Szkocja – informacje praktyczne

Szkocja nie należy do tanich destynacji turystycznych. Ceny noclegów i dań w restauracjach potrafią skutecznie odstraszyć turystów, niezarabiających w funtach lub euro. Tygodniowe wycieczki z biurem podróży oscylują w granicach 4000 złotych. Nie musi być jednak aż tak tragicznie! W tym wpisie postaram się przedstawić w jaki sposób zwiedzić Szkocję, nie wydając przy tym milionów.

CZY SZKOCJA JEST PAŃSTWEM?

Szkocja to część państwa – Wielkiej Brytanii, która z kolei wchodzi w skład Zjednoczonego Królestwa i Irlandii Północnej (tę zawiłość prosto i zwięźle wyjaśnia tekst, który znalazłam podczas przygotowań do wyjazdu, dostępny tutaj). Szanse na stworzenie ze Szkocji niepodległego państwa wzrosły z powodu Brexitu. Chęć pozostania Szkotów w Unii Europejskiej byłaby mocnym argumentem, popierającym odcięcie się od Wielkiej Brytanii.

Szkocję zamieszkuje 5,3 mln osób. Władzę wykonawczą sprawuje rząd w Londynie, mimo, że utworzono też Szkocki Parlament z siedzibą w Edynburgu (zajmujący się m.in. sprawami związanymi ze zdrowiem i edukacją). Stolicą jest Edynburg, zaś największym miastem Glasgow (niespełna 600 tys. mieszkańców). Jedynym sąsiadem Szkocji jest Anglia.

Szkocja posiada dwie flagi. Pierwsza z nich nawiązuje do jej patrona – Świętego Andrzeja, którego ukrzyżowano. Na jego prośbę belki krzyża ustawiono ukośnie. Kolor niebieski w tle symbolizuje niebo (jego odcień nie jest ściśle określony). Druga flaga Szkocji przedstawiająca lwa na żółtym tle zarezerwowana jest dla rodziny królewskiej – tylko ona może się nią posługiwać.

800px-Flag_of_Scotland.svg
źródło: Flag of Scotland, Wikimedia Commons, domena publiczna
Royal_Banner_of_Scotland_(1-2).svg
źródło: Royal Banner of Scotland, Wikimedia Commons, domena publiczna

PRZED WYJAZDEM:

  • W gniazdkach na terenie Wielkiej Brytanii płynie prąd o napięciu 240V. Aby używać przedmiotów elektrycznych z Polski, niezbędny będzie adapter prądu, dostępny w wielu supermarketach w Polsce, a także w sklepach ze sprzętem elektrycznym (5zł/sztuka). Można je też kupić na lotniskach.
  • Kolejną rzeczą jest ustawienie odpowiedniego czasu – przesunięcie zegarków o godzinę do tyłu. 
  • Warto wziąć ze sobą parasol  i okulary słoneczne. Wszystko jest tam w kratkę, pogoda również. Zgodnie ze znanym powiedzeniem mieszkańców, jeśli nie podoba Ci się pogoda w Szkocji, poczekaj 5 minut.
  • Osoby rozważające wypożyczenie samochodu w Szkocji powinny wziąć pod uwagę fakt, że na ulicach Wielkiej Brytanii obowiązuje ruch lewostronny.

DCIM101GOPROGOPR0348.

JĘZYK: 

Oficjalnym językiem jest angielski. Jego szkocka odmiana sprawia, że kilka razy podczas pobytu w Glasgow zastanawiałam się, w jakim języku mieszkańcy bezskutecznie próbują mi coś przekazać. Szkocki akcent bardzo mi się podoba, ale nie ułatwia sprawy. Nie piszę tego po to, aby kogoś załamać – wręcz przeciwnie. Nie należy przejmować się tym, że ta odmiana angielskiego może stworzyć problemy. Szkoci najwyraźniej przyzwyczaili się do tego, że nikt ich nie rozumie (nawet Anglicy!) i cierpliwie powtarzają słowa, które w pierwszej chwili zdają się być językiem z kosmosu. Jeśli ktoś chciałby usłyszeć Szkota podczas rozmowy, odsyłam do filmiku dostępnego tutaj.

Co ciekawe, mieszkańcy północnej części Szkocji, m.in. Hebrydów czy wyspy Skye posługują się dodatkowo językiem Gaelic. W tym przypadku z czystym sumieniem można stwierdzić, że jest to język z kosmosu, w którym powstało kilka piosenek (m.in. zespołu Capercaillie). W telewizji TV Alba nie usłyszymy języka angielskiego, będzie to Gaelic. W tym języku prowadzone są również niektóre audycje radiowe.

784706_513863ad
autor zdjęcia: James Denham, źródło: geograph.org.uk/photo/784706, licencja: creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

WALUTA:

Jednostką monetarną Szkocji jest funt szterling, nieoficjalnie zwany funtem brytyjskim (1GBP = 4,77zł, kurs z października 2017). 1 funt dzieli się na 100 pensów.

Szkocja posiada w obiegu własną wersję funtów, których banknoty różnią się wyglądem od funtów brytyjskich. Wydawane są przez Bank of Scotland (szósty najbogatszy bank na świecie!), Royal Bank of Scotland oraz Clydesdale Bank. Każdy z nich produkuje swoje wersje. Należy pamiętać, że takie funty są akceptowane jedynie na terenie Szkocji. Pamiętajmy, aby nie przywozić ich do Polski. Można je wymienić m.in. w takich miejscach w Szkocji, jak: kantory, banki, hotele oraz punkty informacji turystycznej.

3411120241_e6a1f06300_b
autor zdjęcia: Howard Lake (flickr.com), licencja: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

JAK DOSTAĆ SIĘ DO SZKOCJI? 

Najprostszy i najtańszy sposób to podróż samolotem. Ceny biletów stwarzają kolejny dobry argument przemawiający za tym, aby odwiedzić Szkocję. Loty do Glasgow czy Edynburga można zakupić już w cenie 118zł. Niekiedy można było załapać się na atrakcyjniejsze promocje ( w styczniu 2016 bilety kosztowały 39zł w dwie strony). Ceny dotyczą lotów z małym bagażem podręcznym. Warto śledzić promocje linii lotniczych – pomoże w tym wyszukiwarka lotów eSky.

GLASGOW: Ryannair oferuje przelot z Modlina, Wrocławia i Bydgoszczy do międzynarodowego portu lotniczego Glasgow, położonego 15km od centrum miasta. Możliwy jest również wylot z Rzeszowa (Ryannair) do Prestwick, oddalonego od Glasgow o 50km. WizzAir umożliwia wylot na międzynarodowy port lotniczy Glasgow z Gdańska, Katowic i Warszawy (lotnisko Chopina).

EDYNBURG: Linia lotnicza Ryannair oferuje przelot do portu lotniczego w Edynburgu z Gdańska, Modlina, Katowic, Krakowa, Poznania i Szczecina.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

  • Międzynarodowy port lotniczy Glasgow: Przy wyjściu z budynku terminala trzeba skręcić w lewo, należy iść wzdłuż ulicy, aż do przystanku Glasgow Shuttle 500. Koszt biletu wynosi 7,50GBP. Warto kupić bilet w dwie strony w cenie 10GBP, ważny przez 28 dni od daty skorzystania z kursu w jedną stronę (można je kupić u kierowcy). Autobus kursuje co 15min (po godz. 23:00 co pół godziny). Po 20 minutach byliśmy już w centrum miasta. Możliwe przystanki to: dworzec centralny Glasgow, George SquareBuchanan Bus Station. 
  • Port lotniczy Prestwick: Wychodząc ze strefy przylotów należy kierować się w prawo i przejść przez cały terminal wzdłuż stanowisk check-in, aż do schodów na górę. Następnie, trzeba przejść przez kładkę nad ulicą i torami, po czym zejść na peron. Odjeżdżają tam trzy pociągi na godzinę. Po okazaniu karty pokładowej można otrzymać zniżkę – cena za bilet wynosi wtedy 3,7GBP. Pociąg pokonuje odległość z lotniska do stacji Glasgow Central w 50min.
  • Port Lotniczy w Edynburgu: Lotnisko w Edynburgu jest bardzo dobrze skomunikowane z centrum miasta. Najtańszym sposobem jest dojazd lokalnym autobusem Lothian Bus nr 35, który dowiezie nas do Edinburgh Ocean Terminal. Można też wysiąść szybciej, m.in. na Royal Mile czy też w okolicy Muzeum Narodowego Szkocji. Koszt jednorazowego biletu wynosi 1,60GBP. Jeśli ktoś chciałby wykupić bilet dzienny, cena wynosi 4GBP. Podróż zajmuje ponad godzinę. Autobus kursuje co 15-30min, począwszy od 5.56 ( w weekendy od 7:30) aż do 23.05. Można też skorzystać z autobus Airlink 100, kursującego przez całą dobę co 10-15min (w nocy co 30min). Dowiezie nas do przystanku Waverley Bridge w 30min. Koszt biletu w jedną stronę wynosi 4,50GBP. Warto kupić bilet w dwie strony w cenie 7,50GBP. Bilety można zakupić u kierowcy autobusu.
27161562004_b972a78b43_k
źródło: Eddie, www.flickr.com/photos/34085730@N06/27161562004, licencja: creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

KOMUNIKACJA POMIĘDZY GLASGOW A EDYNBURGIEM:

W przypadku pociągów warto kupić bilety przez Internet i od razu wybrać godziny wyjazdu oraz przyjazdu. Najtaniej będzie, gdy data wyjazdu i powrotu będzie taka sama. Wraz ze znajomymi wybrałam się z Glasgow do Edynburga, aby tam spędzić jeden dzień i wrócić w godzinach wieczornych. Za bilet w dwie strony zapłaciliśmy 12,60GBP. Można go zakupić na tej stronie. Nie otrzymamy zakupionego przez nas biletu na pocztę elektroniczną. W zamian za to dostaniemy numer zamówienia, który należy podać w automacie na dworcu i w ten sposób odebrać go (dlatego warto pojawić się na dworcu wcześniej). W Glasgow istnieją dwa poziomy dworca kolejowego i z obu miejsc odjeżdża pociąg do Edynburga – warto dopytać się tamtejszych pracowników o miejsce odjazdu naszego pociągu. Poza opcją z pociągami, z Glasgow do Edynburga można wybrać się również autobusem National Express, jednak przewoźnik oferuje znacznie mniej połączeń.

PORUSZANIE SIĘ PO EDYNBURGU I GLASGOW:

Przed wyjazdem warto zainstalować bezpłatną i prostą w obsłudze aplikację MAPS ME. Jest to nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, lokale, bary, muzea, supermarkety czy też zlokalizować najbliższy bankomat.

W Edynburgu wszystkie główne atrakcje miasta położone są blisko siebie, dlatego też nie korzystaliśmy z transportu publicznego.

W Glasgow również poruszaliśmy się pieszo, korzystając z metra tylko raz. Jeśli ktoś nie lubi długich spacerów, może skorzystać z metra czy też z autobusów miejskich. Cena jednorazowego biletu autobusowego na krótki przejazd wynosi 1,40GBP, dłuższy przejazd kosztuje 2,15GBP, natomiast bilet dobowy można zakupić w cenie 4,50GBP. Bilety można nabyć w autobusie u kierowcy. Cena za przejazd metrem wynosi 1,65GBP (bilet dzienny – 4GBP). Bilety można kupić w automatach, przy wejściu na stację. Linia metra układa się w kształt litery O, dwukrotnie przecinając rzekę Clyde. Posiada 15 stacji, o łącznej długości 10,4km. Warto dodać, że metro w Glasgow jest jednym z najstarszych w Europie, zaraz po Londynie i Budapeszcie. Każdego dnia korzysta z niego 35 tysięcy osób (dla porównania: metro w Londynie obsługuje 5 milionów pasażerów dziennie, metro warszawskie – 700 tysięcy osób).

Glasgow_SPT_Subway_Map.svg
Metro w Glasgow, autor: David Arthur, commons.wikimedia.org/wiki/File:Glasgow_SPT_Subway_Map.svg, licencja: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

GDZIE NOCOWAĆ? 

Porównując ceny noclegów w Glasgow z kosztem zakwaterowania w Edynburgu, zdecydowaliśmy się na to pierwsze miasto (oferujące niższe ceny). Wybraliśmy hotel Tartan Lodge (235 Alexandra Parade, Glasgow, w pobliżu autostrady M8). Obiekt jest dobrze zlokalizowany – położony w sąsiedztwie katedry Świętego Munga i Necropolis (20min pieszo od George Square). Hotel przypomina z zewnątrz mały zamek. Tartan Lodge oferuje noclegi w cenie od 98zł/osoba/doba do 155zł/osoba/doba. Nasz pokój był ładny, czysty i posiadał łazienkę. Szczegóły rezerwacji dostępne są tutaj. Poniższe zdjęcia pochodzą ze strony booking.com:

GDZIE ZJEŚĆ SMACZNIE I TANIO?

Jak już wspominałam wcześniej, ceny w restauracjach mogą skutecznie odstraszyć odwiedzających Glasgow czy Edynburg. Jest jednak na to rozwiązanie! Warto wstąpić na obiad do pubów, które oferują smaczne dania w niższej cenie (hamburgery, Haggis czy też sławne Fish&Chips można zakupić już od 5GBP).

Niektóre lokale oferują też breakfast served all day – śniadania serwowane przez cały dzień. Szkoci zaczynają swój dzień od sytego posiłku, a więc ciepłe i spore śniadanie może zastąpić danie obiadowe, a tym samym poratować kieszeń.

Można też pójść w nasze ślady i po części zrezygnować z tradycyjnych dań szkockich – stołowaliśmy się m.in. w pizzerii w Glasgow. Przekonały nas ceny w lokalu wraz ofertą dnia (duża pizza w cenie 5GBP). W Edynburgu wstąpiliśmy do niewielkiego lokalu Flip (54 Clerk Street), w którym można było zjeść spore wrapy, panini czy też burrito już od 4GBP.

Najtańszą opcją jest zakup dania na wynos. Jeśli pogoda pozwoli na zjedzenie obiadu w pobliskim parku, to z pewnością można dzięki temu sporo zaoszczędzić.

DCIM101GOPROGOPR0854.

Śniadania i kolacje przygotowywaliśmy w naszym hotelu, który oferował dostęp do kuchni. Produkty zakupiliśmy m.in. w Lidlu i Tesco. Ceny w supermarketach były niskie – spodziewaliśmy się większej przebitki w porównaniu do cen w polskich supermarketach (ceny przykładowych produktów zamieściłam na końcu wpisu).

CO ZJEŚĆ W SZKOCJI?

  • Haggis to jedna z potraw, której składniki raczej odstraszają niż zachęcają do spróbowania. Jest to owczy żołądek, nadziewany mieszanką serca, płuc i wątroby owcy, obtoczonej w mące owsianej.
369389063_8ed4ddbb5b_o
Haggis, autos zdjęcia: Tess Watson (flickr.com), licencja: creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode
  • Jajka po szkocku ugotowane na twardo to jeden ze szkockich przysmaków. Obtacza się je mięsem mielonym z dodatkiem przypraw i smaruje ubitym białkiem jajka. Dodaje się do nich okruchy ciemnego chleba i smaży na głębokim oleju.
  • Równie popularne są Stovies – dania składające się ze smażonego mięsa mielonego, z dodatkiem cebuli i ziemniaków.
  • Szkoci uwielbiają Shortbread – chrupiące pieczywo maślane, a także Banncocks – ciasteczka owsiane, smażone na oleju. Zazwyczaj podaje się je z serem.
  • Odważnym wyborem będzie zamówienie Czarnego Puddingu z łoju i krwi barana, zmieszanego z mlekiem, owsianką, cebulą i przeróżnymi ziołami. Taką mieszankę zazwyczaj zapieka się w jelitach owczych.
  • Bardziej zachęcająco brzmi Carnachan – pudding owsiany z dodatkiem malin, bitej śmietany i whisky.
  • Black Bun to ciasto z bakaliami, którego nie może zabraknąć podczas obchodów Nowego Roku, Andrzejek czy też Nocy Roberta Burnsa (25 stycznia).
  • Fish and Chips cieszą się w Szkocji sporą popularnością. Znajdziemy je praktycznie w każdej restauracji i barze. Jest to filet ryby podany w cieście naleśnikowym, smażony na głębokim oleju. Podaje się go z grubymi i równie dobrze wysmażonymi frytkami.

Skoro znaleźliśmy się w Ojczyźnie Whisky, niewybaczalne byłoby wyjechać bez spróbowania jej kilku rodzajów. Cena za 50ml dziesięcioletniego whisky w jednym z barów w Glasgow wynosiła 3GBP. W tym samym lokalu można było kupić piwo Tyskie w cenie 5GBP za butelkę.

Irn Bru to oranżada, o której po prostu trzeba wspomnieć w tym podrozdziale. Ten pomarańczowy napój bezalkoholowy zawierający kofeinę, o większej sprzedaży wśród Szkotów niż Coca-cola. Napój powstał w 1901 roku, a jego receptura jest pilnie strzeżona. Polecam obejrzenie kilku reklam tego napoju (dostępnej tutaj), w których przedstawia się go jako napój bogów. Można przy okazji posłuchać szkockiej wersji angielskiego. W 2005 roku Irn Bru reklamowała m.in. Doda (nie ma jej wśród reklam w podanym linku).

Irn Bru

CENY WYBRANYCH PRODUKTÓW SPOŻYWCZYCH W SZKOCJI.

Z takimi cenami wybranych produktów spotkałam się w Lidlu w Edynburgu, a także w Tesco w Glasgow. Stolica Szkocji wydawała się być droższym miastem.

ceny szkocja

CO ZOBACZYĆ W SZKOCJI?

Wpis poświęcony zwiedzaniu Glasgow,

Wpis poświęcony zwiedzaniu Edynburga,

Wpis poświęcony wycieczce Discovery Scotland.

Szkocki Kilt – ciekawostki na temat męskiej „spódniczki”

Powszechnie wiadomo, że w Szkocji mężczyźni noszą „spódniczki”. Jednak mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że nazwanie w ten sposób kiltu w błyskawicznym tempie może wyprowadzić Szkota z równowagi. Jest to element tradycyjnego stroju, który zakłada się na wyjątkowe okazje.

Mężczyźni w dniu swojego ślubu zakładają typowy strój szkocki, jednak panny młode częściej decydują się na białą suknię.

Pojawienie się pierwszego kiltu jest kwestią sporną. Irlandczycy uważają, że to oni są jej „wynalazcami”, natomiast Anglicy twierdzą, że jest to zasługa ich rodaka. Najprawdopodobniej pierwszy szkocki kilt powstał w 1792 roku. Jeśli ktoś oglądał Waleczne Serce (Braveheart) to z pewnością pamięta, że armia szkocka walczyła w kiltach. Spotkało się to z falą krytyki wielu historyków. Mel Gibson (reżyser, a zarazem odtwórca głównej roli) przyspieszył w filmie pojawienie się tartanu w historii Szkocji o kilkaset lat.

braveheart
Kadr z filmu „Waleczne Serce” (reż. M. Gibson), producenci: M. Gibson, A. Ladd, B. Davey

Wygląd pierwszego kiltu różnił się od jego nowoczesnej wersji. Pełnił on również rolę koca – dawniej noszono też pledy przerzucone przez ramię, które spinano ozdobną klamrą.  Dzisiejszy kilt to szeroki pas materiału, odpowiednio plisowany i ułożony na wzór spódnicy kopertowej. Istnieją jego dwie odmiany. Pierwszą z nich jest kilt ośmiojardowy (nazwa pochodzi od ilości zużytego materiału), na który mogą sobie pozwolić zamożniejsi Szkoci. Tańszą wersją jest casual, wykonany z mniejszej ilości materiału, tj. od trzech do pięciu jardów (1 jard = 0,9m). W zależności od wybranej wersji, do stroju dobiera się też marynarkę.

Materiałem przeznaczonym do tworzenia kiltu jest Tartan – tkanina z owczej wełny, którą zdobi motyw kraty (dostępny w przeróżnych kolorach). Wzór na tartanie określa przynależność do danego klanu – każdy z nich posiada własny.

Ważnym elementem kiltu jest broszka z symbolem klanu, do którego przynależy dana osoba. Może ją zastąpić agrafką, którą umieszcza się w dolnym rogu kiltu, po prawej stronie. Poza funkcją ozdobną, elementy zapobiegają podwiewaniu „spódniczki”. Jest to dość istotne, ponieważ w skład tradycyjnego stroju nie wchodzi bielizna. Mężczyźni noszą też sporrany – niewielkie skórzane torebki. Nie jest on częścią damskiej wersji, gdyż główną funkcją skórzanych torebek była ochrona męskich genitaliów podczas walki.

Kolejnym elementem stroju u Panów jest sztylet, dobierany z niezwykłą dokładnością, którego górna część wystaje ze skarpety.

Tradycyjnym ubraniem szkockim w wersji dla kobiet jest Arisaid – długi płaszcz, sięgający do kostek, wykonany z tartanu lub niefarbowanej wełny. Jego nieodłącznym elementem jest skórzany pas, a także metalowa broszka umiejscowiona na wysokości klatki piersiowej, która zastępuje guzik.

Tradycyjne stroje szkockie można zakupić w wielu sklepach, choć często wykonuje się je na zamówienie. Ceny mogą odstraszyć potencjalnego klienta, jednak należy pamiętać, że uszycie takiego stroju jest niezwykle pracochłonne. Ze względu na wygórowane ceny, dzieci rzadko posiadają swój tradycyjny strój. Zmiana wzrostu w trakcie dorastania powoduje, że kilty w krótkim czasie stają się zbyt krótkie (ich długość ma ogromne znaczenie).

Jeśli ktoś chciałby obejrzeć przeróżne modele kiltów, a nawet przymierzyć kilka z nich, powinien wybrać się do The Edinburgh Old Town Weaving Co, znajdującego się w pobliżu Zamku Królewskiego (555 Castle Hill, Royal Mile).

Szkocja na dużym ekranie

Oglądając filmy ze Szkocją w tle nie sądziłam, że dane miejsca w rzeczywistości będą tak zachwycające, jak na dużym ekranie. Tak bardzo się myliłam… Piękne krajobrazy, które posłużyły za plener filmowy, okazują się być niezwykle skuteczną reklamą. Osadzone w szkockich realiach produkcje filmowe również przyczyniły się do tamtejszego wzrostu liczby turystów. Przyznam szczerze, że do poznania Szkocji przekonał mnie właśnie jeden z filmów – Skyfall.

SKYFALL

bond-m-scotland
Kadr z filmu „Skyfall” (reż. S. Mendes), producenci: M. Wilson, B.Brocolli.

Odcinek przygód szpiega, który cieszy się sławą na całym świecie (nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, jak niedorzeczny jest opis tej postaci) jest jednym z wielu produkcji filmowych, których akcja rozgrywa się w Szkocji. To właśnie Skyfall sprawił, że postanowiłam zobaczyć na własne oczy Dolinę Łez (ukazaną na zdjęciu powyżej). Akcja filmu toczy się również w Stambule i Szanghaju, ale Szkocja wydaje się tworzyć najpiękniejszą scenerię w filmie. Fragment, w którym Bond wraz z „M” przejeżdżają Astonem Martinem przez zamglony, górzysty region świetnie oddaje atmosferę tego miejsca. Przejazd tą samą drogą, podziwianie krajobrazów i słuchania Adele śpiewającej o Skyfall było po prostu bezcenne.

TEN JEDEN DZIEŃ (ONE DAY)

sdsc
Kadr z filmu „Ten Jeden Dzień” (reż. L. Scherfig), producent: N. Jacobson

Kolejną produkcją filmową ze szkockim plenerem jest melodramat One Day – ekranizacja powieści Davida Nicollsa, która stała się światowym bestsellerem. Mimo, że akcja filmu z Edynburgiem w tle była dość krótka, stolica Szkocji zaprezentowała się w nim z najlepszej strony. Filmowa para zdobyła Fotel Artura – szczyt wygasłego wulkanu, położonego w samym sercu miastaKolejnym szkockim akcentem w filmie był spacer głównych bohaterów po ulicy Royal Mile. W ekranizacji powieści świetnie oddano nostalgiczny klimat pięknego Edynburga.

WALECZNE SERCE (BRAVEHEART)

SIGgeTd
Kadr z filmu „Waleczne Serce” (reż. M. Gibson), producent: M. Gibson, A. Ladd, B. Davey

Nie sposób pominąć filmu Waleczne Serce (Braveheart) – ekranizacji powieści Binda Harry’ego, wyreżyserowanej przez Mela Gibsona (który odegrał w nim główną rolę). Mimo, że większość filmu nagrano w Irlandii, zainteresowanie Szkocją po jego premierze znacznie wzrosło. Akcja rozgrywa się w jednym najpiękniejszych szkockich zamków – Stirling. Braveheart to opowieść o Williamie Wallace – dowódcy powstania szkockiego przeciwko Anglii. Główny bohater jest postacią historyczną, jednak wydarzenia przedstawione w filmie nie mają zbyt wiele wspólnego z faktami historycznymi. Oto kilka przykładów:

  • Według wielu historyków, William Wallace nie żył w ubóstwie i nie wychowywał go stryj. Źródła historyczne podają, że należał on do arystokracji szkockiej i był rycerzem już za czasów bitwy o Stirling.
  • Prawdziwe imię Murrion,wybranki Wallace, brzmiało Marian. Gibson twierdzi, że zmiana imienia jego żony była celowym zamierzeniem. Reżyser chciał uniknąć mylenia jej z Maid Marian – małżonką Robin Hooda.
  • Francuska księżniczka Izabela, która była wybranką króla Anglii Edwarda I, nie mogła w rzeczywistości spotkać się z Williamem. Byłoby to dość trudne, ponieważ z historycznego punktu widzenia Izabela miałaby wtedy cztery lata… Pomijając ten mały szczegół, zwrócono też uwagę na jej „sekretne” rozmowy w języku francuskim na dworze angielskim. W tamtych czasach język francuski był bardzo dobrze znany mieszkańcom angielskiego dworu, a więc niezrozumienie przez nich rozmów księżniczki w jej ojczystym języku było mało prawdopodobne.
  • Pojawiły się także sprzeczności z historią, dotyczące ubioru. Filmowi żołnierze szkoccy nosili klity, które w rzeczywistości pojawiły się kilka wieków później. Zarzucono też zbyt bogate umundurowanie angielskiej armii, której członkowie byli zbyt ubodzy, aby zapewnić sobie mundur. Twórcy filmu twierdzą, że ta niezgodność była również zamierzona, aby łatwiej było odróżnić widzom żołnierzy szkockich od angielskich, bez konieczności wsłuchiwania się w ich akcent.
  • Za czasów Williama Wallace w Szkocji nie malowano już twarzy. Robiły to pogańskie plemiona celtyckie podczas podbojów rzymskich.
  • Najbardziej rażącym błędem według znawców historii jest brak mostu podczas bitwy o Stirling, który w dużej mierze pomógł Szkotom odnieść zwycięstwo nad Anglikami. Most ten był źle zbudowany i niestabilny, co pozwalało przekraczać go jedynie trzem osobom w tym samym czasie. Wojska szkockie odniosły zwycięstwo, czekając, aż Anglicy przekraczający most stracili życie, wpadając w przepaść.

Słuchając osób zarzucających reżyserowi niedokładność historyczną, warto pamiętać, że Braveheart nie jest dokumentem historycznym, a filmem produkcji Hollywood. Nie można więc wymagać od niego, aby w pełni pokrywał się z faktami. Niemniej jednak, oglądając ten film, warto zdawać sobie sprawę z tych różnic.

SERIA PRZYGÓD HARREGO POTTERA

HPPoA0898-1600x667
Kadr z filmu „Harry Potter i Więzień Azkabanu” (reż. A. Cuarón), producenci: M. Barnathan, C. McDougall, T. Seghatchian
800px-A_Scottish_Adventure-_The_Jacobite_over_Glenfinnan_Viaduct
źródło: 96tommy, licencja, źródło: Wikimedia Commons

Przygody Harrego Pottera nagrywano w wielu miejscach na terenie Szkocji. Z pewnością każdy kojarzy wiadukt (Glennfinan Viaduct), którym przejeżdżał Hogwart Express. Dolina Łez (Glen Coe) również miała swoje pięć minut – tam właśnie mieściła się chatka Hagrida.

Poza Glen Coe i wiaduktem Glennfinan, w poszczególnych częściach Harrego Pottera pojawiły się też takie miejsca, jak: Loch Etive, Loch Eilit, odcinek pomiędzy stacjami kolejowymi Corrour a Rannoch czy też Loch Arkaig.

Znalazłam też kilka informacji w Internecie, mówiących o tym, że Uniwersytet w Glasgow rzekomo posłużył za plan filmowy w ekranizacjach Harrego Pottera. Kiedy zobaczyłam to miejsce byłam pewna, że nagrano tam którąś z jego części. Niestety, po dłuższych poszukiwaniach rzetelnego źródła potwierdzającego te informacje, okazało się to nieprawdą. Nie zmienia to faktu, że każdy, kto chciałby poczuć atmosferę Hogwartu, powinien odwiedzić Uniwersytet Glasgow, znakomicie oddający jego klimat.

hogwaert20171003_163059

Warto też dodać, że Edynburg stał się inspiracją dla autorki serii przygód Harrego Pottera. Architektura miasta idealnie pasuje do opisów scenerii w jej książkach. Ponadto, miejscem, w którym powstały powieści był Elephant House – jedna z chińskich restauracji w stolicy Szkocji, ciesząca się z tego powodu ogromnym zainteresowaniem wśród turystów.

MERIDA WALECZNA (BRAVE)

Merida_Waleczna
Kadr z filmu „Merida Waleczna” (reż. B. Chapman, M. Andrews), producent: K. Sarafian

Merida Waleczna to opowieść o młodej księżniczce, wywodzącej się ze Szkocji. Mimo tego, że jest to film animowany, szkockie krajobrazy zostały w nim przedstawione w całej swej okazałości. Osoby tworzące animację wybrały się do Szkocji po inspirację. Wersja przez nich stworzona stała się świetną reklamą górzystego regionu, zwanego Highlands. Dzięki Brave powstała kampania marketingowa, która przyciągnęła wielu turystów i wzbudziła zainteresowanie bajkowymi krajobrazami.

Wygląd głównej bohaterki nie jest przypadkowy. Rudy kolor włosów posiada bardzo dużo Szkotów. Aby podkreślić włosy księżniczki Meridy, twórcy filmu stworzyli specjalne oprogramowanie, które zapewniało naturalny ruch włosów podczas poruszania głową.

KOD DA VINCI (THE DA VINCI CODE)

Rosslyn_Chapel
filmowa kaplica Rosslyn, autor zdjęcia: Anne Burgess, licencja

Gotycka architektura szkockiej kaplicy Rosslyn, położonej na południe od Edynburga, stworzyła doskonałe warunki dla filmu. Obecnie miejsce pełni rolę kościoła anglikańskiego. Mimo ciekawej historii jaką posiada, została rozsławiona dopiero po premierze Da Vinci Code.

Przedstawiona w książce historia miejsca mija się z prawdą. Według niej, kaplicę mieli wybudować templariusze. Źródła historyczne podają jednak, że nigdy nie przybyli oni do Szkocji. Dekoracje, w których można dostrzec elementy chrześcijańskie, żydowskie, egipskie czy też pogańskie powstały w XVIII i XIX wieku,  podczas odbudowy kaplicy.

W wyniku powstania książki oraz filmu Kod da Vinci, zainteresowanie kaplicą Rosslyn znacznie wzrosło. Dzięki zyskom, jakie przyniosła promocja tego miejsca, możliwe było podjęcie renowacji obiektu.

Opisane powyżej filmy to zaledwie kilka z wielu produkcji filmowych, których akcja rozgrywa się w Szkocji. Do ich grona należą też między innymi: Iluzjonista, Makbet, Hamlet, 39 kroków Alberta Hitchcock’a, Highlander czy też Outlander. Szkocja cieszy się sporym zainteresowaniem twórców filmowych już od wielu lat. Jej krajobrazy idealnie sprawdzają się tam, gdzie potrzebna jest piękna, nostalgiczna sceneria. Mieliście okazję obejrzeć wymienione filmy lub miejsca, w których je nakręcono? Czy uważacie, że warto zwrócić uwagę na inne produkcje filmowe, będące wizytówką Szkocji?

Co zobaczyć w Kijowie? Praktyczny przewodnik

Widoczne z okna samolotu szare budynki socjalistyczne, przeplatające się ze złotymi kopułami świątyń już zapowiadały, że będzie to interesujące miasto. Zanim odwiedziłam Kijów nie sądziłam, że to miejsce może mi się spodobać. Po trzech dniach spędzonych w stolicy Ukrainy polecam ten kierunek każdemu, kto chciałby poczuć zupełnie inny klimat, zobaczyć jedne z najpiękniejszych świątyń na wschodzie i przy okazji… nie zbankrutować. 

Ile czasu przeznaczyć na zwiedzanie stolicy Ukrainy? Ciężko stwierdzić. Razem ze znajomymi spędziłam tam 3 dni i według mnie był to pobyt w sam raz na weekend. Dla niektórych może się to okazać niewystarczające, gdyż miasto ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Jak dojechać? Czym poruszać się po mieście? Gdzie nocować? Gdzie zjeść smacznie i tanio? Jakie są ceny produktów w supermarkecie? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w osobnym poście, klikając tutajPoniżej przedstawiam nasz trzydniowy plan zwiedzania wraz z opisem odwiedzonych miejsc.

Dzień 1:

Po przylocie, zakwaterowaniu i obiedzie (w Puzatej Chacie, wspomnianej we wcześniejszym wpisie) ruszyliśmy w miasto. Wysiedliśmy na stacji metra Kontraktova ploshcha i powędrowaliśmy w stronę Andrejevskiego Uzvizu – jednej z najciekawszych ulic w Kijowie. Można tam spotkać wielu artystów kijowskich, sprzedających obrazy i rękodzieła. To dobre miejsce na zakup pamiątek. Niektóre są dość wymowne – największym zainteresowaniem cieszy się papier toaletowy z nadrukiem twarzy Putina.

Na ulicy Andrejevski Uzviz mieści się Muzeum Jednej Ulicy oraz Muzeum Michaiła Bułhakova. Minęliśmy Zamek Ryszarda Lwie Serce, który nie miał nic wspólnego z tym władcą. Taki przydomek nadał mu Niekrasow – rosyjski pisarz. Budynek powstał w latach 1902-1904. Właściciel wynajmował tam mieszkania, z niepowodzeniem. Uważano, że dom jest nawiedzony i żaden z lokatorów nie zabawił w nim na długo. Po jakimś czasie okazało się, że to nie duchy, a system wentylacji i kotła. Z biegiem lat zamek był miejscem warsztatów artystycznych znanych malarzy i rzeźbiarzy. W czasach radzieckich budynek znacjonalizowano. W latach 90-tych pojawił się pomysł, aby powstał w nim hotel. Nie udało się – budynek do dziś stoi pusty.

Ruszyliśmy dalej – do Cerkwi Św. Andrzeja (moim zdaniem, najładniejszej w Kijowie, chociaż ma niemałą konkurencję). Architekt tej świątyni stworzył również Pałac Zimowy w Sankt Petersburgu oraz Kreml w Moskwie. Wstęp do środka jest bezpłatny.

Idąc dalej, minęliśmy budynek Ministerstwa Spraw Zagranicznych w kształcie półkola. Po drugiej stronie ulicy znajduje się Monastyr Świętego Michała Archanioła o Złotych Kopułach (wstęp na jego teren jest bezpłatny). To dokładna rekonstrukcja świątyni, która stała w tym miejscu wcześniej. W latach 30-tych XX wieku władze zburzyły monastyr. Chciały utworzyć na jego miejscu bliźniaczy budynek sąsiedniego MSZ. Oba gmachy miały otaczać 75-metrowy pomnik Lenina, którego wzniesienie było w planach. Projekt nie doczekał się realizacji, a świątynię odbudowano w latach 1997-1998. W czasie Euromajdanu w lutym 2014 monastyr był szpitalem polowym dla rannych protestantów (znajduje się on w bliskiej odległości od Majdanu Niepodległości – około 5 min pieszo). Wstęp do jej wnętrza jest bezpłatny.

Wychodząc z soboru, widać było kolejny punkt naszej wycieczki – Sobór Św. Zofii ze złotymi kopułami. Jest to jeden z zabytków kijowskich wpisanych na listę UNESCO, zwany Kolebką prawosławia ukraińskiego. Sobór został ufundowany ponad tysiąc lat temu przez Jarosława Mądrego, w podziękowaniu za chrzest Rusi Kijowskiej. W czasach radzieckich utworzono w nim muzeum. Wiele osób twierdzi, że pozwoliło to uchronić budynek od zrównania go z ziemią i wzniesienia na jego miejscu kolejnych budowli rządowych.

Cena za wstęp do katedry wynosi 3UAH. Możliwość obejrzenia wszystkich wystaw na terenie obiektu to koszt 50UAH (20UAH – cena dla dzieci i studentów). Możliwe jest też wejście na dzwonnicę, w cenie 10UAH (dzieci i studenci – 6UAH). Sobór można odwiedzać w godzinach 10:00 – 18:00 (w środy godziny skrócono do 17:00, w czwartki zwiedzanie jest niedostępne).

Sobór Świętej ZofiiOstatnim punktem zwiedzania tego dnia był Majdan Nezałeżnosti z pomnikiem bóstwa Berehyni, symbolizującego niepodległość. Będąc tam, czułam się, jakbym już wcześniej odwiedziła to miejsce. Wszystko za sprawą wielu stacji telewizyjnych, które relacjonowały na żywo wydarzenia z lutego 2014.

Słychać jeszcze głosy demonstracji antyrosyjskich, choć nie na tak wielką skalę, jak miało to miejsce w 2014 roku. Fotografie nowych bohaterów narodowych Ukrainy ustawiono w wyrwanej kostce brukowej. Znicze rozświetlają ołtarzyki ofiar, wśród których było sporo dwudziestolatków…

Majdan Niezałeżnosti przecina Chreszczatyk – główna ulica Kijowa, licząca 2 kilometry. Po zmroku zamienia się w deptak, przepełniony turystami i mieszkańcami miasta.

Dzień 2:

Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od Meżyhirji. Jest to dawna posiadłość Janukowycza, często nazywana „Muzeum Korupcji”. O obiekcie powstał osobny wpis, dostępny tutaj.

Wieczorem wróciliśmy do Kijowa (Meżyhirję można zwiedzać do godz. 20:00) i wysiedliśmy na stacji Pocztova ploshcha. Podjechaliśmy kolejką linowo-terenową Funicular (w cenie 1,5UAH) do niebieskiego Monastyru Michała Archanioła. Po krótkim spacerze po terenie świątyni zjechaliśmy w dół i udaliśmy się w stronę promenady.

Jeśli ktoś planuje wyjazd do Kijowa latem, może skorzystać z godzinnego rejsu w cenie 25UAH za osobę. Po godzinie 20:00 statek zamienia się w pływającą imprezę (wstęp po godz. 20:00 wynosi 50UAH). My odwiedziliśmy to miasto w kwietniu – musiał nam wystarczyć spacer.

Na poniższym zdjęciu, w oddali widać wielką tytanową tęczę – Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Ukraińskiej, dość kwestionowanej w dzisiejszych czasach. Ponoć szczególnie widać to na jego dolnej części, gdzie kilka osób nie zawahało się napisać, co o tym sądzi…

20170402_184532

Dzień 3:

Rozpoczęliśmy od zwiedzania Muzeum Czarnobylskiego, nazywanego Muzeum Tragedii Narodowej. Wysiedliśmy na stacji Kontraktova ploscha. Muzeum otwarte jest w godzinach 10:00 – 18:00, od poniedziałku do soboty (nieczynne w ostatni poniedziałek miesiąca). Cena za wstęp wynosi 10UAH. Opłata za możliwość fotografowania wynosi 30UAH. Warto też wypożyczyć audio przewodnik (dostępny w języku angielskim, niemieckim i rosyjskim, koszt: 50UAH). Żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na jego wypożyczenie – w muzeum można znaleźć wiele informacji na temat eksponatów, ale w języku ukraińskim. Zachęcam więc do wypożyczenia go.

To miejsce jest swego rodzaju pomnikiem pamięci osób, które straciły życie w wyniku awarii w Czarnobylu. 7000 eksponatów ulokowano w trzech salach, w budynku straży pożarnej. Przed wejściem można obejrzeć wozy strażackie, które brały udział w akcji ratowniczej podczas wybuchu reaktora atomowego w 1986 roku. W muzeum zgromadzono takie zbiory, jak fotografie mieszkańców przesiedlonych z tamtych stron, ich przedmioty oraz informacje na temat akcji ratowniczej. Nazwy miejscowości na tablicach przedstawiają wszystkie wioski i miasteczka, które przestały istnieć w wyniku tej tragedii.

Po godzinie spędzonej w muzeum podjechaliśmy do stacji Arsenalna i udaliśmy się w kierunku Ławry Peczerskiej, zatrzymując się po drodze przy Pomniku Ofiar Wielkiego Głodu. To upamiętnienie kolejnej tragedii na Ukrainie, która miała miejsce w latach 1932-1933. Na skutek bolszewickiej kolektywizacji rolnictwa i bezlitosnych rekwizycji zboża zginęło od  4 do 10 milionów osób. Odnotowano wiele przypadków kanibalizmu, który stał się wtedy powszechny. W 1932 roku ZSRR wprowadziło prawo o ochronie własności państwowej, zezwalające na rozstrzelanie człowieka, który ośmieliłby się zabrać choć jeden kłos zboża z kołchozu.

Do 30-metrowego pomnika w kształcie świecy prowadzi alejka. Za monumentem roztacza się panorama na lewobrzeżną część miasta.

Pisząc o kolejnym punkcie zwiedzania – Ławrze Peczerskiej, należałoby rozpocząć od wyjaśnienia jej nazwy. „Ławrą” nazywa się najważniejsze prawosławne klasztory męskie. Drugi człon nazwy – Peczerska – wziął się od słowa „pieczary”, które znajdują się w podziemiach Dolnej Ławry. Kompleks podzielono na dwie części: Górną oraz Dolną Ławrę Peczerską.

Obiekt jest najpopularniejszym celem pielgrzymek wyznawców prawosławia. Posiada największą ilość relikwii świętych prawosławia na całym świecie. W jego skład wchodzi kilkanaście budowli, z których szczególną uwagę przykuwają: Sobór Uspieński, Cerkiew Świętego Ducha, Cerkiew Świętej Trójcy, barokowa Cerkiew Troicka oraz dzwonnica (wstęp na dzwonnicę – 35UAH, zdecydowanie warto!). Ławra Peczerska jest jedną z czterech ławr na świecie. Pozostałe znajdują się w: Poczajowie na Ukrainie, w Sankt Petersburgu i Moskwie.

W skład Dolnej Ławry wchodzą Pieczary, których nie udało nam się zobaczyć (ostatnie wejście do pieczar było możliwe o godz. 16:00). Przechodząc do tej części kompleksu mijaliśmy sporo stoisk, na których można było zakupić dewocjonalia, książki poświęcone tematyce religijnej, świece, a także… miód i konfitury domowej roboty. Dolną Ławrę Peczerską odwiedziliśmy w czasie nabożeństwa. Rozbrzmiewające wtedy chorały nadały temu miejscu podniosły klimat.

Wejście na teren Dolnej Ławry Peczerskiej jest bezpłatne, natomiast wstęp na teren Górnej Ławry Peczerskiej wynosi 50UAH. Istnieje też możliwość bezpłatnego wejścia w godz. 6:00 – 9:00, ale tylko dla miejscowych. Lata doświadczeń pracowników kompleksu sprawiają, że z łatwością rozróżnią oni turystę od mieszkańca, chcącego pomodlić się o tej porze w jednej ze świątyń.

Jeśli ktoś chciałby odwiedzić to miejsce i uniknąć nieprzyjemności ze strony pracowników, należy się odpowiednio ubrać (zakryte kolana i ramiona, w przypadku dolnej części Ławry kobiety muszą zakryć włosy chustą).

Na terenie kompleksu mieszczą się muzea i wystawy (wstęp do niektórych z nich jest dodatkowo płatny). My odwiedziliśmy Muzeum Miniatur – można tam zobaczyć pchłę w pozłacanych butach czy też szachownicę na główce szpilki. Autorem jest Mykoła Siadrysty. Na tworzenie miniaturowych prac poświęcił 40 lat swojego życia. Używał do tego igły 20 razy mniejszej od ziarnka maku. Artysta zapisał się w księdze rekordów Guinessa. Wszystkie detale na obiektach można obejrzeć przez mikroskop (wstęp –  40UAH).

Po obiedzie w Varenicnaya Katyusha przyszedł czas na ostatni spacer po Kijowie. Wysiedliśmy na stacji Zoloti Vorota i – jak sama nazwa wskazuje – pierwszym przystankiem były Złote Wrota. Można odnieść wrażenie, że nie mogą się znajdować już bliżej stacji metra. Zgodnie z legendą, w 1018 roku w tym miejscu Bolesław Chrobry wyszczerbił sobie miecz (od tamtej pory zwany Szczerbcem). Nie może to być jednak prawda, ponieważ Złote Wrota powstały w 1037 roku – 12 lat po śmierci Bolesława Chrobrego. Obecnie Szczerbiec znajduje się na Wawelu, wśród insygniów królewskich. Wiele osób uważa, że rekonstrukcja bramy przypomina raczej hollywoodzką dekorację filmową. Niektórzy twierdzą, że nie wykonano jej z należytą dbałością, ponieważ władzom zależało na czasie (w 1982 roku obchodzono 1500 rocznicę założenia Kijowa – obiekt miał być gotowy na uroczyste obchody). Obudowano oryginalne części bramy, ale wnętrze pozostało autentyczne.

Po Złotych Wrotach zobaczyliśmy Sobór Świętego Włodzimierza. Sobór powstał w 882 roku i stanowi główny ośrodek Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. W czasach sowieckich było to Muzeum Religii i Ateizmu, które zlikwidowano podczas II wojny światowej.

PODSUMOWUJĄC:

Po zagarnięciu przez Rosję Krymu, Ukraina straciła jedną z najpopularniejszych destynacji turystycznych. Wydarzenia ostatnich lat były ogromnym ciosem dla państwa. Tych, którzy nie byli jeszcze na Ukrainie, zachęcam do odwiedzin tego kraju. Nie mówię o majówce w Donbasie, ale o weekendzie w Kijowie, a tym bardziej we Lwowie, położonym kilkaset kilometrów dalej od granicy z Rosją. Ceny za hotele i dania w restauracjach to dla nas grosze, dla osób pracujących w ukraińskim sektorze turystycznym już niekoniecznie. Mówiąc wprost – jedźcie na Ukrainę, odkryjcie jej piękno, poznajcie inną kulturę, spróbujcie jej kuchni (wydając przy tym niewiele), przez co udzielicie ukraińskiej gospodarce wsparcia, którego w ostatnich latach tak bardzo potrzebuje.

Kijów – informacje praktyczne

Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie w Kijowie było to, co zobaczyłam na kijowskich parkingach… Luksusowe samochody od zawsze kojarzyły mi się z Monte Carlo i Miami. Nigdy nie sądziłam, że do ich grona dołączy stolica Ukrainy. Kolumny najdroższych modeli czarnych BMW, Mercedesów i Land Roverów (z przyciemnianymi szybami, przednimi również) wyłaniały się na ulice z każdej strony. Były też Łady, jednak te pierwsze zdecydowanie przeważały.

20170402_110506

JAK DOSTAĆ SIĘ DO KIJOWA?

Najlepszy, najtańszy i najwygodniejszy sposób to podróż samolotem. Wybrałam linie WizzAir – lot z Gdańska do Kijowa na lotnisko Żuliany, znajdujące się 8km od centrum miasta. Warto śledzić promocje linii lotniczych (m.in. w listopadzie, grudniu, styczniu), które pozwalają na zakup biletów już od 140zł w dwie strony. W cenę wliczono jedynie bagaż podręczny, który w zupełności mi wystarczył. WizzAir oferuje też loty z Warszawy (lotnisko Chopina), Katowic, Lublina, Poznania i Wrocławia.

Można też skorzystać z usług LOT czy też z Ukrainian Airlines, oferujących połączenia z Warszawy na lotnisko Boryspol, oddalone od centrum Kijowa o 29km. WizzAir oferuje znacznie tańsze połączenia, chociaż czasami można załapać się na promocję pozostałych linii lotniczych.

Aby odwiedzić Ukrainę, niezbędny jest paszport.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM:

Żuliany: Wychodząc z Terminalu A, zaraz przy głównej ulicy znajduje się przystanek autobusowy dla linii nr 9 (koszt: 4UAH, bilet kupujemy w autobusie, u kontrolera), który dowiózł naszą szóstkę na ulicę Volodymirską, do biura DayFlat – po odebraniu kluczy do naszego apartamentu od razu się tam udaliśmy.

Boryspol: Można skorzystać ze SkyBusa, który oferuje przejazd na dworzec kolejowy w cenie 80UAH, lub do najbliższej stacji metra (koszt: 50UAH). Trasa zajmuje 45minut. Przystanek znajduje się po prawej stronie za wyjściem z Terminalu F.

GDZIE NOCOWAĆ?

Wynajęte przez nas mieszkanie było ładne, czyste, ogromne i dobrze zlokalizowane (blisko metra, barów, supermarketów). Wszystko w bardzo dobrej cenie – 4216UAH za cały pobyt dla 6 osób (35zł/doba/osoba). Przedpłata nie była wymagana. Nie ukrywam, że było to dla mnie kluczowe, zważywszy na stan konta przed wypłatą. Jedynym minusem była niewygodna sofa w salonie. Szczegóły rezerwacji tutaj.

Wejście do mieszkania nie zachwycało:

…czego nie można powiedzieć o wnętrzu (poniższe zdjęcia obiektu pochodzą z booking.com)

Kolejną dobrą i tanią opcją jest Dream House Hostel, szczegóły tutaj.

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE:

Przed wyjazdem warto zainstalować bezpłatną i prostą w obsłudze aplikację MAPS ME. Jest to nawigacja, która działa bez połączenia z Internetem (potrzebujemy go jedynie w celu pobrania mapy danego miejsca). Dzięki niej można z łatwością namierzyć pobliskie atrakcje, lokale, bary, muzea, supermarkety czy też zlokalizować najbliższy bankomat.

Podczas całego pobytu poruszaliśmy się metrem, które dowiozło nas do wszystkich ważniejszych miejsc w Kijowie. Jeden przejazd, a właściwie jeden żeton, który umożliwia przejazd, kosztuje 4UAH (około 60 groszy). Żetony można kupić w automacie na każdej stacji lub w kasie. Zawsze, gdy kupowaliśmy 6 żetonów, Panie w kasie (widząc jedynie dwie osoby przy okienku) za każdym razem tłumaczyły nam, że wystarczy kupić tylko jeden żeton na osobę i można zmieniać linię metra do woli. Miło. Aczkolwiek, nie znając ukraińskiego, trochę nam zajmowało tłumaczenie, że o tym wiemy.

Do korzystania z metra zachęca nie tylko cena, ale i wygląd stacji. Są po prostu piękne. Co więcej, to najgłębsze stacje metra na świecie (miały być schronem w razie wybuchu III wojny światowej). Rekordowa, o nazwie Arsenalna, liczy 105,5m głębokości. Dla porównania, najgłębsza stacja metra w Warszawie liczy 23 metry głębokości. Wjazd ruchomymi schodami do wyjścia na miasto trwa mniej więcej 4 minuty (nie wierzyłam, dopóki nie dojechałam do końca ruchomych schodów, za którymi zobaczyłam następne). Warto się skupić, żeby na nie wejść, bo nie należą do najwolniejszych. Ułatwieniem dla osób nieznających ukraińskiego są oznaczenia stacji metra. Oprócz ich nazw wprowadzono też numery, aby nie mieć na sumieniu załamanych cyrylicą turystów. Warto dodać, że w podziemiach metra kijowskiego nie ma koszy na śmieci. Nie jest to niedopatrzenie ze strony władz, ale obawa, że mogłyby zostać wykorzystane do podłożenia bomby przez terrorystów.

Схема_Київського_метро
Mapa kijowskiego metra, Agenty zmin, licencja, Wikimedia Commons

GDZIE ZJEŚĆ SMACZNIE, TANIO I TRADYCYJNIE? 

Puzata Chata – sieć restauracji, w których można zjeść dania kuchni regionalnej. Potrawy są już przygotowane, należy tylko wskazać, o które prosimy. Podwójna porcja wareników (pierogów ukraińskich) w zestawie z piwem 0,5l kosztowało niecałe 15zł. Sieciówka cieszy się powodzeniem wśród turystów. Przekonaliśmy się o tym, kiedy z trudem znaleźliśmy stolik dla sześciu osób (mimo, że lokale są spore).

Varenichnaya Katyusha – Porcje są niewielkie ale ceny pozwalają na zamówienie kilku dań (dania kosztowały 7-12zł). Poza tradycyjnymi daniami ukraińskimi zachwyca też wystrój lokalu (dekoracje czasów radzieckich).

20170403_163242

CO ZJEŚĆ NA UKRAINIE?

Pierwszą rzeczą, której warto spróbować podczas podczas pobytu w Kijowie jest Barszcz Ukraiński, różniący się od naszego w Polsce. Wersja u sąsiadów zawiera kapustę, buraki, marchew, mięso i kwaśną śmietanę. Kolejnym tradycyjnym daniem, a właściwie zupą, jest Soljanka – zupa rybna przygotowana na bulionie warzywnym, z dodatkiem cytryny, oliwek, kwaśnej śmietany i przypraw. Warto spróbować jednej z potraw tatarskich – Czeburak. Jest to ostro przyprawiony ogromny smażony pieróg, wypełniony baraniną. Typowym ukraińskim daniem są odpowiedniki naszych pierogów. Wareniki to opcja na słodko: z twarogiem lub owocami, natomiast Pielmieni to pierogi z mięsnym farszem. Do obu wersji dodaje się porcje śmietany. Popularne na Ukrainie jest także spożywanie kwasu chlebowego.

WALUTA W KIJOWIE: 

Oficjalną walutą na Ukrainie jest hrywna, która dzieli się na 100 kopiejek. 1UAH = 0,14zł (dane z października 2017).

CENY W KIJOWIE:

Niektórzy twierdzą, że w Kijowie można kupić wszystko za grosze. Inni uważają, że Ukraina to tanie państwo, ale jej stolica już nie bardzo. Tego, jak czułam się podczas zakupów w Kijowie raczej nie można porównać do zakupów Skandynawów w polskich sklepach. Mimo to, ceny są niskie:

ceny w KIjowie

CO ZOBACZYĆ W KIJOWIE? O tym w kolejnym wpisie, poświęconym kijowskim atrakcjom.

Temat z pewnością nie został przeze mnie wykorzystany (mimo wielu starań), dlatego wszelkie uwagi czy też inne przydatne informacje w komentarzach będą mile widziane!

Muzeum Korupcji, czyli willa Janukowycza

Przy okazji wyjazdu do Kijowa postanowiliśmy też odwiedzić Meżyhirję. Znajduje się tam dawna posiadłość byłego prezydenta Ukrainy, o której jeszcze do niedawna było bardzo głośno. Pewnie większość z Was pamięta wydarzenia po ucieczce Janukowycza,  kiedy parlament ukraiński przejął willę wraz z grupą protestujących na Majdanie w lutym 2014 roku. Od tamtej chwili do rezydencji napływają tłumy osób – nie tylko z tego kraju ale i z całego świata. 

Obiekt wzbudza mieszane uczucia. W moim przypadku było to raczej przerażenie niż zachwyt. Myślę, że Ukraińcy zgodzą się ze mną i zdają sobie sprawę z tego, że są sponsorami jego złotych sedesów, sztucznych jezior, marmurowych mostów, dwóch helikopterów z lądowiskiem, złotych kijów do golfa, domowego ZOO, ponad 2000 pracowników na terenie obiektu czy też garażu z luksusowymi samochodami wraz ze stacją benzynową.

Posesja liczy 137ha (oficjalnie Janukowycz miał posiadać rzekomo jedynie 1,7ha). Ogrodzono ją murem z każdej strony, liczącym 3m wzwyż i 2m wgłąb ziemi. Nie zabrakło też kolczatki z napięciem 3000V i snajperów (za czasów Janukowycza), pilnujących aby ktoś nieupoważniony nie przekraczał zalecanej odległości od linii brzegowej. Większość budynków znajdujących się na tym terenie połączono podziemnymi korytarzami. Zamontowano też podziemny system wentylacji.

20170402_122525
ogrody Meżyhirji
20170402_122202
Część sportowa rezydencji wyposażona w basen, sauny, ring bokserski…

Jak dostać się do Meżyhirji?

Najtaniej jest podjechać na ostatnią stację niebieskiej linii metra – Heroiv Dnipra (nr 210). Po wyjściu ze stacji należy skręcić lewo i minąć część targu. Tam właśnie mieści się przystanek dla marszrutek, który dowiezie nas do celu. Koszt przejazdu wynosi 50UAH za osobę. Podróż zajmuje 25 minut. Jeśli komuś marzy się wydanie stu hrywien więcej to również jest taka opcja. Maszrutki wyjeżdżają spod Majdanu, koszt przejazdu wynosi 150UAH/osoba.

Bilety wstępu:

Wejście na teren Meżyhirji kosztuje 50UAH (dzieci – 20UAH). Przy wejściu można wypożyczyć rowery w cenie 80UAH. Wstęp do wnętrza willi kosztuje 200UAH. Przewodnik oprowadza grupy jedynie w języku ukraińskim (co 2 godziny, począwszy od 10:00, ostatnie wejście o 18:00).

Zdecydowaliśmy się na wycieczkę z przewodnikiem po całej posiadłości, pomijając zwiedzanie wnętrza domu. Koszt wyniósł 200UAH za osobę (możliwość wynajęcia przewodnika wraz z meleksem tuż przy wejściu do Meżyhirji, języki do wyboru: ukraiński lub rosyjski).

20170402_122826

Zanim ją rozpoczęliśmy, spacerowaliśmy po terenie kompleksu i podziwialiśmy ogród za domem, aleje, altanki, park, fragment antycznych ruin oraz ZOO. Od strony głównego wejścia posiadłość wydaje się okazała, aczkolwiek niepozorna. Dopiero po przejściu na drugą stronę widać, że wycena na miliardy dolarów nie jest przesadą.

Ukraiński przewodnik oprowadził nas po całym kompleksie, opowiadając o Meżyhirji w jego ojczystym języku. Nikt z nas nie ogarniał ukraińskiego, ale przydało się trochę rosyjskiego na studiach. Zdecydowanie warto skorzystać z tej wycieczki – bez Aleksandra i meleksa nie zobaczylibyśmy nawet połowy. Nie poznalibyśmy również historii związanych z tym miejscem. Dzięki niemu znamy chociaż ich kontekst. Dopuszczam też opcję, że tylko wydaje nam się, że zrozumieliśmy, co do nas mówił…

Warto też odwiedzić garaż Janukowycza (wstęp: 30UAH), w którym znajdziemy kolekcję 42 luksusowych pojazdów. Były prezydent poruszał się nimi jedynie po terenie posiadłości. Poza jej murami pokazywał się tylko w 3 z 42 pojazdów. Przy garażu znajduje się stacja benzynowa. Janukowycz miał też dwa helikoptery z lądowiskiem. Jeden z nich pozostał na terenie rezydencji, drugim uciekł podczas protestów.

20170402_14352720170402_14373820170402_144147davJanukowycz miał rozmach, jeśli chodzi o gościnność. Wybudował dom dla swoich gości (z polem golfowym i sztucznym jeziorem), który nazwano Putinówką. Jak sama nazwa wskazuje, gościł w nim Putin, jednak było to ponoć tylko dwa razy.

Wykupił sobie dostęp do Morza Kijowskiego (tak właśnie nazywany jest Dniepr przez mieszkańców Kijowa), na którym znajduje się Galeon – statek wysadzany kryształami Swarovskiego, z cennymi jajkami Faberge. Był to skromny prezent od przyjaciół. Galeon był jedną z wielu restauracji w Meżyhirji. Kuchnia nie musiała martwić się o dostawę świeżego mięsa – miała własną rzeźnię.

Były właściciel uwielbiał wymyślne potrawy i mięsa przeróżnego rodzaju, a więc mieszkańcy ZOO niewątpliwie mu się przydali. Obok sztucznych jezior stoją spore altanki z miejscem na grilla i budynki, pełniące rolę kuchni polowych. To wszystko otaczał las, w którym pracownicy podkładali grzyby, które Janukowycz uwielbiał zbierać…

Nikt nie jest w stanie wycenić tego całego obiektu. Były prezydent wywiózł sporo rzeczy jeszcze przed ucieczką. Postaram się jednak zarysować ogrom pieniędzy, jakie zainwestowano w ten obiekt. Koszt marmurowego mostu wynosił 12 milionów dolarów. Na rachunku za wykonanie ogromnego pokoju do parzenia herbaty widnieje kwota 1.695.744 dolarów.

Zwiedzanie kompleksu możliwe jest do godz. 20:00. Po czterech godzinach spędzonych w Meżyhirji wróciliśmy do Kijowa. Przekroczyliśmy bramę główną, po raz ostatni mijając pamiątki z hasłami antyrosyjskimi, magnesy z Putinem i hitlerowskim wąsem na jego twarzy, a także rzutki i tarcze z głowami Janukowycza.

Czy warto odwiedzić to miejsce? Zdecydowanie tak. Ciężko jest opisać jego przepych, odzwierciedlający skalę korupcji na Ukrainie za czasów Janukowycza. Ciekawe ilu jest takich polityków, których kompleksy, chore ambicje i dostęp do pieniędzy podatników doprowadziły do posiadania wielkich willi, o których istnieniu nie mamy pojęcia…