach show znajduje się przy hotelu. Warto zjawić się tam co najmniej 20 minut wcześniej, aby zająć dobre miejsce i cokolwiek zobaczyć – zainteresowanych spektaklem jest naprawdę sporo. 

Hotel-kasyno MIRAGE oferuje turystom znakomite widowisko, jakim jest wybuch wulkanu. Muzyka, gorące podmuchy i efekty świetlne z pewnością zrobią na Was duże wrażenie! Jest to bez wątpienia jedna z najlepszych atrakcji w mieście. Widowiska odbywają się od 19:00 do 24:00, co piętnaście minut. 

giphy-downsized-large (1).gif

Nie sposób przejść obojętnie wobec luksusowego kompleksu BELLAGIO, które oferuje najlepsze (moim zdaniem) widowisko w całym Las Vegas. Jesto to pokaz fontann na 8-hektarowym sztucznym jeziorze. Woda porusza się w rytm muzyki Andrea Bocelli, Elvisa Presleya, Celine Dion, Michaela Jacksona, a nawet Tiesto. Pokazy odbywają się co pół godziny w dzień i w nocy. Warto udać się tam wieczorem, aby zobaczyć dodatkowe efekty świetlne. 

giphy-downsized-large.gif

Kolejne miejsce z pewnością kojarzą fani kultowego Kac Vegas. Właśnie tam bohaterzy filmu spędzili ciekawy Wieczór Kawalerski. Mowa o ogromnym kompleksie CAESARS PALACE. Przy wejściu do kasyna powita Was sam Cezar.

EXCALIBUR to ciekawa budowla przypominająca zamek z Disneya. Mieści się w niej hotel oraz kasyno. Wiele osób twierdzi, że kompleks wygląda raczej kiczowato. Być może mają rację, ale  jest to bez wątpienia przepiękny kicz – z najwyższej półki!

20150915_232432

NEW YORK – NEW YORK to kolejne niesamowite połączenie hotelu z kasynem, które nawiązuje do panoramy Manhattanu. W skład kompleksu wchodzą kopie kilku znanych nowojorskich budynków. Nie zabrakło w nich imitacji wieżowca Chryslera oraz Empire State Building. Vegas doczekało się nawet posiadania własnej Statuy Wolności, która jest o połowę mniejsza od oryginalnej. Rozległy obszar Central Parku w kompleksie zajmuje ogromne kasyno.

NEW-YORK

Amerykańskie zamiłowanie do Paryża odzwierciedlono poprzez stworzenie PARIS LAS VEGAS. W jego skład wchodzi replika wieży Eiffla, Plac de la Concorde, Łuk Triumfalny, a także Le Théâtre des Arts. Co ciekawe, według pierwotnych założeń wieża Eiffla miała mieć takie same wymiary co paryska. Ze względu na bliskość lotniska poprzestano na wieży o połowę mniejszej.

light-skyline-night-city-paris-cityscape-1323494-pxhere.com

Skoro w Las Vegas znalazło się miejsce na Paryż, Nowy Jork, Egipt, nie mogło zabraknąć włoskiego klimatu. Kompleks THE VENETIAN posiada 7074 pokoje hotelowe, wielkie kasyno, centrum handlowe, a także muzea. Precyzja, z jaką odtworzono najbardziej charakterystyczne budowle włoskiego miasta, jest wręcz porażająca. Jeśli ktoś nie miał okazji popływać gondolą, może to zrobić w Las Vegas. Wysokie ceny za taki rejs sprawią, że poczujecie się jak w Wenecji. W centrum handlowym powstała przepiękna mozaika na suficie. Właściwie to bardziej pasuje do niej określenie dzieło sztuki. W galerii handlowej wybudowano scenę, na której odbywają się koncerty muzyczne. Najczęściej rozbrzmiewa tam muzyka klasyczna.

LUXOR to kolejne oryginalne połączenie hotelu z kasynem. Jego wygląd nawiązuje do starożytnego Egiptu. W skład kompleksu wchodzi replika posągu Sfinksa i grobowca Tutanchamona. Największym elementem jest wielka piramida licząca 110 metrów, 30 pięter i 4407 apartamentów, która wysyła wiązkę światła do nieba ze swojego szczytu.

20150915_233039

Kolejnym interesującym obiektem jest STRATOSPHERE TOWER, będąca drugą najwyższą wieżą widokową na zachodniej półkuli (pierwszą jest wieża w Toronto). Liczy ponad 350 metrów wysokości. W obiekcie mieści się hotel, taras widokowy, restauracje, najwyżej położony park rozrywki na świecie, sklepy z pamiątkami, a także – jak na Las Vegas przystało – kasyno. Koszt wstępu na taras widokowy – 15$. 

stratosfera

PRZEDSTAWIENIA, SPEKTAKLE, SHOW:

Podczas pobytu w mieście warto udać się na jedno z przedstawień. Wybór jest ogromny, przedział cenowy również. Większość z nich należy zarezerwować z wyprzedzeniem. Czasami można zakupić je w ostatnim dniu z 50% zniżką (większość punktów sprzedaży znajduje się na Las Vegas Strip). Warto udać się bezpłatne show, które odbywa się codziennie we wspomnianym wcześniej hotelu Circus Circus Las Vegas. Szczegóły dotyczące przedstawienia można znaleźć na stronie internetowej hotelu, klikając tutaj.

INTERESUJĄCE SKLEPY: 

Swoją siedzibę ma tutaj M&M’s z ogromnym wyborem rodzajów kolorowych kulek. Jest również sklep Coca-coli, serwujący 16 różnych smaków tego napoju. Warto też zajrzeć do Hard Rock Cafe, w którym zgromadzono pamiątki po gwiazdach światowego formatu (m.in. sukienka Amy Winehouse, mikrofon Franka Sinatry, koszula Jimmiego Hendrixa, a także… toster Johna Eltona).

ŚLUBY W KAPLICACH LAS VEGAS:

Światowa Stolica Hazardu i Rozrywki jest także Stolicą Ślubów. W ubiegłym roku w słynnych Wedding Chapels 115 tysięcy par zdecydowało się na przypieczętowanie swojego związku. Decyzję o wyborze Las Vegas na miejsce swojego ślubu podjęli m.in: Elvis Presley i Priscilla Beaulie, Britney Spears i Jason Alexander, Angelina Jolie i Bob Thorton, Frank Sinatra i Mia Farrow, Bruce Willis i Demi Moore, Richard Gere i Cindy Crowford, Pamela Anderson i Rick Salomon, Bon Jovi i Dorothea Hurley, Jane Fonda i Roger Vadim. Pod względem prawnym, śluby w Las Vegas są równe zawieraniu ślubów w innych częściach świata. Najwyraźniej ten szczegół umknął wymienionym osobom, z wyjątkiem Bona Jovi i Dorothy Hurley. Jeśli ktoś chciałby pójść w ślady pozostałych par, rozwód w tym mieście można uzyskać równie szybko.

Biznes ślubów w Vegas jest na tyle dochodowy, że postanowiono zdecydować się na dość… niekonwencjonalne rozwiązania. Jednym z nich jest kaplica DRIVE-THRU, w której para podjeżdża do okienka i po kilku minutach jest już po ślubie, bez wysiadania z samochodu.

vegas chaper

CO ROBIĆ W LAS VEGAS W CIĄGU  DNIA? 

ODSYPIAĆ NOC.

Jeśli takie rozwiązanie Was nie satysfakcjonuje, ZACHĘCAM DO ODWIEDZIN MUZEÓW. Zdaję sobie sprawę z tego, że słowa „Las Vegas” i „Muzea” trochę się gryzą. Niemniej jednak, nawet Światowa Stolica Rozrywki zadbała o to, aby nie zabrakło ich w tym mieście.

  • Najciekawszym jest MOB – Muzeum Zorganizowanej Przestępczości i Egzekwowania Prawa. Ta interesująca atrakcja powstała w głównej mierze dzięki członkom mafii, a zarazem właścicielom hoteli i kasyn, którzy odcisnęli wystarczający ślad w historii miasta, aby doszło do powstania takiego muzeum (bilety można zakupić na stronie internetowej obiektu, klikając tutaj, wstęp: 21$).
  • Miłośnicy samochodów powinni odwiedzić Hollywood Cars Museum. Znajduje się tam ponad 100 pojazdów, które brały udział w znanych produkcjach filmowych, m.in: Bonnie i Clyde, Powrót do przyszłości, Nieustraszony, Powrót Batmana, Robocop, przygody Jamesa Bonda oraz Szybcy i Wściekli (wstęp 20$, dzieci i młodzież do lat 16 – bezpłatnie, bilety można kupić jedynie w kasach przy obiekcie. Klikając tutaj można pobrać kupon rabatowy o wartości 5$).

PROPONUJĘ ZWIEDZIĆ TAKŻE OKOLICĘ. Warto wypożyczyć samochód podczas pobytu w Las Vegas (najtańsza wypożyczalnia samochodów). Miasto stanowi doskonały punkt wypadowy do pobliskich Parków Stanowych i Narodowych: Death Valley, Valley of Fire, Red Rock Canyon, Mojave Desert. W sąsiedztwie Las Vegas znajduje się również Zapora Hoovera, o której  wkrótce powstanie osobny wpis.

PODSUMOWUJĄC:

Rozumiem wszystkich, którym to miejsce kojarzy się z wszechobecną tandetą. Faktycznie, poniekąd jest to jeden wielki kicz. Niemniej jednak, coraz nowsze hotele, luksusowe kasyna i ogromne multikompleksy potrafią zachwycić niejednego turystę. Mój aparat w telefonie wiele razy nie podołał ilościom świateł i neonów na tamtejszych ulicach. Ciężko wyobrazić sobie jak wielkie pieniądze wpompowano w to miejsce. Uważam, że Las Vegas w pełni zasługuje na miano Światowej Stolicy Rozrywki, na które pracowało latami. Panująca tam atmosfera jest specyficzna i nie do podrobienia! 

Niagara – praktyczny przewodnik

Urok Niagary ciężko opisać słowami, ale spróbuję. Z pewnością każdy z Was słyszał o tym miejscu. Nie każdy wie, że to nie jeden, a trzy wodospady! Mimo, że nie są największe ani najwyższe na świecie, zdobyły wielką sławę. Ilość wody wyrzucanej przez kaskady robi ogromne wrażenie. 

PIERWSZE CHWILE NAD NIAGARĄ:

Na początku sierpnia 2015 roku pięć dziewczyn w składzie Polska, Kolumbia, Jamajka wsiadło do samochodu. Mimo insynuacji moich znajomych, którzy twierdzili, że dotarcie tam było tylko tylko naszym złudzeniem (Kolumbia i Jamajka nigdy nie pozbędą się odwiecznego kojarzenia ich z przeróżnymi… używkami), po kilku godzinach w aucie podziwiałyśmy już niezwykłe wodospady.

Jeśli ktoś spodziewa się skrzętnie ukrytego w gąszczu drzew cudu natury, który mogą zobaczyć jedynie najwytrwalsi, a widok na huczące ściany wodne byłby nagrodą za trud ich wędrówki, to troszkę się zdziwi. W rzeczywistości Niagara otoczona jest hotelami i kasynami. Nie ma nic wspólnego z odosobnionym i spokojnym miejscem. Wiele osób czuło się przez to zawiedzionych. Uważam, że wodospady są piękne i faktycznie nie potrzebują całej tej kolorowej otoczki, ale nie czuję rozczarowania. Wręcz przeciwnie – to miejsce wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Przy Niagarze zamontowano sporo wysokich zabezpieczeń. Należało zaostrzyć środki bezpieczeństwa „dzięki” bezmyślnym turystom, którzy są w stanie zrobić wszystko dla jakiejś dobrej fotki, przyprawiającej o gęsią skórkę. Dla niektórych próby takich fotografii skończyły się tragicznie…

NIAGARA TO NIE JEDEN, A TRZY WODOSPADY!

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że Niagara to nie jedna, a trzy kaskady wodne. W jej skład wchodzą takie wodospady, jak:

  • Znajdujący się po kanadyjskiej stronie The Horseshoe Falls – po polsku oznacza Podkowę. Nazwa nie jest przypadkowa – wodospad układa się właśnie w taki kształt. Jest to największa kaskada z tego kompleksu. Posiada 53 metry wysokości oraz 790 metrów szerokości.
  • American Falls to kolejny wodospad, wchodzący w skład kompleksu Niagary. Jak sama nazwa wskazuje, położony jest po amerykańskiej stronie. Posiada niespełna 30 metrów wysokości oraz 320 metrów szerokości.
  • Trzecią kaskadą jest amerykański Bridal Veil Falls (welon panny młodej). Posiada takie same wymiary jak American Falls. Oba wodospady rozdziela jedynie Luna Island (Księżycowa wyspa).

Wszystkie kaskady Niagary są lepiej widoczne z tarasu po stronie kanadyjskiej niż w USA. Jeśli macie okazję zobaczenia ich z obu perspektyw, nie zastanawiajcie się ani chwili! Niemniej jednak, warto tam pojechać nawet jeśli zamierzacie podziwiać wodospady jedynie po amerykańskiej stronie. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego miejsca – mimo, że zobaczyłam je, będąc tylko w USA. Nie widać tam zbyt dobrze Podkowy, ale można ją zobaczyć podczas rejsu Maid of the Mist – statek podpływa pod wszystkie kaskady. Ze względu na to, że nie może on przekroczyć granicy obu państw, rejs po stronie Kanady pozwoli Wam obejrzeć największy wodospad z bliższej odległości.

4

JAK POWSTAŁA NIAGARA?

W wyniku ustąpienia ostatniego zlodowacenia, mającego miejsce 10 tysięcy lat temu, powstały wielkie jeziora i rzeki. Pomiędzy jeziorami Erie i Ontario przelewała się woda, tworząc rozległy próg. Z biegiem czasu w tym miejscu powstały wodospady. Spadająca z ogromną siłą ściana wody podmywa skały. Skutkiem jest cofanie się Niagary – od momentu powstania przemieściła się już o 11 km! Wody Niagary rozpuszczają 60 ton skał i soli na minutę. Dzięki minerałom, wodospad posiada szmaragdowy kolor.

DLACZEGO SŁYCHAĆ TAM JEDEN WIELKI HUK SPADAJĄCEJ WODY?

Tak, wiem – bo to wodospady. Chciałabym jednak udzielić nieco szerszej odpowiedzi na to pytanie. Ilość spadającej wody wynosi 154 miliony litrów na minutę. Obliczono, że zalanie największej hali widowiskowej na świecie (która mieści się w Londynie) zajęłoby wodospadom jakiś kwadrans. Obecnie zapory wodne ograniczają szybkie przelewanie się wody, przez co Niagara nie przesuwa się już w tak szybkim tempie. Mimo to, szacuje się, że za 50 tysięcy lat przestanie ona istnieć. Ze względu na to, że czasu zostało już niewiele, a niektórzy z Was nie mieli jeszcze okazji aby zobaczyć i usłyszeć te wodospady, polecam zerknięcie na nie online!

2109

ZAMARZNIĘTY WODOSPAD: 

Bywały też czasy, kiedy huk spadającej wody nie był zbyt donośny. Obecnie (w styczniu 2018) USA przeżywa zimę stulecia. Wody Niagary uległy częściowemu zamarznięciu. Podobna sytuacja miała miejsce w 2014 roku. Warto wspomnieć też o dawnych czasach, kiedy srogie zimy całkowicie skuły lodem kaskady (American Falls i Bridal Veil Falls zamarzły sześciokrotnie, kanadyjska Podkowa tylko raz). Dzięki rekordowym mrozom w latach 1848, 1911 i 1912 można było odbyć spacer na krawędzi lub pod ścianą Niagary (nie obawiając się, że wodospad urwie nam głowę). Niezamarznięte ściany wodospadów wyrzucają ogromne ilości wody, spadające z siłą 280 ton po stronie amerykańskiej i 2509 ton, w przypadku kanadyjskiej Podkowy.

Niagara_Falls_1911
Niagara w 1911 roku, źródłolicencja

PIERWSZA ELEKTROWNIA WODNA NA ŚWIECIE:

Połowa wód z wodospadów zasilało pierwszą elektrownię wodną na świecie, którą pod koniec XIX wieku zaprojektował Nikolas Tesla. Na terenie Niagara State Park znajduje się jego pomnik, upamiętniający ten niezwykły wynalazek. Obecnie, Niagara jest w stanie zapewnić ponad 4 miliony kilowatów energii elektrycznej, którą dzielą oba państwa – USA i Kanada.

JA NIE DAM RADY? POTRZYMAJ MI PIWO!

Zakładam, że takie słowa padły z ust śmiałków, którzy postanowili przedrzeć się przez wodospady, będąc zamkniętym w… beczce. Aż osiemnaście osób podjęło takie próby. Pięciu z nich przypłaciło to swoim życiem. Nie był to jedyny pomysł związany z Niagarą, który wydaje się być zamachem na własne życie. Równie genialne wyzwania stawiały sobie osoby, które postanowiły obejrzeć wodospad z góry. Nie chodziło o panoramę z wieży widokowej czy też lot helikopterem nad jego wodami, ale o przejście na linie, rozwieszonej nad wodospadami. Jedną z nich był pochodzący z rodziny cyrkowej Nik (a nie Nick – to nie literówka) Wallenda. W czerwcu 2012 roku przeszedł nad największą kaskadą Niagary po 550-metrowej linie, zawieszonej na wysokości 46 metrów od jej krawędzi. Co ciekawe, mężczyzna wciąż żyje, a przedsięwzięcie okazało się sukcesem. Filmik rejestrujący jego wyczyn można obejrzeć tutaj.

800px-Nik_Wallenda_Niagara_Falls_2012_2 (1)
Nik Wallenda nad wodami Niagary, autor zdjęcia: Dave Pape, Wikimedia Commons,   licencja

KILKA SŁÓW O OKOLICY: 

Moim zdaniem, poza wodospadami Niagara okolice te są nieciekawe. Ci, którzy odwiedzili kanadyjskie miasto Niagara Falls, porównują go do Las Vegas. Miejscowość przypomina jeden wielki park rozrywki. Co roku przyjeżdża tam 12 milionów turystów, na których czekają liczne hotele, bary, kluby, restauracje i kasyna. Taki charakter miejscowości nie bardzo pasuje do wodospadów, będących cudem natury. Miasto noszące tę samą nazwę, które znajduje się po amerykańskiej stronie wygląda nieco inaczej. Tam również nie brakuje turystów (8 milionów osób rocznie), ale jest ich znacznie mniej. Ponadto, liczba jego mieszkańców w ostatnich latach wciąż maleje. Amerykańska Niagara Falls wkrótce może przez to stracić status miasta, a co za tym idzie – spore dofinansowania federalne. Władze postanowiły zachęcić studentów do osiedlania się w amerykańskiej Niagara Falls, proponując im spłaty kredytów studenckich. Dotychczas pomysł okazał się porażką – zaledwie 20 osób przystało na takie warunki…

Z JAKICH ATRAKCJI MOŻNA SKORZYSTAĆ, BĘDĄC NA MIEJSCU?

Maid of the Mist:

Bez wątpienia najlepszą atrakcją, jaką oferuje Niagara State Park, jest rejs do dorzecza Horseshoe Falls. Statek podpływa również do obu amerykańskich wodospadów. Mogę śmiało powiedzieć, że był to najlepszy i najważniejszy punkt tej wycieczki! Uczestnicy gromadzą się przy wieży obserwacyjnej. Schodząc na pokład, można otrzymać ponczo przeciwdeszczowe. Jego przydatność jest wątpliwa (wody Niagary, które oglądaliśmy z bliska 1:0 ponczo przeciwdeszczowe). Podziwianie wodospadów z rozbujanego podwójnego pokładu statku to niesamowite przeżycie.

Huk spadającej wody był na tyle głośny, że uniemożliwiał rozmowę, a nawet usłyszenie wrzasków jakie kierowałyśmy do siebie podczas rejsu. Jeśli komuś nie przeszkadza fakt, że podczas fotografowania aparat zostanie zalany, śmiało można robić serię zdjęć z pokładu. Gdyby jednak zależało Wam na tych urządzeniach (tak jak mi na moim przemokniętym telefonie), proponuję wyposażyć się w jakąś ochronę wodoodpornąKoszt rejsu: 18,25$/osoba dorosła, dzieci w wieku 6-12 lat: 10.65$, dzieci do 5 roku życia: bezpłatnie. 

giphy

Observation Tower po stronie USA:

Wspomniana wcześniej 86-metrowa wieża obserwacyjna to jedyne miejsce po amerykańskiej stronie, które zapewnia przyzwoity widok na trzy kaskady Niagary (mimo, że nie widać stamtąd największego wodospadu w całości). Dzięki windzie w punkcie obserwacyjnym można zjechać nad brzeg rzeki i rozpocząć stamtąd rejs Maid of the Mist. Koszt: 1$ (zimą wejście bezpłatne). 

Crow’s Nest: 

Jeśli komuś nie wystarczy przemoknięcie do suchej nitki podczas rejsu, zawsze można pozwolić sobie na podejście do ścian wodospadu szlakiem Crow’s Nest. Trzeba naprawdę uważać na każdy krok podczas tego spaceru –  jest mokro i ślisko. Aby dostać się tam należy zjechać windą z Observation Tower (zdjęcie poniżej) i wysiąść z niej na lewo. Na prawo udają się osoby chcące wziąć udział w rejsie. Zalanie podczas spaceru oraz konkretna klimatyzacja spowodowana przez kaskady jest bezpłatna. Należy jedynie uiścić opłatę za wstęp na wieżę obserwacyjną (1$ w sezonie).

 Cave of the Winds:

Na wstępie obsługa wręczy Wam żółte poncza oraz sandały. Kiedyś Cave of the Winds (Jaskinia Wiatrów) była dostępna dla odwiedzających Niagara Falls. Po jej zawaleniu zmieniono ofertę turystyczną. Od 1924 roku, w zamian za wejście do jaskini, można znaleźć się u podnóży wodospadów. Na pomostach czuć konkretny powiew Niagary – prędkość wiatru  przekracza tam 100km/h. Jeśli zdecydujecie się na Cave of the Winds musicie zdać sobie sprawę z tego, że jest to równoznaczne z wejściem pod prysznic. Co ciekawe, na jednej z barierek zawieszono znak informujący o zakazie palenia. Szczerze mówiąc, w miejscu zalanym wodami Niagary raczej trudno o przerwę na papieroska. Koszt: dorośli: 17$, dzieci w wieku 6-12 lat: 14$, dzieci poniżej 6 roku życia bezpłatnie. Godziny otwarcia: 9:00 – 19:30, codziennie.

Cave_of_the_winds_2
Cave of the Winds, autor zdjęcia: Ad Meskens, źródło, licencja

Akwarium Niagary:

Ta atrakcja mieści się kilka przecznic od Niagara State Park. Znajduje się tam 1500 gatunków zwierząt, pochodzących z różnych ekosystemów – począwszy od Wielkich Jezior aż po rafy koralowe. Warto zwrócić uwagę na lwy morskie, pingwiny, a także koniki morskie. Koszt: dorośli: 13$, seniorzy (+60) 11,25%, dzieci od 3 do 12 lat: 9$, dzieci do 2 lat – bezpłatnie. Godziny otwarcia: codziennie od 9:00 do 17:00. Ostatnie wejście możliwe jest najpóźniej pół godziny przed zamknięciem obiektu. 

Niagara Adventure Theater:

Ta atrakcja oferuje możliwość obejrzenia 30-minutowego filmu o Niagarze. Szczerze mówiąc, nie skorzystałam z niej – zniechęciła mnie cena biletu. Jeśli ktoś z Was był na tym seansie, będę wdzięczna za Wasze opinie. Koszt: dorośli: 12$, seniorzy powyżej 60 roku życia: 9$, dzieci 6-12 lat: 8$, dzieci poniżej 5 roku życia: bezpłatnie. 

Discovery Center:

To interaktywna wystawa, która w ciekawy sposób prezentuje historię naturalną i lokalną wąwozu Niagary. Poza eksponatami w centrum, można też zwiedzić ruiny pierwszej hydroelektrowni. Koszt – dorośli: 3$, dzieci w wieku 6-12 lat: 2$. 

Niagara Scenic Trolley:

Zabytkowy i przyjazny dla środowiska (za co wielokrotnie nagradzano władze parku) tramwaj zabierze Was na przejażdżkę po Niagara State Park, przedstawi historię tego miejsca i wiele interesujących faktów na tego temat. Przystosowano go dla niepełnosprawnych pasażerów (podobnie jak wszystkie atrakcje w tym parku). Koszt: dorośli: 3$, dzieci w wieku 6-12 lat: 2$. 

Jeśli ktoś chciałby skorzystać z 5 atrakcji, które zostały wymienione wyżej, powinien zakupić Niagara Falls Discovery Pass (dostępna w sezonie). Szczegóły na temat karty można znaleźć tutaj (oficjalna strona internetowa Niagara Falls State Park). 

KTO MOŻE PRZEKROCZYĆ GRANICĘ I OBEJRZEĆ WODOSPADY W KANADZIE?

Największa kaskada Niagary nie znajduje się po amerykańskiej stronie. Warto udać się do sąsiedniej Kanady, skąd można podziwiać The Horseshoe Falls z ogromnego tarasu. Przejście graniczne znajduje się na tzw. Tęczowym Moście. Polacy nie muszą posiadać wizy. Do przekroczenia granicy drogą lądową wystarczy nam jedynie ważny paszport (procedury przekraczania granicy samolotem są inne, szczegóły opisano na blogu 6757.com – tutaj).

Osoby biorące udział w programie Work&Travel (Polacy) bez problemu mogą przekroczyć granicę amerykańsko-kanadyjską, pod warunkiem, że:

  • mają przy sobie paszport oraz formularz DS-160 (dostajecie go wraz z wizą),
  • przekroczenie granicy odbędzie się w czasie okresu pracy.
7
Tęczowy Most i statek Maid of the Mist

ILE CZASU SPĘDZIĆ W TYM MIEJSCU?

Na zobaczenie Niagary w zupełności wystarczy jeden dzień. Jako, że odwiedziłyśmy również Boston, postanowiłyśmy zatrzymać się w motelu University Manor Inn w Buffalo – przyzwoite ceny, bardzo dobre warunki, śniadanie wliczone w cenę (szczegóły rezerwacji). Jeśli interesuje Was dłuższy pobyt i chcecie spędzić ten czas tylko przy wodospadach, odradzam Buffalo i proponuję noclegi w kanadyjskiej lub amerykańskiej miejscowości Niagara Falls, tuż przy wodospadach.

Na twarzy jednej z koleżanek pojawił się szeroki uśmiech na wieść o tym, że prawie dojechałyśmy do Buffalo. Kiedy oznajmiła nam, że chciałaby zamówić skrzydełka dotarło do nas, iż wypada uświadomić ją, że cel naszej podróży to miejscowość Buffalo i wcale nie wybieramy się do świetnej restauracji Buffalo Wild Wings. Spróbowanie przepysznych amerykańskich skrzydełek kurczaka zostawiłyśmy sobie na później. 

LUBISZ KOLOROWE ŚWIATEŁKA, NEONY, FAJERWERKI I CUDA NA KIJU? 

Zwolennicy kolorowych światełek i neonów powinni obejrzeć spektakl „światło-dźwięk”, odbywający się nad Niagarą po zmroku. Jeśli ktoś nie dotrwał do północy w sylwestrową noc (oczywiście z powodu zmęczenia tańcem), może udać się na pokaz sztucznych ogni, odbywający się w każdy piątek. Wszelkie informacje o godzinach można znaleźć tutaj.

5861286066_ef699d6aba_o.jpg
źródło: Benson Kalahar (flickr.com), licencja

PARKINGI:

Do Niagara Falls dojechałyśmy wynajętym przez nas samochodem. W cenie 10$ za dzień można zostawić go na jednym z pobliskich parkingów:

  • Zostawiłyśmy samochód na parkingu tuż przy wodospadach na terenie Prospect Point. Adres: 332 Prospect St. Niagara Falls, NY 14303. 
  • Kolejnym miejscem jest parking na wyspie Goat. Adres: 24 Buffalo Avenue, Niagara Falls, NY 14303.
  • Trzecią opcją na pozostawienie samochodu jest miejsce w pobliżu Wysp Trzech Sióstr, pod tym samym adresem co powyższy parking.
  • Samochód można też zostawić na terenie Niagara Gorge Discovery Centre (wystarczy wpisać to miejsce w GPS), w bliskim sąsiedztwie parku Niagara.

PODSUMOWUJĄC:

Zobaczenie wodospadów na własne oczy polecam każdemu! Było to niesamowite przeżycie. Widok na słynne kaskady zdecydowanie zrekompensował zalanie mojego telefonu przez wody Niagary. Biorąc pod uwagę otoczenie tego miejsca, wodospady wydają się być tylko jednym z elementów wielkiej komercjalizacji. Uważam, że tereny, na których znajduje się tak niesamowity cud natury raczej nie nadają się na kasyna i parki rozrywki. No ale wiadomo… o gustach się nie dyskutuje. 

Praca w Dorney Parku – dlaczego WARTO wziąć udział w Work&Travel?

W 2015 roku wzięłam udział w programie studenckim Work&Travel. Była to moja pierwsza wyprawa za ocean i pierwszy tak daleki wyjazd. Nigdy nie żałowałam tej decyzji i zachęcam do skorzystania z programu każdego, kto wciąż ma na niego jeszcze szansę.  

JAKĄ FIRMĘ WYBRAĆ?

Pomysł wyjazdu pojawił się u mnie dopiero w marcu, kiedy miałam już ostatnie chwile na podjęcie decyzji. Zobaczyłam plakat na moim wydziale, wybrałam się na spotkanie informacyjne i zdecydowałam, że pojadę. Ze względu na to, że zgłosiłam się do programu późno, nie przeglądałam konkurencyjnych ofert. Nie zmienia to faktu, że polecam firmę CCUSA. Wszystko przebiegało sprawnie i bez problemów. Byłam również zadowolona z dobranej dla mnie pracy (ratownik wodny w parku rozrywki). Wybrałam opcję Work Experience USA. Zamieszczam link do strony internetowej CCUSA, na której opisano szczegółowo oferowane przez firmę programy, dostępne tutaj.

DLA KOGO JEST PROGRAM?

W programie mogą wziąć udział osoby posiadające status studenta uczelni wyższej (studia licencjackie, magisterskie – tryb dzienny, zaoczny czy też wieczorowy). Poziom języka angielskiego powinien być komunikatywny (a nie perfekcyjny!). Uważasz, że sobie nie poradzisz? Skoro dziesiątki tysięcy osób wzięło udział w tym programie i przeżyło, dlaczego niby Tobie ma się to nie udać?

CHĘTNIE WYBRAŁBYŚ/AŁABYŚ SIĘ DO USA, ALE ZNAJOMI NIE CHCĄ CI TOWARZYSZYĆ? 

Nikt z moich znajomych w ostateczności nie zdecydował się na wyjazd, więc pojechałam sama. Nieskromnie powiem, że podjęłam bardzo dobrą decyzję. Poznasz więcej osób niż w przypadku wyruszenia na podbój Stanów z grupą. Większość uczestników programu jedzie właśnie po to, aby nawiązywać nowe znajomości. Będąc tam, przekonasz się jakie to proste.

Jeśli chcesz poznać Twoich przyszłych współpracowników jeszcze przed wyjazdem to jest taka możliwość. Na facebookowych grupach Work&Travel można odnaleźć osoby, z którymi spotkasz się w USA. W ten sposób poznałam wielu ludzi (m.in. moją współlokatorkę) jeszcze przed wyjazdem. Można również postarać się o towarzysza podróży podczas lotu do USA (sporo osób dobiera się na grupach facebooka i wspólnie zamawia loty). Spotkania informacyjne przed wyjazdem to kolejna szansa na poznanie osób, które biorą udział w programie.

Aby zdobyć więcej informacji na temat miejsca, do którego się udajesz i gdzie będziesz pracować, polecam kontaktowanie się z osobami, które pracowały tam w poprzednich latach (znajdziecie je na facebookowych grupach – szukałam kontaktów na Dorney Park 2014). Miałam ogromne szczęście, ponieważ wiele osób cierpliwie odpowiadało na wszystkie moje pytania. Pojechałam więc spokojniejsza. Postanowiłam się odwdzięczyć, dlatego też jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany pracą w Dorney Parku, jak i programem – służę pomocą i wszelkimi informacjami!

JAK PODJĄĆ DECYZJĘ?

Szybko. Tak, aby nie mieć wystarczająco czasu na to, żeby to jeszcze przemyśleć. Do dnia wylotu nie docierało do mnie, że jadę do USA. Lądując w Nowym Jorku pojawiła się panika i wtedy uświadomiłam sobie, że nie ma już odwrotu. Było to jednak bezsensowne zdenerwowanie, które zapoczątkowało cztery fantastyczne miesiące. Warto zdać sobie sprawę z tego, że te wakacje okażą się najlepszymi w życiu i przeminą błyskawicznie. Szkoda czasu na stres. Polecam ten sposób myślenia – pomaga. W dodatku jest to sama prawda.

JAK OTRZYMAĆ WIZĘ?

Większość formalności załatwia firma. Musiałam wypełnić wniosek wizowy, który zawierał dość zaskakujące pytania. Najbardziej zagięło mnie udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy kiedykolwiek brałam udział w ludobójstwie. W czasie procesu wizowego należy odbyć rozmowę z konsulem, która – w moim przypadku – opierała się na prostych pytaniach. Mówiłam o miejscach w USA, które chciałabym zobaczyć (radzę nie wymieniać Vegas, ponoć nie spodoba się to rozmówcy). Konsul zapytał mnie czy jestem excited z powodu wyjazdu. Złożył mi też spóźnione życzenia urodzinowe. Na rozmowę powinny przygotować się przede wszystkim osoby posiadające rodzinę w USA lub Ci, którzy kończą studia.

24337372_1567395693314035_289798784_n

JAK WYGLĄDAŁA PRACA W DORNEY PARKU?

Byłam ratownikiem wodnym w parku rozrywki Dorney Park and Wildwater Kingdom w Allentown (Pensylwania). Warto zdać sobie sprawę z tego, że nazwa programu brzmi WORK and Travel, a nie tylko Travel. To nie tylko wakacje. 

Pierwsze tygodnie spędziłam na szkoleniach (teoretycznych i praktycznych) oraz egzaminach. Jeśli ktoś nie poradził sobie z egzaminem ratownika na głębokich wodach mógł zostać ratownikiem na wodach płytkich. Jeśli przystępujący do egzaminu nie podołał żadnym testom, otrzymywał zatrudnienie jako pomocnik ratownika. Nie należy się więc martwić o to, że w razie niepodołania wymaganiom trzeba będzie zakończyć amerykańską przygodę.

Każdy dzień rozpoczynano od zameldowania się w parku poprzez przejechanie swoją pracowniczą kartą przez terminal, który rejestrował czas naszej pracy. Każde spóźnienie skutkowało 1 – 3 punktami karnymi (więcej szczegółów na ten temat w dalszej części wpisu).

20150907_190809
Ostatni „punch-in” w Dorney Parku

Każdej strefie w parku przydzielano kierownika. Większość z nich była studentami w moim wieku (22-25 lat). Zajmowali się przede wszystkim rozmieszczeniem pracowników w parku oraz rotacją – regularną zamianą naszych miejsc (co prawda nie zawsze było to regularne, ale wynikało to z różnych czynników). Dbali też o to, aby nie zabrakło nam wody z lodem w naszych termosach. Podczas upałów zastępowali nas, abyśmy mogli ochłodzić się od czasu do czasu i wskoczyć do wody.

Park podzielono na 8 stref. Najnudniejszym miejscem pracy była Leniwa Rzeka. Goście parku pokonywali trasę wodną, siedząc na kółkach. Ich prędkość nie była zawrotna, a poziom wody nie należał do wysokich. W jednym z punktów na Lazy River było niewiele miejsca, aby ratownik mógł stanąć na murku. Zdarzało się, że pracownicy wpadali tam do wody – ograniczone miejsce często skutkowało utratą równowagi. 

Na nudę nie narzekano w niedzielę podczas pracy w pierwszej i ósmej strefie. W jej skład wchodził Wave Pool – basen ze sztuczną falą, cieszący się największym zainteresowaniem wśród odwiedzających park. Niektórzy twierdzili, że w słoneczne niedziele przypominał raczej gulasz. Niekiedy brakowało miejsca na skok ratownika w razie potrzeby. Biorąc pod uwagę fakt, że sztuczna fala miała sporą siłę, podczas pierwszych chwil obstawiania tego miejsca miałam wrażenie, że wszyscy się w nim topią.

Proponuję popatrzeć na poniższe zdjęcie i wyobrazić sobie jak bardzo rozbrajały mnie zadawane przez Gości pytania: Przepraszam, nie widziała Pani może mojego męża? Taki blondyn, niewysoki, miał niebieskie spodenki. Pewnego razu, po udzieleniu przeczącej odpowiedzi na to sensowne pytanie, usłyszałam serdeczne: ale jak to możliwe, że go Pani nie widziała? Przecież płacą Wam za patrzenie się na nas! 

12141756_1538555776434322_6501108752331554034_n
Wave pool w Dorney Park, autor zdjęcia: Austin Troxell

Ze względu na to, że ilość osób w basenach nieraz była ogromna, obserwowało się nie tylko kąpiących się klientów parku, ale i wodę. Pływało w niej naprawdę wszystko. Pewnego dnia podpłynął do mnie pewien nastolatek, podając znalezionego w wodzie ogórka kiszonego. Niestety, na ogórkach się nie kończyło. Nieraz pływały tam przeróżne fekalia. Aby oczyścić basen należało najpierw wyprosić z niego wszystkich Gości, nie wspominając im o tym, z czym mają przyjemność pluskać się w wodzie. Było to jedno wielkie Mission Impossible. Zamiast grzecznie wyjść z wody, ludzie podpływali do ostatniego centymetra, po czym z wielką niechęcią opuszczali basen.

Przerwa podczas pracy była jedna, bezpłatna i półgodzinna. Zważywszy na to, że trzeba było trochę się spiąć, aby szybko dotrzeć do punktu zameldowania (gdzie przejeżdża się pracowniczą kartą przez terminal naliczający czas pracy) raczej wolałam uniknąć bombardowania mnie wszelkimi pytaniami od gości na temat parku – począwszy od historii powstania danej atrakcji do próby zlokalizowania budki z lodami. Czułam się, jakby ktoś napisał mi na czole mam pół godziny przerwy, ale chętnie spędzę ten czas, odpowiadając na miliard Waszych pytań. Dlatego też mogę powiedzieć, że w tej pracy liczyła się szybkość i zwinność – podczas uciekania przed wiecznie pytającymi o coś klientami Dorney Parku w czasie jedynej przerwy.

Do komunikowania się z innymi ratownikami, zwracania uwagi gościom kąpiącym się w basenie, przywoływania kierownika i wysyłania przeróżnych komunikatów używaliśmy gwizdka. Dwa krótkie dmuchnięcia oznaczały prośbę o podejście do nas kierownika (np. kiedy skończyła nam się woda lub jeśli zaistniała potrzeba skorzystania z toalety). Jeden długi gwizdek poprzedzał skok do wody w celu pomocy danej osobie. Ustalono również, że jeśli chcemy zgłosić dziecko, które zgubiło rodziców, należy oddać dwa długie gwizdki. Szkoda, że podczas drugiego dnia mojej pracy wykonałam trzy długie gwizdki, zamiast dwóch. Widząc twarz kierownika zdałam sobie sprawę z tego, że pomyliłam sygnał dziecka, które zgubiło rodziców z zakomunikowaniem kryzysowej sytuacji w parku, jaką jest np. atak terrorystyczny.

Co jakiś czas sprawdzano naszą czujność podkładając manekiny, które mieliśmy ratować. Często nasi kierownicy udawali topiące się osoby. Na początku miało to sens, ponieważ nie znaliśmy ich wszystkich. Niemniej jednak, po miesiącu pracy wszyscy zdążyli się już dobrze poznać. Widząc wchodzącego do wody przełożonego już wiedziałam, że powinnam przygotowywać się do skoku. Pewnego razu, podczas sprawdzianu ratowników czuwających przy basenie na końcu zjeżdżalni, jeden z kierowników zjechał do basenu i przystąpił do topienia się. Nagle gość parku, który zjechał z sąsiedniej zjeżdżalni, rzucił mu się na pomoc.

1

ZAKWATEROWANIE: 

Większość pracowników Dorney, która przyjechała do USA z innych krajów, mieszkała w domach studenckich. Były osobne budynki dla dziewczyn i chłopaków. Koszt wynosił 70$ za osobę/tydzień – dzień pracy pozwalał na pokrycie kosztów zakwaterowania. Pokoje były dwuosobowe. Nie był to szczyt marzeń, ale mieszkaliśmy w przyzwoitym i niedrogim miejscu – zważywszy na ceny zakwaterowania w USA. Kiedy rozpoczął się rok akademicki w sierpniu i do collegu powracali studenci, rozmieszczono nas w hotelach (bardzo dobre warunki). W męskim akademiku minusem były częste alarmy pożarowe spowodowane przez kilku kucharzyków, którym zdarzało się zadymić kuchnię wczesnym rankiem. Ze względu na to, że mieszkaliśmy w collegu, można było posiadać w pokoju tylko jedno piwo na osobę (oficjalnie), która ukończyła 21 rok życia. Policja, która nadzorowała kampus, była przewrażliwiona na tym punkcie. Odradzam spacer po terenie collegu, jeśli ktoś z Was znajdowałby się w konkretnym stanie nieważkości (zwłaszcza, jeśli nie skończył 21 roku życia). Wówczas panowie policjanci zabierają Was na wycieczkę – do szpitala lub na posterunek policji. Niestety, takie wycieczki nie są darmowe. Z opowiadań niektórych osób wiem, że kwoty te nie były małe.

Jeśli chodzi o osobne budynki dla chłopaków i dziewczyn – słyszałam, że uległo to zmianie i pozostał jedynie podział na piętra. Pracowałam w tym parku w 2015 roku, więc niektóre rzeczy mogły się tam już zmienić. 

DOJAZD DO PRACY:

Park znajdował się w bliskiej odległości od akademików, dlatego też często chodziliśmy do pracy pieszo. Dojazd zapewniał nam pracodawca. Mogliśmy korzystać z charakterystycznych żółtych autobusów amerykańskich. Ten sam autobus zawoził nas również na imprezy o określonych godzinach. W pobliżu były dwa kluby. W pierwszym (Main Gate) odbywały się imprezy w niedzielę wieczorem. Odniosłam wrażenie, że przeważała tam muzyka R&B. W drugim (Mixx) królowała muzyka latino, a imprezy odbywały się tam w czwartek. Być może można było odwiedzać kluby codziennie – tego nie wiem, ale z pewnością największe imprezy organizowano w niedzielę (Main Gate) i czwartek (Mixx).

autobuuus
Ten akurat nie był zbyt żółtym autobusem, ale niestety nie posiadam zdjęcia pozostałych autobusów Dorneya

DNI WOLNE: 

W Dorney Parku pracowało się 6 dni w tygodniu. Jeśli ktoś zadeklarował, że chciałby zostać tzw. Flex guardem (polecam, pod koniec pracy przyznaje się za to niemałą premię – jakieś 600$), przyznawano mu nadgodziny i pracował 9-10 godzin dziennie. Jeden dzień w tygodniu był dniem wolnym od pracy (można było wymieniać się zmianami pomiędzy pracownikami). Jeśli ktoś nie stawił się rano w parku, otrzymywał 8 punktów karnych. 4 punkty karne otrzymała osoba, która wcześniej zadzwoniła i uprzedziła o niedyspozycji. Warunkiem „call off” była jedynie choroba. W przypadku uzyskania zwolnienia od lekarza można było uniknąć punktów karnych. Gdyby komuś „udało się” zebrać 24 punkty, musiałby pożegnać się z pracą. W praktyce często naciągano tę punktację i przymykano oko na ilość punktów.

Czasami bywało i tak, że 8 osób nie mogło stawić się do pracy, ponieważ zaszkodziło im jedzenie w bufecie chińskim. Zdjęcia z Waszyngtonu wstawili na Facebooka później. Nie zachęcam do takiego rozwiązania – informuję tylko jak to wyglądało.

WADY PRACY W DORNEY PARKU:

Mimo, że dostrzegam mnóstwo zalet, które zdecydowanie przeważają nad wadami, chciałabym również opisać minusy tej pracy. Po pierwsze, praca na słońcu potrafiła naprawdę dobić podczas upału. Na szczęście, pracując w części wodnej parku mieliśmy możliwość skoku do basenu i ochłodzenia się w wodzie co jakiś czas. Jeśli wiesz, że Twój organizm nie radzi sobie z wysokimi temperaturami, warto rozważyć inną ofertę pracy.

Kolejną wadą były zarobki. Mimo, że w porównaniu do polskiej pensji były one ogromne, w pozostałych parkach na terenie USA ratownicy otrzymywali wyższe wynagrodzenie. Co więcej, mogli oni pracować w pozycji siedzącej – w przeciwieństwie do nas.

Należy uzbroić się w cierpliwość – klienci parku potrafią wyprowadzić z równowagi. Do dziś mam przed oczami małego, drobnego chłopca na zjeżdżalni. Myślałam wtedy, że są to jego ostatnie chwile życia. Kiedy nie zjechał on jeszcze do końca i nie zdążył zejść w bezpieczne miejsce, na zjeżdżalnię wbiegły cztery kolejne osoby (nie tak wątłe jak chłopiec). Nie sposób było je zatrzymać. Na szczęście ratownik obstawiający dolną część zjeżdżalni podbiegł do małego chłopca i zgarnął go w porę, unikając zmiecenia go z powierzchni ziemi przez – delikatnie mówiąc – nieroztropnych klientów.

Czasami w parku panowały przedziwne reguły, których trzymano się kurczowo – nawet jeśli nie miały one najmniejszego sensu. Pewnego dnia udałam się do punktu medycznego po plaster. Spędziłam tam 2 godziny. Przeprowadzono ze mną szczegółowy wywiad na temat tego, jak to się stało, że starłam sobie kolano. Otrzymałam 6 stron dokumentów i na każdej z nich miałam złożyć podpis. Kolejna sytuacja miała miejsce w czasie cotygodniowego treningu (pracowałam jako ratownik wodny). Gumowa rękawiczka wysunęła mi się z podręcznej apteczki i wpadła do płytkiego basenu. Zapytałam jedną z kierowniczek czy mogłabym po nią wejść. Zgodziła się. W tym samym czasie wzięła ratowniczą „tubę” i pilnowała, aby nic mi się nie stało przez 3 sekundy mojego wejścia do basenu (byłam ratownikiem i weszłam do basenu z poziomem wody do pasa).

Chyba największą wadą było… skanowanie wody. Co to oznacza? Ciągłe gapienie się na ludzi (co jest oczywiście zrozumiałe) i na taflę wody, nawet, kiedy basen jest pusty (co jest średnio zrozumiałe). Pilnowano, abyśmy ruszali głową zgodnie ze wzorem skanowania i zapewniali, że poprawia to skuteczność i czujność ratownika. Czasami wyglądało to dość idiotycznie i wiele osób pytało się dlaczego ruszamy tak głową. Do dziś pamiętam, jak kolega ratownik stał na najnudniejszym miejscu w parku – Leniwej rzece, która była pusta. Odwrócił się, żeby podać koledze swój termos i poprosić o wodę. W tym momencie huknęła na niego nasza przełożona, która obserwowała go z ukrycia, dając mu ostrą reprymendę za chwilowe odwrócenie wzroku od pustej tafli wody.

ZALETY PRACY W DORNEY PARKU:

Mimo kilku wad, zdecydowanie polecam pracę w tym parku. Należy się po prostu dostosować do zasad, jakie tam panują (nawet jeśli nie dostrzegacie w niektórych najmniejszego sensu).

Jeśli zależy Wam na dobrej lokalizacji, aby zobaczyć jak najwięcej miejsc na wschodnim wybrzeżu poprzez jednodniowe wyjazdy w swoje dni wolne – Dorney Park to znakomity wybór!

Ponadto, w parku pracuje mnóstwo osób z różnych stron świata. Nie w każdej pracy będzie tak liczna grupa obcokrajowców, którzy chcą się integrować. Władze parku często organizują wieczory dla pracowników. Można wtedy korzystać z kolejek, kiedy nie ma już klientów z zewnątrz. Podczas takich imprez zawsze otrzymywaliśmy darmowy poczęstunek. Przygotowywano dla nas wtedy również sporo atrakcji i konkursów.

Kolejną zaletą parku jest po prostu… sam park. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tylu świetnych rollercoasterów i kolejek, skupionych w jednym miejscu. Pomimo tego, że niejednokrotnie padałam po 9 godzinach pracy na słońcu i to bez krzesełka (zwłaszcza przez pierwsze dwa tygodnie), miło wspominam ten park i żałuję, że te wakacje minęły w tak szybkim tempie.

NAJWIĘKSZE ZALETY WZIĘCIA UDZIAŁU W PROGRAMIE WORK&TRAVEL:

1. Mogą to być wakacje Twojego życia:

Pracowałam w gronie świetnych osób w parku rozrywki, poznając mnóstwo rówieśników z całego świata. Spacerowałam po Times Square w Nowym Jorku, wody Niagary zalały mi telefon, zrobiłam małe rozeznanie na Harvardzie w Bostonie. Odwiedziłam Los Angeles – słynne Miasto Aniołów (bez szału) i zagrałam w kasynach Las Vegas, nie rozumiejąc zasad gry. Wybrałam się do Waszyngtonu z grupą Kolumbijczyków i Ekwadorczyków, którzy sprawili, że był to spontaniczny wyjazd bez planu i pośpiechu – zupełnie tak jak oni. Udało mi się odwiedzić Atlantic City, zwane wschodnim Las Vegas i równie piękne Ocean City. Zaliczyłam dwa oceany w ciągu jednych wakacji. Odbyłam trekkingi po najpiękniejszych Parkach Narodowych USA (śmiało można powiedzieć, że były to najpiękniejsze parki na świecie). Nie piszę tego po to aby się pochwalić, ale żeby pokazać, że takie wakacje są w zasięgu ręki, jeśli zdecydujecie się na udział w programie. 

2. Poznasz wiele osób z całego świata:

…oraz ich kulturę (Polska, Czechy, Słowacja, Hiszpania, Rumunia, Kolumbia, Ekwador, Jamajka, Ukraina, Tajwan, Hong Kong, Chiny, Dominikana, Turcja, Bułgaria, Mongolia i oczywiście USA). Pod koniec sezonu ciężko było rozstać się z ludźmi, z którymi spędziło się cztery wspaniałe miesiące. Mimo powrotu do kraju wciąż utrzymuję kontakty z wieloma osobami z parku. Co więcej – nadal się widujemy.

Dzięki pracownikom parku z Ameryki Południowej zainteresowałam się ich krajami do tego stopnia, że postanowiłam napisać pracę magisterską o Kolumbii. Pomogli mi również w nauce języka hiszpańskiego. Kiedy się żegnaliśmy nie sądziłam, że rok później odwiedzę ich w Kolumbii i Ekwadorze, a oni przyjadą w moje strony. Playlisty z naszych wspólnych imprez składały się z utworów Lady Pank, Grubsona, Eneja, Comy i Zenka, które przeplatały się z salsą, cumbią, reggaeton. Dzięki ich wizytom w Polsce udało mi się poznać ofertę turystyczną nie tylko ich krajów, ale i mojego. Gdyby nie oni, nie wybrałabym się do muzeów i innych atrakcji, które na co dzień mam w zasięgu ręki.

3. Podszkolisz język:

W moim przypadku podszkoliłam nie tylko angielski, ale i hiszpański. Być może na początku będziesz mieć problemy ze zrozumieniem Amerykanów. Podczas pierwszych tygodni pracy powoli oswajałam się z tamtejszym językiem i nie wszystko od razu zrozumiałam. Nie byłam jedyną osobą, która na początku musiała przyzwyczaić się do amerykańskiej wersji tego języka.

Nigdy nie zapomnę reakcji gości parku na słowa koleżanki, która ze spokojem na twarzy i uśmiechem oznajmiła, że ktoś w parku odszedł z tego świata (passed away), chcąc powiedzieć, że osoba ta zemdlała (passed out). Widząc spore zaniepokojenie na twarzy rozmówcy postanowiła rozluźnić atmosferę, dodając: spokojnie – tutaj zdarza się to często.

Historia koleżanki pracującej na rollercoasterze nie jest gorsza. Pewnego dnia, przemiłym tonem i z szerokim uśmiechem – jak na pracownika amerykańskiego parku rozrywki przystało – odpowiedziała jednemu z gości w parku „yes, of course!” na niezrozumiane przez nią wcześniej pytanie. Jak się potem okazało, pytanie brzmiało: „Czy ktoś kiedykolwiek zginął na tej kolejce?”

CZY TO SIĘ OPŁACA? 

Niektórzy twierdzą, że można na tym jeszcze zarobić. Gratulacje dla tych, którym się to udało. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe – choć w moim przypadku z pewnością niewykonalne. Wszystko zależy od tego, co chcemy zobaczyć na miejscu i w jakim stopniu potrafimy się oprzeć wyprzedażom w sklepach odzieżowych i zakupom taniego sprzętu elektronicznego. Pracowałam w Stanach trzy miesiące i wróciłam do Polski z długiem. Nie zrujnował mi życia – miesiąc pracy w Polsce i było po sprawie. Głównym powodem takiego obrotu sytuacji była porządna inwestycja w czwarty miesiąc, będący jedną wielką podróżą w wymarzone miejsca. Sporo miejsc odwiedziłam w dni wolne podczas pierwszych trzech miesięcy pracy. Myślę, że niemożliwe byłoby zwiedzić oba wybrzeża za tak niewielkie pieniądze, bez wzięcia udziału w programie. Cały swój zarobek przeznaczyłam na podróż po USA. Z pewnością mogłabym sporo zaoszczędzić i wrócić do domu z pieniędzmi, poprzestając jedynie na wschodniej części kraju lub skracając pobyt. Nie żałuję jednak, że wybrałam opcję dwóch wybrzeży oraz miesięcznego zwiedzania zachodniej części USA.

Zdaję sobie sprawę z tego, że pracę w parku oraz Work&Travel opisałam w wielkim skrócie. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na temat programu i pracy w Dorney Parku – służę pomocą! Jeśli mieliście okazję pracować w parku i posiadacie inną opinię na jego temat, lub uważacie, że we wpisie nie poruszono ważnych kwestii – zapraszam do podzielenia się swoją opinią w komentarzach!